wtorek, 9 kwietnia 2013

Rozdział XXXII



Oczami Bartka…
- Bartek, słuchasz mnie? – spytała Aśka, gdy siedzieliśmy w salonie.
- Tak, tak – wymamrotałem nieprzytomnie. Nie mogłem się skupić.
- To o czym mówiłam? – no pięknie, pomyślałem. Uratował mnie telefon. Wstałem i poszedłem odebrać.
- Słucham? –podświadomie miałem nadzieję, że to Luśka.
- Bartek, Luśka miała wypadek! – usłyszałem zapłakany głos Natki. Kolana się pode mną ugięły. Usiadłem na kanapie i złapałem się za głowę.
- Boże – wydusiłem. – Nic jej nie jest? – próbowałem się skoncentrować.
- Nic nie wiem, dopiero ją przywieźli. – ledwo co ją rozumiałem.
- W którym szpitalu jesteście? – wstałem i zacząłem się ubierać. Aśka obserwowała mnie, nie wiedząc co się dzieję.
- W św. Zofii, w Warszawie. – odpowiedziała szybko, po czym się rozłączyłem.
- Co się stało? – spytała Aśka, stojąc w drzwiach salonu.
- Luśka, miała wypadek – wyjaśniłem szybko, szukając dokumentów.
- Poczekaj pojadę z Tobą. – też zaczęła się ubierać. Wyszliśmy razem z domu i szybko wsiedliśmy do auta. Po dwóch godzinach podróży w milczeniu dotarliśmy na miejsce. Znalezienie odpowiedniego oddziału zajęło nam jakieś 20 min. Przed jedną z sal, stała mała grupka ludzi, w której dostrzegłem Natkę i Lilkę. Podeszliśmy szybko.
- Wiadomo coś? – spytałem, próbując złapać oddech.
- Nie, odkąd ją przywieźli nikt nie wyszedł – odpowiedziała, prawdopodobnie jej mama. Była bardzo do niej podobna. Włosy miała prawie identyczne, tylko dłuższe. Oczy, też po niej odziedziczyła. Prawdę mówiąc, pewnie tak Luśka będzie wyglądała za kilkanaście lat. Jej mama stała przytulona do męża, który był niesamowicie blady. Usiadłem, łapiąc się za kolano. Po takim dystansie dawało o sobie znać. Rozejrzałem się po osobach na korytarzu. Oprócz jej rodziców i dziewczyn, czekał z nami Wojtek i ten chłopak, który kiedyś przyjechał do Luśki, nie pamiętałem imienia. Nagle z sali wyszła pielęgniarka. Wstałem szybko.
- I co z nią? – spytał podenerwowany pan Staszewski.
- Muszą państwo czekać. – odpowiedziała i pobiegła przed siebie.
- Natka! – usłyszałem. Odwróciłem się i zobaczyłem Pita, a za nim połowę zespołu z Rzeszowa i Bełchatowa. Wszyscy szybkim krokiem zbliżali się w naszym kierunku.
- Co z nią? – Zibi podbiegł pierwszy. Na jego twarzy malował się strach. Patrzyłem na niego i uświadomiłem sobie, że nie jestem jedynym mężczyznom w życiu Luśki, który ją kocha.
- Nic jeszcze nie wiadomo. – powiedziała zapłakana Natka, wtulając się w ramiona Pita.
- Co się właściwie stało? – spytał zdyszany Karol.
- Miała wypadek samochodowy. Jakiś pijany idiota wjechał w nią na skrzyżowaniu. – Lilka opadła na krzesełko obok mnie i oparła głowę o ścianę. Siedzieliśmy w ciszy, nawet Igła nic nie mówił. Wszyscy w napięciu czekaliśmy, aż drzwi się otworzą i ktokolwiek z nich wyjdzie. Zdałem sobie sprawę, że to moja wina. Schowałem twarz w dłoniach. Gdybym wyjaśnił to wszystko, nie wyjechałaby. Jeśli jej się coś stanie, to tylko i wyłącznie z mojej winy. Poczułem czyjąś rękę na ramieniu. Podniosłem głowę i zobaczyłem Aśkę. Stała i patrzyła na mnie z troską.
- Będzie dobrze. – przyłożyła dłonie do moich policzków. Zaraz potem drzwi gwałtownie się otworzyły.
- Co z nią? - spytała pani Staszewska, podbiegając do lekarza. – Jestem jej matką.
- Jest przytomna. Jednak ma dość poważne obrażenia. Musimy zrobić dodatkowe badania. Na razie nic więcej nie mogę powiedzieć. – skinął głową i szybkim krokiem ruszył do gabinetu. W drzwiach pojawiło się łóżko, pchane przez pielęgniarki, na którym leżała Luśka. Rozglądała się nieprzytomnie po zebranych, zatrzymując wzrok na Zbyszku. Podszedł do niej szybko.
- Wszystko będzie dobrze – odgarnął jej włosy z czoła. – Będę tutaj cały czas – złapał ją za rękę. Uśmiechnęła się lekko.
- Musimy już jechać. – powiedziała jedna z pielęgniarek. Patrzyłem na Zbyszka z zazdrością.
- Boże, przynajmniej żyję – Natka uśmiechnęła się przez łzy. Wszyscy odetchnęli z ulgą. Chłopaki pojechali z powrotem do Bełchatowa. Został tylko Zibi, który próbował wybłagać u trenera wolne na jutro.
- Rozumiem trenerze, ale Johen jest w świetnej formie, da sobie radę. – przekonywał go. – Poza tym, to i tak bez sensu. Będę myślał jedynie o Luśce i naprawdę się nie przydam. – powiedział błagalnym tonem. – Dziękuję! – krzyknął i się rozłączył.
- Zgodził się? – spytałem.
- Tak. – odpowiedział wyraźnie szczęśliwy. Po 15 minutach Luśkę przywieziono ponownie na salę. Najpierw weszli do niej rodzice, dziewczyny i Piotrek. Zostałem na korytarzu z Aśką, Wojtkiem i Zibim.
- Może przyniosę wam kawę? – Aśka wstała. Spojrzałem na zegarek była już 22.
- Pójdę z tobą. – chciałem się przejść i rozprostować nogi. Zeszliśmy na dół do automatu.
- Idziecie już? – spytałam, widząc znajomą grupkę ludzi.
- Nie ma siły rozmawiać, zasnęła od razu. Zbyszek do niej wszedł. – odpowiedziała Lilka. Pożegnaliśmy się z nimi i ruszyliśmy dalej. Drzwi do Sali były uchylone. Zajrzałem niepewnie. Luśka, spała trzymając za rękę Zibiego. Poczułem ukłucie zazdrości. Wiedziałem, że sam sobie na to zapracowałem.
- Może chodź do jakiegoś hotelu? – cicho zaproponowała Aśka – Dzisiaj i tak z nią już nie porozmawiasz, przyjdziemy jutro. – położyła mi rękę na ramieniu. Musiałem jej przyznać rację. Wycofaliśmy się powoli i wyszliśmy ze szpitala.

Oczami Luśki…
Obudziłam się z okropnym bólem głowy. Powoli otworzyłam oczy i zobaczyłam Zbyszka, który spał na moich nogach. Uśmiechnęłam się na ten widok. Pomimo tego, że nie jesteśmy razem, widziałam ten strach o mnie w jego oczach. Był kochany, że został tu ze mną. Byłam ciekawa co z Kaśką. Przejrzał w końcu na oczy? Nie mogłam przypomnieć sobie jaki dziś dzień. Nie miał treningu? Nie chciałam, żeby przeze mnie zawalał cokolwiek. Nie było takiej potrzebny. Czułam się dobrze, oprócz tego cholernego bólu głowy. Dlaczego to tak boli? Próbowałam sobie przypomnieć co się stało, ale w tym momencie na salę wszedł Bartek z Aśka i moimi rodzicami. Za nimi weszły dziewczyny. Narobili trochę szumu, przez co Zibi gwałtownie się poderwał.
- Co jest? – spytał zaspanym głosem. Zaśmiałam się lekko, ale wszystko zaczęło mnie boleć. Mimowolnie się skrzywiłam.
- Kochanie, wszystko dobrze? – mama podbiegła do mnie szybko.
- Tak, tak.. nie martw się.. – uspokoiłam ją. – Bartek – zwróciłam się ku niemu. – Co ty teraz zrobisz? Musi z tobą ktoś ćwiczyć. A coś czuję, że mnie stąd jeszcze nie wypuszczą. – popatrzyłam na niego przepraszająco. Wydawał się zdziwiony.
- Nie martw się, znajdę kogoś na zastępstwo. – odpowiedział zbity stropu.
- Bartek, wyluzuj nie umieram. – zaśmiałam się lekko. – Ty! – popatrzyłam teraz na Natkę – My sobie musimy porozmawiać, ale jak mnie już wypiszą bo mogę potrzebować rąk, by cię zabić. – nie wiedziała o co mi chodzi. Popatrzyła na mnie pytająco. – Później. – odparłam stanowczo, ale z uśmiechem. – A ty nie masz treningu dzisiaj? – zwróciłam się do Zbyszka, który ustąpił miejsca na krześle mojej mamie. Wszyscy popatrzyli po sobie. – No co? – spytałam nic nie rozumiejąc. W tym samym momencie, ktoś wszedł do Sali. Był to wysoki, starszy mężczyzna. Uśmiechnął się przyjaźnie.
- Jak się pani dzisiaj czuję? – spytał, podchodząc do mojego łóżka.
- Nieźle, ale strasznie boli mnie głowa. – Miałam ochotę skłamać, żeby wyjść wcześniej, ale po krótkim zastanowieniu, stwierdziłam, że to jednak zły pomysł.
- W którym miejscu? – popatrzył na mnie.
- Płat potyliczny. – odpowiedziałam automatycznie.
- Tak myślałem – nad czymś się zastanawiał. – Podczas wypadku to on najbardziej ucierpiał. – wyjaśnił. – Jakie ostatnie wspomnienie pani pamięta sprzed wypadku? – spytał. Próbowałam sobie przypomnieć cokolwiek.
- Chyba to, że siedziałam z Lilką w restauracji i rozmawiałyśmy z Filipem. – powiedziałam niepewnie. – O tym właśnie muszę z tobą porozmawiać – wskazałam palcem na Natkę. – Czyli ten wypadek musiałam mieć, gdy wracałam z Warszawy, bo potem pamiętam jedynie to, że byłam w karetce.  
- Kiedy to było? – zwrócił się tym razem do Lilki.
- Prawie tydzień temu – powiedziała przerażona. Doktor znów spojrzał na mnie.
- Tydzień temu? – zdziwiłam się. – To ile ja spałam?
- To wszystko wyjaśnia. Nie pamięta pani wydarzeń sprzed wypadku. To się zdarza, po tak silnym urazie. Całe szczęście, że jest to zaledwie tydzień. W większości przypadków, pamięć zanika całkowicie. – wyjaśnił. Tego się nie spodziewałam. To co straciłam? Popatrzyłam po zebranych. Każdy wydawał się być w szoku.
- Odzyskam kiedyś te wspomnienia? – to pytanie, jako jedyne przyszło mi w tym momencie do głowy.
- Nie wiadomo, ale podejrzewam, że nie. – wyznał szczerze.
- No cóż.. – zaczęłam. – Będziecie mi musieli wszystko ze szczegółami opowiedzieć. – uśmiechnęłam się głównie do Bartka, bo to on wiedział o wszystkim. Nie byłam załamana, mogło być gorzej, jak sam doktor powiedział.  – A kiedy mnie wypiszecie? – spytałam.
- Jak bóle głowy ustaną. Nie widzę większych powikłań. Miała pani dużo szczęścia. – uśmiechnął się do mnie pocieszająco. – A teraz przepraszam, muszę udać się na obchód. Później zrobimy pani kolejne badania – skinął głową w moim kierunku i ruszył w stronę drzwi. – I jeszcze jedno – zatrzymał się w progu. – Pani pies jest pod opieką weterynarza, ma lekkie skaleczenia, ale wyszedł z tego prawie bez szwanku. – oznajmił, po czym opuścił salę. Boże, Czuczi była ze mną? Całe szczęście, że jej się nic nie stało.
- Wow, tego się nie spodziewałam. – wyznałam szczerze. – No to co mnie ominęło w tym tygodniu? – spytałam z uśmiechem. Wszyscy spojrzeli na Bartka, zaczął mi opowiadać od momentu w którym wróciłam do domu z Warszawy. Od Zbyszka dowiedziałam się po co przyjechał, gdy wróciłam do Bełchatowa. Podobało mi się to, że zostaliśmy przyjaciółmi.
- Nie wiesz po co jechałam? – spytałam ze zdziwieniem. Zawsze mówiłam mu po co wychodzę.
- Nie. Nie powiedziałaś nic innego, tylko tyle, że wrócisz jutro.
- A wy nie wiecie? – zwróciłam się do dziewczyn.
- Nie. Powiedziałaś, że powiesz nam jak się spotkamy. – Lilka wzruszyła ramionami. Popatrzyłam w sufit. Dziwnie się czułam z luką w pamięci.
- A nie powiedziałeś czemu byliście mokrzy, gdy wróciliście z tego grilla. – zauważyła Aśka. Odezwała się po raz pierwszy dzisiaj.
- Pojechaliśmy nad zalew i.. no tak jakoś wyszło. – nie wiedział jak to wyjaśnić.
- A co wy robiliście w Bełchatowie? – tym razem spytałam Zbyszka.
- Gramy dzisiaj mecz ze Skrą. – odpowiedział, zakłopotany.
- Zdążysz? – nie wiedziałam, która godzina, ale do Bełchatowa jest trochę drogi.
- Nie gram, poprosiłem trenera o wolne.
- No nawet nie żartuj! – oburzyłam się. – Już cię tutaj nie ma! – wskazałam na drzwi. – Nic mi się nie stanie, a ty musisz pomóc drużynie. Obiecuję, że nigdzie się nie ruszę, dopóki nie wrócisz. – wyszczerzyłam się.
- Luśka,  ale ja naprawdę mogę zostać. – próbował mnie przekonywać.  
- Nie, nie możesz. W tej chwili masz jechać do Bełchatowa i zagrać jak najlepiej. – powiedziałam stanowczo. Chyba zorientował się, że nie ma ze mną szans.
- Wrócę zaraz po meczu – wstał i pocałował mnie w czoło.
- Ok. – uśmiechnęłam się. – Powodzenia! – krzyknęłam, gdy wychodził z sali.
- Ja też się będę zbierać – westchnęła Aśka – Za kilka godzin mam wykłady. –wyjaśniła. – Trzymaj się – podeszła i pocałowała mnie w policzek.
- Dzięki, że w ogóle przyjechałaś – odwzajemniłam uśmiech.
- Odprowadzę Cię. – powiedział Bartek i wyszedł zaraz za nią. Do sali weszła pielęgniarka z wózkiem.
- No to czas na badania. – uśmiechnęła się przyjaźnie.
- Mam na tym jechać? – spytałam przerażona. Odpięła mi kroplówkę i pomogła wsiąść na wózek, pomachałam jeszcze mamie, która patrzyła na mnie z przerażeniem.

niedziela, 7 kwietnia 2013

Rozdział XXXI



- Co ty tutaj robisz? – Bartek stanął na progu i patrzył na nią ze zdziwieniem.
- Chciałam ci zrobić niespodziankę i przyjechałam wcześniej. – rzuciła mu się na szyję. – Cieszysz się?
- Pewnie – odpowiedział z uśmiechem. Spuściłam wzrok, nie wyglądało na to, żeby kłamał.
- Co wam się stało? – zmierzyła nas wzrokiem.
- Aa.. długa historia. – odezwałam się po raz pierwszy. Przytuliła się do niego  i zaczęła całować. Nie odsunął się. – Pójdę do siebie. – Nie miałam ochoty na to patrzeć. Wpuściłam Czuczi i zamknęłam za nami drzwi. Rzuciłam bezrękawnik i kozaki w kąt pokoju. Opadłam na łóżko. Jaka ja byłam głupia. Przecież on ją kocha. Ja jestem dla niego ważna, tylko ze względu na kolano. Łza spłynęła mi po policzku. Wiedziałam, że to się tak skończy. Po co ja tu w ogóle przyjeżdżałam. Wstałam i podeszłam do lusterka. Wyglądałam okropnie, włosy miałam mokre, a do tego pełne piachu. Pod jednym okiem spłynął mi tusz z rzęs. Na dodatek byłam cała zaróżowiona. Westchnęłam, wyobrażając sobie sytuację na przedpokoju. Stałam koło prześlicznej Aśki w takim stanie. Nie dziwię się, że nie miał oporów przed całowaniem jej. Zaśmiałam się na myśl o własnej głupocie. Musiałam wyjść z pokoju się wykąpać. Wzięłam głęboki oddech i wyszłam. Słyszałam, że Aśka mu o czymś opowiada. Starałam się być jak najciszej, żeby mnie nie usłyszeli. Wzięłam gorącą kąpiel. Wysuszyłam od razu włosy i wyszłam z łazienki. Niestety, tym razem mnie zauważyli.
- Lusia! – krzyknęła Aśka. Zatrzymałam się w drzwiach salonu. – Dołącz do nas, porozmawiamy.
- Chętnie, ale jestem padnięta – zrobiłam zawiedzioną minę – Jutro to nadrobimy – uśmiechnęłam się i ruszyłam w stronę pokoju. Starałam się nie patrzeć na Bartka, choć czułam jego spojrzenie na sobie. Zamknęłam się w pokoju i weszłam pod kołdrę. Nie będę głupia. Nie pozwolę się sobą bawić. Skoro on woli Aśkę, to ja muszę chociaż wykazać się honorem.


Oczami Bartka…
Słuchałem opowieści Aśki, ale cały czas myślałem o Luście. Co ona musiała sobie pomyśleć. Jestem idiotą.
- Idę się wykąpać. – wstała i pocałowała mnie w usta. Poczekałem, aż puści wodę i ruszyłem w stronę pokoju Luśki. Zapukałem, nic. Uchyliłem drzwi i spojrzałem na łóżko.
- Luśka, możemy porozmawiać? – spytałem cicho. Nie odpowiedziała. Miała zamknięte oczy, ale wiedziałem, że udaję. Nie chciałem naciskać, więc zgasiłem światło i zamknąłem drzwi. Wróciłem na kanapę. Jak ona musiała się poczuć, widząc mnie całującego się z Aśką. Ukryłem twarz w dłoniach. Muszę jej to wszystko wyjaśnić. Mam nadzieję, że będzie chciała ze mną rozmawiać. I nie wyjedzie! Nie wyobrażałem sobie tego, że miało by jej nie być. Tego, że nie widziałbym jej codziennie. Tak naprawdę nie wyobrażałem sobie już życia bez niej. Bez jej uśmiechu, a nawet bez jej codziennych krzyków o bałagan, który zrobiłem. Boże, ja ją kochałem.
- Co się stało? – spytała Aśka, wchodząc do pokoju.
- Nic, nic, zmęczony jestem – odpowiedziałem szybko. – Pójdę się wykąpać. – wstałem.
- Będę czekała już w pokoju – przeciągnęła się i wyszła. Starałem się siedzieć w łazience jak najdłużej, żeby zasnęła. Wszedłem niepewnie do sypialni.
- No nareszcie – usłyszałem. Położyłem się obok niej. Przytuliła się do mnie i westchnęła – Kocham Cię. Dobranoc.
- Dobranoc. – Nie mogłem wydusić z siebie „ja ciebie też”. Nie chciałem jej okłamywać. Wiedziałem, że to co czuję do niej, to nie to samo co czułem całując Luśkę. To było coś nowego. Nigdy wcześniej się tak nie czułem. Zaśmiałem się, na wspomnienie o tym jak wyglądała na przedpokoju. Mokra, rozmazana.. nawet wtedy była przepiękna. Zaraz jednak przypomniałem sobie ton jej głosu, gdy mówiła, że pójdzie do siebie. Aśka mnie po prostu zaskoczyła. Muszę jej to wyjaśnić. Nie chciałem na razie o tym myśleć. Wróciłem do wspominania sceny nad zalewem.

Oczami Luśki..
Obudziłam się dość wcześnie. Śnił mi się Bartek, śmiejący się ze mnie i powtarzający ciągle „Myślałaś, że Cię kocham?”. Chciałam przeleżeć cały dzień w łóżku. Nie dałam jednak rady. Wstałam, mając nadzieję, że jeszcze śpią. Weszłam do  łazienki. Nie wiem dlaczego chciałam wyglądać ładniej, niż Aśka. Przyłożyłam się jak nigdy do makijażu i wyprostowałam włosy. Największy problem miałam z ciuchami. W końcu zdecydowałam się na legginsy i kremową, luźną tunikę. Byłam zadowolona z końcowego efektu. Siedzieli razem w salonie. Wzięłam smycz z szafki.
- Czuczi – zawołałam, wybiegła z pokoju.
- Idziesz z nią na spacer? – spytała Aśka. Bartek, nie odrywał ode mnie wzroku.
- Przejdę się z nią. – odpowiedziałam  i wyszłam z mieszkania. W tym samym czasie na klatce pojawił się Mat. No tak, jeszcze jego mi potrzeba.
- Alicja! – ucieszył się na mój widok.
- Nie mam ochoty z tobą rozmawiać. – wycedziłam, wymijając go.
- Oo.. widzę, że pani fizjoterapeutka nie w humorze. – szedł cały czas za mną.
- Bo Cię spotkałam – powiedziałam przez zaciśnięte zęby.
- Jejku, ale ty jesteś spięta! – zaśmiał się. Zatrzymałam się gwałtownie.
- Nie spięta, tylko dorosła! Człowieku ile ty masz lat? Zachowujesz się jak dziecko! Nie mam ochoty z tobą rozmawiać! – krzyknęłam. Stał i patrzył na mnie zdezorientowany. – Przepraszam. – westchnęłam. Co się ze mną dzieję.
- Chodź, napijemy się kawy. – zaproponował.
- Nie – odpowiedziałam stanowczo.
- No chodź. – złapał mnie za płaszcz i pociągnął za sobą. Wywróciłam oczami – Dobra, doba. Idę. Ale nie na kawę. Chodźmy coś zjeść. – umierałam z głodu.
- Nie ma sprawy. – uśmiechnął się. Kupiliśmy drożdżówki i ruszyliśmy w stronę parku. – Więc powiesz mi co się stało? – popatrzył na mnie z zainteresowaniem.
- Nie, wolałabym nie. – był ostatnią osobą, której powiedziałabym o tym. – Porozmawiajmy o czymś innym, skoro już musimy.
- Naprawdę mnie nie lubisz – uśmiechnął się.
- Nie chodzi o to, że cię nie lubię – wyznałam szczerze – Po prostu mnie… irytujesz.
- Bo nie jestem milutki i nie jem ci z ręki? – spytał ironicznie.
- Co? – przystanęłam i popatrzyłam na niego.
- Oj Ala.. – pokręcił głową. – Przyznaj się. Jesteś przyzwyczajona do tego, że każdy mężczyzna robi wszystko co zechcesz. – popatrzył na mnie z rozbawieniem. – Nie ładnie tak wykorzystywać  urodę.
- Widzisz, dlatego mnie irytujesz! Myślisz, że wiesz wszystko, a to nie prawda!
- Jasne – zaśmiał się. Dałam mu kuksańca w ramie.
- Przestań! – zdenerwowałam się.
- Ok, ok już nic nie mówię. – uśmiechnął się. – Muszę powoli wracać. – przystanął.
- Hmm.. no to wracamy z tobą – kiedyś musiałam. Zawróciliśmy. – Gdzie pracujesz?
- Zaczęłaś się mną interesować? – uniósł brwi. – Sorry, nie jesteś w moim typie.
- Mat. – zaśmiałam się.
- Dobra, doba. – uniósł ręce. – Pracuję w klubie. Jestem barmanem, czasem tam śpiewam i gram na gitarze.
- Artysta? – spytałam ze śmiechem.
- Nie śmiej się ze mnie. Jestem naprawdę dobry. – próbował mnie przekonać.
- I jaki skromny. – zaczęliśmy się śmiać. Doszliśmy pod blok. W drzwiach wpadliśmy na Bartka i Aśkę.
- O cześć – przywitał się Bartek.
- Cześć – odpowiedzieliśmy razem z Matem.
- Idziemy na zakupy, dołączycie? – zapytała Aśka.
- Ja już jestem spóźniony. Do zobaczenia. – minął ich i wbiegł po schodach. Oboje popatrzyli na mnie.
- Yy.. Nie będę wam przeszkadzać, poza tym muszę… zrobić pranie. – Pranie? Boże…
- O.. ok. – odpowiedziała, robiąc zdziwioną minę. Weszłam do mieszkania. Tak mają wyglądać nasze relację? Nie zastanawiając się długo, wygrzebałam telefon z torebki.
- Słucham? – usłyszałam, głos Lilki.
- Co słychać? – spytałam, jak gdyby nigdy nic.
- Wszystko w porządku, a u ciebie?
- U mnie też. – skłamałam, nie chciałam jej tego tłumaczyć przez telefon. – Co dziś robisz?
- W sumie mam wolne. Wojtek jest w pracy, a co? Jesteś w Warszawie? – dopytywała się.
- Nie, ale będę. Wpadniesz do mnie z Natką za jakieś 3 godziny? – poprosiłam.
- Nie ma sprawy, zadzwonię zaraz do niej – zgodziła się natychmiast. – Na pewno wszystko w porządku?
- Powiem wam wszystko jak się spotkamy. Do zobaczenia. – rozłączyłam się. Weszłam do pokoju i wyjęłam torbę podróżną. Spakowałam najważniejsze rzeczy i wyszłam na przedpokój. Podbiegła do mnie Czuczi.
- Jedziesz ze mną? – spytałam. Wzięłam smycz. W tym samym momencie do mieszkania wszedł Bartek z Aśką. Popatrzył na torbę, a potem na mnie.
- Wyjeżdżasz? – przestraszył się.
- Tylko do jutra. – odpowiedziałam, nie patrząc na niego. – Wiem, że nie zrobiliśmy ćwiczeń, ale poradzisz sobie sam. Rozmawiałam z trenerem udostępni nam salę od jutra. Będziemy już ćwiczyć normalnie. – wyjaśniłam.
- Ok. – ciągle na mnie patrzył.
- Przepraszam na chwilę, muszę do łazienki. – powiedziała Aśka i pobiegła.
- Musimy porozmawiać – szepnął szybko.
- Umówiłam się z dziewczynami. Porozmawiamy jutro. – wyminęłam go i wzięłam Czuczi na ręce. – A i wezmę ją. Nie chce wam robić kłopotu. – dodałam.
- Luśka.. – próbował cos powiedzieć, ale ja już wyszłam z mieszkania. Wzięłam głęboki oddech i ruszyłam w stronę samochodu. Cały czas myślałam o Bartku. Nie mogłam się doczekać, aż opowiem o wszystkim dziewczynom. Wjechałam na jedno ze skrzyżowań. Zapaliło się zielone światło i ruszyłam. Spojrzałam w bok, rozpędzone auto jechało prosto na mnie…

piątek, 5 kwietnia 2013

Rozdział XXX




Dwa dni szybko minęły i zanim się obejrzałam był już czwartek. Wczoraj dzwonił Winiar i zaprosił nas na ostatniego w tym roku grilla u niego. Mieliśmy spotkać się też z zawodnikami Resovii, bo dzisiaj przyjeżdżają do Bełchatowa. Cały czas zastanawiałam się za kim mam być na sobotnim meczu. Od zawsze kibicowałam SKRZE, ale wtedy jeszcze nie znałam Zibiego, Igły, Pita i reszty zespołu. Doszłam do wniosku, że będę niczym Szwajcaria i wczoraj zamówiłam sobie koszulkę z napisem I <3 SKRA&SOVIA. Stwierdziłam, że dzięki temu nikt nie poczuję się urażony. Obudził mnie sms od Natki „Będę na sobotnim meczu. Do zobaczenia!”. Nie mogłam ponownie zasnąć, więc niezgrabnie zeszłam z łóżka. Bartek oczywiście jeszcze spał. Zaspana weszłam do łazienki i wzięłam długą kąpiel. Z ręcznikiem na głowie, zrobiłam sobie jajecznice i kawę. W między czasie wstał mój współlokator.
- Dzień dobry – przywitał się wchodząc do kuchni.
- Cześć – powiedziałam, kończąc jedzenie.
- O której jest ten grill? – spytał, opadając na krzesło obok mnie.
- 19.
- Aśka dzwoniła – powiedział wyjmując sok z lodówki. – Chce jutro przyjechać. Załatwiłem jej już bilet na mecz. – nie wydawał być się szczęśliwy z tego powodu.
- Ok – nie wiem dlaczego poczułam ukłucie zazdrości.
- Masz coś przeciwko? – popatrzył na mnie.
- Nie, no co ty.. – skłamałam. To jest twój pacjent, powtarzałam sobie.  
- Za kim ty w sobotę będziesz? – uśmiechnął się zmieniając temat.
- Będę bezstronna. – wstałam i umyłam talerz. – A ty? W 100% za Skrą?
- Pewnie. – nawet się nie zawahał. Wyszłam do łazienki i wysuszyłam włosy. Założyłam dres i zaczęliśmy robić ćwiczenia. Robiliśmy coraz trudniejsze, ale Bartek radził sobie lepiej z każdym kolejnym dniem. O 17 zaczęłam się powoli szykować. Na dworze dzisiaj było wyjątkowo ciepło, ale byłam pewna, że nie będzie to trwać długo. Założyłam czarne legginsy, biały gruby sweter i brązowe kozaki.
- Luśka, co ty tam tyle robisz? – spytał zniecierpliwiony Bartek, czekając na mnie przy drzwiach.
- Kończę – odpowiedziałam szybko poprawiając makijaż.
- Gotowa? – chciał się upewnić, gdy wyszłam.
- Tak, możemy iść – wzięłam na wszelki wypadek swój brązowy bezrękawnik i razem z nim wyszłam z mieszkania. Po 30 minutach podjechaliśmy pod dom Winiara. Jak dotąd pojawił się jedynie Karol, Zati, Aleks ,Cupko i Bąku.
- Cześć – powiedziałam równocześnie z Bartkiem.
- O jesteście! Super – ucieszył sił się Karol. – Próbujemy rozpalić grilla.
- Widzę. – uśmiechnęłam się.
- Ale spoko, rozpalimy! – powiedział Winiar, ubrudzony węglem na twarzy. W tym samym momencie z domu wyszła Dagmara, również z ogromnym uśmiechem.
- Męczą się z tym już pół godziny. – zwróciła się do mnie.
- Może ci pomóc? – spytałam widząc, że wraca po coś do domu.
- Nie, nie trzeba. Już kończę – odpowiedziała z uśmiechem. Usiadłam na jednym z krzeseł i obserwowałam ich poczynania. Zaraz potem przyszedł Mariusz z żoną i Arkiem. Nikt więcej ze Skry chyba nie przyjdzie, więc czekaliśmy już jedynie na resoviaków.
- Oh, dajcie mi to – wstałam i podeszłam do nich. – Nie mogę już na to patrzeć.
- Myślisz, że ty to rozpalisz? – popatrzyli na mnie rozbawieni.
- Myślę, że tak. – odpowiedziałam i wzięłam się do pracy. Po 5 minutach doczekaliśmy się i chłopaków z Rzeszowa.
- No ładnie panowie! – krzyknął Igła, gdy nas tylko zobaczył. – Siedzicie sobie za stołem, a blondyna wam grilla rozpala. – pokręcił głową.
- No cóż – powiedziałam – Skoro panowie nie umieją..
- Zobaczymy, czy ty rozpalisz. – uśmiechnął się Winiar, ale zaraz potem uśmiech zniknął z jego twarzy bo grill, powoli zaczął się rozpalać – No nie wierzę! – aż wstał z wrażenia. Wszyscy patrzyli z niedowierzaniem.
- Jak ty to zrobiłaś? – spytał Karol.
- Kiedyś spędzałam przy grillu co drugi dzień wakacji.  – wyjaśniłam z uśmiechem. Usiedliśmy wszyscy przy stole.
- Jak tam stresik panowie? – Igła uśmiechnął się złośliwie, w stronę chłopaków z Bełchatowa. Chłopaki zaczęli się sprzeczać kto wygra sobotni mecz. Cała wymiana zdań na ten temat zakończyła się śmiechem. Każdy zaczął rozmawiać między sobą, panował straszny gwar. Jedynie Pit siedział w milczeniu. Podeszłam do niego.
- Chodź się ze mną przejść. – zaproponowałam z uśmiechem.
- Ok – odpowiedział, nadal zamyślony. Oddaliliśmy się od reszty. Czekałam, aż coś powie, ale chyba nie miał takiego zamiaru.
- Nadal myślisz o tym Filipie? – spytałam w końcu. – Pit, naprawdę nie wydaje mi się, że coś między nimi.. – zaczęłam.
- Spotkali się – przerwał mi
- Co? – zatrzymałam się.
- Wczoraj pojechałem do Warszawy. Nie mogłem przestać o tym myśleć i chciałem z nią porozmawiać. Podjechałem pod jej blok, a z niego wyszedł Filip. – wyjaśnił. Słychać było jak bardzo go to boli.
- Skąd wiesz, że to był Filip?
- Widziałem go kiedyś na zdjęciu w albumie Natki. – patrzył przed siebie. – Luśka, co ja mam robić? – popatrzył na mnie błagalnym, a jednocześnie pełnym cierpienia spojrzeniem. Zabiję ją, pomyślałam.
- W sobotę przyjedzie na mecz. Jeśli chcesz to ja mogę z nią porozmawiać i dowiedzieć się co się między nimi dzieję. -  zaproponowałam.
- Chyba ja powinienem  to zrobić. – wiedziałam, że nie jest mu łatwo.
- Na pewno sobie wszystko wyjaśnicie i będzie dobrze. – uśmiechnęłam się przyjaźnie. – Nie wierzę, żeby Natka była w stanie zrobić coś takiego. – powiedziałam. Prawda był jednak taka, że już niczego nie byłam pewna w tej sprawie. Wróciliśmy do stołu. Pit trochę się ożywił, ale nadal było widać, że go to gnębi.
- Cześć Luśka – przywitał się Aleks.
- Mówisz po polsku? – zdziwiłam się.
- Uczę się. – wyjaśnił ze śmiesznym akcentem.
- No nawet dobrze ci idzie. – uśmiechnęłam się.
- Kto idzie? – zmarszczył brwi i zaczął się rozglądać. Zaczęłam się śmiać.
- Twój język jest coraz lepszy. – wyjaśniłam szybko.
- Dziękuję. – odpowiedział.
Około 22 wszyscy zaczęli się zbierać.
- Nie chce mi się wracać do domu – powiedział Bartek, gdy jechaliśmy już samochodem.
- To co proponujesz? – spytałam .
- Zobaczysz. – uśmiechnął się podekscytowany. Mówił mi gdzie jechać i po 30 minutach byliśmy na miejscu. Wzięłam ze sobą bezrękawnik, bo na dworze było już zimno. Gdy wyszłam zobaczyłam zalew, oświetlony przez dużą ilość latarni.
- I jak? – spytał, obserwując moja reakcję.
- Wow. – powiedziałam jedynie i zachwycałam się tym widokiem.
- Wiedziałem, że ci się spodoba. – zmierzaliśmy w kierunku wody. – Muszę ci coś powiedzieć.
- Hmm? – spytałam, zakładając kaptur.
- Dzwonił mój lekarz.. – zaczął.
- Są już wyniki? – zdziwiłam się, bo byliśmy u niego wczoraj.
- Są. – odpowiedział z nieokreśloną miną. Uniosłam brwi, czekając na odpowiedź. Westchnął i się odwrócił.
- Bartek co jest? – serce mi na chwilę stanęło.
- Jest lepiej! – krzyknął odwracając się z uśmiechem. Miałam ochotę go zabić. Zamiast tego wzięłam rozmach nogą i z całej siły go ochlapałam. Stał cały mokry i patrzył na mnie ze złośliwym uśmiechem.
- Chcesz wojny? – zaśmiał się. Zanim zdążyłam cokolwiek zrobić, wziął mnie na ręce i wniósł do wody. - Nawet nie waż się mnie puszczać! – krzyknęłam trzymając go za szyję.
- Przeproś! - rozkazał mi ze śmiechem.
- Nie – odpowiedziałam stanowczo. Wiedziałam, że mnie nie wrzuci.
- Nie? – spytał. Pokręciłam głową. Zaraz potem poczułam, że w butach mam pełno wody.  Zmierzyłam go wzrokiem.
- Pożałujesz! – zaczęłam go chlapać. Woda była lodowata. Gdy zaczął się rewanżować próbowałam uciekać, ale w kozakach miałam mały ocean. Wybiegłam na piasek i zatrzymałam się przy samochodzie, ale Bartek był tuż za mną. Objął mnie w talii i  przewrócił na ziemię. Czułam się jak małe dziecko.
- Dobra! – krzyknęłam. – Wygrałeś! – wstał i podał mi rękę.
 Staliśmy naprzeciwko siebie z uśmiechami na twarzach.
- Dziękuję – powiedział cicho.
- Za co? – spytałam, ocierając twarz z wody.
- Za to, że mi pomogłaś – wyjaśnił – To dzięki tobie jest lepiej.
- To moja praca. - odpowiedziałam, obserwując krople wody, które spadały mu z mokrych włosów.
- Mimo wszystko. – patrzył na mnie z powagą. Próbowałam nie patrzeć mu w oczy. Cały czas, przekonywałam samą siebie, że skoro jest moim pacjentem jest nietykalny. Nie mogę powiedzieć, że był mi obojętny. Te wszystkie wieczory spędzone razem, naprawdę nas do siebie zbliżyły. Serce mi zaczęło szybciej bić gdy jego ręce mnie oplotły. Swoje położyłam na jego przemoczonej kurtce i w końcu odważyłam się popatrzeć mu w oczy. Powoli zaczął się do mnie zbliżać. Stałam jak zahipnotyzowana. Nasze twarze dzieliło już zaledwie kilka centymetrów. Poczułam jego oddech na skórze. Nie mogłam się ruszyć. Zamknęłam jedynie oczy. Lekko musnął mnie ustami. Przytulił mnie mocniej, a moje ręce owinęły mu się na karku. Z czasem nasze wargi zaczęły ze sobą współpracować, całowaliśmy się coraz namiętniej. Poczułam jak palcami jednej ręki wplata mi się we włosy, uwielbiałam to. Gładził mnie po włosach jedną ręka, trzymając cały czas drugą, jakby bał się, że ucieknę. Nie miałam zamiaru tego robić, miałam dość powstrzymywania się. W końcu się od siebie odsunęliśmy. Popatrzył mi w oczy, obserwując moją reakcje. Przygryzłam wargę, czułam się jak nastolatka. Uśmiechnęłam się nieśmiało, próbując uspokoić swój oddech. Bez słowa przytulił mnie ponownie. Tym razem wtuliłam się w niego.
- Naprawdę jesteś dla mnie ważna. – szepnął.

Wracaliśmy w milczeniu. Nadal dochodziłam do siebie. Nie wiedziałam co powiedzieć, co zrobić. Nie spodziewałam się tego. Wiedziałam jedynie, że był to najlepszy pocałunek w moim życiu. Nie miałam pojęcia co będzie dalej, ale cały czas uśmiech przewijał się na mojej twarzy. Wyszliśmy z samochodu i ruszyliśmy w stronę mieszkania. Nadal żadne z nas nic nie powiedziało. Wchodząc na klatkę schodową, zaczęłam szukać kluczy do domu w torebce. Otworzyłam drzwi. Na przedpokoju ktoś stał.
- Niespodzianka! – krzyknęła Aśka.

_____
Przepraszam, że tak długo, ale nie miałam czasu :) Kolejny gdzieś w tygodniu :)