środa, 17 kwietnia 2013

Rozdział XXXV



Oczami Bartka..
Schowałem pudełko z grą do szafki i poszedłem się kąpać. Miałem zamiar poczekać, aż Luśka wyjdzie od Arka. Ubrałem spodnie od piżamy i włączyłem telewizor. Nagle usłyszałem ciche pukanie do drzwi.
- Siema. – gdy otworzyłem, zobaczyłem uśmiechniętego Mata. – Sorry, że tak późno, ale znalazłem te płyty, o których mówiłeś.
- Wchodź. – wpuściłem go do środka.
- Luśka już śpi? – spytał, niby od niechcenia.
- Nie. Czeka, aż Arek zaśnie . – odpowiedziałem. Nie wychodziła długo, więc uchyliłem cicho drzwi pokoju, w którym nadal paliło się światło. Spała na łóżku z otwartą książką. Arek spał tuż obok, przytulony do niej. Uśmiechnąłem się na ten widok.
- Uroczo wyglądają – przestraszył mnie Mat. Nie spodziewałem się tego, że stoi tak blisko. – Patrz, śpi jak aniołek. Kto by pomyślał teraz, że jest, aż tak złośliwa. – pokręcił głową z uśmiechem.
- Ty też jej nie ustępujesz. – zgasiłem światło i zamknąłem drzwi.
- Uwielbiam patrzeć na to jak marszczy brwi, gdy się na mnie złości. Zauważyłeś? - wyszczerzył się. – A to, że jest pyskata mi nie przeszkadza. Między innymi dlatego ją lubię. – powiedział siadając na kanapie.
- Czyli ją jednak lubisz? – usiadłem koło niego. Boże, nawet o niego byłem zazdrosny. – A wygląda, że jest wprost przeciwnie. - W tym samym momencie drzwi pokoju się otworzyły i wyszła z niego zaspana Luśka.
- Cześć – przywitał się Mat.
- Idę pod prysznic. – mruknęła zaspana, wchodząc do łazienki. Wyszła po 15 minutach, w tym czasie zajęliśmy się rozmową o płytach.
- Wow. – uśmiechnął się złośliwie nasz sąsiad, gdy ją zobaczył. – Makijaż jednak wiele daje. –przyjrzałem się jej dokładnie. Naprawdę marszczyła brwi w dziwny, ale jednocześnie słodki sposób.
- Mi chociaż pomaga makijaż. Ty biedaku, nawet tym sobie pomóc nie możesz. – uśmiechnęła się z politowaniem. Mat stracił na chwilę pewność siebie, ale zaraz ją odzyskał.
- Jeszcze żadna dziewczyna, nie narzekała na mój wygląd – powiedział, patrząc na nią z wyższością.
- Wow – pokiwała z uznaniem. – Musisz się nieźle naszukać, żeby znaleźć takie z wystarczającą wadą wzroku. - zaśmiałem się.
- Dobra, koniec. – przerwałem. Wiedziałem, że mogą tak w nieskończoność.
- Będę leciał. – wstał.
- Jaka szkoda. – Luśka zrobiła smutną minę.
- Nie martw się – wyszczerzył się. – Wrócę jutro. – powiedział jej prosto do ucha, gdy ją mijał. Wywróciła jedynie oczami.
- Jak ten chłopak mnie irytuje. – westchnęła. – Bartuś idę spać, padam z nóg. – widziałem, że była zmęczona.
- Dobranoc. – uśmiechnąłem się. Zostałem sam w salonie. Dopiero teraz, chyba poczułem jak bardzo śpiący jestem.

Oczami Luśki..

- Lusia! – usłyszałam. Otworzyłam powoli oczy. Przy moim łóżku stał Arek i patrzył na mnie z niecierpliwością. – Śniadanie! – krzyknął radośnie. Wiedziałam, że nie mam wyjścia, bo mały nie pozwoli mi dalej spać.
- Wstaję – uśmiechnęłam się. Miałam bardzo przyjemny sen. Śniło mi się, że wszyscy byliśmy u Winiara na grillu. Arek złapał mnie za rękę i zaprowadził do kuchni. Na stole leżało pełno jedzenia, a na jednym z krzeseł siedział Bartek, obserwując moją reakcje.
- Wow. – wydusiłam z siebie. – Uważaj bo zacznę się przyzwyczajać – popatrzyłam na Bartka z szerokim uśmiechem.
- To był pomysł Arka. – uniósł ręce do góry.
- Dziękuję! – ucałowałam małego w policzek. Zaczęliśmy jeść śniadanie. Byłam zachwycona, gdy zobaczyłam na stole naleśniki! Miałam na nie ochotę już od dawna. O 15 po Arka, wpadł Mariusz, dziękując nam setki razy. Już po ich wyjściu zaczęłam tęsknić za tym małym szkrabem. Godzinę później byliśmy  na hali. Musieliśmy poczekać, aż skończy się trening. Usiedliśmy na trybunach i obserwowaliśmy w skupieniu zmagania chłopaków.
- Już nie długo i ty będziesz trenował – uśmiechnęłam się do Bartka, gdy usłyszeliśmy gwizdek.
- Nie mogę się już doczekać. – odpowiedział rozmarzony.
- Cześć! – w naszą stronę szedł Karol.
- No hej – przywitałam się z nim.
- Jak się czujesz, lepiej? – spytał, patrząc na mnie uważnie.
- Wszystko w porządku. – byłam przygotowana na takie pytania.
- Tak sobie pomyślałem.. – zaczął. – Nie wiem, czy to nie za wcześnie, ale jutro wychodzimy ze znajomymi się rozerwać. Może poszlibyście z nami? – zaproponował z wyraźną nadzieją w głosie.
- Ja z przyjemnością. – odpowiedziałam bez zastanowienia. Miałam ochotę w końcu wyrwać się z tych czterech ścian.
- W sumie.. ja też z chęcią pójdę – równie szybko odpowiedzi udzielił Bartek. Karol wyraźnie się ucieszył.
- Super! – powiedział zachwycony. – To jutro o 20 przed tym klubem co wcześniej. – dodał z uśmiechem. – Zati na mnie czeka, do jutra – pożegnał się i ruszył w stronę szatni. Zapowiada się bardzo ciekawy weekend najpierw impreza, a potem.. oj.
- Aj, zapomniałam ci powiedzieć – złapałam się za głowę. – Dzwoniła Lilka i zaprosiła nas na sobotnią premierę jej nowego spektaklu. – powiedziałam, prawie jednym tchem.
- Kurde, w sobotę nie dam rady. Rodzice i Kuba przyjeżdżają.
- Oo – uśmiechnęłam się. – Nie martw się, usprawiedliwię cię przed Lilką.
- Dasz radę sama prowadzić? – popatrzył na mnie z niepokojem. – Jeśli chcesz to zadzwonię i przełożę..
- Nie ma mowy – przerwałam mu szybko. – Nie widzieliście się długo, a ja sobie poradzę. To był jedynie szok. Ale musisz pożyczyć mi samochód– uśmiechnęłam się do niego, najładniej jak potrafiłam.
- Z wielkim bólem serca – zaśmiał się.

Następnego dnia staraliśmy się jak najwcześniej wybrać się na halę. Udało nam się wcisnąć przed treningiem. Już o 18 zaczęłam się szykować. Największy problem miałam oczywiście z ubiorem. Całe szczęście, że plany się zmieniły i idziemy do jakiejś knajpy. Postawiłam na blado różową sukienkę z czarną marynarką. Na dworze było dość chłodno, więc nie miałam wyjścia i musiałam dodać czarne rajstopy. Do tego wyjęłam z szafy czarne botki na obcasie, w których ostatnio byłam jakiś rok temu. Wyprostowałam włosy i zrobiłam lekki makijaż. Pierwszy raz to ja musiałam czekać na Bartka. Gdy w końcu wyszedł, musiałam przyznać, że się opłacało. Ubrał ciemne jeansy, białą koszulkę i marynarkę. Wyglądał naprawdę świetnie.
- Wow – pokiwałam głową z uznaniem. – Jak się wystroisz to ty nawet przystojny jesteś – zaśmiałam się. Wyraźnie się zawstydził.
- Cicho – odpowiedział speszony. – Chodź, bo się spóźnimy. – Otworzył mi drzwi. Mieliśmy trochę czasu, więc postanowiliśmy się przejść. Po 20 minutach byliśmy już na miejscu. Przed klubem stał Karol z Majką, którą poznałam wcześniej.
- Cześć – przywitaliśmy się.
- Super, że już jesteście. – ucieszył się na nasz widok. – Bartek to jest Majka, a to Bartek. – przedstawił ich sobie.
- Na kogo jeszcze czekamy? – spytałam. Ale zaraz zobaczyłam grupkę ludzi, zmierzających w naszym kierunku. Gdy podeszli bliżej, upewniłam się, że to znajomi Karola. Nikt nowy nie doszedł, więc znałam wszystkich. Poszliśmy do  klubu, znajdującego się jakieś 100 metrów dalej. Zajęliśmy największy stolik blisko sceny.
- Będzie występ na żywo? – spytał zaciekawiony Bartek.
- A będzie, będzie. – do naszego stolika podszedł Mat.
- Co ty tutaj robisz? – westchnęłam.
- Mówiłem ci, że jestem barmanem i czasami.. – przypomniał sobie coś. – No tak, straciłaś pamięć – uśmiechnął się. Spiorunowałam go wzrokiem. Zaraz zaczęły się pytania. Cierpliwie na nie odpowiadałam, a Mata miałam ochotę zabić. Przyniesiono nam nasze zamówienia. Skupiłam się na Bartku i dziewczynie, która siedziała obok niego. Z tego co pamiętam to miała na imię Ewelina. Bartek był bardzo skrępowany, bo wyraźnie go podrywała. Nie chciałam się śmiać, więc spojrzałam na Karola, który siedział obok mnie i rozmawiał z Majką. Obserwowałam ich przez krótką chwilę i zauważyłam, jak jego rozmówczyni na niego patrzy. Mimowolnie się uśmiechnęłam. W tym samym momencie na scenie pojawił się Mat. Nie spodziewałam się tego, że zobaczę go kiedykolwiek z gitarą. Byłam bardzo ciekawa co będzie później. Zaczął śpiewać „You’re beautiful”, a ja zaniemówiłam. Miał bardzo męski głos. Cała sala pogrążona była w ciszy. Zamknęłam oczy, a gdy po jakimś czasie je otworzyłam, zauważyłam, że Mat na mnie patrzy. Posłałam mu lekki uśmiech. Zapomniałam o wszystkim, nawet o tym jak bardzo irytujący jest. Odwzajemnił mój uśmiech kończąc piosenkę. Wszyscy wstali i zaczęli klaskać.
- Dziękuję – powiedział, przeczesując palcami włosy. Usiadł znów na krześle i zaczął śpiewać piosenki Dżemu. Byłam w siódmym niebie, bo uwielbiałam ten zespół. Po godzinie, Mat zszedł ze sceny nagrodzony gromkimi brawami.
- I jak? – spytał siadając obok nas. Wszyscy byli zachwyceni, tylko ja się nie odezwałam. Nie siedział z nami długo bo zaraz porwały go jakieś dziewczyny.
Do domu wróciliśmy około 3 nad ranem. Nie miałam siły na nic. Bartek ledwo co położył się na łóżku i już spał. Wzięłam szybko kąpiel i dosłownie opadłam bezwładnie na łóżko.

Obudziło mnie pukanie do drzwi. Czekałam, aż Bartek otworzy, ale widocznie spał mocniej niż ja. Niezgrabnie wstałam z łóżka i poszłam otworzyć. Rozbudziłam się od razu, gdy przed drzwiami zobaczyłam rodziców Bartka.
- Dzień dobry. – przywitałam się automatycznie.
- Dzień dobry. – odpowiedziała jego mama, obserwując mnie. Zaprosiłam ich do mieszkania. W drodze do salonu, przelotnie spojrzałam w lusterko i się przestraszyłam. Wyglądałam okropnie.
- Pójdę obudzić Bartka. – powiedziałam szybko.
- Wiedziałam, że jest śpiochem, ale żeby spać do 13? – zdziwiła się pani Kurek. Boże do której? Pomyślałam przerażona. Weszłam do pokoju. Natychmiast otworzyłam okno.
- Bartek. – potrząsnęłam nim. Nic. – Bartek! – próbowałam coraz głośniej. Otworzył oczy – Twoi rodzice przyjechali. – szepnęłam. To wystarczyło, żeby zerwał się na nogi. Ubrał szybko spodnie i koszulkę i wyszliśmy z pokoju. Goście siedzieli w salonie i o czymś rozmawiali.
- Pójdę się wykąpać. – powiedziałam zawstydzona i weszłam do łazienki. Razem z rodzicami Bartka pojechaliśmy na halę. Na początku dziwnie się czułam wiedząc, że ktoś obserwuje moją pracę. Wróciliśmy o 16. Musiałam się przygotować na spektakl Lilki. Z bardziej oficjalnymi kreacjami nie miałam problemu. Założyłam czarną dopasowaną sukienkę i jasno żółty żakiet.
- Wow. – pan Kurek uśmiechnął się na mój widok, gdy weszłam do salonu się pożegnać. – Bardzo ładnie wyglądasz. – powiedział.
- Dziękuję. – odwzajemniłam uśmiech. – Niestety, muszę już jechać. Miło było państwa ponownie zobaczyć. – dodałam.
- Naprawdę, wielka szkoda. – mama Bartka podeszła i mnie przytuliła. – Na pewno, jeszcze kiedyś się spotkamy.
- Jesteś pewna, że chcesz jechać sama? – spytał zmartwiony Bartek.
- Tak. – odpowiedziałam, gdy byłam już przy drzwiach.
Nie lubiłam jeździć obcym samochodem, ale jak na razie innego wyjścia nie miałam. Wsiadłam do auta Bartka. Wzięłam głęboki oddech i przekręciłam kluczyki. Uczucie wróciło. Nie byłam w stanie, nic z nim zrobić. Oparłam głowę o siedzenie i próbowałam się uspokoić. Ktoś nagle zapukał w szybę samochodu.
- Co jest? – Mat patrzył na mnie przez szybę.
- Nic, nic.. – otrząsnęłam się szybko. – Tak sobie siedzę…
- Ok.. – zmarszczył brwi. – Bartek wczoraj mówił, że jedziesz do Warszawy. Jak chcesz to możemy się razem zabrać, bo też jadę. – zaproponował. Spadł mi jak z nieba.
- Dobra. – odpowiedziałam natychmiast. Był wyraźnie zdziwiony.
- Tak bez żadnych złośliwości? – uniósł brwi. Przesiadłam się do jego samochodu. – No to co to za spektakl? - spytał, gdy ruszyliśmy.
- Musimy rozmawiać? – westchnęłam. – Wyobraź sobie, że jedziesz sam.
- Myślałem, że będzie milej rozmawiając.
- Serio? – spytałam z ironią w głosie. – Naprawdę uważasz, że będzie milej.. – uśmiechnął się i włączył głośno muzykę. Usiadłam wygodnie. Za oknem było już ciemno. Popatrzyłam na zegarek, było po 18. Kątem oka zerknęłam na Mata. Był skupiny na drodze, ale podrygiwał w rytm muzyki. Musiałam przyznać, że gdy się nie odzywał był całkiem przystojny. Zorientował się, że na niego zerkam.
- Przestań, bo się zarumienię. – uśmiechnął się. Odwróciłam szybko wzrok. Wyciągnęłam telefon i napisałam do Lilki  „Wiem, że się stresujesz, ale nie potrzebnie. Do zobaczenia za godzinę”.
- Gdzie ty jedziesz? – spytałam zaskoczona, gdy skręcił w jakąś dziwną uliczkę.
- Trochę mi się śpieszy, więc pojedziemy na skróty. – odpowiedział. Nie chciałam się kłócić. Ja też chciałam dojechać tam jak najszybciej. Jechaliśmy przez jakieś pustkowia, gdy nagle samochód się zatrzymał.
- Czemu się zatrzymujemy? – popatrzyłam na niego. – Trochę mi się śpieszy…
- Hmm.. wygląda na to, że skończyło się paliwo..

niedziela, 14 kwietnia 2013

Rozdział XXXIV




Nareszcie w domu. Weszłam do swojego pokoju i zostawiłam torby. Byłam niesamowicie głodna. Szpitalne jedzenie, było okropne. Odżywiałam się jedynie serkami. Nie miałam dużego wyboru, bo Bartek nie był systematyczny w robieniu zakupów. Gdy nie miał nic do jedzenia, po prostu zamawiał pizzę. Westchnęłam i zrobiłam sobie kanapki z pomidorem.
- Jestem. – Bartek wszedł do kuchni. – Mat do nas później wpadnie. – powiedział obserwując moją reakcję. – Masz coś przeciwko?
- Nie. – odpowiedziałam. – Zamknę się w pokoju i nie będę wychodziła. – uśmiechnęłam się – Jak tam ćwiczenia z Łukaszem? – spytałam, zmieniając temat.
- W porządku, ale zdecydowanie wolę robić to z tobą – wyszczerzył się.
- Cieszę się. Jutro idziemy już na salę. Trochę sobie poodbijasz, poskaczesz. Zobaczymy jak twoje kolano to zniesie. – wyjaśniłam.
- Nareszcie! – ucieszył się.
- No nie wiem, czy masz powód do radości. Nie obiecuję, że nie będzie bolało – powiedziałam szczerze. Zaraz przestał się uśmiechać. Dokończyłam jedzenie i poszłam się rozpakować. Oglądaliśmy „Jeden dzień”, gdy ktoś zapukał do drzwi. Bartek zerwał się od razu. Westchnęłam gdy usłyszałam głos Mata. Wszedł do salonu razem z moim współlokatorem.
- Cześć – wyszczerzył się na mój widok.
- Cześć – uśmiechnęłam się. Nie miałam siły być dla niego złośliwa.
- Jakie miłe powitanie – zdziwił się. – Uważaj bo się przyzwyczaję. – posłał mi złośliwy uśmiech.
- Cicho – skrzywiłam się.
- Gramy? - zwrócił się do Bartka.
- Luśka, możemy zająć telewizor? – spytał niepewnie.
- Zaraz się skończy, czekajcie! – powiedziałam stanowczo, nie spuszczając wzroku z ekranu. Kątem oka widziałam, że siadają.
- No nie mów! – Mat popatrzył na mnie z uśmiechem. – Płaczesz?
- Cicho! – główna bohaterka właśnie zmarła. Film się skończył, a ja byłam cała we łzach. Wytarłam je szybko i wstałam. – Możecie sobie grać. – powiedziałam i wyszłam z pokoju. Wykąpałam się i zaczęłam czytać książkę, której nie mogłam skończyć. Słyszałam jak Mat wychodzi około północy. Nie wiedziałam co mnie tak w nim irytuję, ale ciśnienie podnosiło mi się na samą myśl o nim. Odłożyłam książkę i położyłam się spać.

Stałam przed blokiem. Nagle zobaczyłam siebie, wychodzącą z budynku. Oglądałam kiedyś nawet taki film, gdzie dziewczyna w śpiączce wyszła ze swojego ciała. Ale ja nie mogłam być w śpiączce. Uszczypnęłam się. Nic. No tak, to mi się śniło. Usiadłam na ławce i obserwowałam sytuację. Szłam z Czuczi. Mat wyszedł za mną z bloku.
- Nie mam ochoty z tobą rozmawiać. – wycedziłam.
- Oo.. widzę, że pani fizjoterapeutka nie w humorze. – szedł cały czas za mną.
- Bo Cię spotkałam – powiedziałam przez zaciśnięte zęby.
- Jejku, ale ty jesteś spięta! – zaśmiał się. Zatrzymałam się gwałtownie.
- Nie spięta, tylko dorosła! Człowieku ile ty masz lat? Zachowujesz się jak dziecko! Nie mam ochoty z tobą rozmawiać! – krzyknęłam. Stał i patrzył na mnie zdezorientowany. – Przepraszam. – Jejku, ale ja mam dziwną minę, gdy się złoszczę, pomyślałam patrząc na samą siebie.
- Chodź, napijemy się kawy. – zaproponował.
- Nie – odpowiedziałam stanowczo.
- No chodź. – złapał mnie za płaszcz i pociągnął za sobą. – Dobra, doba. Idę. Ale nie na kawę. Chodźmy coś zjeść.
- Nie ma sprawy. – uśmiechnął się.
Obudziłam się. Otworzyłam oczy i usłyszałam już wyraźnie dźwięk telefonu. Dzwoniła Lilka, z zaproszeniem na swoją sobotnią premierę.  Wiedziałam, że już nie zasnę, więc wstałam i wyszłam do łazienki. Założyłam białą bokserkę i różowy dres. Bartek siedział już w kuchni i jadł śniadanie.
- Cześć – przywitałam się wchodząc. – Skąd masz jedzenie? Byłeś w sklepie? – spytałam zdziwiona.
- Tak – uśmiechnął się – Zrobiłem śniadanie i kawę – wskazał na dzbanek.
- Wow. – powiedziałam, kręcąc głową. Usiadłam na jednym z krzeseł. – Co to za okazja? A może czegoś chcesz? – jeszcze nigdy nie zrobił śniadania i kawy. Coś musiało być na rzeczy.
- No ładnie, człowiek się stara, wstaję o świcie, żeby być docenionym, a tu jak zawsze – udał oburzonego. – Chciałem ci po prostu zrobić niespodziankę.
- Jeśli tak, to się udała – wyszczerzyłam się, zajadając jajecznicę.

O 15 wyszliśmy z domu.
- Mogę prowadzić? – poprosiłam z miną szczeniaka. Musieliśmy jechać jego samochodem bo ja niestety swojego nie miałam. Po wypadku nawet nie opłacało się go naprawiać. Prędzej, czy później musiałam się wybrać po nowy. Bartek popatrzył na mnie i westchnął.
- Znowu ta mina – pokręcił głową i rzucił mi kluczyki.
- Dziękuję – odpowiedziałam szczęśliwa, wsiadając do samochodu. Był znacznie większy od mojego. Gdy tylko wjechałam na ulicę, poczułam panikę. Zatrzymałam się gwałtownie.
- Nie mogę. – powiedziałam przerażona.
- Co się dzieje? – Bartek patrzył na mnie, nie wiedząc o co chodzi. Próbowałam uspokoić swój organizm. – Zamieńmy się. – wysiadł z samochodu. Zrobiłam to samo. Za nami utworzył się już mały korek. Usiadłam na miejscu pasażera i złapałam się za głowę. – Co to było? – spytał, patrząc na mnie.
- Nie wiem. – oparłam głowę o siedzenie. – Spanikowałam.
- Może powinnaś iść do psychologa? Porozmawiaj z Natką – zaproponował.
- Nie. – powiedziałam stanowczo. – Nie ma takiej potrzeby.
- Luśka.. – zaczął.
- Nie. – przerwałam mu od razu. Resztę drogi przebyliśmy w milczeniu. Nic mi nie jest. Nie potrzebuję, żadnego psychologa. Dojechaliśmy pod halę. Była pusta.
- Dobra, no to zaczynamy. – powiedziałam z uśmiechem, próbując sprawić, że Bartek zapomni o wydarzeniu w samochodzie. Skończyliśmy po dwóch godzinach. Gdy wychodziliśmy z hali, spotkaliśmy Mariusza.
- O jak dobrze, że Was widzę! – ucieszył się na nasz widok. – Miałem do Was dzwonić, ale skoro się spotkaliśmy to jeszcze lepiej.
- O co chodzi? – spytałam.
- Mam do was ogromną prośbę. – powiedział niepewnie. - Musimy jutro z Pauliną wyjechać. Jej siostra ma problemy. Chodzi o to, że to jest na drugim końcu Polski. Nie chcemy brać Arka ze sobą bo się zamęczy. Chcieliśmy was zapytać, czy zgodzilibyście się nim zająć.. – wyjaśnił.
- Nie ma sprawy – odpowiedział Bartek. – Tylko kiedy?
- Jutro rano. Odebralibyśmy go pojutrze.
- Ok. – uśmiechnęłam się. Przynajmniej będzie się coś działo.
Następnego dnia o 14, Arek był już u nas. Siedział grzecznie na kanapie. Staliśmy nad nim, nie za bardzo wiedząc, co powiedzieć.
- Jesteś głodny? – spytałam.
- Nie, jadłem w domu obiad. – odpowiedział.
- W sumie to masz szczęście, Luśka nie jest dobrą kucharką. – zaśmiał się Bartek. Spiorunowałam go wzrokiem. - A może chcesz się czegoś napić?
- Nie, dziękuję.
- A co powiesz na bajki? – skinął głową. Uśmiechnęłam się z satysfakcją i włączyłam odpowiedni kanał. Wyszliśmy do kuchni.
- Kiedyś mu się znudzą. – powiedział Bartek, siadając na krześle. W tym samym momencie do kuchni wszedł Arek.
- Nie lubię tej bajki. – oznajmił, obserwując nas. Kucnęłam naprzeciwko niego.
- A co powiesz na to, żebyśmy poszli na spacer? – uśmiechnęłam się. – Możemy pójść do kina, jeśli grają coś dla dzieci. – zaproponowałam.
- Super! – krzyknął. Popatrzyłam na Bartka. Rozłożył ręce z uśmiechem.
- No to idziemy! – oznajmił. Po 15 minutach byliśmy gotowi do drogi. Udało nam się trafić na idealny seans, który podobał się Arkowi. Po dwóch godzinach, w wyśmienitych humorach wracaliśmy do domu. Przed blokiem spotkaliśmy Mata.
- Wow, wyglądacie jak prawdziwa rodzina – wyszczerzył się. – Gdzie byliście?
- W kinie i na spacerze. – odpowiedział mu Bartek. – A ty gdzie się wybierasz?
- Na basen. Może pójdziecie ze mną? – zaproponował.
- Lusia, pójdziemy na basen? – Arek popatrzył na mnie z miną szczeniaka. Obiecałam sobie, że już nigdy więcej nie wykorzystam jej w stosunku do Bartka. Nie dało się odmówić.
- Ee.. – nie wiedziałam co odpowiedzieć. Mat przykucnął przed Arkiem.
- Ciocia Lusia, nie umie pływać.. – szepnął.
- Umiem – oburzyłam się.
- No to w takim razie, nie chce pokazać się w stroju kąpielowym.. Wiesz, nie jest już młoda. – wywróciłam jedynie oczami.
- Mam lepszy pomysł – uśmiechnęłam się – Pójdziecie w trójkę, taki męski wypad.
- Ale Lusia, ja chcę z tobą – ehh, znów ten wzrok.
- Dobra, ale najpierw musimy się przebrać. – wzięłam go za rękę i wszyscy weszliśmy do mieszkania.

Po pół godziny byliśmy już na pływalni. Rozdzieliliśmy się, wchodząc do szatni. Przebrałam się w strój i wyszłam na główny basen. Chłopcy byli już w wodzie i uczyli Arka pływać. Podeszłam do nich.
- Wow. – Mat popatrzył na mnie. – Jak na swój wiek całkiem nieźle.
- Mam dopiero 26 lat. – spiorunowałam go wzrokiem i weszłam do wody.
- To mało? Za 4 lata, będzie już 30. – uśmiechnął się złośliwie. Ochlapałam go wodą i podeszłam do Arka.
- Luśka! – zawołał Mat, odwróciłam się niechętnie i poczułam na sobie wielki strumień wody.
- Chcesz wojny? – spytałam i nie czekając na odpowiedź zaczęłam go chlapać. Po chwili złapał mnie w pasie i zanurzył. – To nie fair! – krzyknęłam, gdy pojawiłam się znów nad wodą.
- Na wojnie nie ma zasad – wyszczerzył się. Nie czekając długo wskoczyłam mu na ramiona i zanurzyłam.
- Jak dzieci. – westchnął Bartek, kręcąc głową. Po 5 minutach zawarliśmy rozejm.
- Idziemy na rurę? – spytałam Arka. Zgodził się od razu. Wyszliśmy z basenu i ruszyliśmy w stronę zjeżdżalni.
- Ja chcę na tą! – wskazał na jedną z trzech.
- Niestety, ta nie jest dla dzieci. – usłyszeliśmy za sobą. Odwróciliśmy się oboje. Za nami stał młody, przystojny ratownik.
- No to musimy iść na tą mniejszą. – wzruszyłam ramionami, patrząc na Arka.
- No chyba, że mama z tobą zjedzie – uśmiechnął się do niego.
- O, nie jestem jego mamą – wyjaśniłam szybko.
- No to w takim razie niech zjedzie z tobą… - popatrzył na mnie, czekając aż dokończę.
- Luśka. – wyciągnęłam rękę z uśmiechem.
- Grzesiek. – uścisnął ją. – Pierwszy raz cię tu widzę.
- Przeprowadziłam się tu kilka miesięcy temu. – wyjaśniłam.
- Bartek idzie! – krzyknął Arek wskazując na chłopaków, którzy szli w naszą stronę.
- Czy to nie jest Bartek Kurek? – spytał zdziwiony Grzesiek.
- Tak, Luśka z nim mieszka. – odpowiedział mu.
- Oo.. Cóż, muszę już iść. Miło było cię poznać. – pożegnał się i odwrócił. Ale z nim nie jestem, wróć.. pomyślałam. Westchnęłam, no trudno.
- Zostawić cię na dwie minuty, a już cię ktoś podrywa. – zaśmiał się Mat.
- Widocznie nie jestem, aż tak stara. – uśmiechnęłam się z satysfakcją. Wzięłam Arka za rękę i ruszyłam w stronę większej rury.
Po 2 godzinach byliśmy już w mieszkaniu. Wzięliśmy po kolei prysznic.
- Na co masz ochotę? – spytałam, gdy siedzieliśmy w kuchni.
- Omlet. – odpowiedział szybko Bartek.
- Pytałam Arka. – uśmiechnęłam się.
- Ja chcę jajecznicę. – powiedział, śmiejąc się z mojego współlokatora.
Po kolacji, wyciągnęliśmy gry planszowe i graliśmy do późnego wieczoru. Oczywiście wybór padł na chińczyka, w którego jak zwykle przegrałam.
- Pora spać. – popatrzyłam na Arka. – Chodź. – wstałam i wyciągnęłam rękę. Przytulił się do Bartka i wyszedł ze mną.
- Przeczytasz mi coś? – spytał, gdy przykrywałam go kołdrą.
- Pewnie – zgodziłam się, szukając w torbie jakiejś książki. Znalazłam Pinokia. Położyłam się obok niego i zaczęłam czytać.
- Dawno temu był sobie stolarz Dżepetto…

_______
Dziękuję, za wszystkie komentarze pod poprzednim rozdziałem! Ogromna motywacja, więc proszę o kolejne :)
 

piątek, 12 kwietnia 2013

Rozdział XXXIII


Oczami Bartka…
Wyszliśmy przed szpital. Jak na listopad, było dość ciepło.
- Zawieźć cię do Bełchatowa? – spytała Aśka. Przyjechaliśmy tutaj jej samochodem.
- Nie – odpowiedziałem bez zastanowienia. – Zostanę jeszcze z Luśka, a potem wrócę jakoś do domu – dodałem. Byłem całkowicie rozkojarzony. Spodziewałem się wszystkiego, ale nie tego, że Luśka straci pamięć.
- Bartek, co się dzieję? – usłyszałem i wróciłem do rzeczywistości. Aśka patrzyła na mnie z niepokojem. – Wszystko z nią dobrze. Nie pamięta tygodnia sprzed wypadku, ale poza tym wszystko z nią w porządku. – próbowała mnie pocieszyć.
- Wiem. – powiedziałem cicho. Nie pamięta tygodnia, więc nie pamięta też momentu nad zalewem o  którym ja nie mogłem zapomnieć. Spojrzałem Aśce w oczy, zbierając się na odwagę, by powiedzieć jej o wszystkim. Jednak patrzyła na mnie z taką troską, że nie mogłem wydusić z siebie ani słowa.
- Muszę już jechać. – powiedziała przepraszającym tonem. – Poradzisz sobie?
- Tak, tak. – odpowiedziałem nieprzytomnie. Chciałem zostać sam. Pocałowała mnie na pożegnanie i ruszyła w stronę auta. Stałem i patrzyłem jak odjeżdża. Jestem idiotą, jestem największym tchórzem na świecie. Dlaczego jej nie powiedziałem prawdy? Nie zasługiwała na to, żeby być okłamywaną. Musze jej to wyjaśnić i zakończyć ten związek, który i tak już nie ma sensu. Wszedłem z powrotem do szpitala. Nie śpieszyłem się. Nie byłem chyba w stanie udawać, że nic się nie stało. Nawet nie wiem dlaczego, nie powiedziałem Luśce o naszym pocałunku. Ale co by to zmieniło. Miałem nadzieję, że skoro mnie pocałowała, to gdzieś tam w środku, ja też jestem dla niej ważny. Ale gdybym był,  to mnie złapałaby za rękę i to do mnie by się uśmiechnęła. Do Zbyszka miała jakiś dziwny stosunek. Widać było to w jej oczach, gdy na niego patrzyła. Nie byłem pewien, czy to była miłość, ale wiedziałem, że na mnie jeszcze nigdy tak nie spojrzała. Wszedłem na salę. Łóżko było puste. Rodzice Luśki stali przy oknie i o czymś rozmawiali. Dziewczyny siedziały w milczeniu na krzesełkach. Podszedłem do nich.
- Gdzie Luśka? – spytałem, siadając.
- Pojechała na badania – odpowiedziała mi Lilka. – Jejku, jak do tej pory, utratę pamięci widziałam jedynie w filmach. – pokręciła głową z niedowierzaniem.
- Mnie zastanawia, po co ona jechała do Warszawy. To musiało być coś ważnego, skoro nie mogła poczekać. Przecież dzisiaj miałam być w Bełchatowie. Na pewno wam nie mówiła po co jedzie? – Natka popatrzyła na nas.
- Nic więcej mi nie powiedziała. Chciała z nami porozmawiać jak się spotkamy – Lilka wzruszyła ramionami. – A ty naprawdę nic nie wiesz? – teraz obie skierowały wzrok na mnie. Już miałem odpowiadać, gdy na salę wjechała blada i zmęczona Luśka.
- Wróciłam. – lekko się uśmiechnęła. Pielęgniarka pomogła jej wejść na łóżko.
- Słyszała pani co powiedział lekarz? – popatrzyła na nią znad okularów. – Ma pani odpoczywać.
- Wiem, wiem. – odpowiedziała, wywracając oczami. – Natka, gdzie jest mój tele.. – zamilkła, na widok karcącego spojrzenia pielęgniarki.
- Żadnego telefonu. Ma pani leżeć i najlepiej nic nie mówić. – upomniała ją.
- Z tym może być problem. – zażartowałem, wszyscy się zaśmiali.
- Dobra, to ty Natka zadzwoń do Łukasza. – westchnęła zrezygnowana. Nie wiedziałem, o co chodzi. Natka wyszła z sali.
- Kochanie odpoczywaj, wpadniemy do ciebie później. Musimy jechać po Klaudiusza. – jej mama podeszła do niej i pocałowała ją w policzek.
- Ja też się będę zbierała. Zaraz mam próbę. – Lilka wstała. – Mam nadzieję, że wypiszą cię przed premierą. Musisz to zobaczyć.  Do zobaczenia. – pożegnała się z nami. Zaraz potem weszła Natka.
- Załatwione. – powiedziała. – Ma czas o 18. Też będę się zbierać, za godzinę mam pacjenta. Wpadnę jeszcze dzisiaj. – uśmiechnęła się i wyszła. Zostaliśmy sami.
- O co chodziło? – zmarszczyłem brwi.
- O 18 masz ćwiczenia, napiszę ci adres. – wyjaśniła. – To mój kolega, naprawdę bardzo dobry rehabilitant. Zajmie się tobą, dopóki ja nie będę w stanie. – uśmiechnęła się. – No co? Chyba nie myślałeś, że zostawię cię bez opieki.- spytała udając oburzoną. Nie mogłem się napatrzeć na jej uśmiech.
- Pójdę, jeśli.. – specjalnie zawiesiłem głos.
- Jeśli? – uniosła brwi.
- Jeśli teraz zamkniesz oczka i pójdziesz spać – uśmiechnąłem się. Widziałem, że jest zmęczona.
- No.. na to się mogę chyba zgodzić. – westchnęła. – Tylko nie zapomnij, a adres weź od Natki. – dodała i zamknęła oczy. Siedziałem i patrzyłem na nią.
- Idź stąd. – otworzyła jedno oko i spojrzała na mnie. – Nie mogę się skupić, jak tak na mnie patrzysz. – zaśmiała się.
- Dobra, już mnie nie ma. – uniosłem ręce do góry i wstałem. Odwróciłem się jeszcze, gdy doszedłem do drzwi. Patrzyła na mnie i się uśmiechała. – Miałaś iść spać. – przypomniałem.
- Idę, idę. - odpowiedziała szybko.

Oczami Luśki…
Obserwowałam całą sytuację z boku. Staliśmy przy samochodzie. W tle słychać było jedynie szum drzew. Cali mokrzy, patrzyliśmy na siebie. Powoli zaczęliśmy się do siebie zbliżać. Długo staliśmy spleceni ze sobą. W końcu się od siebie odsunęliśmy. Patrzył na mnie z uwielbieniem, po czym przytulił.
- Naprawdę jesteś dla mnie ważna. – szepnął Bartek.

- Pani Alicjo. – usłyszałam i otworzyłam oczy. Nie wiedziałam co się dzieję, rozejrzałam się. Nade mną stał lekarz i patrzył na mnie intensywnie. Obok łóżka siedział Zbyszek i Bartek. Popatrzyłam na tego drugiego i przypomniałam sobie ten dziwny sen. Poczułam, że się rumienię. Spojrzałam szybko w stronę okna. Na zewnątrz było bardzo jasno. Spodziewałam się, że wstanę wieczorem. – Nie mogliśmy pozwolić pani dłużej spać. – oznajmił lekarz.
- To ile ja spałam? – spytałam zdziwiona. – Śpię od wczoraj?
- To normalne – uspokoił mnie. – Przyjdę do pani później. – powiedział i wyszedł. Spojrzałam na chłopaków. Siedzieli i patrzyli na mnie.
- Jak mecz? – zwróciłam się do Zibiego.
- Wygraliśmy – wyszczerzył się do mnie.
- Odegramy się w Rzeszowie. – do sali wszedł Karol z kubkiem kawy. – Mieliście po prostu więcej szczęścia.
- Jasne, jasne. – zaśmiał się Zbyszek.
- Nie poczekałeś na mnie! – Igła wszedł szybko za Karolem.
- Co wy tu wszyscy robicie? – zdziwiłam się. Dopiero teraz przypomniałam sobie, że nie miałam na sobie ani krzty makijażu. Odruchowo poprawiłam włosy. Chłopaki wybuchli śmiechem.

Tydzień później…
- Powoli.
- Mamo –westchnęłam załamana. – Wszystko jest ok. Słyszałaś przecież doktora. – przypomniałam jej. – Nie panikuj!
- Na pewno  nie chcesz jechać do nas? Odpoczniesz jeszcze trochę. – nalegała.
- Odpoczywałam cały tydzień. – powiedziałam stanowczo.
- Nie wiem, po kim ty jesteś taka uparta. – załamała ręce i się poddała. Skończyłam się powoli pakować. – Będziesz się nią opiekował? – zwróciła się do Bartka.
- Obiecuję – odpowiedział z uśmiechem. Wywróciłam oczami. Traktowali mnie jak dziecko.
- Tak wam tylko przypomnę, że mam już 26 lat. – zdenerwowałam się. – Natka, możemy w końcu porozmawiać? – spytałam. Do tej pory, nie miałyśmy okazji. Zawsze wokół mojego łóżka był tłum ludzi.
- Pewnie. – zgodziła się. Wyszłyśmy z sali i ruszyłyśmy w stronę wyjścia.
- Co jest między tobą a Filipem? – wypaliłam od razu.
- Nic. – zmarszczyła brwi – A co ma być?
- Dzwonił do ciebie. – wydawała się zaskoczona.
- Skąd to wiesz? – spytała. Nie odpowiedziałam. – No tak, Piotrek.. Nic między nami nie ma. Dzwoni do mnie, a kiedyś nawet przyszedł do mnie do mieszkania..
- Przyszedł do ciebie? – przerwałam jej zszokowana.
- Tak, chciał do mnie wrócić. – kontynuowała. – Ale powiedziałam mu, że kocham Piotrka i nic z tego nie będzie. – wyjaśniła.
- I zaakceptował to? – spytałam ironicznie.
- Nie, nadal próbuje. Ale bądź pewna, że ja do niego nic nie czuję. – uśmiechnęła się. Wyszłyśmy przed szpital.
- Porozmawiaj z Pitem. On naprawdę się zamartwia.
- Jejku, teraz wiem dlaczego się tak zachowywał! – zaśmiała się. – Nie macie się o co martwić.
- Gotowa? – usłyszałam za sobą. Odwróciłam się i zobaczyłam Bartka z moimi rodzicami.
- Tak, możemy jechać – odpowiedziałam z uśmiechem. Pożegnaliśmy się ze wszystkimi i wsiedliśmy do auta. – Nareszcie. – oparłam się o siedzenie.
- Chyba, aż tak źle nie było. – uśmiechnął się. – Zbyszek nie opuszczał cię nawet na chwilę.
- Kochany jest. – powiedziałam szczerze. - Cieszę się, ze jesteśmy przyjaciółmi.
- Nie chcesz do niego wrócić? – spytał, obserwując moją reakcję. Popatrzyłam w okno. Nie wiedziałam co mam odpowiedzieć. Z jednej strony, mogłam sobie wyobrazić mnie i Zbyszka znowu razem. Nie wiem czemu przy nim czułam się bezpieczna. Właśnie dlatego, to jego złapałam wtedy za rękę. Bałam się jednak, że jeśli znów zerwiemy, nie będziemy już w stanie dalej się przyjaźnić. – Nie wiem. – odpowiedziałam w końcu. Resztę drogi przebyliśmy w milczeniu. Po dwóch godzinach byliśmy już pod blokiem. Bartek wziął torby i ruszyliśmy w stronę klatki schodowej. W drzwiach spotkaliśmy Mata. Westchnęłam.
- No cześć! – przywitał się z uśmiechem. - Gdzie byliście? Nie widziałem was od jakiegoś tygodnia.
- Luśka miała wypadek. – odpowiedział mu Bartek.
- Co się stało? – spytał lekko przestraszony.
- Obchodzi cię to? – zmarszczyłam brwi..
- Myślałem, że zakopaliśmy topór wojenny.. – teraz to on był zdziwiony. – Wyjaśniłem ci, że nie jesteś w moim typie. – wyszczerzył się.
- Zakopaliśmy topór wojenny? – spytałam z ironicznym uśmiechem – Nie przypomi… - przerwałam i spojrzałam na Bartka. – To prawda? – Bartek wzruszył ramionami.
- O co chodzi? – Mat nie wiedział co się dzieję.
- Straciła pamięć. Nie pamięta tygodnia przed wypadkiem. – wyjaśnił mu.
- Co? – spytał ze śmiechem.
- Doprawdy.. bardzo zabawne. – oburzyłam się i go wyminęłam.
- Czyli mam rozumieć, że nadal.. czekaj jak ty to powiedziałaś, gdy spacerowaliśmy z Czuczi? – udał, że myśli. – A tak, nadal będę ci się skrycie podobał, ale nie będziesz tego okazywać?
- Nie powiedziałam tak! – przystanęłam przed drzwiami.
- Skąd wiesz? przecież nie pamiętasz… - uśmiechnął się.
- Straciłam pamięć.. nie rozum – odpowiedziałam ze złośliwym uśmiechem i weszłam do mieszkania. Słyszałam jeszcze jak Bartek się śmieję.

___________________
Bardzo proszę o komentarze. Nawet 1 to ogromna motywacja dla mnie do dalszej pracy :)