poniedziałek, 4 lutego 2013

Rozdział V



Bartek zastanawiał się czy iść za nią, czy zostać ze mną. Stał podparty na kulach, nie wiedząc co się dzieję.
- Mówiłeś, że nie ma nic przeciwko! - szepnęłam, patrząc na niego z wyrzutem.
- Bo nie miała, rozmawialiśmy o tym i też uznała, że tak będzie najlepiej. - usprawiedliwił się szybko.
- Ja się mogę przenieść do hotelu, nie ma problemu. Idź z nią pogadaj. Zostawię was samych. - powiedziałam.
- Nie musisz wychodzić.
- Muszę. - powiedziałam stanowczo i wyszłam z mieszkania.

Oczami Bartka..

O co jej chodzi? Przecież się zgodziła.. Wszedłem do kuchni, stała przodem do okna, patrząc jak Luśka wsiada do samochodu.
-Co to było? – zapytałem.
-Co to było?! Naprawdę nie wiesz co to było? To jest ta twoja rehabilitantka z którą masz zamieszkać?!- gdyby mogła zabijać wzrokiem, już byłbym martwy.
- No przecież Ci ją przedstawiłem, zgodziłaś się żeby tu zamieszkała – nigdy nie zrozumiem kobiet..
- Bo inaczej wyobrażałam sobie jedną z najlepszych rehabilitantek w kraju! – nadal krzyczała – Myślałam, że to będzie starsza kobieta, której może być ciężko tutaj dojeżdżać, a nie.. – słów jej zabrakło – Ile ona ma w ogóle lat?
- Z tego co wiem to 26.. – powiedziałem, bojąc się jej reakcji.
- O pięknie! Czyli jest w twoim wieku.. Nie ma mowy, żeby ona tutaj mieszkała. Najlepiej będzie jak znajdziesz sobie innego rehabilitanta, a i wolałabym, żeby to był mężczyzna – powiedziała już spokojniej.
- Co? – teraz to ja się zdenerwowałem – Mam ją teraz wysłać z powrotem do Warszawy? –spytałem zszokowany - Zostawiła wszystko i przyjechała, żeby mi pomóc, a teraz mam jej powiedzieć, żeby wracała bo moja dziewczyna mi nie ufa?! – prawie krzyczałem z nerwów.
- Przecież wiesz, że ci ufam – powiedziała lekko zawstydzona.
- No właśnie, sądzę, że mi nie ufasz skoro myślisz, że mógłbym Cię zdradzić – powiedziałem już łagodniej – Kochanie.. – westchnąłem, siadłem na krześle i złapałem ją za ręce – Wiesz, że jesteś dla mnie najważniejsza i nie wyobrażam sobie życia bez ciebie. Luśka to jedynie moja rehabilitantka. Chcę wrócić jak najszybciej na boisko, a ona może mi w tym pomóc. – powiedziałem patrząc jej prosto w oczy – Nie wiem dlaczego się martwisz, jesteś dla mnie najpiękniejszą kobietą na świecie i to się nie zmieni, tylko dlatego, że będę mieszkał z blond pięknością – dodałem z uśmiechem.
- Głupek – ona też się uśmiechnęła i mnie pocałowała.
- Mogę ci ufać? – spytała.
- Tak – odpowiedziałem, przytulając ją.
- Idziemy coś obejrzeć? – spytała, tak jakby nie było, żadnej kłótni.
- Dobra, ale ja wybieram.
Poszliśmy do pokoju i włączyliśmy mój ulubiony film. Ulżyło mi, że wszystko się wyjaśniło. Muszę przeprosić Luśkę, musiała się okropnie poczuć, ale na razie nie chciałem o tym myśleć. Za kilka godzin Asia ma pociąg, muszę się nią nacieszyć. Przytuliłem ją i wspólnie oglądaliśmy „Gorączkę”.

Oczami Luśki..

Co on sobie myślał.. Zaprasza mnie do siebie, chociaż jego dziewczynie to nie pasuje? Faceci.. Dlatego nie przeszkadza mi to, że jestem sama. Jeśli będę miała za mało problemów, to znajdę sobie faceta. Korzystając z okazji pojechałam zwiedzić
najstarszy kościół w Bełchatowie. Słyszałam, że jest piękny i nie zawiodłam się, gdy dojechałam na miejsce. Stałam i obserwowałam gmach budynku. Chciałam zrobić kilka zdjęć, gdy nagle usłyszałam za sobą męski głos.
- Przepraszam, ale tu nie wolno robić zdjęć – odwróciłam się, stał za mną wysoki brunet z piwnymi oczami i promiennie się uśmiechał.
- Rozumiem, że tylko ty możesz je tutaj robić – powiedziałam, pokazując aparat, który miał zawieszony na szyi.
- Chcesz to ci je potem pokażę. Tak w ogóle to Adam jestem – wyciągnął rękę.
- Ala, ale wszyscy mówią mi Luśka – powiedziałam z uśmiechem.
- A więc Luśka, nie widziałam Cię wcześniej tutaj. Bełchatów naprawdę musi być duży. Nie mógłbym cię przegapić – patrzył na mnie, tak, że od razu się zorientowałam, że mu się podobam.
- Przyjechałam dzisiaj – i może dzisiaj już wyjadę, pomyślałam – będę tutaj prawdopodobnie pracować przez jakieś 2 miesiące.
- O, a czym się zajmujesz? – spytał z wyraźnym zainteresowaniem.
- Rehabilitacja.
- Nie żartuj, ja też – powiedział, jeszcze bardziej się uśmiechając, a myślałam, że to nie możliwe – Pracuję tutaj w przychodni. – dodał. – Hmm.. może się spotkamy, jeśli masz czas kiedyś?
- Wiesz co, nie wiem nawet czy tu zostanę, ale daj mi swój numer, jak znajdę trochę czasu to się odezwę.
- Ok, ale ty też mi podaj swój, tak na wszelki wypadek – dodał z uśmiechem.
Wymieniliśmy się numerami i pożegnaliśmy. Całkiem miły i przystojny facet. Popatrzyłam na zegarek, była już 18, no to czas wracać.
Przed drzwiami do mieszkania wzięłam głęboki oddech. Już w przedpokoju, zmierzyłam się twarzą w twarz z Asią i Bartkiem. Stanęłam czekając, aż któreś z nich zabierze głos.
- Chciałam cię przeprosić – powiedziała Aśka - po prostu mnie zaskoczyłaś, inaczej sobie ciebie wyobrażałam – kątem oka zauważyłam, że Bartek się uśmiecha.
- Nie, no nic się nie stało, rozumiem. – odpowiedziałam przyjaźnie.
- Ja już się będę zbierać, za pół godziny mam pociąg i zamówiłam już taksówkę.
- Chcesz, to cię mogę zawieźć, porozmawiamy i lepiej się poznamy – zaproponowałam
- Nie chcę ci robić kłopotu.
- To żaden kłopot, chodź – dodałam zachęcająco . Poczekałam, aż się pożegna z Bartkiem i wyszłyśmy obie z domu.
- Długo jesteście razem? – zapytałam, gdy siedziałyśmy już w samochodzie.
- Pół roku, poznaliśmy się na meczu, na którym byłam z koleżanką. Nie interesuję się siatkówką, w ogóle nie przepadam za sportem. Bartkowi, spodobało się we mnie chyba to, że go nie rozpoznałam. Prawdę mówiąc, zrobiłam to specjalnie. Słyszałam, że znanym osobom, imponuję to, że są przez kogoś nie rozpoznawalne. Jak widać opłacało się. – skończyła - A Ty masz kogoś?
- Nie, teraz nie. Rozstałam się kilka miesięcy temu z chłopakiem po 2 latach związku – powiedziałam, co wyraźnie jej się nie spodobało – a teraz chcę być sama. – dodałam szybko.
Resztę drogi, przejechałyśmy w milczeniu. Nie wiedziałam co mam o niej myśleć, wiedziałam, że przyjaciółkami na pewno nie zostaniemy. Odwiozłam ją na dworzec i wróciłam do mieszkania. Gdy weszłam do pokoju, gdzie siedział Bartek, aż zaniemówiłam.
- Jak w ciągu niecałych 30 minut udało Ci się zrobić taki bałagan? – zapytałam
- A, nie przejmuj się tym , posprzątam – dodał z uśmiechem.
- Z tą nogą? Chciałabym to widzieć. – rozejrzałam się po pokoju, był w takim stanie, że nie wiedziałam od czego zacząć.
- Nie musisz sprzątać, poradzę sobie – powiedział, kuśtykając do mnie. Popatrzyłam na niego takim wzrokiem, że bez większego gadania sobie siadł.
- Wiesz, tak sobie pomyślałem, że skoro mamy razem mieszkać, pasowałoby się lepiej poznać. Zamówię pizzę. W lodówce jest piwo, jeśli chcesz. – zaproponował.
- W sumie, czemu nie.
Zapowiadał się naprawdę miły wieczór.

niedziela, 3 lutego 2013

Rozdział IV



- Piotrek.. jesteś naprawdę wspaniałym człowiekiem i przyjacielem. Kocham Cię, ale jak przyjaciela, nic więcej. - powiedziałam, a w oczach pojawiły mi się łzy, gdy patrzyłam jak bardzo go to zabolało.
- Rozumiem, ale może gdybyś przestała uważać mnie wyłącznie za przyjaciela, może poczułabyś coś więcej?- zapytał z nadzieją, on też miał łzy w oczach.
- Nie chcę ci robić niepotrzebnych nadziei, szczególnie teraz kiedy wyjeżdżam - chciałam być z nim szczera, nie zasługiwał na to, żeby go okłamywać.
- To nie wyjeżdżaj, możemy spróbować, jak nam nie wyjdzie.. to trudno. - powiedział z zapałem.
- Wiesz dobrze, że nigdy nie będzie już tak samo, poza tym już się zgodziłam, chce wyjechać do tego Bełchatowa.
- Jesteś egoistką - wyrzucił mi.
- Słucham? - podcięło mi nogi, nie wiedziałam dlaczego tak sądzi.
- Nawet nie chcesz spróbować, w ogóle nie liczą się dla ciebie moje uczucia. Tylko ta twoja praca! - stałam i patrzyłam na niego, nie poznając go.
- Jesteś dla mnie na tyle ważny, że nie chce robić ci nadziei i chcę być z tobą szczera - nie wytrzymałam i po policzku spłynęły mi łzy - jesteś moim przyjacielem i chcę żeby tak zostało, nawet jak wyjadę do Bełchatowa.
- Jedź! Droga wolna, tylko nie wiem. czy jak wrócisz będę w stanie być nadal twoim PRZYJACIELEM! - ostatnie słowo prawie wykrzyczał, po czy wszedł do domu. Usłyszałam tylko trzaśnięcie drzwiami i od razu zaczęłam ryczeć.
- Co się stało? - Lilka wpadła na balkon potykając się o próg drzwi, za nią zaraz wbiegła Natka. Chłopaki nie pewnie stanęli w drzwiach, nie chcąc nam przeszkadzać.
- Piotrek powiedział, że mnie kocha, a ja odpowiedziałam, że traktuje go jak przyjaciela i to się już nie zmieni, tym bardziej , że ja już jutro wyjeżdżam. Nazwał mnie egoistką, bo myślę więcej o pracy, niż o nim i wyszedł - dziewczyny mnie przytuliły.
- Nie martw się nim, przejdzie mu - pocieszała mnie Natka, głaskając po włosach.
- Chodź, obejrzymy jakąś komedię - zaproponowała Lilka.
Weszliśmy do domu, Natka włączyła "Głupi i głupszy". Siedliśmy wszyscy na łóżku i przy zgaszonym świetle oglądaliśmy w ciszy film. Koło 23 wszyscy zaczęli się zbierać, wcześniej pomagając mi sprzątać. Gdy wyszli poszłam do wanny. Cały czas myślałam o Piotrku, może to i lepiej, że wyjeżdżam, dam mu trochę czasu. Przemyśli to sobie i wtedy pogadamy. Jedno wiedziałam na pewno, nigdy już nie będzie między nami tak samo.

Obudziłam się o 10, chciałam jak najszybciej zapomnieć o wczorajszym wydarzeniu. Planowałam  wyjechać o 12, żeby na 14 być w Bełchatowie, jechać do Bartka, a potem do hotelu, w którym zarezerwowałam sobie już pokój. Ogarnęłam się w łazience, zastanawiałam się co założyć, padło na białe rurki 7/8, morską bluzkę i balerinki tego samego koloru. Spakowałam wszystkie torby do samochodu i ruszyłam w drogę. Po godzinie uświadomiłam sobie, że wypadałoby dać Bartkowi znać, o której mam zamiar go odwiedzić, a w ogóle przecież nie znałam adresu! Wyszukałam go w kontaktach i zadzwoniłam
- Cześć Ala- usłyszałam wesoły głos Bartka.
- Cześć, właśnie jadę do Bełchatowa i będę tam za jakąś godzinę, może być? - zapytałam również radosnym głosem.
- Pewnie, ja już jestem w mieszkaniu, więc czekam na ciebie.
- A podasz mi adres? - zapytałam i lekko się zaśmiałam
- A no rzeczywiście przecież, ci adresu nie podałem.. ulica Leśna 12/5.
- Ok, to do zobaczenia za godzinę, a i mów mi Luśka - powiedziałam i się rozłączyłam
Na miejsce dojechałam w niecałą godzinę wyszłam z samochodu i weszłam do ładnego, pomarańczowego bloku. Wsiadłam do windy i wyjechałam na odpowiednie piętro, gdy tylko się otworzyła zobaczyłam mieszkanie Bartka. Otworzył mi podpierając się na kulach. Jego reakcja na mój widok, była taka sama jak większości moich pacjentów. Stał z szeroko otwartymi oczami.
- Cześć - powiedziałam lekko skrępowana.
- Cześć, wchodź, zapraszam  - przepuścił mnie w drzwiach - Przepraszam, po prostu wyobrażałem sobie ciebie zupełnie..
- .. inaczej - przerwałam mu - nie ma sprawy, przyzwyczaiłam się, do tego, że każdy jest w lekkim szoku, gdy mnie pierwszy raz widzi. - powiedziałam z uśmiechem.
- No tak sobie ciebie na pewno nie wyobrażałem - powiedział mierząc mnie wzrokiem - Proszę wejdź. - zaprosił mnie do pokoju. Pokój do którego weszłam był duży, z kawowymi ścianami i brązowymi meblami. Na środku, przy ścianie stal plazmowy telewizor, w którym leciała VIVA.
- Jak kolano? - zapytałam.
- No cóż, na razie mam je usztywnione, za dwa dni mam iść do lekarza, żeby mi zdjęli gips i wtedy możemy zacząć rehabilitację - wyjaśnił mi.
- Już dzisiaj możemy zacząć - powiedziałam z uśmiechem - to, że masz gips nie znaczy, że nie możesz ćwiczyć. Pokaże ci później, kilka ćwiczeń.
- Widzisz, dlatego chciałem, żebyś to właśnie ty się mną zajęła, znasz się na rzeczy - powiedział z uśmiechem.
- No to co, jadę do hotelu, rozpakuję się i przyjadę do ciebie, zacząć ćwiczenia. - zaproponowałam.
- Wiesz, w sumie to ja mam inną propozycję. - spojrzał na mnie nie pewnie.
- Jaką?
- A co byś powiedziała na to, żeby zamieszkać ze mną?
- Słucham? – spytałam
- Jest mi już i tak strasznie głupio, że przeze mnie musiałaś wyjeżdżać z Warszawy, nie chcę żebyś dodatkowo musiała mieszkać po hotelach. Mam tutaj 3 pokoje, pomieścimy się. A jeśli masz chłopaka, to niech się nie boi, ja mam dziewczynę. – wyjaśnilł Batek.
- No co ty.. nic mi nie będzie jak pomieszkam trochę w hotelu, a potem sobie coś znajdę..
- Opłaca Ci się wynajmować coś na zaledwie 2 - 3 miesiące? - zapytał, w sumie miał rację, nie opłacało mi się to, ani trochę. – I tak będziesz tutaj spędzała większość dnia. – dodał.
- To nic, nie będę Ci się zwalać na głowę, twoja dziewczyna na pewno nie jest tym zachwycona.
- Aśka? Nie miała nic przeciwko. Rozumie, że jesteś tylko moją rehabilitantką. Zresztą poznasz ją już dzisiaj, bo przyjeżdża z Łodzi na kilka godzin. - próbował mnie przekonać.
- Nie wiem czy to dobry pomysł - wciąż się wahałam.
- Najlepszy! Idź po swoje walizki i wracaj, pokażę Ci pokój - powiedział z promiennym uśmiechem.
- Dobra, ale za czynsz płacimy wspólnie - powiedziałam, wstając i zmierzając ku drzwiom
- Nie, czynsz płacę sam, ale ty za to będziesz robić obiady.
- Ok , ale uprzedzam, że nie umiem gotować - uśmiechnęłam się i wyszłam po walizki. Gdy wróciłam Bartek pokazał mi pokój. Był mniejszy od tamtego, ale przytulny i ładnie urządzony. Rozpakowywałam się, gdy nagle usłyszałam, że ktoś wchodzi i bardzo czule wita się z moim współlokatorem. Wyszłam na przedpokój i zobaczyłam wysoką, szczupłą dziewczynę o czarnych włosach, która przytulała się do Bartka. Gdy mnie zobaczyła, od razu się odsunęła.
- O, to jest Luśka, moja rehabilitantka, a to moja dziewczyna, Asia - przedstawił nas sobie.
- Luśka, miło mi. - z uśmiechem wyciągnęłam do niej rękę, ona jednak jej nie uścisnęła. Patrzyła na mnie jak na największego karalucha na ziemi. Odwróciła głowę w stronę Bartka.
- Musimy porozmawiać - powiedziała przez zaciśnięte zęby, po czym weszła do kuchni.

sobota, 2 lutego 2013

Rozdział III



- Yyy.. Cze, cześć – zająkałam się.
- Dostałem twój numer od trenera, mówił, że masz się zastanowić nad tym, czy zostać moją rehabilitantką. - powiedział z taką swobodą jakby rozmawiał z przyjaciółką, którą zna od dziecka.
- Yyy.. tak, to znaczy.. nie spodziewałam się tego, że będę musiała przeprowadzić się do Bełchatowa.. - udało mi się jakoś wydukać to jedno, krótkie zdanie. Co się ze mną dzieje?
- Wiem, że to dla ciebie niewygodne, ale zapewniam cie, że będę starał się umilać ci ten czas tutaj.
- Ale to nie takie proste. Tu mam pracę, dom, znajomych - popatrzyłam na dziewczyny, które siedziały jak na szpilkach, nie mogąc uwierzyć, że właśnie rozmawiam z Bartkiem Kurkiem. - musiałabym to wszystko zostawić na kilka miesięcy.
- Rozumiem - powiedział ze smutkiem w głosie - ale będę nalegał dopóki się nie zgodzisz. Naprawdę to dla mnie ogromnie ważne żebyś to była ty. - powiedział z powagą. – Chce jak najszybciej móc wyjść na boisko, a z tego co wiem to jesteś jedną z nielicznych osób, która może mi pomóc. - dodał.
- Zgadzam się. - wypaliłam, raz się żyje. Natka z emocji wstała i zaczęła podskakiwać, ciesząc się jak małe dziecko, które dostało ulubionego cukierka.
- Naprawdę? - spytał uradowany.
- Tak, nie zaszkodzi spróbować. - odpowiedziałam, nadal nie wierząc, że właśnie się zgodziłam.
- Super! - krzyknął do telefonu - Wiedziałem, że jak zadzwonię to mój urok wszystko załatwi. - powiedział.
- Tak, to na pewno ten twój urok - zaśmiałam się.
- Przyjadę do Bełchatowa w poniedziałek rano, więc możemy się już wtedy spotkać - zaproponował - a i przyjedź z walizkami prosto do mnie.
- Dlaczego? - spytałam lekko zdziwiona.
- Zobaczysz - odpowiedział tajemniczo - To do zobaczenia w poniedziałek - pożegnał się i rozłączył.
- AAAA, zostałaś rehabilitantką Kurka! - zawołała Natka, była tak szczęśliwa, że oczy jej się świeciły.
- No na to wygląda. - powiedziałam, nadal nie dowierzając w to co się przed chwilą stało.
- Bardzo dobrze zrobiłaś, będziemy cię odwiedzać - powiedziała z uśmiechem Lilka.
- Mnie czy Bartka? - zapytałam ze śmiechem. 
- Oczywiście, że Ciebie – Natka miała taki głos, że od razu wiedziałam, że kłamie.
- No nie.. - powiedziałam widząc trzech chłopaków zbliżających się do naszego stolika, już wcześniej zauważyłam, że na nas patrzą.
- Cześć – powiedział, ten najprzystojniejszy.
- Możemy się dosiąść i postawić pięknym paniom drinka? - zapytał drugi uśmiechając się, przy czym wyeksponował rząd śnieżnobiałych zębów.
- Pewnie - odpowiedziała Lilka, no tak niebieskooki blondyn z wystającymi kośćmi policzkowymi, jej ideał.
- Ja jestem Seba to jest Damian i Wojtek – przedstawił nam swoich kolegów wybranek Lilki, zajmując miejsce koło niej. 
- Lilka, miło mi. To Luśka i Natka - przedstawiła nas, posłałam im wymuszony uśmiech. Nie miałam najmniejszej ochoty z nimi teraz rozmawiać, ale wiedziałam, że Lilce wpadł w oko Seba.
Nawiązała się dość ciekawa rozmowa, gdy spojrzeliśmy na zegarek było już po 23.
- Może spotkamy się jutro co wy na to? - spytał z nadzieją Seba.
- Ja mam chłopaka, któremu na pewno się to nie spodoba. - powiedziała Natka
- Ja wyjeżdżam za tydzień na kilka miesięcy więc nie sądzę, żeby warto było zaczynać coś nowego- Damian wyraźnie posmutniał.
- No cóż, tylko ja jestem wolna i zostaję w Warszawie - dodała Lilka, niby od niechcenia.
- No to co? Jutro o 20 w tym samym miejscu? - spytał Seba i posłał jej powalający uśmiech.
- Pewnie – odpowiedziała obojętnie. Wow, zawsze podziwiałam ją za to opanowanie w stresujących sytuacjach.
- No to na razie. Miło było was poznać - pożegnał się, a reszta pomachała zawiedziona. 
- O Boże, mam randkę z takim ciachem!  - krzyknęła Lilka, po tym jak chłopaki wyszli z klubu.
- No niezły jest. - potwierdziła Natka - To co zbieramy się? Późno się robi, a ja jutro muszę wstać rano do pracy.
- Ok - zgodziłam się.
Wyszłyśmy na dwór, było ciepło postałyśmy jeszcze chwilkę przed samochodami, doradzając Lilce w co ma się ubrać na jutrzejsze spotkanie. Gdy dojechałam do domu było już po północy. Jedyne o czym marzyłam, to gorąca kąpiel. Weszłam do wanny i zaczęłam rozmyślać, czy na pewno dobrze zrobiłam zgadzając się na przeprowadzkę.

Ostatni tydzień w Warszawie minął mi na zamykaniu spraw w pracy, pakowaniu się i próbie załatwienia sobie lokum w Bełchatowie. Nie okazało się to takie proste, musiałam zarezerwować hotel dopóki czegoś sobie nie znajdę. Dopiero w niedziele, gdy wszystko było już gotowe urządziłam małą imprezę pożegnalną.
                - Jezu, jakie to dobre – zachwycał się Filip wcinając skrzydełka. Uwielbiałam tego człowieka. Idealnie pasowali do siebie z Natką. Oboje pozytywnie zakręceni, gdzie oni tam impreza. Byli ze sobą już 2 lata i nie wyobrażałam sobie tego, że Natka jest z kimś innym. Rozumieli się bez słów, a o poważnej kłótni nie było mowy. Naprawdę sama zazdrościłam jej takiego związku.
                - Przepyszne – poparł go Seba, który przyszedł z Lilką. Ich znajomość kwitła w najlepsze. Cieszyłam się ładnie razem wyglądali, a Seba to naprawdę świetny facet.
                - Cieszę się, Piotrek a Tobie nie smakuję? – zapytałam mojego przyjaciela, który odkąd przyszedł był jakiś markotny, a teraz grzebał widelcem w surówce.
                - Nie, nie, bardzo dobre…  Po prostu nie mam humoru – tyle to i ja wiedziałam. Znałam go od dziecka był mi prawie tak bliski jak dziewczyny. To właśnie dzięki niemu wierzę, że przyjaźń damsko-męska jest możliwa.
                - Piootruś nie smuć się – powiedziałam z uśmiechem, przytulając go – Nie wyjeżdżam na koniec świata, to tylko 2 godziny drogi stąd. Możesz mnie odwiedzić kiedy tylko będziesz chciał. – próbowałam go pocieszyć.
                - Wiem, wiem. – dodał markotnie
Włączyłam muzykę na fula i zaczęliśmy wszyscy tańczyć. Po pół godziny cała zadyszana wyszłam przewietrzyć się na balkon.
                - Możemy porozmawiać? – usłyszałam za sobą, gdy się odwróciłam zauważyłam nadal smutnego Piotrka.
                - Pewnie, że tak – odpowiedziałam z zachęcającym uśmiechem – wiesz dobrze, że mi możesz wszystko powiedzieć. – widać było od razu, że coś go gryzie.
                - Chodzi o to, że.. że ja Cię kocham –wyrzucił to z siebie
                - Piotruś ja też Cię kocham, wiesz o tym, wiec możesz powiedzieć mi o co chodzi.
                - Luśka, chodzi o to że ja się w Tobie naprawdę zakochałem. Jesteś najwspanialszą dziewczyną jaką kiedykolwiek poznałem i chce z Tobą spędzić resztę życia. Proszę Cię nie wyjeżdżaj. – powiedział patrząc mi prosto w oczy.
Tego się nie spodziewałam..

___
Dodałam szybciej bo go już skończyłam :)

piątek, 1 lutego 2013

Rozdział II



- Proszę wejść - odpowiedziałam, słysząc pukanie do drzwi gabinetu.
- Dzień dobry, Jacek Nawrocki. - przywitał się ze mną, po czym zmierzył mnie od stóp do głów, nie ukrywając swojego zdziwienia.
- Alicja Staszewska, witam. Bardzo się cieszę, że mogę w końcu pana poznać. - powiedziałam jednym tchem. Trener SKRY w moim gabinecie!
-Mi również jest ogromnie miło. Prawdę mówiąc, wyobrażałem sobie panią zupełnie inaczej - Nie wątpię.. pomyślałam - Wiele dobrego o pani słyszałem i mam nadzieję, że zaopiekuję się pani naszym Bartkiem.
- Właśnie porozmawiajmy o Bartku. Co się stało z jego kolanem?
- Cóż, uraz jest dość poważny, uszkodził staw kolanowy. Jego lekarz powiedział, że niezbędna będzie rehabilitacja i to długotrwała, a nam zależy, żeby była ona jak najkrótsza.
- Zdaję pan sobie sprawę z tego, że leczenie stawów kolanowych po urazach może trwać wiele miesięcy? - przerwałam mu natychmiast - Zbyt krótkie, albo niedokończone może mieć bardzo przykre konsekwencję.
- Ależ oczywiście! Nie chodzi mi o to, żeby pani je skracała, tylko o to, żeby pani jak najszybciej wyleczyła jego kolano. Moim zdaniem, jak i całej grupy naszych szkoleniowców, jest pani jedną z niewielu osób, które mogą tego dokonać. Słyszeliśmy o przypadkach, w których osoby leczone przez panią w zaskakująco szybkim tempie wróciły do pełni sił.
- Powiedzmy, że podejmę się tego.. Kiedy miałabym zacząć? I jak to w ogóle miałoby wyglądać?
- Bartek wraca do Bełchatowa w przyszłym tygodniu. Widzi pani, bardzo zależy nam i oczywiście samemu Bartkowi, żeby pozostał w tym Bełchatowie na okres leczenia. - powiedział nieco skrępowany.
-  Ale do Bełchatowa z Warszawy jest około 160 km, czyli przy codziennych zabiegach, każdego dnia musiałabym poświęcać 4 godziny na samą jazdę. - powiedziałam. To nie miało żadnego sensu. Niby jak miałabym tak żyć?
- Dlatego, proponujemy, żeby pani przeprowadziła się do Bełchatowa na czas rehabilitacji, oczywiście pokryjemy wszystkie koszty. A w związku z taką nie wygodnością proponujemy również podwójną zapłatę za całą rehabilitację. - powiedział powoli i wyraźnie ostatnie zdanie, żeby dotarło do mnie ile pieniędzy za to dostanę.
- Miałabym się przeprowadzić do Bełchatowa? - spytałam zszokowana - Ale ja tu mam pracę, dom, znajomych...
- Rozumiem, że pani ma wątpliwości. Chcielibyśmy, aby pani została prywatną rehabilitantką Bartka, przynajmniej na czas leczenia.
- Cóż, musze się nad tym zastanowić, zaskoczył mnie pan. - powiedziałam nadal mocno zszokowana.
- Rozumiem, jeśli pani podejmie decyzję, proszę o jak najszybszy kontakt, bo w razie odmowy będziemy szukać kogoś innego, choć nie ukrywam, że bardzo byśmy chcieli, żeby to była pani.
- Postaram się jak najszybciej dać panu odpowiedź.
- Do zobaczenia, mam nadzieję. - powiedział na pożegnanie.
- Do widzenia. - Odpowiedziałam, patrząc jak wychodzi. No tego to się w ogóle nie spodziewałam.. Miałabym się wyprowadzić z Warszawy na kilka miesięcy? Ale ja tu mam przyjaciół, pracę! Spojrzałam na zegarek, dochodziła 19.. O Boże.. byłam umówiona z dziewczynami!

***

- Tak już dojeżdżam, wiem, że czekacie, ale zaraz będę pod klubem – próbowałam przekrzyczeć Lilkę.
- Jak zwykle.. czekamy na ciebie już pół godziny! – krzyczała mi wprost do ucha.
- Coś mnie zatrzymało, opowiem wam wszystko jak dojadę. Do zobaczenia, za chwile. – odpowiedziałam i się rozłączyłam. Ciągle myślałam o propozycji Nawrockiego.. A może zaryzykować? Eh, muszę pogadać z dziewczynami, one na pewno mi doradzą. Podjechałam pod klub, przed wejściem zobaczyłam kilkunastu, młodych chłopaków, no ładnie zacznie się. Nie musiałam długo czekać… „Cześć piękna, dokąd idziesz?” , ,, Mogę postawić ci drinka?”. Nigdy nie odpowiadałam na tego typu zaczepki, przyzwyczaiłam się już do nich. Mój wygląd był moją największą zaletą, a zarazem największym przekleństwem.
- Jestem już, przepraszam za spóźnienie ale jak wam coś opowiem to padniecie! – jak tylko usiadłam zaczęłam się usprawiedliwiać bo inaczej czekałaby mnie półgodzinna awantura.
- No lepiej, żeby to naprawdę było coś ważnego. – odpowiedziała mi Lilka, gotowa w każdej chwili zrobić mi wykład na temat używania zegarka.
- Spotkałam się dzisiaj z Jackiem Nawrockim, tak trenerem Skry – odpowiedziałam na nieme pytanie Natki- Zaproponował mi rehabilitację jednego z zawodników, zgadnijcie kogo.. – dodałam z uśmiechem.
- Proszę Cię powiedz, że Winiara lub nie.. Wlazłego, albo Alka! – Natka zaczęła wymieniać po kolei każdego z zawodników, nie mogła zdecydować się, którego chciała by najbardziej.
- Dobra, nie zgadniecie. Bartek Kurek. – powiedziałam szczerząc się jak głupia.
- Taa.. jasne, żart Ci się nie udał bo wiemy, że on teraz gra w Rosji – Lilka odpowiedziała mi z wyrazem triumfu na twarzy.
- Grał.. od przyszłego sezonu znów będzie w Bełchatowie. Ma poważną kontuzję kolana i trener chce żebym to ja się nim zajęła. – nie mogłam się powstrzymać i pokazałam język Lilce.
- No nie wierze! Ale z ciebie szczęściara! Kiedy przyjeżdża do Warszawy poznasz nas z nim? Błagam! – Natka złożyła ręce i patrzyła na mnie miną kota ze Shreka, co wychodziło jej naprawdę nieźle.
- No i tu jest problem. Rehabilitacja miała by się odbyć w Bełchatowie, czyli musiałabym się przeprowadzić – dziewczyny natychmiast przestały się uśmiechać.
- I co teraz? – zapytała Natka – Zgodzisz się?
- Nie wiem.. nie mam pojęcia co mam robić.. pomóżcie mi.. – powiedziałam błagalnym tonem.
- Ja bym zaryzykowała - odpowiedziała mi Lilka z pełną powagą. – W Polsce osiągnęłaś dużo, zawsze chciałaś wyjechać, a rehabilitacja reprezentanta Polski, ułatwiłaby ci start w USA.. Bełchatów jest tylko dwie godziny drogi stąd, będziemy Cię odwiedzać. A w każdej chwili możesz zrezygnować.
- A jak się zakochacie w sobie, weźmiecie ślub i będziecie mieli dzieci.. Dziewczyno, możesz być żoną siatkarza ! – cała Natka.. już się rozmarzyła.
- Po pierwsze to będzie mój pacjent, wiesz dobrze jaki mam stosunek do pacjentów, nawet tych seksownych.. – taka była prawda, nie patrzyłam na pacjentów.. w ten sposób – Po drugie, obiecałam sobie, że więcej nie będę się umawiać ze sportowcami. A tak w ogóle to on ma przecież dziewczynę. Wiecie co, Lilka ma racje, nie zaszkodzi spróbować. – powiedziałam, nadal zastanawiając się co powinnam zrobić. Gdy nagle poczułam wibrację w torebce, która leżała koło mnie.
- Kto dzwoni? – spytała Lilka, nie odpowiedziałam jednak, na wyświetlaczu pojawił się jakiś nieznany numer, nacisnęłam zieloną słuchawkę i przyłożyłam telefon do ucha.
- Słucham..
- Cześć, tu Bartek Kurek – usłyszałam w telefonie i zaniemówiłam.