Nie jest to typowe opowiadanie o miłości siatkarza i zwykłej dziewczyny, nie zakochują się od pierwszego wejrzenia, nie zawsze jest jak w bajce. Historia młodej rehabilitantki, która ma możliwość pracować ze swoim idolem. Czy Luśka podoła zadaniu? Czy wytrwa w postanowieniu, że nigdy nie umówi się ze sportowcem?
sobota, 16 marca 2013
Rozdział XXI
- Skąd go masz? – stała w drzwiach, trzymając małego psa.
- Jakiś idiota wyrzucił go z samochodu i pojechał dalej. – powiedziała, głaszcząc go.
- I co chcesz teraz zrobić? – spytałem, chociaż znałem odpowiedź.
- No.. – zaczęła niepewnie. – Tak sobie pomyślałam, że może moglibyśmy go zatrzymać? – popatrzyła na mnie błagalnym wzrokiem.
- Wiesz, jeśli nie będzie się załatwiał gdzie popadnie, to ja nie widzę problemu. – odpowiedziałem, nie bardzo mi się to uśmiechało, ale wiedziałem, że z nią i tak nie wygram.
- Dziękuję! – krzyknęła – Słyszałeś? – zwróciła się do psa – Zostajesz! – zacząłem się śmiać.
- Jak się będzie wabił? – spytałem, patrząc na jej rozradowaną twarz.
- Czuczi – odpowiedziała bez zastanowienia. – Zawsze chciałam mieć psa i tak go nazwać. – wyjaśniła, widząc moje pytające spojrzenie.
- Dostanę teraz coś do jedzenia? – przypomniałem sobie, słysząc burczenie w brzuchu.
- Zaraz, najpierw nakarmię Czuczi. Pewnie umiera z głodu. – powiedziała, wychodząc z pokoju.
- Nie tylko ona! – krzyknąłem.
Oczami Luśki..
Patrzyłam jak mój nowy psiak, zajada się w kącie. Nie mogłam nadal uwierzyć w to, że mam psa! Już od dawna chciałam sprawić sobie małego pupila, ale przy natłoku pracy, nie było to możliwe.
- Luśka! – krzyknął Bartek z pokoju. Westchnęłam i wzięłam się za robienie mu kanapek.
- Już, już! – odpowiedziałam. – A co jadłeś w niedziele, gdy byłeś sam? – spytałam.
- Pizzę. – krzyknął. No tak, mogłam się domyślić. Weszłam do pokoju z wielkim stosem kanapek. Popatrzył na mnie z uwielbieniem i zaczął je dosłownie pochłaniać.
- Kiedy chcesz jechać do Rzeszowa? – spytał z pełną buzią.
- No.. gdybyś nie miał nic przeciwko to już jutro, a wróciłabym w piątek. – odpowiedziałam. Głupio mi było znów go zostawić. Z drugiej strony, nie wiedziałam kiedy znów będę miała wolne.
- Nie ma sprawy. – odpowiedział. – A co z Czuczi?
- Ojej – no tak, zapomniałam o niej – No z tobą jej nie zostawię.. Nie wezmę jej przecież do Rzeszowa… Myślisz, że Winiar zgodziłby się nią zająć? – nie było innego wyjścia.
- Pewnie tak.
- Zadzwonię do niego później. A jak weekend z Asią? – spytałam. Wczoraj nie chciał o tym rozmawiać, ale kiedyś musieliśmy.
- Cóż, piątek był naprawdę super. Było tak jak dawniej. – odpowiedział powoli.
- No to chyba dobrze, nie? – popatrzyłam na niego. Skoro było dobrze, to czemu ma minę jakby coś go bolało?
- Ale w sobotę.. – westchnął – Nie mamy o czym rozmawiać, no nie wiem.. Nie ma sensu tego ciągnąć, to już nie ta sama dziewczyna, w której się zakochałem – wyrzucił to z siebie.
- To znaczy? – spytałam.
- Kiedyś była inna, można z nią było porozmawiać o wszystkim. Teraz rozmawiamy wyłącznie o niej i jej problemach. A moje kolano uważa za przyczynę tego, że nie jestem już pełen życia, tak jak kiedyś. – wyjaśnił.
- Chcesz to zakończyć?
- Tak będzie chyba najlepiej.
- Jesteś pewny?
- Tak, teraz już tak – odpowiedział zdecydowanie. – To już nie ma sensu. Zastanawiam się jedynie jak to zrobić. Nie zerwę z nią przez telefon, a głupio mi prosić, żeby przyjechała po to jedynie, żeby usłyszeć, że między nami koniec.
- Rozumiem. A nie mówiła kiedy znów zamierza przyjechać? – spytałam.
- Mówiła, że postara się jak najszybciej. Ale w jej przypadku to może być równie dobrze, za miesiąc. – westchnął przygnębiony.
- Moim zdaniem, powinieneś wykorzystać to, że mnie nie będzie i poprosić ją, żeby przyjechała w piątek lub sobotę, niekoniecznie na noc. – poradziłam mu. Popatrzył na mnie niepewnie. – No i tak będziesz musiał to zrobić. Im wcześniej, tym lepiej.
- Może masz rację. – odpowiedział. – Dobra, przemyśle to i zadzwonię do niej wieczorem. – dodał. Uśmiechnęłam się do niego zachęcająco i wzięłam Czuczi, która weszła do salonu na ręce. Bartek wyszedł do łazienki, a ja zaczęłam się z nią bawić.
- Luśka. – zawołał. – Możesz tu na chwilę przyjść.
- Po co? – wyszłam z salonu. Bartek stał wskazując jedną kulą podłogę w kuchni. – Oj – powiedziałam jedynie.
- No właśnie. – odpowiedział i wszedł do łazienki.
- Czuczi, nie wolno – powiedziałam stanowczo do mojego pupila i wzięłam mop.
Spakowałam się i cały wieczór oglądałam z Bartkiem filmy. Naprawdę ciężko było znaleźć coś dobrego, czego byśmy już nie widzieli. Wzięłam kąpiel i poszłam spać. Planowałam zrobić niespodziankę Zibiemu, dlatego nie odbierałam od niego telefonu. Nie chciałam, żeby się zorientował. Nie byłam mistrzynią w kłamaniu. Wstałam wcześnie i zrobiłam Bartkowi zapas jedzenia, na czas mojej nieobecności. Ubrałam się w czarne legginsy brązową tunikę i botki pod kolor bluzki. Wyjechałam o 11, po drodze zostawiłam Czuczi u Winiarskich, Oli był zachwycony. Podjechałam pod halę, gdzie miałam się spotkać z Natką. Wysiadłam z samochodu i zobaczyłam ją, czekającą przed wejściem.
- No nareszcie! - krzyknęła.
- Też się cieszę, że cię widzę – odpowiedziałam. Zaczęłyśmy się śmiać.
- Idziemy? – zapytała.
- Trener nie będzie miał na pewno nic przeciwko? – chciałam się upewnić.
- No co ty, odkąd tu jestem, byłam na każdym treningu. To naprawdę równy gość. – powiedziała z uśmiechem, prowadząc mnie na halę.
- Stresuję się – zachichotałam. Zawsze to robiłam, gdy się denerwowałam.
- Głupia jesteś. – odpowiedziała i pociągnęła za sobą. Weszłyśmy na halę i zajęłyśmy miejsce na trybunach, gdzie byłyśmy mało widoczne dla zawodników. Nie chciałam im przerywać. Rozglądałam się po hali, ale nigdzie nie widziałam Zibiego.
- Gdzie on jest? – spytałam.
- Nie ma go chyba. – ona też rozglądała się po całej hali. Trening skończył się po jakichś 40 minutach. Zeszłyśmy na boisko.
- O Luśka, cześć – przywitał się ze mną Pit.
- Gdzie Zibi?
- Nie przyszedł dzisiaj na trening. Podobno jest chory i wziął wolne. – wyjaśnił. – Ale dam ci adres, pojedziesz do niego. – zaproponował.
- Ok. – odpowiedziałam. Nie widziałam innego wyjścia.
- Blondyna! – usłyszałam za sobą, znajomy głos. Odwróciłam się i zobaczyłam Igłę. – Co ty tutaj robisz?
- Przyjechałam Was odwiedzić. – odpowiedziałam z uśmiechem.
- No tak, ja też się stęskniłem. – powiedział czule. Zaczęłam się śmiać. - Do kiedy zostajesz?
- Prawdopodobnie do soboty.
- No to w piątek, widzimy się na imprezie u mnie! Ludzie słyszycie! - krzyknął w stronę chłopaków, który rozciągali się jeszcze na boisku.
- Przekażę Zibiemu. Wzięłam adres od Pita, pożegnałam się z całą drużyną i wyszłam z hali. Dotarcie na miejsce nie zajęło mi dużo czasu. Zibi mieszkał dość blisko Podpromia. Wyciągnęłam walizkę z bagażnika i weszłam do klatki. Wzięłam głęboki oddech, stojąc przed drzwiami jego mieszkania. Zapukałam, otworzył mi chwilę po tym. Był w samych bokserkach.
- Cześć – przywitałam się z uśmiechem.
- Luśka.. Co ty tutaj robisz? – spytał, jakby przerażony. Nie takiego przywitania się spodziewałam. Zbił mnie trochę z tropu, ale zaraz się otrząsnęłam.
- Chciałam ci zrobić niespodziankę. – odpowiedziałam niepewnie. Zauważyłam za nim młodą dziewczynę, która przechodziła z jednego pomieszczenia do drugiego, w samym ręczniku. – Przeszkadzam? - Wyszedł na klatkę schodową, cofnęłam się.
- Luśka, chciałem Ci powiedzieć, ale nie odbierałaś telefonu.. – zaczął.
- Kim jest ta dziewczyna? – spytałam.
- Wyjaśnię Ci wszystko, tylko się ubiorę. – powiedział szybko.
- Nie musisz. – popatrzyłam mu z wyrzutem w oczy i ruszyłam, ku wyjściu.
- Luśka… - słyszałam jego wołanie, ale nawet nie odwróciłam głowy.
____________
Ponad 2500 wyświetleń dziękuję ! :) I przepraszam, że tak długo musieliście czekać na rozdział :) Mam nadzieję, że kolejny będzie znacznie szybciej :)
poniedziałek, 11 marca 2013
Rozdział XX
Spędziłam w kuchni większość dnia, smażąc
skrzydełka.
- To dość dziwne, że jesteś wegetarianką, a jedyną gorącą potrawą, którą umiesz zrobić są skrzydełka – Bartek, siedział w kuchni i doprowadzał mnie do szału. – Nie, żeby mi to przeszkadzało. One przynajmniej są w miarę jadalne.
- Babcia mnie nauczyła.
- Jak chcesz, żebym do ciebie mówił? - wyszczerzył się. - Żabko, misiu, myszko?
- Żadnych zwierząt, wystarczy Luśka. - odpowiedziałam szybko. Wybuchł śmiechem, obdarzyłam go morderczym spojrzeniem. - A ja do ciebie? Może zadzwonię do Igły.. – on był mistrzem w wymyślaniu, tego typu rzeczy.
- Tylko nie Igła. - odpowiedział stanowczo, ale z uśmiechem.
- Nie powinieneś siedzieć w salonie? Wiesz dobrze, że musisz trzymać nogę w górze – przypomniałam mu, mając nadzieje, że sobie pójdzie. On jednak, podłożył sobie krzesło i położył na nim nogę. Westchnęłam. – Co ci się dzisiaj stało?
- Mam po prostu bardzo dobry humor. – wyszczerzył się. – W końcu mogę z kimś pogadać. Co prawda był tu Winiar, ale on się tak ładnie nie wkurza – uśmiechnął się. Spojrzałam na niego.– No co? Ćwiczę, przed wieczorem.
- Wieczór – westchnęłam znowu. – Po co ja się zgodziłam?.
- Nie stresuj się, będzie dobrze. Jestem świetnym aktorem. Mówię Winiarowi, że dobrze mu w tych włosach, a każdy wie, że to nie prawda. – wyszczerzył się. Zaśmiałam się, to prawda Winiar powinien koniecznie spotkać się z fryzjerem.
Poszłam się przebrać, założyłam czarną spódnicę do połowy uda i do tego cieniutką, blado różową bluzkę z kołnierzykiem. Bartek siedział już przy stole w salonie.
- Ale mam piękna dziewczynę. – powiedział, gdy weszłam do pokoju. Wywróciłam jedynie oczami i usiadłam koło niego. Zaraz potem usłyszałam dzwonek do drzwi. Spojrzałam na Bartka, nie widać było po nim stresu. Wyszłam z salonu, wzięłam głęboki oddech i otworzyłam drzwi. Na progu stał uśmiechnięty Adam z kwiatami i butelką wina. Obok niego stała jakaś kobieta.
- Cześć – przywitał się. – To dla pani domu. – wręczył mi bukiet.
- O.. cześć, zapraszam. – powiedziałam, przepuszczając ich w progu.
- To jest moja dziewczyna, Zosia – przedstawił mi nieznajomą – Przepraszam, że cię nie poinformowałem, że przyjdę z kimś. Zosia zrobiła mi niespodziankę i pomyślałem, że przyjdziemy razem.
- Nie ma sprawy im więcej osób, tym weselej – odpowiedziałam, biorąc od nich płaszcze. Weszli do salonu. Słyszałam jak witają się z Bartkiem. Wstawiłam kwiaty do wazonu i dołączyłam do nich.
- Jak kolano? – spytał, nasz gość.
- Dopiero w poniedziałek będę wiedział co dalej – odpowiedział Bartek – Kochanie, skrzydełka gotowe? – spytał, jak gdyby nigdy nic.
- Tak skarbie, zaraz przyniosę. – uśmiechnęłam się słodko.
Pół godziny później, zrobiło się dużo lepiej. Atmosfera była luźniejsza, a Adam opowiadał o rehabilitacji, jakiegoś starszego mężczyzny.
- Jak długo jesteście razem? – spytała Zosia.
- Miesiąc – odpowiedziałam automatycznie, jednak Bartek w tym samym czasie odpowiedział – Półtora miesiąca – popatrzyliśmy na siebie przerażeni. – Tak naprawdę, to nawet nie wiem, kiedy to się zaczęło. – próbowałam wybrnąć z tej sytuacji. – zmarszczyła brwi.
- Powiem wam, że ładnie ze sobą wyglądacie. – wypalił Adam. Czułam, że się czerwienie. – Wiesz, Bartek trochę miałem ci za złe, że sprzątnąłeś mi taką dziewczynę sprzed nosa. – wyznał.
- Tak jakoś wyszło – odpowiedział Bartek z uśmiechem, patrząc na mnie. Obserwowałam całą rozmowę, pijąc wino.
- Doceń to, wielu by się dało za nią pokroić.
- Wiem, że jestem szczęściarzem. – zgodził się. Objął mnie ramieniem i pocałował w policzek.
- Ale dzięki temu, poznałem jeszcze wspanialszą kobietę. – popatrzył czule na swoją partnerkę. – Byliśmy ostatnio na terapii partnerskiej. Nie, żeby było coś nie tak. Po prostu chcemy zrobić wszystko, żeby ten związek przetrwał. – wyjaśnił. Zerknęłam kątem oka na Bartka. On też próbował nie wybuchnąć śmiechem
- I jest lepiej? – spytałam, udając zainteresowanie.
- Dużo lepiej. – odpowiedziała mi Zosia. – I nie chodzimy często, większość ćwiczeń robimy sami. Chcecie spróbować?
- Nie – odpowiedzieliśmy jednocześnie – Mamy bardzo udany związek, nie potrzebne nam to. – dodałam.
- Obiecuję, że nie będziecie żałować – zapewnił nas Adam – To jest bardzo proste.
- W sumie dobra. – zgodził się mój „chłopak”, widząc, że Adam nie odpuści.
- Super – ucieszył się. – No więc, podstawą każdego udanego związku jest szczerość. Bartek zaczynaj, popatrz Luśce w oczy i powiedz za co ją kochasz. – nie wytrzymałam i zaśmiałam się głośno. Tego się nie spodziewałam. Bartek, lekko się zarumienił.
- Wiecie co, chyba to naprawdę nam niepotrzebne. Luśka wie za co ją kocham. – odpowiedział skrępowany.
- Tak w sumie to nie wiem. – uśmiechnęłam się do niego złośliwie. Ma za swoje. Mógł siedzieć cicho w kuchni.
- Widzisz.. – zachęcała go Zosia. – Kobiety to lubią.
- No to słucham. – powiedziałam, patrząc na Bartka. Jak tylko mogłam, próbowałam się nie roześmiać. Odwrócił głowę w moją stronę.
- No więc.. – zaczął. – Kocham Cię za.. nie no, głupio mi – zaśmiał się.
- Nie wstydź się, jesteśmy waszymi przyjaciółmi – zachęcał go Adam.
- Dobra.. więc Luśka kocham Cię, bo jesteś.. mądra, jesteś piękna i masz wielkie serce. – powiedział poważnie, patrząc mi w oczy. – zakryłam usta dłonią, żeby nikt nie widział mojego uśmiechu. Naprawdę aktorem był niezłym.
- Luśka teraz twoja kolei – Zosia patrzyła na nas uważnie. Przestałam się uśmiechać. Nie mogłam wyjść gorzej, niż Bartek. Zrobiłam poważną minę i popatrzyłam mu prosto w oczy.
- Kocham Cię za.. poczucie humoru.. za to, że nigdy się nie poddajesz i za to, że mogę porozmawiać z tobą o wszystkim – skończyłam. Musiałam napić się wina. Powiedziałam prawdę, za to właśnie go lubiłam.
- Widzicie? To nie było wcale takie trudne. Teraz odwrotnie powiedźcie 3 cechy, które Wam nie pasują. Bartek.. – wskazał.
- Jest uparta jak osioł, nie umie gotować, nie je mięsa, buzia jej się czasami nie zamyka, nie ma..
- Miały być trzy! – przerwałam mu szybko – Z tym nie miałeś problemu – oburzyłam się, na co on zaczął się śmiać.
- Luśka.. – wskazał na mnie Adam.
- Jest okropnym bałaganiarzem, marudą – zaczęłam wyliczać. – Czasami doprowadza mnie do szału swoją..
- Cześć – do salonu wszedł Winiar – Sorry, że tak bez pukania, ale nie wiedziałem, czy Luśka wróciła, a nie chciałem Ci sprawiać kłopotu.
- Nie ma sprawy – odpowiedział Bartek – To jest Adam i Zosia – przedstawił mu naszych gości. Przywitali się.
- Zapomniałem portfela – powiedział, rozglądając się po pokoju.
- Na komodzie – Bartek wskazał palcem.
- O dzięki. – wziął portfel i schował do tylnej kieszeni – Jeszcze raz przepraszam, że przeszkadzam.
- Nic się nie stało, właśnie robiliśmy ćwiczenia. Ale z tego co widzę, to Luśka i Bartek są.. dobrą parą – zawahał się, nie wiedząc jak to określić.
- Parą? – spytał zaskoczony.
- Tak Winiar, parą. Jeśli kobieta i mężczyzna są ze sobą, to są parą. – powiedział znacząco Bartek. Michałowi zajęło trochę, zanim zorientował się o co chodzi.
- No tak, wybaczcie. Często mam problemy z koncentracją. Ahh.. ten lotny umysł – zaczął się nieudolnie usprawiedliwiać. Schowałam twarz w dłonie. – To ja lecę – pożegnał się szybko i prawie wybiegł z pokoju.
- My też będziemy się już zbierać. Bardzo nam było miło. Mam nadzieję, że to powtórzymy – Adam wstał powoli i zaczął zmierzać, ku wyjściu. Zaraz za nim szła Zosia.
- Mam nadzieję, że mimo.. wszystko, wasz związek przetrwa – powiedziała poważnie, łapiąc mnie za nadgarstek.
- Ja też – odpowiedziałam, starając się zachować powagę. Bartek odwrócił głowę, żeby nie było widać jego uśmiechu.
- Dziwni ludzie – podsumował, gdy zamknęłam drzwi, za naszymi gośćmi.
- Bardzo – zgodziłam się przerażona. – Oblaliśmy to ćwiczenie – zaśmiałam się.
- Niestety.. Na serio jestem marudny? – spytał.
- I to bardzo. – odpowiedziałam, powoli sprzątając brudne naczynia ze stołu. – A widziałeś minę Winiara? – zaczęłam się śmiać, przypominając sobie ten widok.
- Pytająca „Ale o co chodzi” – wybuchł głośnym śmiechem.
Oczami Bartka…
- To dość dziwne, że jesteś wegetarianką, a jedyną gorącą potrawą, którą umiesz zrobić są skrzydełka – Bartek, siedział w kuchni i doprowadzał mnie do szału. – Nie, żeby mi to przeszkadzało. One przynajmniej są w miarę jadalne.
- Babcia mnie nauczyła.
- Jak chcesz, żebym do ciebie mówił? - wyszczerzył się. - Żabko, misiu, myszko?
- Żadnych zwierząt, wystarczy Luśka. - odpowiedziałam szybko. Wybuchł śmiechem, obdarzyłam go morderczym spojrzeniem. - A ja do ciebie? Może zadzwonię do Igły.. – on był mistrzem w wymyślaniu, tego typu rzeczy.
- Tylko nie Igła. - odpowiedział stanowczo, ale z uśmiechem.
- Nie powinieneś siedzieć w salonie? Wiesz dobrze, że musisz trzymać nogę w górze – przypomniałam mu, mając nadzieje, że sobie pójdzie. On jednak, podłożył sobie krzesło i położył na nim nogę. Westchnęłam. – Co ci się dzisiaj stało?
- Mam po prostu bardzo dobry humor. – wyszczerzył się. – W końcu mogę z kimś pogadać. Co prawda był tu Winiar, ale on się tak ładnie nie wkurza – uśmiechnął się. Spojrzałam na niego.– No co? Ćwiczę, przed wieczorem.
- Wieczór – westchnęłam znowu. – Po co ja się zgodziłam?.
- Nie stresuj się, będzie dobrze. Jestem świetnym aktorem. Mówię Winiarowi, że dobrze mu w tych włosach, a każdy wie, że to nie prawda. – wyszczerzył się. Zaśmiałam się, to prawda Winiar powinien koniecznie spotkać się z fryzjerem.
Poszłam się przebrać, założyłam czarną spódnicę do połowy uda i do tego cieniutką, blado różową bluzkę z kołnierzykiem. Bartek siedział już przy stole w salonie.
- Ale mam piękna dziewczynę. – powiedział, gdy weszłam do pokoju. Wywróciłam jedynie oczami i usiadłam koło niego. Zaraz potem usłyszałam dzwonek do drzwi. Spojrzałam na Bartka, nie widać było po nim stresu. Wyszłam z salonu, wzięłam głęboki oddech i otworzyłam drzwi. Na progu stał uśmiechnięty Adam z kwiatami i butelką wina. Obok niego stała jakaś kobieta.
- Cześć – przywitał się. – To dla pani domu. – wręczył mi bukiet.
- O.. cześć, zapraszam. – powiedziałam, przepuszczając ich w progu.
- To jest moja dziewczyna, Zosia – przedstawił mi nieznajomą – Przepraszam, że cię nie poinformowałem, że przyjdę z kimś. Zosia zrobiła mi niespodziankę i pomyślałem, że przyjdziemy razem.
- Nie ma sprawy im więcej osób, tym weselej – odpowiedziałam, biorąc od nich płaszcze. Weszli do salonu. Słyszałam jak witają się z Bartkiem. Wstawiłam kwiaty do wazonu i dołączyłam do nich.
- Jak kolano? – spytał, nasz gość.
- Dopiero w poniedziałek będę wiedział co dalej – odpowiedział Bartek – Kochanie, skrzydełka gotowe? – spytał, jak gdyby nigdy nic.
- Tak skarbie, zaraz przyniosę. – uśmiechnęłam się słodko.
Pół godziny później, zrobiło się dużo lepiej. Atmosfera była luźniejsza, a Adam opowiadał o rehabilitacji, jakiegoś starszego mężczyzny.
- Jak długo jesteście razem? – spytała Zosia.
- Miesiąc – odpowiedziałam automatycznie, jednak Bartek w tym samym czasie odpowiedział – Półtora miesiąca – popatrzyliśmy na siebie przerażeni. – Tak naprawdę, to nawet nie wiem, kiedy to się zaczęło. – próbowałam wybrnąć z tej sytuacji. – zmarszczyła brwi.
- Powiem wam, że ładnie ze sobą wyglądacie. – wypalił Adam. Czułam, że się czerwienie. – Wiesz, Bartek trochę miałem ci za złe, że sprzątnąłeś mi taką dziewczynę sprzed nosa. – wyznał.
- Tak jakoś wyszło – odpowiedział Bartek z uśmiechem, patrząc na mnie. Obserwowałam całą rozmowę, pijąc wino.
- Doceń to, wielu by się dało za nią pokroić.
- Wiem, że jestem szczęściarzem. – zgodził się. Objął mnie ramieniem i pocałował w policzek.
- Ale dzięki temu, poznałem jeszcze wspanialszą kobietę. – popatrzył czule na swoją partnerkę. – Byliśmy ostatnio na terapii partnerskiej. Nie, żeby było coś nie tak. Po prostu chcemy zrobić wszystko, żeby ten związek przetrwał. – wyjaśnił. Zerknęłam kątem oka na Bartka. On też próbował nie wybuchnąć śmiechem
- I jest lepiej? – spytałam, udając zainteresowanie.
- Dużo lepiej. – odpowiedziała mi Zosia. – I nie chodzimy często, większość ćwiczeń robimy sami. Chcecie spróbować?
- Nie – odpowiedzieliśmy jednocześnie – Mamy bardzo udany związek, nie potrzebne nam to. – dodałam.
- Obiecuję, że nie będziecie żałować – zapewnił nas Adam – To jest bardzo proste.
- W sumie dobra. – zgodził się mój „chłopak”, widząc, że Adam nie odpuści.
- Super – ucieszył się. – No więc, podstawą każdego udanego związku jest szczerość. Bartek zaczynaj, popatrz Luśce w oczy i powiedz za co ją kochasz. – nie wytrzymałam i zaśmiałam się głośno. Tego się nie spodziewałam. Bartek, lekko się zarumienił.
- Wiecie co, chyba to naprawdę nam niepotrzebne. Luśka wie za co ją kocham. – odpowiedział skrępowany.
- Tak w sumie to nie wiem. – uśmiechnęłam się do niego złośliwie. Ma za swoje. Mógł siedzieć cicho w kuchni.
- Widzisz.. – zachęcała go Zosia. – Kobiety to lubią.
- No to słucham. – powiedziałam, patrząc na Bartka. Jak tylko mogłam, próbowałam się nie roześmiać. Odwrócił głowę w moją stronę.
- No więc.. – zaczął. – Kocham Cię za.. nie no, głupio mi – zaśmiał się.
- Nie wstydź się, jesteśmy waszymi przyjaciółmi – zachęcał go Adam.
- Dobra.. więc Luśka kocham Cię, bo jesteś.. mądra, jesteś piękna i masz wielkie serce. – powiedział poważnie, patrząc mi w oczy. – zakryłam usta dłonią, żeby nikt nie widział mojego uśmiechu. Naprawdę aktorem był niezłym.
- Luśka teraz twoja kolei – Zosia patrzyła na nas uważnie. Przestałam się uśmiechać. Nie mogłam wyjść gorzej, niż Bartek. Zrobiłam poważną minę i popatrzyłam mu prosto w oczy.
- Kocham Cię za.. poczucie humoru.. za to, że nigdy się nie poddajesz i za to, że mogę porozmawiać z tobą o wszystkim – skończyłam. Musiałam napić się wina. Powiedziałam prawdę, za to właśnie go lubiłam.
- Widzicie? To nie było wcale takie trudne. Teraz odwrotnie powiedźcie 3 cechy, które Wam nie pasują. Bartek.. – wskazał.
- Jest uparta jak osioł, nie umie gotować, nie je mięsa, buzia jej się czasami nie zamyka, nie ma..
- Miały być trzy! – przerwałam mu szybko – Z tym nie miałeś problemu – oburzyłam się, na co on zaczął się śmiać.
- Luśka.. – wskazał na mnie Adam.
- Jest okropnym bałaganiarzem, marudą – zaczęłam wyliczać. – Czasami doprowadza mnie do szału swoją..
- Cześć – do salonu wszedł Winiar – Sorry, że tak bez pukania, ale nie wiedziałem, czy Luśka wróciła, a nie chciałem Ci sprawiać kłopotu.
- Nie ma sprawy – odpowiedział Bartek – To jest Adam i Zosia – przedstawił mu naszych gości. Przywitali się.
- Zapomniałem portfela – powiedział, rozglądając się po pokoju.
- Na komodzie – Bartek wskazał palcem.
- O dzięki. – wziął portfel i schował do tylnej kieszeni – Jeszcze raz przepraszam, że przeszkadzam.
- Nic się nie stało, właśnie robiliśmy ćwiczenia. Ale z tego co widzę, to Luśka i Bartek są.. dobrą parą – zawahał się, nie wiedząc jak to określić.
- Parą? – spytał zaskoczony.
- Tak Winiar, parą. Jeśli kobieta i mężczyzna są ze sobą, to są parą. – powiedział znacząco Bartek. Michałowi zajęło trochę, zanim zorientował się o co chodzi.
- No tak, wybaczcie. Często mam problemy z koncentracją. Ahh.. ten lotny umysł – zaczął się nieudolnie usprawiedliwiać. Schowałam twarz w dłonie. – To ja lecę – pożegnał się szybko i prawie wybiegł z pokoju.
- My też będziemy się już zbierać. Bardzo nam było miło. Mam nadzieję, że to powtórzymy – Adam wstał powoli i zaczął zmierzać, ku wyjściu. Zaraz za nim szła Zosia.
- Mam nadzieję, że mimo.. wszystko, wasz związek przetrwa – powiedziała poważnie, łapiąc mnie za nadgarstek.
- Ja też – odpowiedziałam, starając się zachować powagę. Bartek odwrócił głowę, żeby nie było widać jego uśmiechu.
- Dziwni ludzie – podsumował, gdy zamknęłam drzwi, za naszymi gośćmi.
- Bardzo – zgodziłam się przerażona. – Oblaliśmy to ćwiczenie – zaśmiałam się.
- Niestety.. Na serio jestem marudny? – spytał.
- I to bardzo. – odpowiedziałam, powoli sprzątając brudne naczynia ze stołu. – A widziałeś minę Winiara? – zaczęłam się śmiać, przypominając sobie ten widok.
- Pytająca „Ale o co chodzi” – wybuchł głośnym śmiechem.
Oczami Bartka…
Luśka krzątała się w kuchni, zmywając
naczynia. Rozsiadłem się na kanapie i włączyłem telewizor. Spotkanie nie wyszło
tak źle. Nie wypadliśmy dobrze jako para, ale przynajmniej nie zorientowali
się, że udajemy. Zdecydowanie najgorszym momentem było to głupie ćwiczenie. Kto
w ogóle to wymyślił. Ale, dzięki temu uświadomiłem sobie, że Luśka, to naprawdę świetna, kochana dziewczyna.
- No tak! – krzyknęła stojąc w progu salonu. – Ja się męczę w kuchni, a królewicz leży na kanapie! – powiedziała oburzona. Teraz na pewno nie była kochaną osóbką.
- Ale moja no.. – zacząłem. Nie dała mi skończyć.
- Rano, nie martwiłeś się tak swoją nogą! – wypomniała mi.
- Dobra, pomogę ci. – nie chciałem jej drażnić, więc zacząłem powoli wstawać.
- Już skończyłam. – odpowiedziała i poszła do swojego pokoju. No to po co ta cała awantura? Kobiety…
Powili wstałem i poszedłem się kąpać. Gdy wyszedłem z łazienki była dopiero 23, więc wróciłem do salonu, szukając czegoś ciekawego w telewizji. Luśka weszła zaraz po mnie, aby wziąć kąpiel. Po 30 minutach usiadła naprzeciwko mnie w piżamie i mokrych włosach.
- Chciałeś o czymś porozmawiać – zagadnęła mnie.
- Dzisiaj? Naprawdę nie mam siły. – powiedziałem. Nie miałem ochoty na zwierzenia.
- Jutro? – zaproponowała.
- Pewnie. To może ty opowiesz jak było w Warszawie? – tego mogłem słuchać. Byłem bardzo ciekawy, jak wyglądały jej relacje ze Zbyszkiem.
- Świetnie się bawiłam. Zbyszek zaskoczył mnie, swoim przyjazdem, nie spodziewałam się go. Właśnie.. – przypomniała sobie o czymś, ale widać było, że głupio jej dokończyć.
- Hmm?.. – spojrzałem na nią zachęcająco.
- Miałbyś coś przeciwko, gdybym pojutrze lub w czwartek pojechała jeszcze trochę do Rzeszowa? – spytała skrępowana. Znów mam zostać sam?
- No co ty. – odpowiedziałem automatycznie. Przecież nie powiem jej, że nie chce, żeby jechała, bo umrę z nudów. Nie jestem egoistą.
- Ale na pewno? Jeśli chcesz, żebym została po prostu powiedz. – chciała się upewnić.
- Na pewno. – potwierdziłem stanowczo, uśmiechając się.
- No to super. – ucieszyła się, ziewając. – Idę spać. Jestem padnięta. Dziękuję, że udawałeś dzisiaj. – uśmiechnęła się słodko.
- Nie ma za co. Dobranoc – pożegnałem się, patrząc jak powoli wychodzi z salonu. Przeskakiwałem z kanału na kanał, próbując nie myśleć o tym, że znów zostanę sam. Wiedziałem, że będę myślał wyłącznie o poniedziałkowej wizycie u lekarza. Dałem sobie spokój z telewizją i poszedłem do siebie. Położyłem się na łóżku i nie wiem nawet kiedy zasnąłem.
Obudziłem się koło 8. Sam byłem zdziwiony, że tak wcześnie. Wszedłem do kuchni, gdzie na stole leżała karteczka „Niedługo będę, wyszłam po bułki”. No to na śniadanie sobie poczekam. Ogarnąłem się w łazience i usiadłem na kanapie. 10 minut później, do mieszkania weszła Luśka.
- Cześć – przywitała się cicho z przedpokoju.
- No nareszcie! – umierałem z głodu. – Co tak długo?
- Coś mnie zatrzymało – powiedziała tajemniczo.
- Co takiego? – spytałem niepewnie. Po niej mogłem się wszystkiego spodziewać. Jednak to co zobaczyłem, gdy weszła do salonu mnie zaskoczyło..
- No tak! – krzyknęła stojąc w progu salonu. – Ja się męczę w kuchni, a królewicz leży na kanapie! – powiedziała oburzona. Teraz na pewno nie była kochaną osóbką.
- Ale moja no.. – zacząłem. Nie dała mi skończyć.
- Rano, nie martwiłeś się tak swoją nogą! – wypomniała mi.
- Dobra, pomogę ci. – nie chciałem jej drażnić, więc zacząłem powoli wstawać.
- Już skończyłam. – odpowiedziała i poszła do swojego pokoju. No to po co ta cała awantura? Kobiety…
Powili wstałem i poszedłem się kąpać. Gdy wyszedłem z łazienki była dopiero 23, więc wróciłem do salonu, szukając czegoś ciekawego w telewizji. Luśka weszła zaraz po mnie, aby wziąć kąpiel. Po 30 minutach usiadła naprzeciwko mnie w piżamie i mokrych włosach.
- Chciałeś o czymś porozmawiać – zagadnęła mnie.
- Dzisiaj? Naprawdę nie mam siły. – powiedziałem. Nie miałem ochoty na zwierzenia.
- Jutro? – zaproponowała.
- Pewnie. To może ty opowiesz jak było w Warszawie? – tego mogłem słuchać. Byłem bardzo ciekawy, jak wyglądały jej relacje ze Zbyszkiem.
- Świetnie się bawiłam. Zbyszek zaskoczył mnie, swoim przyjazdem, nie spodziewałam się go. Właśnie.. – przypomniała sobie o czymś, ale widać było, że głupio jej dokończyć.
- Hmm?.. – spojrzałem na nią zachęcająco.
- Miałbyś coś przeciwko, gdybym pojutrze lub w czwartek pojechała jeszcze trochę do Rzeszowa? – spytała skrępowana. Znów mam zostać sam?
- No co ty. – odpowiedziałem automatycznie. Przecież nie powiem jej, że nie chce, żeby jechała, bo umrę z nudów. Nie jestem egoistą.
- Ale na pewno? Jeśli chcesz, żebym została po prostu powiedz. – chciała się upewnić.
- Na pewno. – potwierdziłem stanowczo, uśmiechając się.
- No to super. – ucieszyła się, ziewając. – Idę spać. Jestem padnięta. Dziękuję, że udawałeś dzisiaj. – uśmiechnęła się słodko.
- Nie ma za co. Dobranoc – pożegnałem się, patrząc jak powoli wychodzi z salonu. Przeskakiwałem z kanału na kanał, próbując nie myśleć o tym, że znów zostanę sam. Wiedziałem, że będę myślał wyłącznie o poniedziałkowej wizycie u lekarza. Dałem sobie spokój z telewizją i poszedłem do siebie. Położyłem się na łóżku i nie wiem nawet kiedy zasnąłem.
Obudziłem się koło 8. Sam byłem zdziwiony, że tak wcześnie. Wszedłem do kuchni, gdzie na stole leżała karteczka „Niedługo będę, wyszłam po bułki”. No to na śniadanie sobie poczekam. Ogarnąłem się w łazience i usiadłem na kanapie. 10 minut później, do mieszkania weszła Luśka.
- Cześć – przywitała się cicho z przedpokoju.
- No nareszcie! – umierałem z głodu. – Co tak długo?
- Coś mnie zatrzymało – powiedziała tajemniczo.
- Co takiego? – spytałem niepewnie. Po niej mogłem się wszystkiego spodziewać. Jednak to co zobaczyłem, gdy weszła do salonu mnie zaskoczyło..
czwartek, 7 marca 2013
Rozdział XIX
- Chodzi o to.. – spuścił wzrok. – Jestem gejem. – wydusił
to w końcu.
- Co? – zaśmiałam się. Jego żarty, nigdy nie były na najwyższym poziomie.
- Jestem gejem. – powtórzył poważnie, patrząc mi w oczy. Przestałam się śmiać.
- Ale.. Jak? Od kiedy? – nie wiedziałam co powiedzieć. Zaskoczył mnie. To przecież nie możliwe, jeszcze nie tak dawno mówił, że mnie kocha.. Boże.. – Piotrek to przeze mnie, odrzuciłam cię i.. – zaczęłam.
- Luśka – przerwał mi od razu. – Serio myślisz, że przez to, że dałaś mi kosza stałem się gejem? – nie wytrzymał i się uśmiechnął.
- A kiedy to sobie.. uświadomiłeś? - spytałam. Zawstydził się i znowu spuścił wzrok.
- Tak naprawdę.. przed tym jak wyznałem Ci, że jestem w tobie zakochany.. – powiedział cicho.
- Nie rozumiem..
- Luśka – westchnął – Pamiętasz tego chłopaka, z którym wyszedłem z kawiarni? – zapytał. Przypomniałam sobie, tego wysokiego bruneta.
- Kojarzę.
- To jest Kuba. Poznałem go jakiś rok temu, pracujemy razem. Zaprzyjaźniłem się z nim, ale zauważyłem, że nie traktuje go wyłącznie jak przyjaciela. Wtedy się przeraziłem i wyznałem ci miłość. Bałem się tego. Myślałem, że jak będziemy razem, to mi to przejdzie.. Dlatego, zachowywałem się jak idiota i byłem taki natarczywy.. – wyrzucił to z siebie. Nie wiedziałam co o tym myśleć. Bałam się, że powiem coś nie tak. Pierwszy raz byłam w takiej sytuacji.
- A ten Kuba wie? – spytałam, nieśmiało. Pokręcił, przecząco głową. – Zamierzasz mu o tym powiedzieć? – widziałam, że się z tym męczy, ale nie bardzo wiedziałam jak mu pomóc.
- Boję się tego jak zareaguje. Ja nie jestem na to gotowy. Sam jeszcze nie oswoiłem się z tą myślą. Jesteś pierwszą osobą, której to mówię.
- Jesteś pewien, że to co do niego czujesz, to nie zwykła przyjaźń?
- Nie. To nie to samo co czuję do ciebie, Natki, czy Lilki. To coś innego, silniejszego.
- Kiedyś będziesz musiał mu to powiedzieć.. – powiedziałam, patrząc na niego ze współczuciem – Ma dzie.. kogoś? – szybko się poprawiłam.
- Nie, nie ma nikogo.
- To chyba dobrze.
- Czy ja wiem.. – zaczął się zastanawiać. – Wtedy przynajmniej, wiedziałbym jakiej jest orientacji.
- No, a jak jesteście razem to za kim się ogląda? – czułam się głupio pytając o takie rzeczy.
- Próbowałem się zorientować, wypytać, ale jest bardzo skryty. – westchnął. – Powiem mu w odpowiednim momencie. Nie mów na razie dziewczynom, ok? – poprosił.
- Pewnie. – Nawet, nie miałam zamiaru. To musiał im sam powiedzieć. Powoli, układałam sobie to wszystko w głowie. W pewnym sensie mi ulżyło, teraz możemy się przyjaźnić, bez tego całego napięcia.
- A ty i Zbyszek? Jesteście razem? – lekko się uśmiechnął.
- Chyba, można tak powiedzieć. – odpowiedziałam niepewnie. – Wiesz, że nie mam szczęścia do sportowców, a tym bardziej do związków na odległość. Nie wiem, czy ten związek przetrwa. – dodałam.
- Spróbować nie zaszkodzi – powiedział. – A jak Ci się mieszka w Bełchatowie?
- Nie jest źle. Myślałam, że będzie gorzej. Bartek jest naprawdę świetnym facetem. Dogaduję się z nim, prawie tak dobrze jak z tobą – uśmiechnęłam się. Teraz dopiero uświadomiłam sobie, że się za nim stęskniłam. Nawet za sprzątaniem bałaganu, który potrafił zrobić siedząc w jednym miejscu.
- A kiedy wracasz?
- Jutro.
- Ja jutro umówiłem się z Lilką. Chce, żebym poznał jej nowego chłopaka. W sumie, trochę szkoda.. Seba, był naprawdę w porządku.
- Cóż, miłość nie wybiera. – westchnęłam z uśmiechem i położyłam głowę na jego ramieniu. Brakowało mi rozmów z nim.
Oczami Bartka..
- To będę za chwilę – pożegnał się Winiar. Nareszcie z kimś porozmawiam. Można zwariować, siedząc bezczynnie, samemu w czterech ścianach. Jeszcze tylko tydzień. No tak, a co potem? Staram się o tym nie myśleć, ale to nie jest takie proste. Tym bardziej, gdy się siedzi i umiera z nudów. Mogłaby już wrócić Luśka, z nią przynajmniej zawsze się coś dzieje. Po 10 minutach do mieszkania wszedł Winiar.
- No cześć – przywitał się z uśmiechem.
- Cześć – też się uśmiechnąłem. – Dzięki, że wpadłeś. Można oszaleć samemu.
- A Luśka kiedy wraca?
- Jutro dopiero. Jak chcesz coś do picia to musisz sam sobie wziąć. Ja mogę chodzić, jedynie do łazienki.
- Spoko. A jak weekend z Aśką? – spytał, po czym wyszedł do kuchni.
- Nie wiem – westchnąłem. – Coś jest nie tak, tylko nie wiem co.
- To znaczy? – Wrócił z kartonem soku pomarańczowego.
- Chyba dopiero teraz dostrzegam jej wady. – wyznałem. – Wcześniej nie widziałem tego, że jest samolubna, że myśli wyłącznie o sobie. A nasz związek traktuję.. no nawet nie wiem jak to powiedzieć. Zero emocji, rutyna i monotonia.
- I dopiero teraz to zauważyłeś? – spytał zaskoczony.
- Dziwne, nie? – zmarszczyłem brwi. – Do tej pory wydawała mi się idealna. Dopiero, gdy wróciłem do Bełchatowa, zaczęło do mnie powoli docierać to, że między nami się psuję. Starałem się to naprawić, ale ten weekend uświadomił mi, że już nie będzie lepiej. – Winiar popatrzył na mnie, po czym dziwnie się uśmiechnął.
- Do powrotu nic nie zauważyłeś? Czyli do momentu poznania Luśki? – wyszczerzył się.
- A co ona ma z tym wspólnego? – spytałem, nie rozumiejąc. Kolejna osoba, która patrzy na mnie ja na idiotę.
- No ty mi powiedz – uśmiechnął się jeszcze szerzej.
- Winiar – zaśmiałem się. – Myślisz, że to przez Luśkę, dostrzegłem wady Aśki?
- A w Luśce widzisz jakieś? – spytał z triumfem na twarzy.
- Tak - odpowiedziałem. – Hmm.. Czasami jej się buzia nie zamyka. Nie ma z nią chwili spokoju. – odpowiedziałem z uśmiechem.
- Przed chwilą narzekałeś na monotonie w swoim związku. – zaśmiał się. – Poza tym, lubisz osoby, z którymi nie zapada niezręczna cisza.
- Jest wegetarianką, która nie umie gotować. Na dodatek jest uparta jak osioł. – kontynuowałem.
- Przekonujesz mnie czy siebie? – Jak on mnie znał..
- Słuchaj – zacząłem – Wiem co sobie myślisz, ale to jest moja rehabilitantka i można powiedzieć przyjaciółka. A z tego co wiem to spotyka się z Zibim. A ja nadal mam dziewczynę! – traciłem cierpliwość.
- Nie rozstaliście się? – spytał zaskoczony.
- Nie, nie chciałem działać pochopnie. Muszę to przemyśleć.
- A Luśka i Zibi to tak oficjalnie? – spytał.
- Nie wiem jeszcze nic. Za to Pit znalazł chyba tą jedyną. – wyszczerzyłem się. Nasz Piter się zakochał.
- Powiem Ci, że pasują do siebie z Natką. – stwierdził, po chwili zastanowienia. Rozmawialiśmy jeszcze przez jakieś dwie godziny. Humor mi się zdecydowanie poprawił.
Oczami Luśki..
Jak zwykle. Miałam wyjechać o 9, a wstałam o 10. Piotrek wyszedł ode mnie późno. Fajnie było porozmawiać tak jak dawniej. Nie przeszkadzało mi to, że woli facetów. Spakowałam się szybko i ruszyłam w drogę. Musiałam jeszcze wstąpić do marketu w Bełchatowie, bo znając Bartka ma już pustą lodówkę. Na dworze robiło się coraz chłodniej, w końcu połowa listopada. Weszłam do sklepu i zaczęłam robić zakupy, gdy nagle zobaczyłam Adama, wybierającego pieczywo. Chciałam wbiec, za półkę z przyprawami, ale nie zdążyłam bo akurat w tym momencie, odwrócił głowę w moją stronę i mi pomachał. Westchnęłam, zrezygnowana i pchnęłam wózek przed siebie.
- Cześć – przywitał się z wielkim uśmiechem na twarzy.
- Cześć, zawsze robisz tu zakupy? – spytałam. Chciałam wiedzieć, czy w innych sklepach będę bezpieczna.
- Przeważnie tak – odpowiedział. – Ty widocznie też.
- Mieszkam niedaleko. Co słychać? – nie chciałam wyjść na niegrzeczną.
- A wszystko dobrze, żyję sobie powoli i nadal masuję ludzi – zaśmiał się. – Może wpadniecie z Bartkiem do mnie? Chętnie go lepiej poznam. – O nie…
- Wiesz, to chyba nie najlepszy pomysł. Bartek ma usztywnione kolano i najlepiej jak będzie je trzymał w górze. – próbowałam się wykręcić.
- Wiem, wiem. To może ja do was wpadnę? Nie chciałbym się narzucać, ale pomyślałem, że miło by było. – Tego się nie spodziewałam.
- Pewnie – odpowiedziałam bez przekonania. Dlaczego ja nie potrafię odmawiać? – Kiedy ci pasuję? – spytałam, siląc się na uprzejmy ton.
- Jeśli nie macie planów, to mogę przyjść nawet dziś. – powiedział z zapałem.
- Nie, siedzimy cały czas w domu. – W sumie to i lepiej, będę miała już to za sobą.
- No to co o 19?
- Może być. – odpowiedziałam. Pożegnaliśmy się i poszłam dalej. Muszę zrobić większe zakupy. Ciekawe co ja powiem Bartkowi. Adam myśli, że jesteśmy razem.
Zrobiłam zakupy i wyszłam ze sklepu. Po 20 minutach weszłam do mieszkania.
- Wróciłam! – krzyknęłam z przedpokoju.
- Nareszcie – usłyszałam z salonu. Położyłam torby w kuchni i poszłam się przywitać.
- Cześć – powiedziałam, padając na kanapę.
- Biegłaś? – spytał, widząc jak jestem zmęczona.
- Nie, tylko torby były strasznie ciężkie.
- W lodówce jest pełno jedzenia. Aśka zrobiła zakupy, przed tym jak wyjechała.
- Przyda nam się więcej, bo dzisiaj będziemy mieć gościa. – poinformowałam go.
- Kogo? – spytał zaskoczony.
- Pamiętasz tego Adama? Spotkałam się z nim kiedyś..
- Tego przez którego się upiłaś? – zaczął się śmiać.
- Tak, spotkałam się z nim w sklepie i zaproponował, że wpadnie. – wyjaśniłam.
- Nadal sądzi, że ma u Ciebie jakieś szansę? – spytał, rozbawiony. – Uuu, Zibi nie będzie zachwycony, gdy się o tym dowie.
- Nie, tak właściwie to myśli, że jestem z Tobą.. – odpowiedziałam, obserwując jego reakcję.
- Co? – zaczął śmiać się jeszcze głośniej. – Dlaczego?
- Kiedyś spotkałam go w sklepie i chciał się umówić. Spanikowałam i powiedziałam, że jestem z tobą – popatrzyłam na niego zawstydzona.
- Mamy udawać parę? – spytał z uśmiechem.
- Jeśli nie chcesz, to nie musisz. Najwyżej powiem mu, że kłamałam..
- Serio?
- Nie. – odpowiedziałam stanowczo – Nie masz wyjścia, musisz udawać.
- Dla Ciebie wszystko, kochanie. – wyszczerzył się. Rzuciłam w niego poduszką i wyszłam do kuchni.
________________
2 tysiące wyświetleń w miesiąc! Dziękuję :) Zapowiada się lżejszy tydzień, więc już niebawem spodziewajcie się kolejnego! :)
- Co? – zaśmiałam się. Jego żarty, nigdy nie były na najwyższym poziomie.
- Jestem gejem. – powtórzył poważnie, patrząc mi w oczy. Przestałam się śmiać.
- Ale.. Jak? Od kiedy? – nie wiedziałam co powiedzieć. Zaskoczył mnie. To przecież nie możliwe, jeszcze nie tak dawno mówił, że mnie kocha.. Boże.. – Piotrek to przeze mnie, odrzuciłam cię i.. – zaczęłam.
- Luśka – przerwał mi od razu. – Serio myślisz, że przez to, że dałaś mi kosza stałem się gejem? – nie wytrzymał i się uśmiechnął.
- A kiedy to sobie.. uświadomiłeś? - spytałam. Zawstydził się i znowu spuścił wzrok.
- Tak naprawdę.. przed tym jak wyznałem Ci, że jestem w tobie zakochany.. – powiedział cicho.
- Nie rozumiem..
- Luśka – westchnął – Pamiętasz tego chłopaka, z którym wyszedłem z kawiarni? – zapytał. Przypomniałam sobie, tego wysokiego bruneta.
- Kojarzę.
- To jest Kuba. Poznałem go jakiś rok temu, pracujemy razem. Zaprzyjaźniłem się z nim, ale zauważyłem, że nie traktuje go wyłącznie jak przyjaciela. Wtedy się przeraziłem i wyznałem ci miłość. Bałem się tego. Myślałem, że jak będziemy razem, to mi to przejdzie.. Dlatego, zachowywałem się jak idiota i byłem taki natarczywy.. – wyrzucił to z siebie. Nie wiedziałam co o tym myśleć. Bałam się, że powiem coś nie tak. Pierwszy raz byłam w takiej sytuacji.
- A ten Kuba wie? – spytałam, nieśmiało. Pokręcił, przecząco głową. – Zamierzasz mu o tym powiedzieć? – widziałam, że się z tym męczy, ale nie bardzo wiedziałam jak mu pomóc.
- Boję się tego jak zareaguje. Ja nie jestem na to gotowy. Sam jeszcze nie oswoiłem się z tą myślą. Jesteś pierwszą osobą, której to mówię.
- Jesteś pewien, że to co do niego czujesz, to nie zwykła przyjaźń?
- Nie. To nie to samo co czuję do ciebie, Natki, czy Lilki. To coś innego, silniejszego.
- Kiedyś będziesz musiał mu to powiedzieć.. – powiedziałam, patrząc na niego ze współczuciem – Ma dzie.. kogoś? – szybko się poprawiłam.
- Nie, nie ma nikogo.
- To chyba dobrze.
- Czy ja wiem.. – zaczął się zastanawiać. – Wtedy przynajmniej, wiedziałbym jakiej jest orientacji.
- No, a jak jesteście razem to za kim się ogląda? – czułam się głupio pytając o takie rzeczy.
- Próbowałem się zorientować, wypytać, ale jest bardzo skryty. – westchnął. – Powiem mu w odpowiednim momencie. Nie mów na razie dziewczynom, ok? – poprosił.
- Pewnie. – Nawet, nie miałam zamiaru. To musiał im sam powiedzieć. Powoli, układałam sobie to wszystko w głowie. W pewnym sensie mi ulżyło, teraz możemy się przyjaźnić, bez tego całego napięcia.
- A ty i Zbyszek? Jesteście razem? – lekko się uśmiechnął.
- Chyba, można tak powiedzieć. – odpowiedziałam niepewnie. – Wiesz, że nie mam szczęścia do sportowców, a tym bardziej do związków na odległość. Nie wiem, czy ten związek przetrwa. – dodałam.
- Spróbować nie zaszkodzi – powiedział. – A jak Ci się mieszka w Bełchatowie?
- Nie jest źle. Myślałam, że będzie gorzej. Bartek jest naprawdę świetnym facetem. Dogaduję się z nim, prawie tak dobrze jak z tobą – uśmiechnęłam się. Teraz dopiero uświadomiłam sobie, że się za nim stęskniłam. Nawet za sprzątaniem bałaganu, który potrafił zrobić siedząc w jednym miejscu.
- A kiedy wracasz?
- Jutro.
- Ja jutro umówiłem się z Lilką. Chce, żebym poznał jej nowego chłopaka. W sumie, trochę szkoda.. Seba, był naprawdę w porządku.
- Cóż, miłość nie wybiera. – westchnęłam z uśmiechem i położyłam głowę na jego ramieniu. Brakowało mi rozmów z nim.
Oczami Bartka..
- To będę za chwilę – pożegnał się Winiar. Nareszcie z kimś porozmawiam. Można zwariować, siedząc bezczynnie, samemu w czterech ścianach. Jeszcze tylko tydzień. No tak, a co potem? Staram się o tym nie myśleć, ale to nie jest takie proste. Tym bardziej, gdy się siedzi i umiera z nudów. Mogłaby już wrócić Luśka, z nią przynajmniej zawsze się coś dzieje. Po 10 minutach do mieszkania wszedł Winiar.
- No cześć – przywitał się z uśmiechem.
- Cześć – też się uśmiechnąłem. – Dzięki, że wpadłeś. Można oszaleć samemu.
- A Luśka kiedy wraca?
- Jutro dopiero. Jak chcesz coś do picia to musisz sam sobie wziąć. Ja mogę chodzić, jedynie do łazienki.
- Spoko. A jak weekend z Aśką? – spytał, po czym wyszedł do kuchni.
- Nie wiem – westchnąłem. – Coś jest nie tak, tylko nie wiem co.
- To znaczy? – Wrócił z kartonem soku pomarańczowego.
- Chyba dopiero teraz dostrzegam jej wady. – wyznałem. – Wcześniej nie widziałem tego, że jest samolubna, że myśli wyłącznie o sobie. A nasz związek traktuję.. no nawet nie wiem jak to powiedzieć. Zero emocji, rutyna i monotonia.
- I dopiero teraz to zauważyłeś? – spytał zaskoczony.
- Dziwne, nie? – zmarszczyłem brwi. – Do tej pory wydawała mi się idealna. Dopiero, gdy wróciłem do Bełchatowa, zaczęło do mnie powoli docierać to, że między nami się psuję. Starałem się to naprawić, ale ten weekend uświadomił mi, że już nie będzie lepiej. – Winiar popatrzył na mnie, po czym dziwnie się uśmiechnął.
- Do powrotu nic nie zauważyłeś? Czyli do momentu poznania Luśki? – wyszczerzył się.
- A co ona ma z tym wspólnego? – spytałem, nie rozumiejąc. Kolejna osoba, która patrzy na mnie ja na idiotę.
- No ty mi powiedz – uśmiechnął się jeszcze szerzej.
- Winiar – zaśmiałem się. – Myślisz, że to przez Luśkę, dostrzegłem wady Aśki?
- A w Luśce widzisz jakieś? – spytał z triumfem na twarzy.
- Tak - odpowiedziałem. – Hmm.. Czasami jej się buzia nie zamyka. Nie ma z nią chwili spokoju. – odpowiedziałem z uśmiechem.
- Przed chwilą narzekałeś na monotonie w swoim związku. – zaśmiał się. – Poza tym, lubisz osoby, z którymi nie zapada niezręczna cisza.
- Jest wegetarianką, która nie umie gotować. Na dodatek jest uparta jak osioł. – kontynuowałem.
- Przekonujesz mnie czy siebie? – Jak on mnie znał..
- Słuchaj – zacząłem – Wiem co sobie myślisz, ale to jest moja rehabilitantka i można powiedzieć przyjaciółka. A z tego co wiem to spotyka się z Zibim. A ja nadal mam dziewczynę! – traciłem cierpliwość.
- Nie rozstaliście się? – spytał zaskoczony.
- Nie, nie chciałem działać pochopnie. Muszę to przemyśleć.
- A Luśka i Zibi to tak oficjalnie? – spytał.
- Nie wiem jeszcze nic. Za to Pit znalazł chyba tą jedyną. – wyszczerzyłem się. Nasz Piter się zakochał.
- Powiem Ci, że pasują do siebie z Natką. – stwierdził, po chwili zastanowienia. Rozmawialiśmy jeszcze przez jakieś dwie godziny. Humor mi się zdecydowanie poprawił.
Oczami Luśki..
Jak zwykle. Miałam wyjechać o 9, a wstałam o 10. Piotrek wyszedł ode mnie późno. Fajnie było porozmawiać tak jak dawniej. Nie przeszkadzało mi to, że woli facetów. Spakowałam się szybko i ruszyłam w drogę. Musiałam jeszcze wstąpić do marketu w Bełchatowie, bo znając Bartka ma już pustą lodówkę. Na dworze robiło się coraz chłodniej, w końcu połowa listopada. Weszłam do sklepu i zaczęłam robić zakupy, gdy nagle zobaczyłam Adama, wybierającego pieczywo. Chciałam wbiec, za półkę z przyprawami, ale nie zdążyłam bo akurat w tym momencie, odwrócił głowę w moją stronę i mi pomachał. Westchnęłam, zrezygnowana i pchnęłam wózek przed siebie.
- Cześć – przywitał się z wielkim uśmiechem na twarzy.
- Cześć, zawsze robisz tu zakupy? – spytałam. Chciałam wiedzieć, czy w innych sklepach będę bezpieczna.
- Przeważnie tak – odpowiedział. – Ty widocznie też.
- Mieszkam niedaleko. Co słychać? – nie chciałam wyjść na niegrzeczną.
- A wszystko dobrze, żyję sobie powoli i nadal masuję ludzi – zaśmiał się. – Może wpadniecie z Bartkiem do mnie? Chętnie go lepiej poznam. – O nie…
- Wiesz, to chyba nie najlepszy pomysł. Bartek ma usztywnione kolano i najlepiej jak będzie je trzymał w górze. – próbowałam się wykręcić.
- Wiem, wiem. To może ja do was wpadnę? Nie chciałbym się narzucać, ale pomyślałem, że miło by było. – Tego się nie spodziewałam.
- Pewnie – odpowiedziałam bez przekonania. Dlaczego ja nie potrafię odmawiać? – Kiedy ci pasuję? – spytałam, siląc się na uprzejmy ton.
- Jeśli nie macie planów, to mogę przyjść nawet dziś. – powiedział z zapałem.
- Nie, siedzimy cały czas w domu. – W sumie to i lepiej, będę miała już to za sobą.
- No to co o 19?
- Może być. – odpowiedziałam. Pożegnaliśmy się i poszłam dalej. Muszę zrobić większe zakupy. Ciekawe co ja powiem Bartkowi. Adam myśli, że jesteśmy razem.
Zrobiłam zakupy i wyszłam ze sklepu. Po 20 minutach weszłam do mieszkania.
- Wróciłam! – krzyknęłam z przedpokoju.
- Nareszcie – usłyszałam z salonu. Położyłam torby w kuchni i poszłam się przywitać.
- Cześć – powiedziałam, padając na kanapę.
- Biegłaś? – spytał, widząc jak jestem zmęczona.
- Nie, tylko torby były strasznie ciężkie.
- W lodówce jest pełno jedzenia. Aśka zrobiła zakupy, przed tym jak wyjechała.
- Przyda nam się więcej, bo dzisiaj będziemy mieć gościa. – poinformowałam go.
- Kogo? – spytał zaskoczony.
- Pamiętasz tego Adama? Spotkałam się z nim kiedyś..
- Tego przez którego się upiłaś? – zaczął się śmiać.
- Tak, spotkałam się z nim w sklepie i zaproponował, że wpadnie. – wyjaśniłam.
- Nadal sądzi, że ma u Ciebie jakieś szansę? – spytał, rozbawiony. – Uuu, Zibi nie będzie zachwycony, gdy się o tym dowie.
- Nie, tak właściwie to myśli, że jestem z Tobą.. – odpowiedziałam, obserwując jego reakcję.
- Co? – zaczął śmiać się jeszcze głośniej. – Dlaczego?
- Kiedyś spotkałam go w sklepie i chciał się umówić. Spanikowałam i powiedziałam, że jestem z tobą – popatrzyłam na niego zawstydzona.
- Mamy udawać parę? – spytał z uśmiechem.
- Jeśli nie chcesz, to nie musisz. Najwyżej powiem mu, że kłamałam..
- Serio?
- Nie. – odpowiedziałam stanowczo – Nie masz wyjścia, musisz udawać.
- Dla Ciebie wszystko, kochanie. – wyszczerzył się. Rzuciłam w niego poduszką i wyszłam do kuchni.
________________
2 tysiące wyświetleń w miesiąc! Dziękuję :) Zapowiada się lżejszy tydzień, więc już niebawem spodziewajcie się kolejnego! :)
piątek, 1 marca 2013
Rozdział XVIII
Obudziłam się w swoim łóżku. Zibi musiał mnie przenieść.
Pamiętam, jak czekałam w salonie, aż wyjdzie z łazienki. Uśmiechnęłam się na
myśl o nim. Wczorajszy wieczór, był jednym z najlepszych w moim życiu. Leżałam
rozpromieniona, wspominając scenę na moście, gdy usłyszałam pukanie. Drzwi
sypialni uchyliły się i zobaczyłam w nich Zbyszka.
- Wstałaś już? – spytał, wchodząc ze śniadaniem na tacy. Takie poranki, mogłabym mieć codziennie.
- Yhym. – przytaknęłam. Położył tacę, na stoliku obok łóżka, nachylił się i pocałował szybko w usta.
- Wiesz, że mówisz przez sen? – uśmiechnął się.
- Co mówiłam? – przestraszyłam się. Nie on pierwszy mi to mówił.
- Coś tam.. – podrapał się po głowie, udając zawstydzonego. – Zbyszek uwielbiam cię, czy coś..
- Jasne. - odpowiedziałam, śmiejąc się. – Zawsze jesteś taki uczynny? – spytałam, wskazując na śniadanie.
- Jeśli kogoś bardzo lubię – popatrzył na mnie z uśmiechem. – To jestem w stanie wstać rano i iść po świeże bułki.
- To spodziewamy się gościa? – spytałam, udając, że nie wiem o kim mówi. Zaśmiał się. - Pokaże Ci coś! – wstałam szybko i otworzyłam szafę. Wyciągnęłam z niej koszulkę reprezentacyjną i założyłam na siebie.
- Naprawdę ją masz? – spytał, teraz naprawdę zawstydzony.
- Mówiłam Ci – usiadłam, po turecku obok niego. – Patrz, a na przodzie podpis Pita. – pokazałam mu mały autograf pod 9. – Co dzisiaj robimy? – spytałam z zapałem. – Piotrek, wczoraj mówił, że jedziecie dopiero przedwieczorem. – dodałam.
- Muszę się dzisiaj spotkać z rodzicami. Nie wybaczyliby mi chyba, gdybym był w Warszawie i ich nie odwiedził. Umówiłem się z nimi za godzinę. – powiedział, czekając na moją reakcję.
- Ok – odpowiedziałam szybko – Jak wrócisz to może jeszcze zdążymy, gdzieś skoczyć.
- Może chciałabyś iść ze mną? Rodzice by cię z chęcią poznali. – zaproponował. Miałabym się spotkać z jego rodzicami? O nie, nie.
- Nie, dawno się nie widzieliście. Niech się tobą nacieszą. A jak wrócisz, pójdziemy na Stare Miasto i Przedmieście krakowskie, co? – spytałam z zapałem.
- Pewnie, ja też się muszę tobą nacieszyć przed wyjazdem. – powiedział i pocałował mnie.
Po 20 minutach wyszedł na spotkanie. Przypomniałam sobie, że miałam zadzwonić do Bartka.
- Słucham? – usłyszałam jego głos.
- Cześć – przywitałam się. – Co słychać?
- A w sumie to nic – nie był w tak dobrym humorze, jak ja. – Siedzę w domu. Aśka pojechała już o 9 do siebie. A jak weekend z dziewczynami? – spytał.
- W sumie, to z dziewczynami i Zbyszkiem. – poprawiłam go.
- Jak to? – zapytał, nie rozumiejąc.
- Pamiętasz, jak się rozłączyłam i powiedziałam, że ktoś dzwoni do drzwi? To właśnie był Pit z którym przyjechał Zibi. – wytłumaczyłam mu. – Wracają przed wieczorem do Rzeszowa. Jak wróci od rodziców, to mamy jeszcze iść na spacer, więc wrócę jutro. Nie chce jechać w nocy. – dodałam.
- Nie ma sprawy. – powiedział, przygnębiony.
- Stało się coś? Jak tam weekend z Aśką? – spytałam.
- Opowiem Ci wszystko jak wrócisz. – Cóż, widocznie nie chciał o tym rozmawiać, nie naciskałam. Pożegnaliśmy się. Ciekawe co się stało? Wydawał się być smutny, może się pokłócili? I dlatego związki na odległość, moim zdaniem skazane są na porażkę. A teraz, właśnie taki rozpoczynam z Zibim…
Moje rozmyślenia, przerwał dzwonek telefonu. Spojrzałam na wyświetlacz, Natka.
- Cześć – odebrałam.
- No siema, Luśka. – usłyszałam wesołego Pita. – Natka się kąpie, a ja nie mogę znaleźć spodni, w których zostawiłem telefon..– zaczął.
- Dobra, oszczędź szczegółów. – zaśmiałam się. Nie chciałam wiedzieć, co tam robili, że zgubił spodnie.
- Ok. – zgodził się. – Możesz powiedzieć Zibiemu, że wyjeżdżamy o 17? – spytał.
- Nie jestem z nim. Poszedł się spotkać z rodzicami, ale jak wróci to mu przekażę. Ma po ciebie podjechać?
- Koniecznie, bo Natka zaproponowała, że mnie do was podrzuci. – powiedział przerażony. Zaczęłam się śmiać.
- Rozumiem, że widziałeś..
- Widziałem. – przerwał mi szybko. – Jej egzaminator musiał być pijany. – zaśmiał się.
- Albo bał się, że przy kolejnej próbie, znów będzie z nią jechał. Wolał nie ryzykować.
- Z kim rozmawiasz? – usłyszałam w tle Natkę.
- Z Luśką – odpowiedział, nadal się śmiejąc.
- Cześć. – przywitała się ze mną. – Przyjedzie Zbyszek, czy mam Piotrka podrzucić do ciebie?
- Nie musisz – powiedziałam ze śmiechem.
- Przyjedź z nim, posiedzimy u mnie. Lilka z Wojtkiem też przyjdą. Jutro wracasz do Bełchatowa, nie?
- Tak, tak. – odpowiedziałam. I tak nie miałam co robić, więc czemu nie? – Przyjadę. – zgodziłam się.
- No to do zobaczenia. – pożegnała się i rozłączyła.
Wróciłam do łazienki. Założyłam luźną, biało-turkusową sukienkę z czarnym, skórzanym paskiem. Związałam włosy i zrobiłam makijaż. Zbyszek wrócił po godzinie.
- Nie musisz pukać – zaśmiałam się, gdy otworzyłam drzwi.
- Będę pamiętał. – powiedział cicho, przytulając mnie. – Stęskniłem się.
- Nie widzieliśmy się dwie godziny, a mamy rozstać się może na kilka tygodni. – przypomniałam smutno.
- Przyjedź do Rzeszowa z Natką w następny weekend. – zaproponował z ożywieniem. – Bartek, będzie miał jeszcze usztywnione kolano. – zaproponował - Gramy w sobotę mecz – dodał, żeby mnie przekonać.
- Nie wiem, czy mogę Bartka zostawić.. – westchnęłam. – W poniedziałek ma się dowiedzieć co dalej..
- No tak – powiedział smutno – To ja przyjadę, jak będę miał wolne w niedziele, ok?
- Pewnie. – uśmiechnęłam się. Staliśmy przytuleni w przedpokoju, gdy dostałam smsa od Natki
„Spotkanie u mnie niestety odwołane. Jadę z chłopakami na tydzień do Rzeszowa!!”. Pokazałam Zibiemu.
- Bingo! – wpadł na jakiś pomysł. – Przecież ty też możesz jechać z nami. – wyglądał, jak dziecko, które cieszy się z cukierka.
- Kurczę, ale by było fajnie. – nie pomyślałam o tym. W końcu to mój ostatni wolny tydzień. Naprawdę, chciałam jechać. – Nie mogę…
- Czemu? – spytał, poważniejąc.
- Rozmawiałam z Bartkiem, coś się stało między nim i Aśką. Chciał pogadać, jak wrócę. Wydawał się być przygnębiony. Może dojadę do was jutro lub pojutrze?
- Ok – powiedział i mnie pocałował.
Po pół godziny wyszliśmy z domu i pojechaliśmy na Stare Miasto. Szliśmy uliczkami, trzymając się za rękę. Kupiliśmy wielkie lody i usiedliśmy w przytulnej restauracji, do której przychodziłam dawniej ze znajomymi. Rozmawialiśmy o sobotnim meczu, gdy do kawiarni wszedł Piotrek. Gdy mnie zobaczył, zatrzymał się w progu. Nie wiedział, czy ma podejść, czy nie. W końcu się odważył i podszedł do naszego stolika.
- Cześć – przywitał się ze mną.
- Cześć – naprawdę ucieszyłam się na jego widok. – To jest Piotrek, mój.. przyjaciel – nie wiedziałam, czy mogę go tak nazwać – A to Zbyszek. – uścisnęli sobie dłonie.
- Wróciłaś z Bełchatowa? – spytał.
- Tylko na weekend, jutro wracam. – odpowiedziałam krótko. – Co słychać? – Tęskniłam za nim i dopiero teraz, zdałam sobie sprawę z tego jak bardzo.
- Umówiłem się tutaj. – powiedział zestresowany. Ucieszyłam się, miałam nadzieję, że to nastąpi jak najszybciej i znów będziemy mogli się przyjaźnić.
- Świetnie. – uśmiechnęłam się. Do kawiarni, wszedł wysoki brunet. Gdy Piotrek go zobaczył, zrobił się czerwony. Domyśliłam się, że to z nim, a nie z dziewczyną się umówił.
- Słuchaj, możemy spotkać się wieczorem? – popatrzył, niepewnie na Zibiego. – Chciałbym z tobą porozmawiać. – powiedział szybko.
- Pewnie, przyjedź do mnie koło 19, ok? – zaproponowałam, nie wiedząc o co chodzi. Skinął głową i wyszedł razem z wysokim brunetem z kawiarni. Zbyszek obserwował, całe wydarzenie z miną wyrażającą zagubienie.
- To był twój przyjaciel? – spytał – Dość dziwny. – zmarszczył brwi.
- Długa historia.. – odpowiedziałam. Popatrzył na mnie pytająco. Opowiedziałam mu całą historię z wyznawaniem miłości.
- I on ma do ciebie wieczorem przyjść?
- Jesteś zazdrosny? – uśmiechnęłam się. Nie spodziewałam się tego.
- Nie.. – odpowiedział, nie patrząc mi w oczy. Zaśmiałam się i go pocałowałam
- Nie masz powodu. – zapewniłam.
Wyszliśmy z restauracji i pojechaliśmy na Przedmieścia krakowskie. Przed 17 byliśmy już w domu i czekaliśmy na Pita i Natkę, którzy zaproponowali, że przyjadą jednak do nas taksówką. Chcieli nam chyba dać więcej czasu. Siedzieliśmy na kanapie, oglądając film. Wtuliłam się w Zibiego, który bawił się kosmykiem moich włosów.
- Obiecujesz, że przyjedziesz? – spytał.
- Jak tylko będę mogła, to przyjadę najszybciej jak się da. – uśmiechnęłam się do niego. Usłyszeliśmy dzwonek do drzwi. Nie chętnie podniosłam się i otworzyłam.
- Cześć. – przywitał się radośnie Pit.
- O, widzę, że znalazłeś spodnie. – zaczęłam się śmiać.
- Co? – spytała Natka, wchodząc do mieszkania.
- Nic, nic – odpowiedział szybko. – Gotowy? – zwrócił się do Zibiego.
- Tak, spakowałem się już. Możemy jechać – powiedział, chociaż widać było, że wolałaby zostać.
- No to pożegnajcie się gołąbeczki, a my poczekamy na dole. – wyszli, zamykając za sobą drzwi. Zibi przytulił mnie i pocałował.
- Będę tęsknił. – wyszeptał cicho.
- Ja bardziej. – westchnęłam. Nie chciałam, żeby wyjeżdżał.
- Czekam na ciebie w Rzeszowie. – powiedział wychodząc. Uśmiechnęłam się. Podbiegłam szybko do okna. Zibi wkładał właśnie torbę do samochodu. Odwrócił się i popatrzył w stronę mojego okna. Pomachałam mu z uśmiechnęłam. Odmachał mi, po czym wsiadł do auta. To możliwe, tak szybko się do kogoś przywiązać? Westchnęłam. Muszę koniecznie jechać w tygodniu do Rzeszowa. Wróciłam do salonu i położyłam się na kanapie. Uda nam się. Przekonywałam samą siebie, odkąd pamiętam byłam przeciwna związkom na odległość. Ale.. przecież nie mieszkamy nie widomo jak daleko.. Możemy do siebie jeździć w każdy weekend. Aśka i Bartek też w sumie mogą, a im się nie układa.. Jedynym wyjątkiem jest Natka z Pitem, ale oni już są sobie chyba pisani. Przynajmniej tak to wygląda. Zaryzykuję, jak nie wyjdzie to trudno. Wróciłam do oglądania filmu. Przed 20 usłyszałam dzwonek do drzwi. Na klatce stał Piotrek.
- Cześć – przywitał się.
- Cześć, wchodź – zaprosiłam go do środka. Weszliśmy do salonu i usiedliśmy naprzeciwko siebie.
- Tęskniłem. – powiedział cicho.
- Ja też – uśmiechnęłam się przyjaźnie. – Przemyślałeś to wszystko? – spytałam nieśmiało.
- Tak, Luśka naprawdę przepraszam za to wszystko. – popatrzył mi prosto w oczy. – Jeśli to możliwe to chciałbym, żebyśmy znów się przyjaźnili. – powiedział z nadzieją w głosie.
- Dasz radę? – spytałam.
- Z tym nie ma problemu. – uśmiechnął się smutno, ale zaraz znów wrócił do poprzedniej miny. – Muszę Ci coś powiedzieć, ale boję się jak na to zareagujesz.. – coś go wyraźnie męczyło.
- No nie mów, że chcesz mi znów wyznać.. – przeraziłam się.
- Nie, nie. – odpowiedział szybko.
- No to o co chodzi?
_______________
Musicie uzbroić się w cierpliwość, czekając na kolejne rozdziały. Niestety, nauki mam coraz więcej i nie mam tyle czasu co wcześniej na pisanie rozdziałów. Będę starała się pisać, w każdym wolnym momencie. Kolejny rozdział, w przyszłym tygodniu. Bardzo proszę o komentarze, miło mi, gdy widzę, że ktoś to opowiadanie czyta :)
- Wstałaś już? – spytał, wchodząc ze śniadaniem na tacy. Takie poranki, mogłabym mieć codziennie.
- Yhym. – przytaknęłam. Położył tacę, na stoliku obok łóżka, nachylił się i pocałował szybko w usta.
- Wiesz, że mówisz przez sen? – uśmiechnął się.
- Co mówiłam? – przestraszyłam się. Nie on pierwszy mi to mówił.
- Coś tam.. – podrapał się po głowie, udając zawstydzonego. – Zbyszek uwielbiam cię, czy coś..
- Jasne. - odpowiedziałam, śmiejąc się. – Zawsze jesteś taki uczynny? – spytałam, wskazując na śniadanie.
- Jeśli kogoś bardzo lubię – popatrzył na mnie z uśmiechem. – To jestem w stanie wstać rano i iść po świeże bułki.
- To spodziewamy się gościa? – spytałam, udając, że nie wiem o kim mówi. Zaśmiał się. - Pokaże Ci coś! – wstałam szybko i otworzyłam szafę. Wyciągnęłam z niej koszulkę reprezentacyjną i założyłam na siebie.
- Naprawdę ją masz? – spytał, teraz naprawdę zawstydzony.
- Mówiłam Ci – usiadłam, po turecku obok niego. – Patrz, a na przodzie podpis Pita. – pokazałam mu mały autograf pod 9. – Co dzisiaj robimy? – spytałam z zapałem. – Piotrek, wczoraj mówił, że jedziecie dopiero przedwieczorem. – dodałam.
- Muszę się dzisiaj spotkać z rodzicami. Nie wybaczyliby mi chyba, gdybym był w Warszawie i ich nie odwiedził. Umówiłem się z nimi za godzinę. – powiedział, czekając na moją reakcję.
- Ok – odpowiedziałam szybko – Jak wrócisz to może jeszcze zdążymy, gdzieś skoczyć.
- Może chciałabyś iść ze mną? Rodzice by cię z chęcią poznali. – zaproponował. Miałabym się spotkać z jego rodzicami? O nie, nie.
- Nie, dawno się nie widzieliście. Niech się tobą nacieszą. A jak wrócisz, pójdziemy na Stare Miasto i Przedmieście krakowskie, co? – spytałam z zapałem.
- Pewnie, ja też się muszę tobą nacieszyć przed wyjazdem. – powiedział i pocałował mnie.
Po 20 minutach wyszedł na spotkanie. Przypomniałam sobie, że miałam zadzwonić do Bartka.
- Słucham? – usłyszałam jego głos.
- Cześć – przywitałam się. – Co słychać?
- A w sumie to nic – nie był w tak dobrym humorze, jak ja. – Siedzę w domu. Aśka pojechała już o 9 do siebie. A jak weekend z dziewczynami? – spytał.
- W sumie, to z dziewczynami i Zbyszkiem. – poprawiłam go.
- Jak to? – zapytał, nie rozumiejąc.
- Pamiętasz, jak się rozłączyłam i powiedziałam, że ktoś dzwoni do drzwi? To właśnie był Pit z którym przyjechał Zibi. – wytłumaczyłam mu. – Wracają przed wieczorem do Rzeszowa. Jak wróci od rodziców, to mamy jeszcze iść na spacer, więc wrócę jutro. Nie chce jechać w nocy. – dodałam.
- Nie ma sprawy. – powiedział, przygnębiony.
- Stało się coś? Jak tam weekend z Aśką? – spytałam.
- Opowiem Ci wszystko jak wrócisz. – Cóż, widocznie nie chciał o tym rozmawiać, nie naciskałam. Pożegnaliśmy się. Ciekawe co się stało? Wydawał się być smutny, może się pokłócili? I dlatego związki na odległość, moim zdaniem skazane są na porażkę. A teraz, właśnie taki rozpoczynam z Zibim…
Moje rozmyślenia, przerwał dzwonek telefonu. Spojrzałam na wyświetlacz, Natka.
- Cześć – odebrałam.
- No siema, Luśka. – usłyszałam wesołego Pita. – Natka się kąpie, a ja nie mogę znaleźć spodni, w których zostawiłem telefon..– zaczął.
- Dobra, oszczędź szczegółów. – zaśmiałam się. Nie chciałam wiedzieć, co tam robili, że zgubił spodnie.
- Ok. – zgodził się. – Możesz powiedzieć Zibiemu, że wyjeżdżamy o 17? – spytał.
- Nie jestem z nim. Poszedł się spotkać z rodzicami, ale jak wróci to mu przekażę. Ma po ciebie podjechać?
- Koniecznie, bo Natka zaproponowała, że mnie do was podrzuci. – powiedział przerażony. Zaczęłam się śmiać.
- Rozumiem, że widziałeś..
- Widziałem. – przerwał mi szybko. – Jej egzaminator musiał być pijany. – zaśmiał się.
- Albo bał się, że przy kolejnej próbie, znów będzie z nią jechał. Wolał nie ryzykować.
- Z kim rozmawiasz? – usłyszałam w tle Natkę.
- Z Luśką – odpowiedział, nadal się śmiejąc.
- Cześć. – przywitała się ze mną. – Przyjedzie Zbyszek, czy mam Piotrka podrzucić do ciebie?
- Nie musisz – powiedziałam ze śmiechem.
- Przyjedź z nim, posiedzimy u mnie. Lilka z Wojtkiem też przyjdą. Jutro wracasz do Bełchatowa, nie?
- Tak, tak. – odpowiedziałam. I tak nie miałam co robić, więc czemu nie? – Przyjadę. – zgodziłam się.
- No to do zobaczenia. – pożegnała się i rozłączyła.
Wróciłam do łazienki. Założyłam luźną, biało-turkusową sukienkę z czarnym, skórzanym paskiem. Związałam włosy i zrobiłam makijaż. Zbyszek wrócił po godzinie.
- Nie musisz pukać – zaśmiałam się, gdy otworzyłam drzwi.
- Będę pamiętał. – powiedział cicho, przytulając mnie. – Stęskniłem się.
- Nie widzieliśmy się dwie godziny, a mamy rozstać się może na kilka tygodni. – przypomniałam smutno.
- Przyjedź do Rzeszowa z Natką w następny weekend. – zaproponował z ożywieniem. – Bartek, będzie miał jeszcze usztywnione kolano. – zaproponował - Gramy w sobotę mecz – dodał, żeby mnie przekonać.
- Nie wiem, czy mogę Bartka zostawić.. – westchnęłam. – W poniedziałek ma się dowiedzieć co dalej..
- No tak – powiedział smutno – To ja przyjadę, jak będę miał wolne w niedziele, ok?
- Pewnie. – uśmiechnęłam się. Staliśmy przytuleni w przedpokoju, gdy dostałam smsa od Natki
„Spotkanie u mnie niestety odwołane. Jadę z chłopakami na tydzień do Rzeszowa!!”. Pokazałam Zibiemu.
- Bingo! – wpadł na jakiś pomysł. – Przecież ty też możesz jechać z nami. – wyglądał, jak dziecko, które cieszy się z cukierka.
- Kurczę, ale by było fajnie. – nie pomyślałam o tym. W końcu to mój ostatni wolny tydzień. Naprawdę, chciałam jechać. – Nie mogę…
- Czemu? – spytał, poważniejąc.
- Rozmawiałam z Bartkiem, coś się stało między nim i Aśką. Chciał pogadać, jak wrócę. Wydawał się być przygnębiony. Może dojadę do was jutro lub pojutrze?
- Ok – powiedział i mnie pocałował.
Po pół godziny wyszliśmy z domu i pojechaliśmy na Stare Miasto. Szliśmy uliczkami, trzymając się za rękę. Kupiliśmy wielkie lody i usiedliśmy w przytulnej restauracji, do której przychodziłam dawniej ze znajomymi. Rozmawialiśmy o sobotnim meczu, gdy do kawiarni wszedł Piotrek. Gdy mnie zobaczył, zatrzymał się w progu. Nie wiedział, czy ma podejść, czy nie. W końcu się odważył i podszedł do naszego stolika.
- Cześć – przywitał się ze mną.
- Cześć – naprawdę ucieszyłam się na jego widok. – To jest Piotrek, mój.. przyjaciel – nie wiedziałam, czy mogę go tak nazwać – A to Zbyszek. – uścisnęli sobie dłonie.
- Wróciłaś z Bełchatowa? – spytał.
- Tylko na weekend, jutro wracam. – odpowiedziałam krótko. – Co słychać? – Tęskniłam za nim i dopiero teraz, zdałam sobie sprawę z tego jak bardzo.
- Umówiłem się tutaj. – powiedział zestresowany. Ucieszyłam się, miałam nadzieję, że to nastąpi jak najszybciej i znów będziemy mogli się przyjaźnić.
- Świetnie. – uśmiechnęłam się. Do kawiarni, wszedł wysoki brunet. Gdy Piotrek go zobaczył, zrobił się czerwony. Domyśliłam się, że to z nim, a nie z dziewczyną się umówił.
- Słuchaj, możemy spotkać się wieczorem? – popatrzył, niepewnie na Zibiego. – Chciałbym z tobą porozmawiać. – powiedział szybko.
- Pewnie, przyjedź do mnie koło 19, ok? – zaproponowałam, nie wiedząc o co chodzi. Skinął głową i wyszedł razem z wysokim brunetem z kawiarni. Zbyszek obserwował, całe wydarzenie z miną wyrażającą zagubienie.
- To był twój przyjaciel? – spytał – Dość dziwny. – zmarszczył brwi.
- Długa historia.. – odpowiedziałam. Popatrzył na mnie pytająco. Opowiedziałam mu całą historię z wyznawaniem miłości.
- I on ma do ciebie wieczorem przyjść?
- Jesteś zazdrosny? – uśmiechnęłam się. Nie spodziewałam się tego.
- Nie.. – odpowiedział, nie patrząc mi w oczy. Zaśmiałam się i go pocałowałam
- Nie masz powodu. – zapewniłam.
Wyszliśmy z restauracji i pojechaliśmy na Przedmieścia krakowskie. Przed 17 byliśmy już w domu i czekaliśmy na Pita i Natkę, którzy zaproponowali, że przyjadą jednak do nas taksówką. Chcieli nam chyba dać więcej czasu. Siedzieliśmy na kanapie, oglądając film. Wtuliłam się w Zibiego, który bawił się kosmykiem moich włosów.
- Obiecujesz, że przyjedziesz? – spytał.
- Jak tylko będę mogła, to przyjadę najszybciej jak się da. – uśmiechnęłam się do niego. Usłyszeliśmy dzwonek do drzwi. Nie chętnie podniosłam się i otworzyłam.
- Cześć. – przywitał się radośnie Pit.
- O, widzę, że znalazłeś spodnie. – zaczęłam się śmiać.
- Co? – spytała Natka, wchodząc do mieszkania.
- Nic, nic – odpowiedział szybko. – Gotowy? – zwrócił się do Zibiego.
- Tak, spakowałem się już. Możemy jechać – powiedział, chociaż widać było, że wolałaby zostać.
- No to pożegnajcie się gołąbeczki, a my poczekamy na dole. – wyszli, zamykając za sobą drzwi. Zibi przytulił mnie i pocałował.
- Będę tęsknił. – wyszeptał cicho.
- Ja bardziej. – westchnęłam. Nie chciałam, żeby wyjeżdżał.
- Czekam na ciebie w Rzeszowie. – powiedział wychodząc. Uśmiechnęłam się. Podbiegłam szybko do okna. Zibi wkładał właśnie torbę do samochodu. Odwrócił się i popatrzył w stronę mojego okna. Pomachałam mu z uśmiechnęłam. Odmachał mi, po czym wsiadł do auta. To możliwe, tak szybko się do kogoś przywiązać? Westchnęłam. Muszę koniecznie jechać w tygodniu do Rzeszowa. Wróciłam do salonu i położyłam się na kanapie. Uda nam się. Przekonywałam samą siebie, odkąd pamiętam byłam przeciwna związkom na odległość. Ale.. przecież nie mieszkamy nie widomo jak daleko.. Możemy do siebie jeździć w każdy weekend. Aśka i Bartek też w sumie mogą, a im się nie układa.. Jedynym wyjątkiem jest Natka z Pitem, ale oni już są sobie chyba pisani. Przynajmniej tak to wygląda. Zaryzykuję, jak nie wyjdzie to trudno. Wróciłam do oglądania filmu. Przed 20 usłyszałam dzwonek do drzwi. Na klatce stał Piotrek.
- Cześć – przywitał się.
- Cześć, wchodź – zaprosiłam go do środka. Weszliśmy do salonu i usiedliśmy naprzeciwko siebie.
- Tęskniłem. – powiedział cicho.
- Ja też – uśmiechnęłam się przyjaźnie. – Przemyślałeś to wszystko? – spytałam nieśmiało.
- Tak, Luśka naprawdę przepraszam za to wszystko. – popatrzył mi prosto w oczy. – Jeśli to możliwe to chciałbym, żebyśmy znów się przyjaźnili. – powiedział z nadzieją w głosie.
- Dasz radę? – spytałam.
- Z tym nie ma problemu. – uśmiechnął się smutno, ale zaraz znów wrócił do poprzedniej miny. – Muszę Ci coś powiedzieć, ale boję się jak na to zareagujesz.. – coś go wyraźnie męczyło.
- No nie mów, że chcesz mi znów wyznać.. – przeraziłam się.
- Nie, nie. – odpowiedział szybko.
- No to o co chodzi?
_______________
Musicie uzbroić się w cierpliwość, czekając na kolejne rozdziały. Niestety, nauki mam coraz więcej i nie mam tyle czasu co wcześniej na pisanie rozdziałów. Będę starała się pisać, w każdym wolnym momencie. Kolejny rozdział, w przyszłym tygodniu. Bardzo proszę o komentarze, miło mi, gdy widzę, że ktoś to opowiadanie czyta :)
Subskrybuj:
Posty (Atom)