wtorek, 7 maja 2013

Rozdział XLII



Obudził mnie telefon. Nie otwierając  oczu odebrałam.
- Cześć! – usłyszałam głos Natki. – Za ile będziecie?
- Jeszcze śpimy. – mruknęłam.
- Co? – krzyknęła. – Wiesz ile mamy do zrobienia? A jeszcze trening. Wstawaj, obudź Bartka i o 14 Was widzę w Warszawie. Jasne?
- Tak, tak.. będziemy.. – obiecałam, zaspanym głosem i się rozłączyłam. Niezdarnie wstałam z łóżka i wyszłam z pokoju. Ku mojemu zdziwieniu Bartek siedział w kuchni i pił kawę.
- Dzień dobry śpiochu – wyszczerzył się.
- Która godzina? – spytałam, opadając na krzesełko obok niego.
- Po 10. – odpowiedział. Popatrzyłam na niego przerażona.
- Ja tak długo spałam? – wstałam szybko i pobiegłam do łazienki. Nie miałam czasu zastanawiać się nad ubiorem. Założyłam czarne rurki, białą bluzkę i kremową marynarkę. Związałam włosy i po 30 minutach byłam gotowa do drogi.
- Nie będziesz nic jadła?
- Zjem w drodze. – odpowiedziałam, łapiąc kanapkę. – Jesteś spakowany?
- Tak, zdążyłem to zrobić zanim wstałaś. – Na szczęście ja spakowałam się dzień wcześniej. Wyszliśmy szybko z mieszkania i pojechaliśmy na halę. Ćwiczenia skończyliśmy po godzinie. Przy wyjściu minęliśmy się z chłopakami.
- Cześć – uśmiechnął się na nasz widok Karol. – Czemu się zmyliście? Ewelina nie przestawała o Tobie mówić. – poklepał Bartka po ramieniu. Spojrzałam na mojego współlokatora, który lekko się zarumienił. Może jednak się myliłam? Może jest  szansa na to, żeby coś między nimi było? Nie wiem dlaczego, nie podobało mi się to.
- Winiar się trochę wstawił, nie chciałem go zostawiać. – odpowiedział zakłopotany, kątem oka zerkając na mnie. – Sorry, ale się śpieszymy. – pożegnaliśmy się z nimi i ruszyliśmy w stronę parkingu.
- Ta Ewelina Cię chyba polubiła.. – rzuciłam, niby od niechcenia, gdy siedzieliśmy już w samochodzie.
- Możliwe. – wzruszył ramionami. – Też ją polubiłem. – nie odpowiedziałam nic. Patrzyłam przez okno, próbując pozbyć się tego dziwnego uczucia. Po prostu się lubią.. nic więcej, nie panikuj..

Po dwóch godzinach dojechaliśmy pod moje mieszkanie. Chcieliśmy najpierw zostawić rzeczy, a potem jechać do Natki. Na klatce schodowej spotkaliśmy mojego sąsiada.
- Ala – ucieszył się na mój widok. Był to starszy pan, już po siedemdziesiątce, który mieszkał obok mnie. – Dawno Cię nie widziałem..
- Pracuję – odpowiedziałam, przytulając się do niego.
- Jak zawsze.. – pokręcił głową.
- No i właśnie dlatego musiałam się przeprowadzić do Bełchatowa. A to jest Bartek – przedstawiłam ich sobie.
- A co słychać u Natalki i Lilki? – dopytywał się. Chyba naprawdę za mną tęsknił bo nie puszczał mojej ręki.
- Natka wychodzi za mąż – uśmiechnęłam się.
- No nie wierzę. – zaśmiał się. – No to pogratuluj jej ode mnie z całego serca. Tak się cieszę, że w końcu znalazła tego jedynego. Teraz na Ciebie kolei..
- Jeszcze nie ten czas. – pokręciłam głową. -  Miło się rozmawia, ale śpieszymy się. Mamy pomóc Natce w przygotowaniach, a wie pan, że jej lepiej nie denerwować. – zaśmiałam się. Pożegnaliśmy się z nim i weszliśmy do mieszkania.
- Bardzo miły pan. - uśmiechnął się. – Wow.. – otworzył szeroko oczy. – Ty tu mieszkasz?
- Mhm. – mruknęłam, wchodząc do łazienki.
- Moje mieszkanie musi być dla Ciebie klitką. – zaśmiał się.
- Nie jest dużo mniejsze.
Gdy wyszłam zauważyłam, że Bartek stoi w salonie i ogląda moje zdjęcia.
- To ty? – spytał wskazując na zdjęcie małej blondynki, bez dwóch przednich zębów. Skinęłam jedynie głową podchodząc do niego.
- A to ja z dziewczynami, gdy byłyśmy w liceum. – wskazałam na zdjęcie w rogu.
- Nic się nie zmieniłaś – popatrzył na mnie, porównując.  
- Jasne. – zaśmiałam się. – A tu jeszcze w przedszkolu.. byłam przebrana za czerwonego kapturka. – pokazałam mu moje ulubione.
- Nie za księżniczkę? – uniósł brwi. – Chyba każda dziewczynka, chce być księżniczką lub wróżką w tym wieku.
- Wtedy miałam świra na punkcie czerwonego kapturka. Znałam tą bajkę na pamięć – wyszczerzyłam się. Usłyszałam dzwonek telefonu, dzwoniła Natka.
- Nie odbierzesz?
- Nie, jeśli ma krzyczeć to wolę, żeby zrobiła to raz. – wyjaśniłam i ruszyłam w stronę wyjścia. – Chodź, szybko.

Na miejsce dojechaliśmy w 30 minut.
- Gotowy? – uśmiechnęłam się Bartka. Skinął jedynie głową i zapukał. Otworzył nam Pit.
- No jesteście. – wyraźnie mu ulżyło. Weszliśmy niepewnie do środka. Wojtek i Lilka siedzieli w salonie z niewesołymi minami.
- Nareszcie – krzyknęła Natka gdy nas zobaczyła. – Dobra, to taki jest plan.. – popatrzyłam zdziwiona na Bartka. Tyle? – No co? Nie mam czasu, żeby na Was krzyczeć. Wy idziecie po garnitur. Tylko błagam.. – zwróciła się do Bartka i Wojtka. – Przypilnujcie go, żeby wszystko pasowało. Może powinna, któraś z dziewczyn z Wami pójść.. – skrzywiła się.
- Nie martw się damy rade – próbował ja uspokoić mój współlokator. – Idź szukać sukienki, a garniturem się zajmiemy..
- Jeśli będziecie mieli jakiekolwiek pytania… - zaczęła.
- To będziemy dzwonić. – dokończył za nią Wojtek.
- Ty jeszcze przemyśl ten ślub. – mruknął wesoło Bartek, gdy wychodzili.
- Słyszałam! – krzyknęła za nimi. Wszyscy wybuchliśmy śmiechem. Wyszłyśmy zaraz po nich. Po 20 minutach byłyśmy już w jednym z salonów sukien ślubnych.
- Co myślicie o tej? – spytała, przymierzając chyba setną.
- Natka – westchnęłam – Podobała mi się każda z tych, które przymierzałaś. Musisz się zdecydować na jakiś fason. – położyłam głowę na ramieniu Lilki, modląc się o to, żeby jak najszybciej stamtąd wyjść. Ekspedientka przyniosła jeszcze jedną. Natka, zrobiłam oczy jaki pięć złoty, gdy ją zobaczyła.
- Ta! – krzyknęłam i szybko zabrała ją do przymierzalni. Gdy wyszła musiałam przyznać, że ta była zdecydowanie najlepsza. Wyszłyśmy z salonu koło 17.
- Może pojedziemy do mnie, zamówimy pizzę i coś obejrzymy? – zaproponowałam. Zgodziły się, bo wszystkie byłyśmy wykończone. Prawdę mówiąc stęskniłam się za swoim mieszkaniem. Jak to mówią wszędzie dobrze, ale w domu najlepiej. Po drodze kupiłyśmy pizzę i po 30 minutach byliśmy już u mnie.
- No to opowiadajcie co słychać? – Natka wreszcie się wyluzowała. Tym bardziej, po tym jak zadzwonił Pit i poinformował ją, że wszystko mają załatwione.
- Wojtek dostał awans – odpowiedziała Lilka, jednak nie wyglądała na szczęśliwą.
- To chyba dobrze, nie? – spytałam niepewnie.
- Musi wyjechać do Rosji.
- Pojedziesz z nim?
- Nie. – pokręciła przecząco głową. – Będzie przyjeżdżał co jakiś czas. Ja też mogę do niego jeździć. Damy radę.. to tylko rok – uśmiechnęła się, choć wiedziałam, że nie jest do końca przekonana. – A co u Ciebie? – widziałam, że nie chce o tym myśleć więc ani ja, ani Natka nie naciskałyśmy.
- Przespałam się z Matem – wyrzuciłam. Nareszcie mogłam o tym komuś powiedzieć.
- CO? – spytały obie, mocno zszokowane.
- To jest ten Twój sąsiad? Myślałam, że wtedy się tylko zbijaliśmy..
- Bo wtedy z nim nie spałam. Jak pojechaliście pokłóciłam się z Bartkiem on wyszedł, a ja.. – urwałam, nie bardzo wiedząc jak mam zakończyć.
- Między Wami coś jest? – Lilka, jeszcze była w szoku.
- Nie, coś ty..  Wyjaśniliśmy sobie, że to był tylko impuls. – wyjaśniłam szybko. – Teraz mam większy problem. Chyba jestem zazdrosna o Bartka… - westchnęłam. Nie odpowiedziały, bo w tej samej chwili do mieszkania ktoś wszedł.
- Cześć – usłyszałam głos Pita. Weszli do salonu.
- Patrzcie jakich mamy kochanych chłopaków – powiedziała Lila z uśmiechem całując Wojtka. – Mogli iść do klubu, a wybrali nas. – patrzyła na niego z uwielbieniem
- Tak właściwie.. – Bartek podrapał się po głowie. – To wpadliśmy na chwilę. Chciałem się przebrać i idziemy na piwo…
- Cóż.. – wzruszyła ramionami. – Pomarzyć można. – westchnęła wracając na miejsce.
- Wybrałyście sukienkę? – spytał Pit, chcąc zmienić temat.
- I to jaką! – odpowiedziałam – Jak zobaczysz ją w dniu ślubu to padniesz.
- Już się doczekać nie mogę. – uśmiechnął się. Nastała niezręczna cisza. W między czasie Bartek wrócił już przebrany i wyglądał… wow. Ubrany był w ciemne jeansy, białą koszulkę z wcięciem w serek, a na to założył czarną skórzaną kurtkę. Uśmiechnęłam się na jego widok. – Może chcecie iść z nami? – spytał cicho Pit.
- Taak, bo wy tak bardzo tego chcecie. – zaśmiałam się.
- Tylko grzecznie. – upomniała ich Lilka. Gdy wychodzili, odprowadziła ich wzrokiem. – Nie dziwię się, że jesteś o niego zazdrosna – powiedziała, uśmiechając się – W bieli mu do twarzy.
- Lilka! – dałam jej kuksańca w ramię.
Włączyłyśmy sobie film i zaczęłyśmy oglądać. Wrócili po 2 godzinach w lepszym stanie, niż się tego spodziewałyśmy.
- Nie mam na nic siły – mruknął Bartek, gdy zostaliśmy sami i siedzieliśmy na kanapie.  
- Ja tak samo. – oparłam głowę na jego ramieniu. – Współczuję dziewczynom, które nie mają wyobrażenia o sukni ślubnej.. Jest tyle fasonów.. Nigdy bym się nie zdecydowała..
- A Ty masz już fason?
- Od dziecka.. Konkretnie odkąd skończyłam 12 lat – uśmiechnęłam się. – Byłam wtedy na ślubie mojej cioci i po prostu zakochałam się w jej sukni. Trochę ją zmienię, ale ogólny krój już mam. – wyjaśniłam. Ktoś  zapukał do drzwi. – O tej porze? – popatrzyłam na Bartka zdziwiona i poszłam otworzyć. Stanęłam jak wryta, gdy zobaczyłam kto to.

sobota, 4 maja 2013

Rozdział XLI



- Raczej nie.. – powiedziałam nie do końca przekonana. Nie miałam ochoty siedzieć sama w domu, a z drugiej strony bałam się, że skończy się tak jak wtedy.
- No chodź, obejrzymy coś. – nalegał. Westchnęłam i weszłam. Znałam już drogę do salonu. Rozebrałam się i usiadłam na kanapie.
- No to co oglądamy? – Mat podszedł do półki z filmami. – Od razu mówię, że nie będę oglądał komedii romantycznej. Horror? – popatrzył na mnie.
- Nie ma mowy. – odpowiedziałam natychmiast. – Mam zbyt bujną wyobraźnie, a na dodatek nie ma Bartka w domu. Wszystko tylko nie horror.
- Dobra, to co powiesz na.. „Skazany na bluesa” – pokazał mi opakowanie.
- Może być. – włączył i usiadł koło mnie. Podciągnęłam kolana pod brodę i próbowałam się skoncentrować na filmie. Było ciężko, bo miedzy nami było jakieś dziwne napięcie. Nie wiedziałam co w nim mnie tak pociągało. Mimo wszystko chciałam skupić się na filmie i nie myśleć o tym jak blisko ode mnie znajduję się Mat. Nie spodziewał się chyba, że nawet na tym filmie zacznę płakać, bo gdy pierwsza łza spłynęłam po moim policzku, popatrzył na mnie zdziwiony.
- Płaczesz? – uśmiechnął się, po czy wstał i przyniósł mi chusteczki.
- Nie patrz na mnie. – powiedziałam, chowając twarz w dłonie. Wróciliśmy do oglądania filmu. Oglądałam go tak wiele razy, a wciąż prawie topiłam się we łzach.
- Idę do łazienki. – oznajmiłam, gdy skończyliśmy oglądać. Przeraziłam się gdy zobaczyłam się w lusterku. Pod czerwonymi oczami od płaczu znajdował się czarny tusz. Włosy miałam niczym strąki od śniegu. Uczesałam się szybko i zmyłam czarne ślady. Można powiedzieć, że teraz trochę bardziej przypominałam człowieka. Wyszłam i nieśmiało weszłam do salonu. Mat siedział nadal na kanapie i oglądał wiadomości. Gdy mnie zobaczył uśmiechnął się.
- W końcu mogę na Ciebie patrzeć nie bojąc się o to, że będę miał koszmary w nocy – wyszczerzył się.
- Widzisz, a jak nadal się o to boję. – odgryzłam się i podeszłam do szafki na której zauważyłam nagrody. – Nie dość, że artysta to na dodatek sportowiec? – spytałam.
- Jedynie piłkarz. – odpowiedział. Podskoczyłam przestraszona. Nie spodziewałam się tego, że stoi, aż tak blisko.
- Wow. – powiedziałam z uznaniem. Serce zaczęło mi szybciej bić, gdy poczułam jego oddech na mojej szyi. Odwróciłam się chcąc coś powiedzieć. Zanim to zrobiłam poczułam jego ręce na moich biodrach, a jego usta na swoich. Całował mnie tak, że na początku zabrakło mi tchu. Gdy się od siebie na chwilę oderwaliśmy musiałam zaczerpnąć powierza. Nie trwało to długo. Mat przyciągnął mnie mocniej do siebie. Co by na to powiedział Bartek? Boże, czemu ja w takiej chwili myślę o Bartku?
- Nie. – oderwałam się od niego. – Musimy porozmawiać.
- Koniecznie teraz? – spytał.
- Tak. – powiedziałam stanowczo, siadając na kanapie. – Słuchaj.. To co robimy jest nie właściwe. – zaczęłam. – Oboje wiemy, że ciągnie nas do siebie, ale nie chcemy ze sobą być.  Może powinniśmy przerwać to, zanim któreś z nas, a zwłaszcza ty się zakocha.
- Zwłaszcza ja? – uśmiechnął się. – To raczej ty byś się po jakimś czasie we mnie zakochała. A potem musiałbym patrzeć jak cierpisz.
- Mam inne zdanie na ten temat, ale to nie ważne. – pokręciłam głową. – Więc teraz najlepiej będzie jak po prostu wyjdę i zapomnimy o tym co się stało dzisiaj i wtedy.
- Wiesz, że nie musisz? – spytał z nutą nadziei w głosie.
- Wiem, ale tak będzie najlepiej. – odpowiedziałam i pośpiesznie wyszłam z jego mieszkania.

Oczami Bartka…

Wyszliśmy z hali zaraz za Luśką.
- To gdzie idziemy? – spytałem, gdy czekaliśmy na taksówkę.
- Do pubu, który znalazłem ostatnio – odpowiedział mi Karol. Po 30 minutach byliśmy już na miejscu. Zajęliśmy miejsce przy jednym ze stolików i zamówiliśmy po piwie. Wspominaliśmy stare czasy, gdy do pubu weszła Majka z Eweliną. Karol, który był już lekko wstawiony pomachał im.
- O cześć! – przywitały się, podchodząc do naszego stolika. Ewelina uśmiechnęła się od razu, gdy mnie zobaczyła.
- Dosiądziecie się?
- Nie. Nie będziemy Wam przeszkadzać. Macie chyba jakiś męski wypad – powiedziała zakłopotana Majka.
- Nie wygłupiaj się, siadaj. – zrobił jej miejsce koło siebie. Ewelina zajęła jedyne wolne miejsce, które akurat było obok mnie.
- Cześć – zwrócił się do mnie z uśmiechem. – Nie wiem czy mnie pamiętasz..
- Pamiętam. – przerwałem jej odwzajemniając uśmiech.
- Cieszę się, że Cię spotkałam. Bałam się, że wtedy widzimy się po raz ostatni. Jak kolano?
- Coraz lepiej, dzięki. Jeszcze trochę i wrócę na boisko.
- Brakuję mi Ciebie w Skrze..
- Jesteś fanką siatkówki?
- Ogromną. Kibicuję Wam odkąd pamiętam. – cały czas się uśmiechała. – Już nie mogę się doczekać, aż zobaczę Cię na boisku..
- Już niebawem. – zapewniłem. – Luśka robi wszystko, żebym jak najszybciej się tam znalazł.
- A właśnie.. Gdzie ona jest? – rozejrzała się. – Wy jesteście razem?
- Nie, to tylko moja rehabilitantka. – wyjaśniłem. Poczułem coś dziwnego. To tylko moja rehabilitantka, powtórzyłem w myślach. Była kimś znacznie więcej.
- Mieszkacie razem? – nie dawała za wygraną. Skinąłem głową, co wyraźnie jej się nie spodobało. – Karol mówił, że niedawno rozstałeś się z dziewczyną. Przykro mi. Ja też niedawno zakończyłam długotrwały związek, więc jak chcesz z kimś porozmawiać, to zawsze możesz na mnie liczyć. – uśmiechnęła się.
- Dzięki. – spojrzałem na Karola, piorunując go wzrokiem. Patrzył na nas zadowolony z siebie. Nie miałem ochoty tu być. Ewelina wydawała się być miła. Może gdyby nie było Luśki inaczej bym na nią reagował, ale teraz wydawała mi się być zdecydowanie zbyt nachalna.
- Może umówimy się kiedyś na kawę lub drinka? – spytała. Tego się nie spodziewałem.
- Pewnie. Ale teraz muszę zająć się Winiarem.. za dużo wypił – skłamałem. Misiek był jednym z najtrzeźwiejszych. Wstałem i podszedłem do niego. – Chodź, musimy już iść. – poklepałem go po ramieniu.
- Ale czemu? – popatrzył na mnie zdezorientowany.
- Za dużo wypiłeś. – popatrzyłem na niego znacząco. Z opóźnieniem załapał o co mi chodzi.
- A tak. – próbował udawać pijanego. Wstał i się zatoczył, w ostatniej chwili go złapałem. Pożegnaliśmy się z resztą i wyszliśmy z pubu.
- Sorry Misiek, ale jakoś musiałem się stamtąd wyrwać. – przeprosiłem go, gdy czekaliśmy na taksówkę.
- Spoko, i tak się miałem już zbierać. Obiecałem Dadze, że nie wrócę późno. To co jedziesz ze mną?
- Nie. – odpowiedziałem po chwili namysłu. – Wracam do siebie. – nie chciałem zwalać mu się na głowę. Nie było takiej potrzeby. Pożegnaliśmy się i każdy wsiadł do swojej taksówki. Wszedłem do mieszkania i zobaczyłem Luśkę w czarnej koronkowej bieliźnie, wchodzącą do łazienki.
- Cześć – przywitałem się, ciągle na nią patrząc. Pisnęła przestraszona i schowała się za drzwiami, wystawiając jedynie głowę.
- Co ty tutaj robisz? – spytała oburzona. Zamknęła drzwi i wyszła już w szlafroku.
- Wróciłem do domu. – odpowiedziałem niepewnie.
- Miałeś spać u Winiara.
- Ale wyszliśmy wcześniej. – wyjaśniłem z uniesionymi rękami.
- A ja chciałam sobie zrobić gorącą kąpiel z szampanem, truskawkami. Tak jak w tych pięknych czasach  gdy mieszkałam sama. – westchnęła.
- Nadal możesz. – popatrzyła na mnie jak na idiotę.
- Ledwo stoisz na nogach. Idź się wykąp. – wskazała na drzwi. –  Tylko nie waż się dotykać truskawek i szampana! – krzyknęła – Wodę masz w wannie… z bąbelkami  - dodała przez zaciśnięte zęby, wchodząc do salonu i opadając na kanapę. Uśmiechnąłem się. Uwielbiałem gdy się złościła. Wyglądała wtedy mega uroczo.
- Głodny jestem.. – powiedziałem cicho, obserwując jej reakcję. Nie musiałem czekać długo. Popatrzyła na mnie przymrużonymi oczami. Nie wytrzymałem i się uśmiechnąłem.
- Myślisz, że zrobię Ci coś do jedzenia? – spytała ironicznie. Zrobiłem oczy szczeniaka. Zawsze działało.- Dobra. – westchnęła i wstała. Wszedłem do łazienki. Wow, naprawdę musiała się napracować. Uśmiechnąłem się jeszcze szerzej.

Wszedłem do kuchni. Siedziała na jednym z krzesełek z nogami pod brodom i wcinała rzodkiewki.
- Masz tu kanapki i herbatę. – wskazała na talerz z górą kanapek.
- Jesteś cudowna. – powiedziałem siadając koło niej.
- Wiem. – złość jej już przeszła. – Jak było na piwie?
- Super. – odpowiedziałem z pełną buzią. – Powspominaliśmy dawne czasy. Potem przyszła Majka i Ewelina…
- Ewelina? – przerwała mi. Popatrzyłem na nią uważnie. Czyżby Karol miał rację?
- Wpadliśmy na siebie w pubie. Trochę porozmawialiśmy.
- I jak?
- Bardzo miła i sympatyczna dziewczyna. – podobało mi się to, że może być o mnie zazdrosna.
- Spotkacie się jeszcze? – dopytywała.
- Zaprosiła mnie na kawę lub drinka, ale jeszcze się nie zdecydowałem. – odpowiedziałem wymijająco.
- No to się cieszę – uśmiechnęła się. – Idę się kąpać. – wstała i wyszła, ale zaraz wróciła. – Jutro jedziemy do Warszawy na 2, 3 dni. Dzwoniła Natka, mamy im pomóc w przygotowaniach. Wiesz, suknia, garnitur, muzyka.. – wywróciła oczami. – Zresztą co ja Ci będę tłumaczyć, znasz Natkę. – zaśmiała się. – Mam nadzieję, że nie masz nic przeciwko. Mówiłam, że muszę Cię zapytać, ale powiedziała, że nie przyjmuję odmowy.
- Nie ma problemu. – odpowiedziałem. Odwróciła się i weszła do łazienki. Skończyłem jeść i poszedłem do siebie. Nie wiedziałem co mam o tym sądzić. Nie miałem pojęcia, czy była zazdrosna, czy nie. Opadłem na łóżko i nawet nie wiem kiedy odpłynąłem.

czwartek, 2 maja 2013

Rozdział XL



.. Wzięłam do ręki śnieg i niespodziewanie sypnęłam mu prosto w twarz. Skorzystałam z momentu jego dezorientacji i szybko uciekłam. Nie odbiegłam daleko na moich kilku centymetrowych obcasach bo już chwilę później Bartek złapał mnie w pasie.
- Przepraszam – krzyknęłam, wciąż się śmiejąc.
- Za późno! – przewrócił mnie znów.
- Nie! – zasłoniłam twarz dłońmi.
- Dobra. – wstał i podał mi rękę. Niepewnie mu ją podałam. Otrzepaliśmy się ze śniegu. – Następnym razem już Ci nie podaruje – zaśmiał się i zsunął mi czapkę na oczy.
- Już nie będę. – obiecałam.
- A z tym wypadem zagranice to bardzo dobry pomysł – powiedział już poważnie. – Tylko gdzie?
- Natka zawsze chciała lecieć do Hiszpanii. – od zawsze o tym mówiła. Jako jej świadkowa, chciałam zrobić wszystko, żeby zapamiętała ten wieczór na całe życie.
- No to lecimy do Hiszpanii!

Po treningu zarezerwowaliśmy 6 biletów do Hiszpanii. Teraz problem mieliśmy z tym w jakim mieście mamy się zatrzymać. Nie mogliśmy się zdecydować między Barceloną, a Madrytem. Bartek był za tym pierwszym, a ja za stolicą. Lilka z Wojtkiem mieli dokonać ostatecznej decyzji. Wróciliśmy do domu ledwo stojąc na nogach. Zrobiliśmy popcorn i zalegliśmy na kanapie przed telewizorem. O 19 usłyszeliśmy dzwonek do drzwi.
- Idź otwórz. – mruknęłam do mojego współlokatora.
- Dlaczego ja? – spytał. – Ja mam kontuzje kolana.
- Jak mnie goniłeś po parku to jakoś o tym nie pamiętałeś. – wypomniałam mu. – Zresztą to Twoje mieszkanie.
- PROSZĘ! – krzyknął.
- Hoł! Hoł! Hoł! – usłyszeliśmy. W drzwiach salonu stanęły dziewczyny z Pitem i Wojtkiem.
- Leżycie jak stare, dobre małżeństwo – zaśmiał się Pit.
- Niedługo tak leżeć będziesz z Natką – pokazałam mu język, wstając. Wymieniliśmy się prezentami. Przeczuwałam, że pojawią się goście i zrobiłam wczoraj kilka ciast. To jedno wychodziło mi prawie tak dobrze jak sałatki. Usiedliśmy wszyscy przy stole.
- Gdzie spędzacie święta? – spytałam.
- My Wigilię u mnie, a pierwszy i drugi dzień świąt u rodziców Piotrka. – odpowiedziała Natka. – A Ty wracasz do domu?
- Tak. Mama dzwoniła już dziesięć razy, żeby się upewnić, czy będę. – wywróciłam oczami. Rozumiem, że się stęskniła, ale to już lekka przesada.
- No to zapowiada nam się wspólna Pasterka – uśmiechnęła się Lilka. To już była nasza tradycja.
- Ale jeszcze przed tym musicie mi pomóc wybrać suknie, menu, muzykę.. – Natka zaczęła wyliczać.
- Pomożemy. – przerwałam jej. – Przyniosę jeszcze ciasta. Lil, chodź pomożesz mi. – poprosiłam. Wyszłyśmy obie do kuchni. – Myślałam o wieczorze panieńskim.
- I co? Masz coś?
- Co myślisz o Hiszpanii? – uśmiechnęłam się widząc jej reakcję.
- Nie żartuj. Lecimy do Hiszpanii? – spytała podekscytowana. Skinęłam jedynie głową. – Nie wierzę..
- Zarezerwowaliśmy już 6 biletów na 27 grudnia. Może być?
- Pewnie! – pisnęła szczęśliwa.
- Tylko Natce ani słowa. To ma być niespodzianka. – przypomniałam jej. Wróciliśmy do pokoju. Wieczór minął szybko i przyjemnie. Uwielbiałam przebywać w towarzystwie naszej szóstki. Bawiliśmy się tak dobrze, że nawet nie zauważyliśmy jak minęła północ. Po wielu namowach w końcu udało mi się ich przekonać do przenocowania u nas. Położyliśmy się spać dopiero o 3 nad ranem.

Obudziła mnie czyjaś rozmowa. Gdy skoncentrowałam się na  niej rozpoznałam głosy Mata i Natki. Wyszłam szybko z pokoju. Natka stała w drzwiach, a mój sąsiad na klatce.
- Bałem się, że się już więcej nie zobaczymy.. – uśmiechnął się do niej zawadiacko.
- O błagam.. – wywróciłam oczami. – Ona za niecały miesiąc wychodzi za mąż. – podeszłam do drzwi.
- O jest i nasza rehabilitantka. – wyszczerzył się.
- Zostawię Was. – powiedziała Natka idąc w stronę kuchni.
- Czemu zaszczyciłeś nas swoją obecnością? – uniosłam brwi.
- Ja do Bartka.
- Jeszcze śpi. Tyle? Mogę zamknąć drzwi? – spytałam zniecierpliwiona.
- Wolę Cię taką, niż tą, która chowała się przede mną za drzewem. – popatrzył na mnie przymrużonym oczami.
- Nie chowałam się przed Tobą. – skłamałam. – Ostatnio nie widziałam żadnych dziewczyn wychodzących od Ciebie.. – chciałam zmienić temat.-   Czyżbyś nie mógł zapomnieć o nocy spędzonej ze mną? – uśmiechnęłam się.
- Chciałabyś. – zaśmiał się. – A co zazdrosna?
- Jesteś ostatnim facetem na ziemi o którego mogłabym być zazdrosna. – odgryzłam się.
- Ostatnio mówiłaś, że jestem ostatnim facetem z którym byś się przespała. – wyszczerzył się.
- To była chwila słabości.
- Gdyby Cię jeszcze kiedyś naszła to wiesz, gdzie mnie szukać. - Spiorunowałam go wzrokiem i zamknęłam drzwi.
- Przekaż Bartkowi, że byłem – usłyszałam w między czasie.
- Nie obiecuje, że nie zapomnę. – krzyknęłam.
- O czym nie zapomnisz? – spytał Bartek zaspanym głosem, wychodząc z pokoju.
- A nieważne. – odpowiedziałam szybko i ruszyłam za nim do kuchni.

Nasi goście pojechali o 11. Niechętnie zebraliśmy się i pojechaliśmy na halę. Trafiliśmy na trening chłopaków ze Skry. Zajęliśmy miejsce na trybunach i oglądaliśmy ich poczynania. Nagle wpadłam na genialny pomysł.
- Poczekaj chwilkę. – powiedziałam i zbiegłam na parkiet.
- Dzień Dobry – przywitałam się z trenerem.
- O, pani Alicja – uśmiechnął się na mój widok. – Czekacie na trening?
- Tak, ale mam pewien pomysł. – odpowiedziałam podekscytowana. – Mógłby Bartek poćwiczyć z chłopakami?
- Jest gotów? – trener uniósł brwi.
- Myślę, że może spróbować. – uśmiechnęłam się.
- No to ja nie widzę, żadnego problemu. – pomachałam do Bartka, żeby do nas przyszedł.
- Co jest? – spytał.
- Chcesz zagrać z chłopakami? – patrzyłam na jego minę.
- Serio? – w oczach pojawiły mu się iskierki szczęścia. Nie sądziłam, że ucieszy się, aż tak bardzo. Skinęłam jedynie głową. Podniósł mnie i okręcił wokoło. Zawsze się śmiałam gdy to robił. Wyglądaliśmy wtedy jak w jakimś romantycznym filmie.
- Idź bo się rozmyślę. – zagroziłam ze śmiechem. Razem z trenerem oglądałam trening. Bartek cieszył się jak pięcioletnie dziecko z cukierka. Ja obserwowałam w szczególności jego kolano, które wydawało się być w znaczenie lepszej formie. Po treningu nadal nie schodził mu uśmiech z twarzy.
- Wow. – westchnął, opadając na krzesełko obok mnie.
- Zadowolony? – uśmiechnęłam się.
- I to bardzo.
- No nieźle, Kuraś. – podszedł do nas Karol z Winiarem. - Idziemy z chłopakami na piwo. Idziesz z nami?
- Czy ja wiem… - popatrzył na mnie.
- Czekasz na moje pozwolenie? – zaśmiałam się. – Idź. Ja zrobię zakupy i wrócę do domu. -  Pożegnałam się z chłopakami i wyszłam z hali. Na dworze sypał śnieg. Opatuliłam się bardziej szalikiem i ruszyłam w stronę supermarketu.  Weszłam do niego cała mokra, mając nadzieje, że nie spotkam nikogo znajomego.
- Alicja! – usłyszałam za sobą, gdy stałam przy kasie. Tylko nie to.. niechętnie się odwróciłam i zobaczyłam mojego sąsiada. – Co za spotkanie – uśmiechnął się.
- Miewałam lepsze.. – mruknęłam, płacąc za zakupy.
- Nie przekazałaś Bartkowi, że u niego byłem.. – wypomniał mi.
- Wyleciało mi to jakoś z głowy. – uśmiechnęłam się słodko i ruszyłam w stronę wyjścia. Zapakowałam zakupy do jednej reklamówki i wyszłam przed sklep.
- Podwieźć Cię? – Mat stanął obok mnie z puszką pepsi.
- Poradzę sobie – odpowiedziałam z przymrużonymi oczami.  Nagle ruszył się niesamowity wiatr. – Albo wiesz co, jednak pojadę. – krzyknęłam za nim.
- Za późno – odpowiedział, wsiadając do samochodu. Otworzyłam drzwi od strony pasażera i wsiadłam. – Upierdliwa jesteś. – pokręcił głową z uśmiechem.
- Zatankowałeś? – spytałam poważnie.
- Nie. Najwyżej znowu się prześpimy na tyle. – wywróciłam oczami i wbiłam wzrok przed siebie.
- Gdzie jedziesz? – na skrzyżowaniu skręcił w inną stronę.
- Nie powiedziałem, że jadę do domu. – uśmiechnął się złośliwie. Popatrzyłam na niego pytająco. – Ehh.. Musze jeszcze gdzieś wstąpić.
- Długo Ci to zajmie?
- Nie, musze zawieźć tylko zakupy i jedziemy do domu. – odpowiedział. Podjechaliśmy pod jakiś blok.- Idziesz ze mną?
- Mogę iść. – wysiedliśmy z samochodu. W milczeniu weszliśmy do jakiegoś mieszkania.
- Mateusz! – podbiegł do nas jakiś chłopczyk. Gdy Mat wziął go na ręce nie dało się nie zauważyć podobieństwa.
- To mój brat, Kuba. – przedstawił mi go.
-  To twój brat? – udałam zdziwioną. – Nigdy bym nie powiedziała.. Zbyt ładny. – uśmiechnęłam się złośliwie. Pokręcił jedynie głową uśmiechając się. Poznałam też jego mamę. Po 20 minutach byliśmy już w samochodzie i wracaliśmy do domu. Poczułam wibrację, wyciągnęłam telefon i przeczytałam smsa od Bartka „ Zostajemy  u Winiara. Będę jutro. Miłego wieczoru :*”. Uśmiechnęłam się. Bartkowi przyda się taki męski wieczór. Dojechaliśmy pod dom.
- Dziękuję. – powiedziałam, gdy byliśmy już na klatce.
- Wejdziesz? – spytał, otwierając.

środa, 1 maja 2013

Rozdział XXXIX



- Mat, nie sądzę, żeby było o czym. To był..
- Impuls. – dokończył za mnie. – Też tak uważam. Nie zrozum mnie źle było super, ale nie wyobrażam sobie stałego związku.. na dodatek z Tobą. – dodał. Zmarszczyłam brwi.
- W dodatku ze mną? – powtórzyłam. – To raczej ja nie wyobrażam sobie związku z kimś takim jak ty.
- No widzisz, nie pasujemy do siebie. Dobrze, że to w końcu załatwiliśmy. Już nie musisz się chować przede mną. – uśmiechnął się.
- Wcale się nie chowałam. – odpowiedziałam szybko, choć nie dość przekonująco. Uniósł brwi. – Bardzo się cieszę, że wszystko mamy wyjaśnione. Bałam się, że zrobiłam Ci nadzieję, albo… - przerwał mi wybuchem śmiechu.
- Luśka, nie zakochałem się w Tobie, jeśli o to Ci chodzi. – popatrzył na mnie nadal lekko się śmiejąc. Nie spodziewałam się tego.
- To dobrze. – nie dałam po sobie poznać, że jestem zaskoczona. – A i jeszcze jedno… Mógłbyś nie mówić o tym nikomu? – poprosiłam. Nie chciałam, żeby Bartek się dowiedział. Jest moim przyjacielem, ale jeśli zareagował tak na żart, to nie wiem jak zareaguję, gdy się dowie, że to się jednak stało.
- Nie ma sprawy. – zgodził się natychmiast. – Muszę lecieć otworzyć restauracje. Do zobaczenia Alicjo. – wywróciłam jedynie oczami i patrzyłam jak się oddala. Nie mogłam w to uwierzyć, że ta cała noc tak po nim spłynęła. Nie, to nie możliwe. Nie chciał się po prostu przyznać do tego, bo wiedział jaki ja mam stosunek do tej nocy i uważam to za impuls. Nagle Czuczi pociągnęła mnie, wyrywając tym samym z zamyślenia.

Oczami Bartka…

Powoli dochodziłem do siebie. Obiecałem sobie, że nigdy więcej nie wezmę alkoholu do ust. Głowa mi pękała. Nagle usłyszałem dzwonek do drzwi. Niechętnie zszedłem z kanapy i poszedłem otworzyć. Na klatce schodowej stał Winiar i Karol.
- Siema! – krzyknął Misiek.
- Nie krzycz.. – powiedziałem i wpuściłem ich do domu.
- Ktoś tu nieźle wczoraj zabalował. – wyszczerzył się. – Luśki nie ma? – spytał, gdy weszliśmy do salonu.
- Nie, poszła na spacer z Czuczi. -  odpowiedziałem i padłem ponownie na kanapę.
- Pogodziliście się? – Karol usiadł na jednym z foteli.
- Powiedziałeś mu? – oburzyłem się.
- Stary, jesteśmy przyjaciółmi. Rozumiem, że lecisz na Luśkę, też mi się podobała. – wyszczerzył się.
- Już Ci się nie podoba? – Winiar spojrzał na niego z uniesionymi brwiami.
- No fizycznie mi się nadal podoba. Ale spójrzmy prawdzie w oczy, nie mam u niej szans. Poza tym jestem na dobrej drodze z Majką. – wyjaśnił z uśmiechem.
- Cieszę się. – mruknąłem.
- A ty co chcesz zrobić?
- A co mam zrobić?
- Masz się zamiar tak użalać nad sobą i czekać, aż w końcu sobie kogoś znajdzie? – obaj popatrzyli na mnie jak na idiotę. Nie odpowiedziałem. – Nie zaszło między wami nic? Może ona też coś do ciebie czuję. – nie dawali z wygraną.
- Całowaliśmy się… - opowiedziałem im całą historię.
- Ty to masz pecha. – Karol wybuchł śmiechem. Spiorunowałem go wzrokiem.
- Dlaczego jej nie powiedziałeś? – Winiar był poważny, jak nigdy wcześniej.
- Co jej miałem powiedzieć? – teraz to ja popatrzyłem na niego jak na idiotę.
- Prawdę?
- Hej Luśka całowaliśmy się, było zajebiście, ale potem przyszła Aśka a ja zachowałem się jak kretyn… - powiedziałem z ironią.
- Tak, bo jesteś kretynem. – zauważył, ze złośliwym uśmiechem Karol. Wywróciłem oczami.
- Ale skoro nie odepchnęła Cię wtedy to znaczy, że coś tam głęboko, głęboko w środku do Ciebie czuje.. – stwierdził Winiar. Nie myślałem o tym w ten sposób.
- Teraz tylko musisz sprawić, żeby sobie o tym przypomniała. – wyszczerzył się Karol. Tak jak ja wiedział, że to nie będzie łatwe.
- Ale ona mnie uważa jedynie za przyjaciela i pacjenta. Ona nie umawia się ze swoimi pacjentami. – oznajmiłem stanowczo.
- No to musi zrozumieć, że nie jesteś zwykłym pacjentem. – przekonywał mnie Misiek.
- Ciekawe jak…
- Niech będzie o ciebie zazdrosna. – krzyknął po jakimś czasie Karol. – Zerwałeś z Aśka to najlepsze rozwiązanie. Nie musisz z tą dziewczyną być, nawet nie musisz się z nią całować. Możesz się jedynie z nią zaprzyjaźnić, a Luśce mów jaka to ona cudowna nie jest. – objaśnił swój plan z wielkim uśmiechem.
- Mam ją okłamywać? – popatrzyłem na niego z uniesioną brwią. Ten plan w ogóle mi się nie podobał.
- Może naprawdę będzie cudowna.. – wzruszył ramionami. – Tylko musisz kogoś znaleźć.. – zamyślił się na chwilę.. – Ewelina! Spodobałeś się jej.
- Jesteś nienormalny. -  pokręciłem głową. W tej chwili do pokoju wbiegła Czuczi, a za nią weszła Luśka, cała zaróżowiona od zimna.
- O cześć chłopaki. – przywitała się z uśmiechem. – Lepiej? – popatrzyła na mnie.
- Fizycznie tak, ale psychicznie trochę gorzej bo Karol tu jest. – odpowiedziałem, zgodnie z prawdą.
- Próbuję go tylko namówić na spotkanie z Eweliną. Pamiętasz ją? – zwrócił się do niej Kłos. – Spodobał się jej i chciała się z nim umówić. Tym bardziej teraz, gdy jest wolny.. – dodał.
- To ta, która Cię tak podrywała? – uśmiechnęła się do mnie. – Daj jej szansę.
- Widzisz! – krzyknął z zachwytem. Spiorunowałem go wzrokiem, gdy Luśka wyszła odwiesić płaszcz.
- Pomóż. – poprosiłem Winiara, który siedział i obserwował całą tą sytuację. – Przecież to idiotyzm.
- Czy ja wiem… - powiedział cicho. Westchnąłem.
- Dobra, ani słowa. Ja sobie to przemyśle – szepnąłem, żeby mnie nie usłyszała na przedpokoju.

Oczami Luśki…
Wróciłam do salonu. Ciągle po głowie chodziła mi sprawa z Matem. Nie, żebym się nią przejmowała, ale trochę ucierpiało na tym moje ego.
- No to co Bartek, dałeś się namówić? – uśmiechnęłam się. Obserwowałam ich w restauracji przez chwilę i wiedziałam, że i tak z tego nic nie wyjdzie. Ale podręczyć go mogłam.
- Spotkam się z nią. Co mi szkodzi. – odwzajemnił uśmiech. Tego się nie spodziewałam. – Wydaje się być bardzo sympatyczna, a do tego ładna. – dodał. Usiadłam koło Winiara, trochę zbita z tropu.
- Mówiłem. – powiedział z satysfakcją Karol. – Dobra zbieramy się bo za godzinę mamy trening. – wstali i zaczęli się ubierać. Odprowadziłam ich do wyjścia..

W mikołajowy dzień obudziłam się w wyśmienitym humorze! Uwielbiałam święta! A mikołajki, może nie tak jak Boże Narodzenie, czy Wigilię, ale zawsze to święto! Ubrałam się szybko, bo Bartek jeszcze spał. Spakowałam prezent dla niego do ładnej, niebieskiej torebki. Spał wyjątkowo długo, więc zdążyłam zrobić jeszcze śniadanie dla nas. Założyłam biało-czerwoną czapkę Mikołaja i czekałam, aż mój współlokator wstanie.
- Hoł hoł! – usłyszałam na przedpokoju. – Czy są tu jakieś grzeczne dzieci? – zza rogu wyszedł Bartek w identycznej czapce, jaką miałam na głowie i w samych kraciastych spodniach od piżamy. Oboje wybuchliśmy śmiechem na swój widok.
- Ej! – oburzyłam się, ciągle się śmiejąc. – Ja Ci miałam zrobić „hoł hoł”!
- Sorry byłem pierwszy. – Usiadł na krześle przy stole i poklepał się w kolana. Zaczęłam śmiać się jeszcze głośniej, ale usiadłam.
- No więc, Lusia.. byłaś grzeczna w tym roku? – spytał niskim głosem.
- Nawet bardzo, pomogłam takiemu jednemu łobuzowi wyleczyć kolano… - chciałam wyliczać.
- Wiem, wiem. Mikołaj ma listę Twoich dobrych uczynków. – przerwał mi szybko. – Skoro byłaś grzeczna.. To proszę – wręczył mi wielki prezent.
- Dziękuję – uśmiechnęłam się słodko i pocałowałam go w policzek. – To teraz ja. – wstałam i podałam mu torebkę. Nie czekając na nic, zajrzeliśmy do środka. Dostałam przepiękny srebrny łańcuszek.
- Zapnij mi! – poprosiłam szczęśliwa. To nie było wszystko z torebki wyjęłam ramkę na zdjęcia z fotografią moją i Bartka. Uśmiechnęłam się na ten widok. Ale zaraz przypomniałam sobie co ja mu dałam i zaczęłam się śmiać.
- A ja się zastanawiałem, gdzie podziały się wszystkie zdjęcia! – powiedział rozbawiony, patrząc na album, który sama mu zrobiłam. Na ręku miał już zegarek ode mnie. Zjedliśmy wspólnie śniadanie.
- Może pójdziemy na spacer przed ćwiczeniami? – zaproponował.
- Pewnie, tylko się ubiorę. – zgodziłam się bez zastanowienia. Włożyłam czarne ocieplane leginsy, szare kozaki, białą wełnianą bluzkę a na to szarą krótką kurtkę. Sypał śnieg, więc założyłam jasno różowe rękawiczki, czapkę i szalik. Już pół godziny później byliśmy w drodze do parku.
- Co my zrobimy w święta? Co z treningami? – spytał, gdy do niego wchodziliśmy.
- Myślę, że nie stanie się nic jeśli na tym etapie odpuścimy 3 dni. – odpowiedziałam. Już wcześniej o tym myślałam. – 23 grudnia po treningu się rozjedziemy, a wrócimy 27 grudnia, ale też nie na długo bo zaraz trzeba wymyśleć coś w związku z wieczorem panieńskim i kawalerskim dla Natki i Pita. – dodałam.
- Masz jakiś pomysł?
- Cóż.. Zastanawiałam się nad Warszawą i po prostu wypadem do klubu. Ale to nie różniłoby się niczym od zwykłego weekendu. Pomyślałam, że jak już to moglibyśmy polecieć na 2, 3 dni, gdzieś zagranicę. Ale skoro boisz się latać… to mamy problem – uśmiechnęłam się.
- Czy ty się ze mnie śmiejesz? – przystanął i popatrzył na mnie poważną miną.
- Nie – odpowiedziałam szybko, ale nie uwierzył. Podbiegł do mnie i przewrócił na śnieg. Zaczęłam krzyczeć i się śmiać.
- Przeproś bo cię natrę! – zagroził, leżąc koło mnie. Nachylił się nade mną. Nie odpowiedziałam, tylko patrzyłam pewnie w jego oczy..

___________________
Rozdziały teraz będą częściej, bo mam dużo czasu wolnego. Możecie więc zaglądać tu częściej :) A jeśli chcecie zobaczyć Majkę to jest już w zakładce "Bohaterowie".