poniedziałek, 10 czerwca 2013

Rozdział LI



- Na początek chciałbym Cię przeprosić – powiedział, a ja na chwilę przystanęłam. – Co? Nie tego się spodziewałaś? – uśmiechnął się. Pokręciłam jedynie głową. – Przepraszam za moje wcześniejsze zachowanie. Po prostu przyzwyczaiłem się do Aśki.. Powinienem Cię najpierw poznać. Na razie wiem, że potrafisz mi odpowiedzieć, więc jest już dobrze. Lubię takie osoby. – dodał.
- No to co pan chce jeszcze wiedzieć? – spytałam z uśmiechem. Rozluźniłam się trochę. Byłam na dobrej drodze do tego, żeby mój przyszły teść mnie polubił…

Oczami Bartka..
- Gdzie tata? – spytałem, siedząc z mamą w salonie na kanapie. Widziałem, że chce sprowokować Luśkę, ale ta wybrnęła znakomicie. Mama wzruszyła jedynie ramionami. – Naprawdę nie wiem dlaczego nie potrafi się pogodzić z tym, że nie jestem już z Aśką..
- Lubi ją.. – odłożyła gazetę i popatrzyła na mnie. – Zobaczysz, że w końcu zrozumie, że to Luśka jest tą jedyną i z to z nią chcesz być.
- Słyszałaś go przy obiedzie? – zmarszczyłem brwi.
- Słyszałam i też byłam na niego o to zła. Ale Luśka to mądra dziewczyna i potrafi mu odpowiedzieć. – uśmiechnęła się.
- Lubisz ją? – spytałem.
- Bardzo. Nie dość, że piękna, to jeszcze inteligentna, wykształcona, miła.. Lepiej trafić nie mogłeś – złapała mnie za rękę – I zobaczysz, że tata w końcu to zrozumie..
- Mam nadzieję. Teraz mam zamiar trzymać ją od niego z daleka. I tak stresuje się pobytem tutaj.. Nie chce, żeby musiała wysłuchiwać jego docinków – westchnąłem. Nie spodziewałem się, że mój ojciec będzie się tak zachowywał. Nawet dobrze jej nie poznał, a już stwierdził, że Aśka jest lepsza. Po chwili do pokoju wszedł znudzony Kuba.
- Co tam młody? Gdzie masz Luśkę? Podobały jej się plakaty? – spytałem, gdy usiadł koło mnie.
- Jeszcze ich nie widziała..
- Jak to nie? A gdzie teraz jest?
- Tata chciał z nią porozmawiać i wyszli na dwór. – odpowiedział z grymasem. Wstałem szybko i ruszyłem w stronę drzwi, które w tym momencie się otworzyły.
- O Bartuś! – stanąłem naprzeciwko Luśki i taty. – Właśnie ucięliśmy sobie z Luśką krótką pogawędkę – powiedział cały czas się uśmiechając. – Przyznaje.. – uniósł ręce – Ta dziewczyna jest świetna.. Interesuje się siatkówką, piłką nożną i wiedziała kim jest Lennox Lewis! – krzyknął zachwycony. Spojrzałem na Luśkę, która próbowała się nie roześmiać. Ruszyliśmy w stronę salonu. Złapałem ją za rękę i odciągnąłem na bok.
- Skąd wiedziałaś kim jest ten człowiek? – zaśmiałem się.
- Internet w telefonie się przydaje – wyszczerzyła się. – Sprawdziłam szybko jak oglądał mój samochód. – nachyliłem się nad nią i ją pocałowałem. Po chwili złączyliśmy się już w namiętnym pocałunku..
- Fuj! – usłyszeliśmy. Oderwaliśmy się od siebie i spojrzeliśmy na Kubę, który stał koło nas i się krzywił. Luśka zaczęła się cicho śmiać, chowając się w moich ramionach. – Lusia, idziesz zobaczyć moje plakaty? – jęknął.
- Tak, tak. – odpowiedziała szybko. Złapała go za rękę i ruszyli w stronę pokoju młodego. Przez resztę dnia nie odstępował jej na krok. Najwyraźniej jej nie przeszkadzało bo żywo dyskutowała z nim o komiksach, super bohaterach i sportowcach. Kolacja wyglądała zupełnie inaczej, niż obiad. Luśka usiadła obok taty i rozmawiali o moim kolanie (O dziwo, nie naciskał już na opinie innego specjalisty). Po kolacji wspólnie obejrzeliśmy film, na którym razem z mamą się popłakała. Czekałem na nią, aż skończy czytać Kubie na dobranoc. Włączyłem laptopa i przeglądałem wiadomości, gdy nagle zobaczyłem jedną od Aśki.. „Mam kilka twoich rzeczy.. Przywieźć Ci, czy po nie przyjedziesz?”, przeczytałem. Jakie rzeczy, nie przypominałem sobie, żebym coś u niej zostawiał. Odpisałem szybko „Nie rób sobie problemu. Raczej nie są mi potrzebne, więc możesz je wyrzucić” .
- Co robisz? – spytała Luśka, wchodząc do pokoju już wykąpana.
- Czytam wiadomości.. Aśka napisała.. – powiedziałem, niby od tak.
- Co chciała? – próbowała udać, że mało ją to obchodzi.
- Oddać mi kilka rzeczy. Pytała, czy sam po nie pojadę, czy ma mi je przywieźć..
- Jaka ona uczynna – pokręciła głową. Uśmiechnąłem się, widząc jak bardzo jest zazdrosna.
- Powiedziałem, że sam po nie pojadę – skłamałem, obserwując jej reakcję. Gdyby mogła zabijać spojrzeniem już leżałbym martwy. – Żartowałem.. odpisałem, że może je wyrzucić. – wyjaśniłem szybko, bo widziałem, że ściąga brwi po czym zwykle wybuchała. Wywróciła jedynie oczami i położyła się obok mnie.
- Ale ślicznie wyglądasz, gdy jesteś zazdrosna – oparłem się na ręce i zacząłem bawić się jej włosami.
- Nie jestem zazdrosna – syknęła.
- Jasne.. – pokręciłem głową ze śmiechem. Nachyliłem się nad nią i delikatnie musnąłem ją ustami. Przyciągnęła mnie mocniej do siebie.
- Bartek.. Twoi rodzice śpią za ścianą – szepnęła po jakimś czasie, gdy zacząłem zdejmować jej koszulę nocną. – Twój tata dopiero co mnie polubił..
- Nie obudzą się. – chciała coś jeszcze powiedzieć, ale uciszyłem ją pocałunkiem.


Oczami Luśki..

- Luśka! – usłyszałam zniecierpliwiony głos Kuby. Otworzyłam jedno oko i zobaczyłam małego, pochylającego się nade mną. – Pobudka – wyszczerzył się. Upewniłam się, że cała przykryta jestem kołdrą i oparłam się na łokciach. – Czemu śpisz nago? – spytał, marszcząc brwi.
- Yyy.. gorąco mi było w nocy – od razu się obudziłam, słysząc to pytanie.
- W zimę? – kątem oka widziałam jak Bartek się uśmiecha, nadal jednak nie otwierał oczu.
- Yhym.. – skinęłam niepewnie głową, modląc się, żeby to mu wystarczyło.
- Nie wstydzisz się przed Bartkiem? – przekrzywił głowę, wyczekując na odpowiedź.
- Wiesz.. jak dwójka ludzi ze sobą jest, to już się nie wstydzi leżeć koło siebie nago..
- I wy tak tylko leżycie? – Skinęłam głową. – To nie chcecie mieć dzieci? – spytał zszokowany. Popatrzyłam na niego zbita z tropu.
- No wiesz.. Kiedyś pewnie będziemy mieć dzieci..
- No ale jak będziecie tak tylko leżeć to ich nigdy nie będzie mieć.. Wiesz skąd się biorą dzieci? – Bartek, który przysłuchiwał się całej rozmowie teraz wybuchł śmiechem.
- Dobra młody idź poczekaj w salonie.. Ubierzemy się i zaraz przyjdziemy. – powiedział cały czas się śmiejąc. Popatrzyłam na niego zdezorientowana, gdy zostaliśmy sami.
- Czy twój 9 letni brat chciał mi przed chwilą wytłumaczyć skąd biorą się dzieci? – spytałam, patrząc na drzwi, w których dopiero co zniknął.
- Inteligentny jest po bracie – wyszczerzył się.
- Szczególnie jeśli chodzi o te sprawy. – dałam mu kuksańca łokciem i zaczęłam się ubierać. Zeszliśmy jakieś pół godziny później. Po śniadaniu wybraliśmy się w trójkę na spacer. Urządziliśmy wielką bitwę na śnieżki, ulepiliśmy ogromnego bałwana i cali mokrzy wróciliśmy do domu na obiad. Ku mojemu zdziwieniu przy stole siedziało znacznie więcej osób. Jak się potem okazało zjechała się połowa rodziny, która chciała spotkać się z Bartkiem, a przy okazji zobaczyć jego nową dziewczynę. Gdy zostaliśmy ponownie w piątkę, przy kolędach graliśmy w scrabble i kalambury.
- Lusia – szepnął Kuba, gdy skończyłam mu czytać bajkę o krasnoludkach i świętym Mikołaju. – Ty już będziesz z Bartkiem na zawsze?
- Bardzo bym chciała. – uśmiechnęłam się, poprawiając mu kołdrę. – A czemu pytasz?
- Bo chce żebyś tu częściej przyjeżdżała..
- Obiecuję, że będę. A jak będziesz miał wolne w szkole to zawsze możesz przyjechać do Bełchatowa.
- Serio? – spytał, a w oczach pojawiły mu się iskierki.
- Pewnie, a teraz idź spać.. bo jutro muszę Cię obudzić bardzo wcześnie, żeby się z Tobą pożegnać. – pocałowałam go w czoło i poczekałam jeszcze chwilę, aż zaśnie. Gdy wstałam zobaczyłam Bartka opartego o framugę drzwi, gdy podeszłam przytulił mnie i pocałował. – Kocham Cię.
- Wiem – odpowiedziałam i zamknęłam za nami drzwi.

Rano, tak jak obiecałam obudziłam Kubę. Ze łzami w oczach przytulił mnie mocno.
- Przeczytaj jak najwięcej komiksów, żebyś miał mi o czym opowiadać, ok? – uśmiechnął się od razu i skinął z zapałem głową. Pożegnaliśmy się z pozostałymi domownikami i wyszliśmy z domu.
- Pokochali cię – powiedział Bartek, gdy wsiadaliśmy do samochodu. Uśmiechnęłam się jedynie. Zaraz potem usłyszałam dzwonek telefonu.
- Cześć! – krzyknęła mi do ucha Natka.
- No hej. – odpowiedziałam z dużo mniejszym entuzjazmem. – Jak święta?
- Super… Ale nie o tym chciałam rozmawiać.. Bo zaczęłam się pakować, ale nie wiem co mam zabrać..
- Przygotuj się na wszystko.
- Gdzie mi się to „wszystko” zmieści? Powiedz mi chociaż, czego mam nie brać.
- Przygotuj się na wszystko. – powtórzyłam.
- Kurde.. Myślałam, że z Tobą pójdzie mi łatwiej niż z Lilką.. – westchnęła zawiedziona.
- Będziesz miała niespodziankę.
- A Pit też ma się przygotować na wszystko?
- Tak, on też.
- Dobra.. – powiedziała zrezygnowana i się rozłączyła.
- Natka? – zaśmiał się Bartek.
- Tak.. Nie wie co spakować.. – wywróciłam oczami. Chociaż na jej miejscu miałabym pewnie ten sam problem.
- Wyobrażasz sobie to, co teraz musi przeżywać Pit z nią w domu? – spytał, wciąż się śmiejąc.
- Wolę chyba tego nie wiedzieć – uśmiechnęłam się. Rozbrzmiał dzwonek telefonu, tym razem Bartka.
- Odbierz – podał mi go, patrząc cały czas na jezdnie. Spojrzałam na wyświetlacz „Aśka”. –  Kto dzwoni? – spytał, nie rozumiejąc dlaczego gapie się na telefon zamiast odebrać. 


_______________________
Dość szybko zdążyłam napisać kolejny :) Następny prawdopodobnie dopiero koło niedzieli, bo 3 dni spędzę poza domem. :) Jak zwykle proszę o komentarze :) Mam nadzieję, że rozdział się podoba :)
A jak odczucia po dwóch meczach reprezentacji z Brazylią? |

Chciałabym podzielić się z Wami blogami, które czytam.. Mam już ich kilka wraz z nowym rozdziałem pojawi się zakładka z listą :) W komentarzach możecie podawać linki do swoich, chętnie przeczytam i opublikuję :)

niedziela, 9 czerwca 2013

Rozdział L



Następny dzień zaczął się niezbyt przyjemnie. Oboje wstaliśmy z bólem głowy, a już od rana mama zagoniła nas do pracy w kuchni. Cały dzień spędziłam robiąc z mamą potrawy na święta. Mój tata, mimo wszystko nie był łatwym człowiekiem, ale Bartkowi udało się wkupić w jego łaski. Mama zlitowała się nad nimi i pozwoliła im iść do garażu porozmawiać o samochodach i innych „męskich sprawach”. Gdy wrócili od razu  zauważyłam, że polubili się nawzajem. Skończyłyśmy dopiero koło 20. Opadłam na kanapę obok Bartka i taty, którzy oglądali wiadomości. Po chwili weszła mama z wielkim albumem rodzinnym. I wcisnęła się między nas.
- Serio? – westchnęłam.
- Ja z chęcią obejrzę – wyszczerzył się Bartek.  Usiadł prosto i z zainteresowaniem patrzył na album.
- Widzisz? – powiedziała z satysfakcją. – O tutaj miała kilka miesięcy.. – wskazała na zdjęcie, na którym leżałam naga w wanience. Żeby nie zapaść się pod ziemię wyszłam z salonu. Nie miałam jeszcze okazji porozmawiać z młodym, więc  ruszyłam w stronę jego pokoju. Nie byłam przyzwyczajona czekać, aż pozwoli mi wejść. Gdy tu mieszkałam miał 10 lat, ale teraz zapukałam.
- Proszę. – usłyszałam i otworzyłam drzwi.
- Co tam? - spytałam gdy weszłam. Siedział przy biurku i robił coś na laptopie. Usiadłam na łóżku.
- Spoko. – odpowiedział, odwracając się do mnie.
- Mama mówiła coś innego. – nie chciałam naciskać, ale skoro już tu jestem to mogę pomóc.
- Znasz ją – wywrócił oczami. – Dramatyzuje..
- Mam rozumieć, że wymyśliła sobie to, że nie wracasz do domu na noc, nie uprzedzając. Nie pijesz i nie palisz? W szkole podobno też za dobrze nie jest.
- Ty też się mnie będziesz czepiać? – warknął. – Mam 18 lat, jestem dorosły i mogę robić co mi się podoba. Zresztą, ty robiłaś to samo – dodał.
- Słucham? Nigdy nie spalam poza domem, bez uprzedzenia i nigdy nie miałam papierosa w ustach. A co najważniejsze, nie zawalałam szkoły. – popatrzyłam na niego poważnie.
- Raz zdarzyło mi się spać poza domem i spałem wtedy u Dominika po imprezie – zaczął się tłumaczyć. – Pale sporadycznie, od czasu do czasu, a w szkole nie jest źle. Mam po prostu gorszy okres. .
- Mam nadzieję. –uśmiechnęłam się. – Nie zrób nic głupiego..
- Luśka, przecież mnie znasz..
- Ok, ok.. Co tam u Olki? – chciałam zmienić temat.
- W porządku. – na wspomnienie o niej, od razu poprawił mu się humor. – Mama pokazuje Bartkowi album? – zaśmiał się. – Naprawdę podziwiam Cię, że go tu przywiozłaś..
- Z minuty, na minutę, żałuję tego coraz bardziej – westchnęłam i wstałam. – Idę się kąpać. – weszłam do łazienki i wzięłam szybki prysznic. Po 30 minutach, gdy siedziałam już w pokoju, wszedł Bartek. Zanim włączyliśmy film, musiałam wysłuchać jego wyśmiewania się ze mnie. Gdy skończył, przytuleni zaczęliśmy oglądać.

W Wigilie wstaliśmy dość wcześnie. Od rana można było usłyszeć kolędy i okropny fałsz Bartka, mój i mojego taty. Przed kolacją, mieliśmy trochę czasu, więc postanowiłam pokazać Bartkowi osiedle.
- A to jest moja podstawówka – wskazałam na wielki budynek, wyłaniający się zza choinek.
- To na tych schodach masz to zdjęcie w warkoczach bez dwóch przednich zębów? – spytał, powstrzymując się z całych sił, by nie wybuchnąć śmiechem.
- Zapomniałam, że nie mam tych zębów.. Dlatego się tak szeroko uśmiechnęłam. – spiorunowałam go wzrokiem, ale potem sama zaczęłam się śmiać. Pamiętałam to zdjęcie i ono naprawdę było komiczne. Po godzinnym spacerze wróciliśmy do domu. Wszyscy byli już ubrani elegancko, więc szybko się przebraliśmy i zasiedliśmy przy stole. Po łamaniu się opłatkiem, kolacji i rozpakowaniu prezentów, jak co roku wszyscy oglądaliśmy Kevina.
- Nie rozumiem, dlaczego mając 3 samochody do użytku do Kościoła musimy iść pieszo. – zaczął narzekać Bartek, gdy się ubieraliśmy.
- Bo tak chodzimy co roku – odparłam, zakładając kolejna parę skarpetek. – Ubierz coś jeszcze bo jest mróz – dodałam, nie patrząc na niego.
- No co ty.. – powiedział  z ironią. – A myślałem, że podkoszulek mi wystarczy..
- Zobaczysz, będzie fajnie – próbowałam go przekonać.
- Tak.. 4 km drogi pieszo przy temperaturze poniżej  -20 stopni.. Nigdy wcześniej się tak nie bawiłem.. – pokręcił głową.
- Jeśli chcesz to możesz jechać za nami samochodem. – wyszliśmy z mieszkania i ruszyliśmy w stronę bloku Natki. Z daleka zauważyliśmy, że już na nas czekają. – Mogę się założyć, że Pit nie narzeka.
- A czy on się jej kiedyś postawił?
- Bierz z niego przykład – wyszczerzyłam się, widząc jego minę. – Przecież cię nie zmuszam, tak?
- Idę, idę. – wywrócił oczami. – Cześć – przywitaliśmy się oboje z nimi.
- No nareszcie. – od razu zauważyłam, że Pit też nie jest zachwycony naszym pomysłem.
- Idziemy? – spytała radośnie Natka.
- Naprawdę chce ci się iść, aż tyle? – usłyszałam Bartka, idąc na przodzie.
- Zwariowałeś? Ale wiesz dobrze, że z nimi nie wygrasz.. Powiedziała, że jak chce to mogę jechać za wami samochodem..
- Mi Luśka tak samo. Zazdroszczę jedynie Wojtkowi, że ma parę metrów do Kościoła..
Uśmiechnęłam się jedynie pod nosem. Droga zajęła nam jakieś 30 minut. Przed wejściem spotkaliśmy się z Lilką i Wojtkiem. Po mszy, postaliśmy jeszcze trochę z nimi, ale było tak zimno, że jak najszybciej chcieliśmy być w domu.
- No i było tak źle? – spytałam, opadając koło niego na łóżko.
- Odpowiem Ci jak ponownie zacznę ruszać palcami u stóp.
Śmiejąc się wtuliłam się w jego ramiona i nie wiem nawet kiedy zasnęłam.

Z samego rana wyjechaliśmy do Wałbrzycha, wcześniej jednak przysięgając mamie, że będziemy ich częściej odwiedzać. Na szczęście wyjechaliśmy o wczesnej porze i w domu Bartka byliśmy o 13.
- Jesteśmy. – powiedział z uśmiechem, gdy stanęliśmy przed dwupiętrowym budynkiem.
- Najbardziej stresujące święta w całym moim życiu. – wzięłam głęboki oddech i wyszłam z auta. Podszedł do mnie i złapał mnie za rękę.
- Będzie dobrze. – uśmiechnął się zachęcająco – Przecież już Cię poznali..
- Jako Twoja rehabilitantkę, a nie dziewczynę.. – przypomniałam. Pociągnął mnie w stronę drzwi. Gdy weszliśmy od razu podbiegł do nas Kuba.
- Bartek! – krzyknął i wskoczył mu na ręce.
- No cześć młody.
- Cześć Lusia – uśmiechnął się do mnie.
- Cześć – odpowiedziałam z jeszcze większym uśmiechem. Lepszego przywitania wymarzyć sobie nie mogłam. Zaraz potem w drzwiach pojawiła się jego mama.
- Nareszcie! – powiedziała cała rozpromieniona, przytulając najpierw swojego syna, a potem mnie. – Wchodźcie, zaraz będzie obiad. – weszliśmy za nią do salonu. Bartek poszedł zanieść walizki do pokoju, zostawiając mnie samą z jego tatą i Kubą.
- Dzień dobry – przywitałam się. Nie mogłam się oprzeć wrażeniu, że nie jest w najlepszym humorze.
- Dzień dobry. – odpowiedział  z wymuszonym uśmiechem. Usiadłam koło Kuby na kanapie. – Rodzice musieli się ucieszyć, że spędziłaś z nimi Wigilię. Bartek pierwszy raz nie był z nami na kolacji. – powiedział siadając na fotelu i patrząc na mnie bez wyrazu. To przez to ma taki humor? Chodzi mu o to, że Bartek spędził wczorajszy wieczór u mnie?
- Bardzo się ucieszyli. Chociaż.. nie byli zadowoleni z tego, że Boże Narodzenie pierwszy raz spędzę poza domem. - odpowiedziałam, patrząc mu prosto w oczy. Teraz przynajmniej patrzył na mnie z zainteresowaniem.
- Chodźcie do stołu. – pani Kurek, weszła do salonu, niosąc talerze razem z Bartkiem.
- To ja pomogę – wstałam szybko i wyszłam do kuchni. Dłużej tego spojrzenia chyba nie dałabym rady wytrzymać. Gdy usiedliśmy przy stole, starałam się zająć miejsce jak najdalej od głowy rodziny.
- Bartuś co z kolanem? – spytała z przejęciem jego mama.
- Wszystko dobrze – odpowiedział z uśmiechem. – Zdaniem Luśki już w styczniu będę mógł zacząć trening.
- Może powinieneś skonsultować się też z innym rehabilitantem. Nie umniejszając Alicji, ale dobrze jest znać opinie kogoś równie doświadczonego. – zaproponował pan Kurek.
- To nie jest jedynie moje zdanie. Konsultowałam się również z lekarzem Bartka, który chyba najlepiej zna się na rzeczy i razem doszliśmy do takiego wniosku. – odpowiedziałam hardo.
- A jak Wam się układa? – jego mama chyba wyczula napięcie bo szybko próbowała zmienić temat.
- Bardzo dobrze. – Bartek uśmiechnął się do mnie.
- Rozmawiałem ostatnio z Asią – wspomniał, niby od tak, jego tata. Zakrztusiłam się sokiem. No tak, wszystko jasne.. To o nią tak naprawdę chodzi.. Już zapomniałam, że była jego ulubienicą. – Była załamana tym, że z nią zerwałeś.. – dodał z wyrzutem.
- Tato, to nie miało sensu. Nie układało nam się, poza tym ja jej już nie kochałem od dawna.. – zaczął się usprawiedliwiać.
- Ona była innego zdania. – przerwał mu.
- Ala pomożesz mi z deserem? – spytała jego mama. Wstałam szybko i prawie wybiegłam za nią z salonu.
- Cieszę się, że z Tobą jest – powiedziała, podając mi talerzyki z ciastem. – Nigdy nie lubiłam tej całej Aśki.. – wywróciła oczami.
- Pani mąż jest chyba innego zdania – skrzywiłam się.
- Oj, nie przejmuj się nim.. Aśka jest córką jego przyjaciela. Zaprzyjaźnili się, gdy poznaliśmy jej rodziców. To dlatego tak bardzo przeżywa ich rozstanie. – uśmiechnęła się. Gdy wróciliśmy zmienili już temat na siatkówkę. Po obiedzie, pomogłam zmywać naczynia.
- Luśka, chcesz zobaczyć moje plakaty? – spytał Kuba, który czekał w kuchni, aż skończymy.
- Pewnie – uśmiechnęłam się. W drodze do jego pokoju, natknęliśmy się na pana Kurka.
- Możemy porozmawiać? – spytał oficjalnym tonem.
- Ale Luśka idzie zobaczyć moje plakaty – jęknął Kuba.
 - Zaraz przyjdzie, dobra? – uśmiechnął się do niego. Mały jedynie skinął głową.
- Przejdziemy się? – otworzył mi drzwi, czekając aż przejdę. Wzięłam płaszcz i niepewnie wyszłam..

___________________________________________________________
Mamy 50 rozdział! :) Muszę przyznać, że sama się nie spodziewałam tego, że tyle będzie trwała moja przygoda z tym blogiem :) A co najlepsze nie mam najmniejszej ochoty jej kończyć :) Mam nadzieję, że jeszcze trochę chce Wam się czytać o losach Luśki i Bartka. Dziękuję za ponad 12 tyś. wyświetleń i wszystkie komentarze, które są dla mnie ogromną motywacją do dalszej pracy. :)

wtorek, 4 czerwca 2013

Rodział XLIX

- A kiedyś.. nie wiem ile wtedy miała lat.. chyba 17. Idę spać, patrzę Ala już siedzi w piżamie przed komputerem i mówi, że pisze z Natką. No to ja mówię, że idę spać. Obudziłam się koło 2 w nocy, bo straszna burza była. Zaglądam do jej pokoju, a tam jej nie ma! No to od razu za telefon i pisze jej smsa gdzie jest, a ona mi odpisuje, że zaraz przyjdzie – popatrzyłem z uśmiechem na Luśkę, która siedziała i tylko kręciła głową. – No to ja jej piszę, że jest burza, a ona na to, że siedzi w samochodzie.
- Gdzie byłaś? – spytałem ciekawy.
- Kolega zadzwonił, że chce porozmawiać to wyszłam na chwile. – odpowiedziała, jakby to nie było nic wielkiego.
- Na chwilę.. Nie było jej  4 godziny. Albo jak.. – już chciała zaczynać kolejną historię, gdy do mieszkania wszedł jej mąż, prawdopodobnie z synem.
- Nareszcie – westchnęła Luśka. Wstała i przywitała się z nimi.
- Klaudiusz. – podszedł do mnie i wyciągnął rękę.
- Bartek. – uścisnąłem jego dłoń. Zaraz potem podszedł do mnie jej tata. – Dzień dobry. –  przywitałem się. Wydawał się być miły, ale budził respekt.
- Cześć – poklepał mnie po plecach. – A więc jednak coś z tego wyszło – uśmiechnął się. – No to teraz tylko ślub i wnuki – powiedział radośnie siadając koło żony.
- Tato.. – Luśka schowała twarz w dłonie.
- Musi Cię naprawdę kochać, skoro Cię tutaj przywiozła. – zwrócił się do mnie Klaudiusz. Uśmiechnąłem się jedynie.
- Ala chodź, pomożesz mi w kuchni. – wstały obie i wyszły z salonu.
- Widziałem jakieś niebieskie audi przed blokiem. To twoje?
- Nie, nie – odpowiedziałem szybko. – Luśki. Kupiła wczoraj.
- I pewnie tylko ze względu na wygląd? – zaśmiał się. – Pamiętam jak kupowałem z nią jej pierwszy samochód. Nie patrzyła na nic innego.. Kobiety..
- Odradzałem jej, ale wie Pan jak ona się uprze..
- Oj uwierz mi, że wiem.. – skinął głową.
- Bartek.. – Luśka weszła szybko do pokoju. – Natka dzwoniła, musimy się już zbierać.
- Gdzie idziecie? – spytał zdzwiony.
- Umówiliśmy się z chłopakami. – odpowiedziała, zakładając płaszcz.
- Nic się nie zmieniło.. – pokręcił głową z uśmiechem.  
- Jak wrócicie to pokażę Ci nasze albumy Bartuś. – powiedziała pani Staszewska, wyglądając z kuchni. – Chociaż – zastanowiła się chwilę. – Biorąc pod uwagę to jak wcześniej kończyły się ich spotkania, to raczej nie będzie możliwości już dzisiaj. Ale nie martw się jutro nadrobimy. – dodała z uśmiechem. 
- Uf.. – westchnęła Luśka, gdy byliśmy już na klatce schodowej.
- Czym ty się denerwowałaś? – zaśmiałem się. – Bardzo otwarci są.
- Aż za bardzo. – złapałem ją za rękę i ruszyliśmy w stronę bloku Natki. Gdy doszliśmy czekali już na nas w samochodzie.
- Cześć – przywitaliśmy się.
- No siema. – wyszczerzył się do nas Piter. – Jak tam przyszli teściowie?
- Bardzo pozytywnie. – odpowiedziałem. – A Twoi?
- Tak samo. Nawet nie wiedziałem, że one były takie niegrzeczne. – zaśmiał się, patrząc jak Natka zaciska usta. Wciąż się śmiejąc dojechaliśmy pod jakiś dom. Gdy wysiedliśmy z domu wyszła Lilka  z Wojtkiem, a za nimi jakaś kobieta, gdy jej się przyjrzałem od razu domyśliłem się, że to jej mama.
- Luśka! – krzyknęła. – Jak ja Cię dawno nie widziałam. – przytuliły się. – Nic się nie zmieniałaś – pokręciła głową z niedowierzaniem.
- Pani również – odpowiedziała grzecznie. – To jest Bartek. – przedstawiła mnie.
- Miło mi panią poznać – uśmiechnąłem się.
- Właśnie opowiadałam Wojtkowi o waszych przygodach – wszyscy wybuchliśmy śmiechem. Popatrzyła na nas zdezorientowana.
- Naszych rodziców też wzięło na wspomnienia. – wyjaśniła Natka.
- A dziwicie się? Niezłe agentki byłyście. Pamiętam jak kiedyś dziewczyny u nas spały. Była gdzieś 1 w nocy, a tu ktoś podjeżdża pod dom. Idę do nich na górę i mówię, że chłopaki przyjechały. Rozglądam się po pokoju, a tu Lilka ledwo na nogach stoi. Patrzę na resztę, Natka siedzi cicho przy laptopie i patrzy na mnie przerażona. Jedynie Luśka, jak zwykle wygadana podchodzi do mnie i zaczyna mnie wkręcać, że Lilka wcale nie jest pijana, tylko zasnęła i dopiero wstała. Dała sobie spokój dopiero jak się zorientowała, że na stole stoi butelka. – wszyscy wybuchliśmy śmiechem. Popatrzyłem na Luśkę rozbawiony i ją przytuliłem.
- A skoro mowa o chłopakach to musimy już iść. Czekają na nas. – przypomniała Lilka.
- Miłej zabawy. – pomachała nam i weszła z powrotem do domu.
- To co idziemy? – spytała Natka.
- Idziemy? – powtórzyłem zdziwiony.
- To tylko parę metrów stąd. – ruszyliśmy za nią. Po 5 minutach byliśmy na miejscu.
- No tak, jak zwykle jesteśmy pierwsze – oburzyła się Luśka. Zajęliśmy miejsca przy jednym ze stolików i zamówiliśmy po piwie. Chwile później do lokalu weszła grupka mężczyzn.

Oczami Luśki…

- Snapi! – usłyszałam za sobą. Odwróciłam się i zobaczyłam Huberta i resztę chłopaków. Wstałyśmy z dziewczynami i przywitałyśmy się z nimi.
- Ale dawno się nie widzieliśmy. – powiedziałam z wielkim uśmiechem na twarzy. Przedstawiłam im chłopaków i ponownie zajęliśmy miejsca przy stole. – Opowiadajcie co u Was.
- No cóż, mieszkamy wszyscy w Krakowie. Ja i Damian jesteśmy ginekologami.  – zaczął Hubert.
- Serio? – zaśmiałam się. – Myślałam, że się zgrywaliście. – przerwałam mu kręcąc głową.
- Ja mam własny warsztat samochodowy – pochwalił się Konrad.
- A ja skończyłem ekonomię i pracuje w jednej z krakowskich firm jako księgowy. – dodał Łukasz.
- Wow, ale fajnie – podsumowała  z uśmiechem Natka.
- Max fajnie – poprawił ją Damian, na co wszyscy wybuchliśmy śmiechem. Bartek i Pit popatrzyli po sobie zdezorientowani. – Natka kiedyś miała fazę na dodawanie słowa „max”, żeby podkreślić jak bardzo jej się coś podobało lub nie. – wyjaśnił im wciąż się śmiejąc.
- Nienawidzę Was. – pokręciła głową, na co wybuchliśmy jeszcze większym śmiechem.
- A wy czym się zajmujecie? – spytał Łukasz.
- Wszystkie pracujemy w zawodzie – odpowiedziała mu Lilka.
- I co Snapi masujesz tych sportowców? – zaśmiał się Hubert.
- Jednego – popatrzyłam na Bartka i się uśmiechnęłam. Cały czas trzymaliśmy się za ręce.
- Ej, a ta opowieść, że lubisz pomagać ludziom i patrzeć jak wracają do formy? – spytał marszcząc brwi. Wszyscy się zaśmiali.
- Masowanie sportowców to tylko przyjemny dodatek. – wyszczerzyłam się do niego.
- A wy nocujecie u Lilki? – Konrad popatrzył na kufle z piwem.
- Nie, mój młody  po nas przyjedzie. – odpowiedziałam.
- No chyba, że Natka chce wrócić pieszo. – zaśmiał się Damian, zawtórowaliśmy mu. Bartek i Pit znów popatrzyli na nas, nie wiedząc o co chodzi. – Natka, nie wiedząc czemu zawsze wracała z rożnych melanży sama pieszo. Nie ważne, czy to był kilometr, czy pięć.
- Pamiętam jak byliśmy u was na jakiejś imprezie i chcemy się zbierać, a nie ma Natki. No to szukamy jej wszyscy i nagle ktoś mówi, że poszła do domu. No to jedziemy i spotkaliśmy się z nią pod jej blokiem – dodałam.
- Piotrek, ty jej tam pilnuj na weselu, żeby pieszo do domu nie wróciła – ostrzegł go Damian. Wszyscy wybuchli śmiechem.
- Będę pamiętał.
- A jak jej znaleźć nie będziesz mógł to szukaj pod stołem. – zaśmiałam się razem z Lilką.
- Dlaczego? – spytał, tak jakby bal się odpowiedzi.
- Kiedyś na 18 naszej przyjaciółki, Natka.. jakby to powiedzieć.. za dużo wypiła i Lilka ją pilnowała…
- Bo ty byłaś zajęta jednym z kolegów Moniki. – wtrąciła, unosząc jedną brew.
- Nieważne – powiedziałam szybko, czując na sobie spojrzenie Bartka. – No i ja sobie tańczę, a tu Lilka podchodzi i mówi, żebym ją pilnowała. Zgodziłam się, patrzę siedzi sobie przy stole, no to myślę, to niech siedzi. Po jakimś czasie o niej zapomniałam. Idę do stołu, a jej nie ma. Ale sądziłam, że gdzieś poszła. Rozmawiam tam z kimś i nagle popatrzyłam odruchowo w dół, a tam czyjaś noga. No to podnoszę ten obrus, patrzę, a tam Natka śpi – wszyscy się zaśmiali. –Później wstała o 4 nad ranem, gdy już wszyscy się zbierali i była oburzona, ze nikt nie tańczy. – dodałam.
- Spałaś pod stołem? – Pit popatrzył na nią rozbawiony.
- Dawno i nie prawda – odpowiedziała, chowając twarz w dłonie.
- A pamiętacie „Aua, aua, chyba złamałam sobie rękę.”? – spytała Lilka.
- Natka mistrz imprezy – zaśmiał się Damian. – Kiedyś na sylwestrze, siedzimy w salonie bo było już koło 5 nad ranem, a tu słyszymy taki hałas, jakby coś spadało po schodach, a potem nagle „Aua, aua, chyba złamałam sobie rękę” – wyjaśnił chłopakom, którzy nie byli w temacie.
- Jakie świnie! – westchnęła zrezygnowana. Wszyscy zaczęliśmy się śmiać jeszcze głośniej. W końcu daliśmy jej spokój i wspominaliśmy wpadki moje i Lilki, ale ich było znaczenie mniej. Po jakimś czasie i po kilku może kilkunastu piwach, chłopaki zintegrowali się ze sobą.
- Chłopaki – zaczął swój wywód Hubert. – Macie cudowne kobiety. – powiedział, czkając. – Dbajcie o nie, jasne?
- Pewnie. – odpowiedział mu Bartek. – Jesteśmy szczęściarzami! Jesteśmy cholernymi szczęściarzami – uniósł kufel z piwem, stuknęliśmy się wszyscy.
- Za najwspanialsze kobiety na świecie! – krzyknął Pit.


- Wiedziałem, że tak to się skończy. - Klaudiusz pokręcił głową, gdy wsiedliśmy do niego do samochodu, cały czas chichocząc.
- Pamiętasz jak Cię odbierałam z imprez? – spytałam – To terasz cii – położyłam palec na ustach.
- A ja Cię pamiętam jak byłeś taki mały i upierdliwy – Natka pokazała mu język. – Chodziłeś za nami i czekałeś, aż któraś przeklnie i od razu leciałeś do mamy – zaśmiała się.
- Długo nie musiałem czekać – odgryzł się.
- Pyskaty jest po Tobie – zwróciła się do mnie.
- Nieprawda. – oburzyłam się.
- Nie kłócicie się.. – mruknął Bartek, prawie śpiąc.
- My się nie kłócimy. – odpowiedziałyśmy równocześnie, po czym znów zaczęłyśmy chichotać. Dojechaliśmy dość szybko. Wysadziliśmy Natkę i Pita pod blokiem i podjechaliśmy pod nas.
- Czekajcie – Bartek zatrzymał się przed drzwiami. – Nie mogę w takim stanie pokazać się teściom.
- Daj spokój, przecież wiedzą, że piliśmy. – wywróciłam oczami, próbując przejść.
- To nie zmienia faktu, że źle sobie o mnie pomyślą. – próbował mnie przekonać.
- Zrozumieją.
- A jak nie?
- To co? Chcesz spać tu, na klatce? – spytałam unosząc brwi. Zrobił minę, jakby walczył ze sobą. Zaśmiałam się. – Wchodź.
- Śpią?
- Na pewno.
- Skąd wiesz?
- Uwierz mi, wiem o której się kładą. Wchodź bo mi zimno! – otworzył powoli drzwi, zaglądając do środka. W całym mieszkaniu było ciemno. Wszedł na palcach, a my tuż za nim.
- Dzięki – szepnęłam do młodego i weszłam za Bartkiem do naszego pokoju.
- Uf – westchnął i opadł na łóżko.
- Idę się wykąpać. – wyjęłam z torby piżamę i kosmetyki. – Tylko nie zaśnij.
- Ok. – mruknął. Wyszłam do łazienki. Kąpiel była tym, czego potrzebowałam. Rozłożyłam się wygodnie w wannie. Gdy wróciłam do pokoju, Bartek już słodko spał. Przynajmniej się rozebrał, a nie zasnął w ciuchach. Wskoczyłam szybko pod kołdrę i nie wiem nawet kiedy odpłynęłam ..

_______________________
Rozdział dość szybko, ale to chyba za sprawą komentarzy. Pod tamtym rozdziałem było ich do tej pory najwięcej, więc się szybciej zebrałam. Oczywiście proszę o więcej. :)

Po raz pierwszy rozdział jest z dedykacją dla P. i A., które są moją inspiracją, szczególnie w tym rozdziale (P.-Natka, A.-Lilka). Historie z życia wzięte :) Dziękuję! :*

sobota, 1 czerwca 2013

Rozdział XLVIII



- Wszystko w porządku – powiedziała, patrząc na wyniki.
- Nie jestem w ciąży? – spytałam, wciąż zestresowana.
- W ciąży? Nie, wszystko jest w jak najlepszym porządku. – uśmiechnęła się. Jeszcze nigdy nie poczułam takiej ulgi jak w tamtym momencie. Wyszłam z gabinetu prawie podskakując z radości. Gdy wróciłam do domu Bartek siedział w salonie przy laptopie.
- Gdzie byłaś?
- A musiałam coś załatwić – odpowiedziałam i pocałowałam go w policzek. – Co to? – spojrzałam na monitor na którym widniał wielki napis „Bartosz Kurek znów zajęty”. Pod nim było zdjęcie z meczu na którym trzyma mnie za rękę i szepcze coś do ucha. Zjechałam na dół i zaczęłam czytać artykuł. „ Bartosz Kurek na poniedziałkowym meczu pojawił się w towarzystwie narzeczonej Piotra Nowakowskiego i swojej rehabilitantki, która widocznie nie zajmuję się wyłącznie jego kolanem..” Dalsza część dotyczyła spekulacji na temat jak do tego doszło i czy jestem ładniejsza, niż Aśka.
- Jestem sławna – zaśmiałam się. – Idę zrobić obiad.
- Co? – popatrzył na mnie zdziwiony.
- Spaghetti zrobię – wywróciłam oczami. – Nie bój się nie spalę kuchni. – dodałam z uśmiechem. Po obiedzie i ćwiczeniach, pojechaliśmy szukać nowego auta dla mnie. Zajęło nam to dobre 2 godziny, ale w końcu wybrałam.
- Kochanie za te pieniądze mogłabyś mieć dużo lepszy. Z większym przebiegiem i rocznikiem.. – próbował mnie przekonać, gdy szliśmy podpisywać papiery.
- Ale ja chce ten. – odpowiedziałam stanowczo.
- Bo jest ładny i niebieski? – spytał z ironią.
- Nie – skłamałam.
- Żebyś potem nie mówiła, że Cię nie ostrzegałem. – powiedział zrezygnowany.
- Nie będę.
Pół godziny później jechałam już swoim Audi SQ5 TDI. Nareszcie miałam swój własny samochód. Dojechałam na miejsce przed Bartkiem. Na ławce koło budynku, w którym mieliśmy spotkać się z zespołem czekał Pit.
- Nowy samochód? – podszedł do mnie i Bartka, który właśnie wysiadł ze swojego.
- Tak. – odpowiedziałam cala rozpromieniona.
- Który rocznik?
- Nawet nie pytaj.
- Kupiła ze względu na wygląd? – spytał rozbawiony, na co Bartek jedynie skinął głową.
- Nieprawda! – oburzyłam się. Chwilę później dołączyła do nas Natka.
- Ale ładny – popatrzyła na niego z uśmiechem.
- No nie? – ona jako jedyna mnie rozumiała. Chłopaki jedynie pokręcili głowami i weszliśmy do środka. Miałam nadzieję, że ten zespół im się spodoba. Był już jednym z ostatnich. Na szczęście Natka była zachwycona i wyrobiliśmy się w niecałe pół godziny.
- A gdzie jest w ogóle Lilka? – spytałam, gdy wychodziliśmy.
- Cały czas jest z Wojtkiem, odkąd postanowili, że wyjedzie do Rosji, są dosłownie nierozłączni. Dlatego nie chce im przeszkadzać i Was męczę. – wyjaśniła.
- Kiedy wyjeżdża? – domyślałam się jak Lilka musi się teraz czuć. Nie wyobrażałam sobie nawet 3 dniowej rozłąki z Bartkiem.
- W drugi dzień świąt.
- Nie będzie go na weselu?
- No niestety. – skrzywiła się.
- Na razie. – rzucił Pit przez ramię. Patrzyłam jak odjeżdżają. Nagle Barek objął mnie w talii i przycisnął do swojego auta. Zbliżył się powoli i musnął mnie ustami.
- Wracamy? – szepnął. Był tak blisko mnie, że czułam na sobie jego oddech. Skinęłam jedynie głową. Przycisnął mnie mocnej do auta i pocałował tak, że serce biło mi w zawrotnym tempie, gdy się od siebie oderwaliśmy. – Przepuścisz mnie? – uśmiechnął się zawadiacko. Stałam jak zahipnotyzowana, patrząc na jego słodki uśmiech. Dopiero po chwili zdałam sobie sprawę z tego, że blokuję mu drzwi. Zawstydzona, odsunęłam się. – Do zobaczenia w domu. – rzucił, wsiadając do samochodu. Otrząsnęłam się szybko. Co się ze mną dzieje. Wsiadłam szybko do mojego nowego auta i ruszyłam za nim.

Obudziłam się, ale nie otwierałam oczu. Uśmiechnęłam się lekko, chcąc przytulić się do Bartka. Nie odnalazłam go ręką, więc otworzyłam oczy zdezorientowana. Leżałam sama w wielkim łóżku. Wstałam i podparłam się na łokciach.
- Bartek?! – krzyknęłam. Już miałam wychodzić, gdy wszedł w samych bokserkach ze śniadaniem na tacy.
- Śniadanie dla najpiękniejszej kobiety na świecie. – nachylił się nade mną i pocałował. Przeciągnął tego całusa znacznie dłużej, niż powinien.
- Uważaj bo się przyzwyczaję. – wyszczerzyłam się. Usiadł koło mnie i mi się przyglądał. Zaczęłam zajadać się naleśnikami.
- Kocham Cię. – ciągle na mnie patrzył i się uśmiechał.
- Chcesz coś? – spytałam podejrzliwie.
- Człowiek stara się być romantyczny. Wstaję rano, żeby zrobić śniadanie swojej kobiecie, a ta od razu szuka w tym drugiego dna. – wywrócił oczami. Zaśmiałam się i kontynuowałam jedzenie. Poleżałam jeszcze chwilę z Bartkiem, ale całego dnia tak spędzić nie mogliśmy. Gdy ogarnęłam się i byłam gotowa do wyjścia na zakupy i ćwiczenia, usłyszałam telefon.
- Słucham. – odebrałam, przekonana, że to Natka w sprawie tortu.
- Cześć córeczko – usłyszałam głos mojej mamy. – Dzwonię, żeby upewnić się czy przyjedziesz. Wiesz, że nie chce słyszeć odmowy. Nawet nie masz pojęcia jak się za Tobą stęskniliśmy. Natka ostatnio u nas była. Przywiozła zaproszenia na ślub..
- Przyjadę – przerwałam jej. Miałam świadomość tego, że może tak w nieskończoność. – Ale nie sama. – dopiero teraz uświadomiłam sobie, że nie powiedziałam jej jeszcze o moich planach.
- Jak to? – zdziwiła się.
- Przyjadę z Bartkiem pojutrze. Spędzimy z Wami Wigilię, a w Boże Narodzenie pojedziemy do jego rodziców. – odpowiedziałam.
- Jesteście razem?
- Tak jakoś wyszło.. – aż pisnęła z radości.
- To cudownie kochanie, tak się cieszę. W sumie to wiedziałam, że tak to się może skończyć. Zawsze..
- Mamuś muszę kończyć, spieszymy się na trening. Pogadamy jak się spotkamy. Pa. – przerwałam jej i się rozłączyłam. Miałam nadzieję, że Bartek jest przygotowany na konfrontację z moją rozgadaną mamą. Po ćwiczeniach i świątecznych zakupach wróciliśmy do domu i zalegliśmy na kanapie.


Oczami Bartka…
22 grudnia wstaliśmy dość wcześnie. Nie mogłem spać, chyba ze stresu. Wszedłem do łazienki, zastanawiając się co założyć. Chciałem zrobić dobre wrażenie, chociaż i tak mnie już widzieli w szpitalu. Ubrałem ciemne spodnie i koszulę w kratę. Gdy wszedłem do kuchni Luśka stała przy blacie już gotowa i piła kawę.
- Wow. – zmierzyła mnie wzrokiem.
- I tak ładniej wyglądasz. – podszedłem do niej i ją pocałowałem. Nadal nie mogłem uwierzyć w to, że jestem takim szczęściarzem.
- Jedziemy moim samochodem? – spytała uśmiechając się słodko. Odwróciłem wzrok, żeby być stanowczym.
- Nie ma mowy. – powiedziałem. – Jedziemy moim.
- Ale czemu nie możemy jechać moim?
- A czemu nie możemy jechać moim? – powtórzyłem jej pytanie. Nie miała na nie odpowiedzi.
- Proszę – usiadła naprzeciwko i wbiła we mnie te swoje niebieskie patrzałki. Nie daj się, nie bądź pantoflarzem…
- Dobra, ale ja prowadzę. – westchnąłem. No cóż, jestem największym pantoflem na świecie. Skrzywiła się, że nie będzie mogła prowadzić swojego nowego cudeńka, ale chyba zrozumiała, że mogło być gorzej. Szybko skończyliśmy ćwiczenia i już po 2 godzinach, byliśmy w drodze do jej malej mieściny (Za to określenie, dostałem od niej tak, że czułem to, przez dobre 30 minut). Koło 16 byliśmy już na miejscu. Musiałem przyznać, że inaczej sobie wyobrażałem to miejsce. Mieszkała w ładnym bloku, na małym osiedlu.
- Tam mieszka Natka. – wskazała na blok niżej. – Tak blisko miała, a zawsze to ja musiałam po nią chodzić, bo królewnie nie chciało się wchodzić do góry. – wywróciła oczami. – Miałyśmy wychodzić w tym samym czasie, a kończyło się na tym, że spotykałyśmy się pod jej drzwiami. – uśmiechnąłem się. Wiedziałem, że chce przeciągnąć ten moment jak najdłużej.
- Przecież już ich poznałem. – pokręciłam głową.
- W szpitalu. – przypomniała mi. – Jeśli nie będziesz już mógł słuchać mojej mamy to po prostu daj mi jakoś znać i jej przerwę. A u mojego taty zapunktujesz jak będziesz się śmiał z jego żartów.
- To chyba nic trudnego – zaśmiałem się.
- One nie są śmieszne – odparła poważnie. Wzięła głęboki oddech i otworzyła drzwi. Weszliśmy na przedpokój.
- Ala! Tak się stęskniłam – zaraz koło nas znalazła się jej mama. Stały przytulone dłuższą chwilę. – Bartuś.
- Dzień dobry. – przywitałem się.
- Wchodźcie.
- Nie ma taty? – Luśka zaczęła rozglądać się po mieszkaniu.
- W pracy jeszcze jest.  A Klaudiusz u Oli, ale powinien zaraz wrócić. – wyjaśniła.
- Bo my wychodzimy. Umówiliśmy się. – usiedliśmy w salonie.
- Zaczyna się – wywróciła oczami w taki sam sposób w jaki robi to Luśka. – Pamiętam – zwróciła się tym razem do mnie. – W każdy weekend i wakacje spędzała w domu zaledwie kilka godzin. Wracała się tylko przespać, a czasami nawet nie. A jak padał deszcz, albo nie chciało im się wychodzić to przychodziła do niej Natka. Zamykały się wtedy w pokoju i oglądały filmy, przekonane, że nie wiem po co Natalce ta wielka torba, w której zawsze tłukły się butelki.
- Mamo.. – przerwała jej w końcu. – Bartka naprawdę to nie obchodzi.
- Wręcz przeciwnie – powiedziałem szybko. – Chętnie posłucham. – uśmiechnąłem się, widząc jak piorunuje mnie wzrokiem.

_________________
Tak jak obiecałam, nie czekaliście na rozdział tydzień :) Jak zwykle proszę o komentarze. Zajmie Wam to nawet nie 2 minuty, a dla mnie to ogromna motywacja do dalszego pisania. :)

Mam nadzieję, że opowiadanie Wam się podoba :)