niedziela, 24 marca 2013

Rozdział XXV



- Moim zdaniem ona nie jest dla ciebie – usłyszałam.
- Co? Czemu? – spytał zszokowany.
- Nie widzisz tego?
- Czego? –nic nie rozumiał.
- To jest typ pustej lalki Barbie. Skąd wiesz, że nie leci wyłącznie  na twoje pieniądze? – dopytywała się.
- Ona nie jest taka.. – zaczął mnie bronić. Nie chciałam dalej tego słuchać. Wróciłam powoli do pokoju. – O już jesteś – uśmiechnął się na mój widok.
- Przepraszam, ale nie jestem już głodna. Pójdę się położyć. – powiedziałam cicho i znów wyszłam. Otworzyłam torbę, szukając piżamy. Zaraz po mnie, do pokoju wszedł Zibi.
- Co się stało? – spytał, siadając obok mnie na łóżku.
- Skąd wiesz, że nie lecę na twoją kasę? – popatrzyłam na niego smutno.
- Boże, słyszałaś? – przeraził się. Skinęłam jedynie głową. – Przepraszam za nią. Ona czasami potrafi być szczera do bólu.
- Zauważyłam. – odpowiedziałam szorstko, patrząc w ścianę.
- Ona już taka jest, musisz to zrozumieć. – złapał mnie za rękę.
- Mam zrozumieć to, że ktoś mnie obraża? – spytałam.
- Sama przyznaj, że ty też miła nie byłaś.
- A co ja takiego powiedziałam? –zdenerwowałam się i puściłam jego rękę.
- Chodzi mi o twój ton. – wyjaśnił – Od początku widziałem, że nie byłaś do niej pozytywnie nastawiona. – dodał z wyrzutem.
- Czyli uważasz, że to moja wina, że mnie obrażała? – popatrzyłam na niego z niedowierzaniem.
- Nie, ale sądzę, że nie jesteś bez winy.
- Przepraszam, że nie byłam miła dla dziewczyny, która leci na mojego chłopaka – prawie krzyknęłam.
- Słucham? – spytał zdziwiony.
- Nie udawaj, że nie widzisz – z nerwów, aż wstałam. – Przecież to chyba oczywiste, że jej się podobasz. – popatrzyłam na niego jak na idiotę. Czy on naprawdę tego nie widział?
- Nie wiem, co ty sobie tam wymyśliłaś, ale Kaśka i ja jesteśmy tylko przyjaciółmi. Wyobraźnia cię najwidoczniej poniosła. – powiedział cicho. Nie chciałam tego słuchać. Zaczęłam wkładać rzeczy z powrotem do torby – Co robisz?
- Nie widzisz? – spytałam przez zaciśnięte zęby.
- Nie wygłupiaj się, chyba nie chcesz wrócić do Bełchatowa? – złapał mnie za nadgarstek, ale mu się wyrwałam.
- Nie twój interes – odpowiedziałam, zamykając torbę.
- Weź się nie wygłupiaj, przecież piłaś wino. – wstał i podszedł do drzwi. Stanęłam naprzeciwko niego.
- Powinieneś się cieszyć, że wychodzę. Będziesz miał z głowy pustą lalkę barbie, lecącą na twoją kasę – popatrzyłam na niego ze wściekłością.
- Nie miała tego na myśli. – powiedział stanowczo.
- Co się stało? – drzwi się otworzyły i stanęła w nich Kaśka.
- Udało ci się – uśmiechnęłam się do niej i wyszłam z mieszkania. Tak naprawdę nie wiedziałam, co zrobić. Do samochodu nie mogłam wsiąść. A taksówką do Bełchatowa nie wrócę. Usiadłam na ławce przed blokiem, chcąc ochłonąć. Po co ja tu w ogóle przyjeżdżałam? Wyciągnęłam komórkę i zadzwoniłam po taxi. Przyjechała po piętnastu minutach. Podałam adres Pita, nie chciałam włóczyć się po hotelach.
- Luśka, co ty tutaj robisz? – otworzył drzwi i patrzył na mnie zaspanym wzrokiem.
- Mogę u ciebie przenocować? – spytałam, czując się żałośnie. Nie lubiłam takich sytuacji.
- Wejdź – przepuścił mnie w drzwiach.
- Natki nie ma? – rozglądałam się po mieszkaniu, chociaż i tak wszędzie było ciemno.
- Nie, wróciła do Warszawy – zapalił światło na przedpokoju i przyjrzał mi się uważnie. - Chodź, zrobię ci herbaty – wskazał mi kuchnie. – Musiałaś nieźle zmarznąć w tej sukience. – dodał.
- Trochę – przyznałam mu rację. Siedziałam na ławce, tak jak wyszłam z mieszkania. Nie myślałam wtedy o zimnie.
- Co się stało? – spytał, gdy usiedliśmy przy stole. Opowiedziałam mu całą historię. – No tak, w sumie to mnie nie zaskoczyłaś – powiedział, podając mi kubek herbaty.
- Jak to?
- Znam tą Kaśkę i też mi się wydaję, że ona ma coś do Zbyszka. Nie chciałem mu nic mówić bo nie byłem pewny – wyjaśnił. – I co teraz chcesz zrobić?
- Wypić herbatę, iść spać, a jutro wrócić do Bełchatowa. – odpowiedziałam.
- Wiesz dobrze, że pytam o Zbyszka. – popatrzył na mnie uważnie. Westchnęłam.
- Prawdę mówiąc nie sądzę, żeby ten nasz cały związek przetrwał. Już nawet nie chodzi o tą Kaśkę, ale nie wyobrażam sobie związku na odległość. Ja muszę zajmować się Bartkiem, a on ma treningi, mecze. To bez sensu. – wyrzuciłam to z siebie.
- Jesteś pewna? – nie dał się przekonać. Ukryłam twarz w dłoniach.
- Nie wiem, Pit. Już sama nie wiem, co o tym wszystkim myśleć. – powiedziałam załamana. – Jestem wykończona, mogę się iść wykąpać?
- Pewnie. – wskazał mi gdzie łazienka i pokój w którym miałam spać. Zaoferował się również, że przyprowadzi mi rano samochód, przed wyjściem na trening, więc dałam mu kluczyki.
- Cieszę się, że Natka z tobą jest – popatrzyłam na niego z uśmiechem, stojąc w drzwiach łazienki.
- Ja tak samo. – odpowiedział, wchodząc do pokoju.

Obudziłam się, nie mając siły, ani ochoty wstawać. Wbiłam wzrok w sufit, myśląc co dalej w związku z Zibim. Znalazłam telefon, na którym widniało powiadomienie o 10, nieodebranych połączeniach od niego. Nie  miałam najmniejszej ochoty z nim rozmawiać. W końcu się podniosłam i wyszłam na przedpokój. Panowała idealna cisza. Pit musiał wyjść już na trening. Weszłam do kuchni bo umierałam z głodu. Na stole leżała kartka „ Wyszedłem już na trening. Samochód zostawiam pod blokiem. Lodówka pełna, częstuj się :)”. Zrobiłam sobie stos kanapek i włączyłam telewizor. Po godzinie byłam już gotowa do wyjścia. Napisałam na odwrocie kartki wielkie „dziękuję” i wyszłam z mieszkania. Zostawiłam klucze pod wycieraczką i ruszyłam w stronę samochodu. Stał zaparkowany na wprost bloku. Po 4 godzinach byłam w Bełchatowie. Podjechałam pod supermarket, w którym zawsze robiłam zakupy. Po chłopakach z Rzeszowa na pewno nasza lodówka świeciła pustakami.
- Luśka! – usłyszałam za sobą. Serce mi na chwilę stanęło. Czy ja zawsze muszę mieć takiego pecha. Westchnęłam i odwróciłam się. W moim kierunku szedł Adam z Zosią.
- Cześć – przywitałam się. Musiałam się bardzo wysilić, żeby mój głos, choć w małym stopniu wydał się uprzejmy.
- Po raz kolejny spotykamy się w sklepie, to musi być przeznaczenie – zachwycił się.
- Też tak myślę. – nie przeznaczenie tylko pech, pomyślałam.
- Jak Wam się układa z Bartkiem, zerwaliście już? – spytała Zosia. Zaraz chyba zrozumiała jak to zabrzmiało – Nie zrozum mnie źle, po prostu z tego co widziałam, nie nadawaliście na tych samych.. falach – dodała szybko. – Widać, że on jest otwarty, pogodny, radosny.. a ty.. – przerwała.
- A ja co? – oburzyłam się.
- No wiesz.. jesteś taka zamknięta w sobie, skryta. – powiedziała, uśmiechając się do mnie przyjaźnie.
- Nie, nie zerwaliśmy – odpowiedziałam stanowczo. – Układa nam się bardzo dobrze,  a Bartek kocha we mnie moją skrytość. A teraz wybaczcie, ale śpieszę się. – dodałam. Odwróciłam się na pięcie i ruszyłam w przeciwnym kierunku. Co za ludzie? Dlaczego nie spotkałam kogoś, kto poprawił by mi humor? Westchnęłam zdenerwowana i wróciłam do robienia zakupów. Nagle ktoś wjechał we mnie z impetem wózkiem.
- Au – pisnęłam, czując jak rączka od mojego wózka wbija mi się w brzuch. Podniosłam głowę i zobaczyłam wysokiego bruneta, który patrzył na mnie ciemno brązowymi oczami.  
- Przepraszam –  powiedział szybko– Pomimo tego, że to ty we mnie wjechałaś - uśmiechnął się zawadiacko.
- Słucham? – popatrzyłam na niego, marszcząc brwi.
- Nie trzymałaś się swojej strony – uśmiechnął się jeszcze szerzej.
- To ma być jakiś sposób na podryw?
- Nie podrywam cię – popatrzył mi prosto w oczy.
- I dobrze – odpowiedziałam stanowczo, wymijając go.
- Nie przedstawisz się nawet? – spytał, gdy byłam już za nim.
- Nie widzę takiej potrzeby. – krzyknęłam, żeby mnie usłyszał i ruszyłam dalej. Ostatnie czego potrzebowałam teraz, to flirt z jakimś idiotą, wyrywającym w tak żałosny sposób, dziewczyny w sklepie. Wyszłam obładowana zakupami. Po 20 minutach byłam już pod mieszkaniem. 
- Jestem – krzyknęłam. Na przedpokój wyszedł Bartek, owinięty ręcznikiem. Zapomniałam, że może chodzić.
- Tak szybko wróciłaś? – spytał. W łazience ktoś puścił wodę pod prysznicem.
- Idziesz? – usłyszałam głos jakiejś kobiety. Spojrzałam pytająco na Bartka, który zrobił się cały czerwony. 

_______
To już 25 rozdział :) Może chcecie,  żebym coś zmieniła, dodała? :) Jeśli macie jakieś propozycje, sugestie piszcie w komentarzach :)

piątek, 22 marca 2013

Rozdział XXIV



- I? – spytał zniecierpliwiony, patrząc na lekarza – Co z moim kolanem?
- Jest lepiej – powiedział w końcu. Odetchnęłam z ulgą, czekając na dalsze informację – Ale nie wystarczająco..
- To znaczy? – spojrzałam na niego, nie rozumiejąc. To jest dobrze, czy nie?
- To znaczy, że teraz wszystko zależy od rehabilitacji. Musi pani doprowadzić kolano do pełnej sprawności. Jest to możliwe, ale uprzedzam, że łatwo nie będzie. – odpowiedział.
- Ale jest szansa? – dopytywał się Bartek.
- Oczywiście, szansa jest i skoro ma pan taką rehabilitantkę to powiedziałbym, że nawet duża – uśmiechnął się. Reszta rozmowy przebiegła o tym co dalej. Nie skupiłam się na niej. Cały czas w głowie miałam słowa doktora „wszystko zależy od rehabilitacji”. To czy Bartek wróci na boisko zależy teraz ode mnie. A jak nawalę? Sam lekarz powiedział, że to nie będzie proste. A jak nie dam rady? Przecież nie mogę go zawieść.
- Luśka słuchasz mnie? – przerwał mi moje rozmyślenia, gdy wracaliśmy do samochodu.
- Słucham. – odpowiedziałam nie przytomnie.
- No chyba nie..  Stało się coś? – spytał, patrząc na mnie uważnie.
- Nie, nie.. wszystko w porządku. Chcesz odpocząć? – widziałam, że ciężko mu przyzwyczaić się do chodzenia bez kul.
- Dam radę. Nawet nie wiesz jak się cieszę, że jest dobrze – uśmiechnął się promiennie. – Chyba, nigdy w życiu nie byłem tak zestresowany jak przed tą wizytą. – dodał.
- Jest lepiej, ale nie wystarczająco dobrze – nie chciałam mu psuć humoru, ale taka była prawda.
- Wiem, wiem, ale słyszałaś co powiedział lekarz. Wszystko zależy od rehabilitacji, a kto mi lepiej pomoże, jak nie ty? – przytulił mnie i pocałował w czoło. Nie odpowiedziałam nic. Dam radę, muszę. Radziłam sobie już z takimi przypadkami, dlaczego z Bartkiem miałabym sobie nie dać rady? Będzie dobrze. Będziemy ciężko ćwiczyć i wróci do dawnej formy. Gdy weszliśmy do domu, zauważyłam od razu, że liczba osób w salonie się zwiększyła. W między czasie zjawił się cały zespół z Bełchatowa wraz z trenerem. Wszyscy czekali w ciszy i napięciu na nasz powrót. Gdy nas zobaczyli, niektórzy wstali, inni wstrzymali oddech, ale każdy patrzył na nas z ciekawością.
- I co? – spytał Zibi, podchodząc do mnie.
- Jest lepiej. – odpowiedział Bartek. Nie mieliśmy serca, żartować z nich w takim momencie i postanowiliśmy, powiedzieć im od razu prawdę. Wszyscy odetchnęli z ulgą.
- Ale nie dobrze – uzupełniłam. – Będzie dopiero wtedy, gdy kolano wróci do pełnej sprawności.
- A oto zadba, moja nieoceniona, wspaniała i utalentowana rehabilitantka. – powiedział patrząc na mnie z niemal uwielbieniem.
- Stary, bez takich – zaśmiał się Zibi. – Chociaż muszę przyznać, że to wszystko prawda. – uśmiechnął się i mnie pocałował. Czułam, że się czerwienie. Zapanował niesamowity gwar. Przecisnęłam się do okna i wyszłam na balkon. Nie lubiłam takiego tłoku.
- O, przepraszam – Karol rozmawiał przez telefon.
- Chodź, chodź -  powiedział widząc, że chcę wrócić do mieszkania. – Już skończyłem. – dodał z uśmiechem. Oparłam się o barierkę. – Też nie lubisz takiego tłoku?
- Nienawidzę – odpowiedziałam krótko. Popatrzył na mnie uważnie.
- Stresujesz się tym, że od ciebie tak  wiele zależy? – zapytał.
- Skąd wiesz? – popatrzyłam na niego z ciekawością. – Jak do tej pory tylko ty to zauważyłeś. – dodałam.
- Dziwne.. Widać, że coś cię dręczy. – usiadł na jednym z leżaków, które stały tu nieużywane. – Z tego co słyszałem jesteś..
- Jedną z najlepszych rehabilitantek.. tak wiem. – przerwałam mu szybko.
- Denerwuję cię to? – spytał rozbawiony.
- To, że uważają mnie za dobą? Nie. – powiedziałam patrząc przed siebie - Ale to, że każdy oczekuje ode mnie cudów, już tak – dokończyłam.
- Wolałabyś, żeby sądzili, że nie dasz sobie rady?
- Nie… - nie dokończyłam. Na balkon wszedł Zibi.
- O tu jesteś – powiedział, przytulając mnie. – Musimy porozmawiać.
- Zostawię was – Karol wszedł szybko do mieszkania.
- O czym? – spytałam zainteresowana.
- Bartek mi mówił, że zaczynacie ćwiczenia dopiero jutro. Może pojechałabyś ze mną dzisiaj do Rzeszowa? Poznałabyś od razu Kaśkę – dodał.
- To ta twoja przyjaciółka? – uniosłam brwi.
- Tak, dzisiaj miała się wyprowadzić, ale może ją jeszcze zastaniemy– odpowiedział – A jak nie, to zadzwonię i ją zaproszę na jakąś kolację. Co ty na to? – spytał.
- W sumie, to nie taki zły pomysł. Do jutra mogę zostać – nie zastanawiałam się długo.
- To co.. zbieramy się?
- Powiem Bartkowi i  się spakuje – pocałowałam go szybko i weszłam do mieszkania. Szukałam wzrokiem mojego współlokatora, ale nigdzie w pokoju go nie było. Wyszłam do kuchni. Siedział z Aleksem przy stole i z czegoś się śmiali.
- Przeszkadzam? – spytałam, wchodząc nieśmiało.
- Nie, no co ty – odpowiedział – Co jest?
- Zbyszek pytał, czy nie pojechałabym z nim do Rzeszowa, tylko do jutra. Masz coś przeciwko?
- Nie – zaśmiał się. – Nie ma najmniejszego problemu.
- Super – ucieszyłam się – To idę się spakować. – dodałam. Weszłam do swojego pokoju. Spakowałam najważniejsze rzeczy i stanęłam przed lustrem. Otworzyłam ponownie szafę i wyjęłam z niej ciuchy, żeby się przebrać. Założyłam luźną, jasno różową sukienkę z rękawkami ¾ i czarne rajstopy. Na dworze było dość chłodno, więc ubrałam czarną czapkę i długi wełniany szalik tego samego koloru. Zrobiłam idealny makijaż i wyszłam na przedpokój. Zbyszek czekał na mnie z Bartkiem i dziewczynami.
- Wow. – powiedział Zibi, gdy mnie zobaczył – Wyglądasz.. prześlicznie. – Pożegnałam się z Natką i Lilką.
- Chcesz udowodnić tej Kaśce, że nie ma z tobą szans. Zgadłem? – szepnął mi Bartek do ucha. Uśmiechnęłam się jedynie i wyszłam z mieszkania. Pojechaliśmy moim samochodem, bo Zbyszek przyjechał jednym z Pitem i Natką. Po czterech godzinach byliśmy na miejscu.
- Jest jeszcze – poinformował mnie, wskazując na jeden z samochodów zaparkowanych przed blokiem.
- Super. –  chciałam, żeby zabrzmiało to jak najbardziej optymistycznie.
- Zobaczysz, polubisz ją. – zapewnił mnie, przytulając. Na dworze robiło się już ciemno, w końcu była 19. Weszliśmy do domu.
- Nareszcie jesteś! – usłyszałam kobiecy głos, dobiegający z kuchni. – Zrobiłam dla nas kola.. – przerwała, gdy mnie zobaczyła. Zmierzyłam ją wzrokiem. Miała około 170 wzrostu, krótkie blond włosy i bardzo ładną twarz. Natychmiast zaczęłam się z nią porównywać. – O, nie spodziewałam się, że będziesz z… - nie dokończyła.
-  Luśką – przedstawiłam się, wyciągając do niej rękę.
- Kasia – powiedziała ze sztucznym uśmiechem. Wiedziałam, że przyjaciółkami nie zostaniemy. – Myślę, że wystarczy jedzenia dla naszej trójki – zwróciła się już bezpośrednio do Zbyszka. – Upiekłam twoje ulubione ciasto – dodała.
- Super. – ucieszył się. Weszliśmy do salonu. Na zwykłą kolację dla przyjaciela to raczej nie wyglądało. Na pewno świece nie były potrzebne. Zajęłam miejsce koło Zbyszka, który ciągle się do mnie uśmiechał.  Kaśka, weszła do pokoju z wielką pieczenią i zaczęła nakładać na talerze.
- Ja dziękuję – powiedziałam szybko. Spojrzała na mnie pytająco. – Jestem wegetarianką. – wyjaśniłam.
- Teraz wiem, jak to zrobiłaś, że jesteś taka chuda. – spojrzała na mnie – Nie myślałaś o tym, żeby nabrać trochę ciała? Większość mężczyzn nie przepada za samymi kośćmi. – uśmiechnęła się słodko.
- Żaden jak dotąd nie narzekał. – nie chciałam wyjść na tą złą, więc odwzajemniłam uśmiech.
- Pyszne – powiedział Zibi, z buzią pełną jedzenia.
- Cieszę się, że ci smakuję. – Czy ona przestanie się kiedyś szczerzyć do niego?
- No więc Luśka, Zbyszek mówił, że jesteś fizjoterapeutką? – znów zwróciła się do mnie.
- To prawda. – odpowiedziałam, nakładając sobie sałatki.
- Fizjoterapeuci u nas w kraju chyba nie zarabiają dużo? – spytała, niby od niechcenia.
- Nie narzekam. A ty czym się zajmujesz? – niezbyt mnie to interesowało -  Bo Zbyszek nie mówił mi o tobie zbyt wiele. – dodałam. Wyraźnie jej się to nie spodobało, ale szybko wróciła do swojego irytującego uśmiechu.
- Jestem menagerem jednej z rzeszowskich firm. – powiedziała dumnie. – Zawsze chciałam znaleźć pracę dzięki, której nie musiałabym się przejmować pieniędzmi i się udało – zaśmiała się sztucznie – Ale ty się nie musisz martwić. Jesteś ładna, możesz bogato wyjść za mąż. – nie wiedziałam co odpowiedzieć.
- Nie sądzę, żeby to było konieczne. Zarabiam wystarczająco. Nikt mnie nie musi utrzymywać. – powiedziałam.
- A co z twoim mieszkaniem? – Zbyszek wyczuł w końcu napięcie i chciał zmienić temat.
- Właśnie Zbyszek, tak mi głupio – popatrzyła na niego robiąc słodkie oczka. – Jeszcze nie wszystko było dzisiaj gotowe. Chciałam cię prosić, żebyś pozwolił mi tu przenocować jeszcze jedną noc. Ale w tej sytuacji – popatrzyła na mnie – taki mi głupio.. – dokończyła. Wywróciłam oczami. Czy Zbyszek naprawdę nie widział, że ona na niego leci?
- Nie ma sprawy. Możesz tu jeszcze zostać – odpowiedział bez zastanowienia.
- Ale naprawdę jeśli to problem to mogę przenieść się do hotelu..
- Daj spokój, nie ma takiej potrzeby. – powiedział stanowczo.
- Jesteś kochany – popatrzyła na niego z uśmiechem. Czy ona pamięta, że on ma dziewczynę, która siedzi obok? – Pójdę po ciasto. – wstała i wyszła z pokoju.
- No i jak? – spytał, łapiąc mnie za rękę.
- Yy.. – nie wiedziałam co powiedzieć. Nie musiałam nic wymyślać, bo Kaśka zaskakująco szybko wróciła.
- Smacznego – położyła ciasto na stole. – Tego chyba spróbujesz – spojrzała na mnie.
- Z chęcią. – nałożyłam sobie wielki kawałek ciasta. Zibi popatrzył ze zdziwieniem na mój talerz, ale nic nie powiedział.
- Mieszkasz teraz w Bełchatowie z Bartkiem Kurkiem? – wróciła do dalszego przepytywania.
- Jestem jego rehabilitantką – odpowiedziałam.
- Musisz mieć naprawdę duże zaufanie do niej skoro nie masz nic przeciwko. – popatrzyła na Zbyszka. Włożyłam sobie wielki kawałek ciasta do buzi, żeby nie powiedzieć co na ten temat myślę. Zrozumiała chyba, że nie uda jej się mnie sprowokować i zaczęła przymilać się do mojego chłopaka. Po jakimś czasie nie byłam w stanie już tego słuchać.
- Przepraszam na chwilę – wstałam i pocałowałam Zbyszka namiętnie. Widziałam jej skrzywioną minę. Odwróciłam się w stronę drzwi i uśmiechnęłam się z satysfakcją. Przystanęłam przed drzwiami łazienki. Mimo wszystko, nie spodziewałam się tego, co usłyszałam…

środa, 20 marca 2013

Rozdział XXIII


Wszystkich zamurowało, chyba nikt się tego nie spodziewał. Igła zareagował pierwszy.
- No nie! Nasz Pit będzie się hajtać! – krzyknął, podbiegając do niego i klepiąc go po plecach. Siedziałam na kanapie, obserwując całą sytuację. Chłopaki ustawili się w kolejce, chcąc im pogratulować. Wymieniłam znaczące spojrzenia z Lilką.
- Wygląda na szczęśliwą – powiedziała, dosiadając się do mnie.
- Bo jest, ale nie wydaje ci się że to za szybko? Ile oni się znają, miesiąc? Może trochę dłużej.. – spytałam, patrząc przed siebie.
- Są dorośli, wiedzą co robią. – uśmiechnęła się. - Młodsza od nas i pierwsza wychodzi za mąż – zauważyła.
- A ty będziesz kolejna – powiedziałam, patrząc na Wojtka, który rozmawiał właśnie z Pitem. Westchnęła z uśmiechem.
- Nie miała bym nic przeciwko. Natka mówiła mi o tobie i Zbyszku. Wyjaśniliście sobie to? – spytała.
- Nie – odpowiedziałam szybko. Popatrzyła nam mnie, unosząc prawą brew. Nienawidziłam tego spojrzenia. – No co?
- Musicie porozmawiać. Na pewno się pogodzicie, gdy ci wszystko wyjaśni – wierciła mi dziurę w brzuchu. Kątem oka zauważyłam, że Zibi co jakiś czas na mnie zerka.
- Chodź do Natki – powiedziałam wstając. Nie chciałam ciągnąc dalej tego tematu. Wiedziałam, że miała rację. Zawsze miała, co mnie czasem naprawdę irytowało. Od Natki odszedł właśnie Wojtek.
- Zaskoczone? – spytała, cała w skowronkach.
- Nawet bardzo – zaśmiałam się. – Jesteś pewna? Wiesz, to dość szybko..
- Nigdy nie byłam niczego bardziej pewna – przerwała mi stanowczo.
- No to nasze gratulację – powiedziała Lilka, przytulając ją.
- Dziękuję. – odpowiedziała. Biła od niej taka radość, że nie można było się nie uśmiechnąć, patrząc na nią. Podeszłyśmy do Pita.
- Wiesz, że jak coś to będziesz miał z nami do czynienia? – zagroziła mu z powagą Lilka.
- My tylko wyglądamy na miłe i sympatyczne. -  wiedziałam, że aktorstwem jej nie dorównam , ale starałam się jak tylko mogłam.
- Jasne – zaśmiał się. Nie wyszłyśmy z roli i nadal patrzyłyśmy na niego z powagą. Przestał się śmiać i popatrzył na nas zbity z tropu.  Nie wytrzymałam, na widok jego miny i wybuchłam śmiechem.
- Bardzo śmieszne – powiedział z uśmiechem.  
- Aktorki z ciebie nie będzie. – popatrzyła na mnie, kręcąc głową.  – Pit, nasze gratulację. Dbaj o nią.
- Ja bym mu raczej życzyła powodzenia i radziła to przemyśleć – zaśmiałam się. Lilka szturchnęła mnie łokciem.
- Cicho, bo się rozmyśli – powiedziała, też się śmiejąc.
- Podrywacie mi narzeczonego? – odwróciłyśmy się w tym samym czasie. Za nami stała uśmiechnięta Natka.
- Nie, życzymy mu powodzenia. – odpowiedziałam. Popatrzyłam na Zibiego. Siedział sam na jednym z foteli i obserwował całą sytuację. – Przepraszam, na chwilę. – ruszyłam w jego stronę. Kiedyś będę musiała z nim porozmawiać. Im szybciej tym lepiej. Wzięłam głęboki oddech.
- Porozmawiamy? – spytał, gdy byłam już dostatecznie blisko. Skinęłam głową.
- Ale może wyjdźmy. – zaproponowałam. W mieszkaniu było zbyt głośno, na taką rozmowę. 
- Posłuchaj – zaczął, gdy szliśmy już chodnikiem. – To nie tak jak myślisz. Ta dziewczyna, którą widziałaś..
- To kto? – przerwałam mu. – Siostra, kuzynka? – spytałam ironicznie.
- Nie, teoretycznie nie. – odpowiedział szybko. – To moja przyjaciółka. Znamy się od dziecka i faktycznie, jest dla mnie jak siostra. – wyjaśnił.
- Wszystkie twoje przyjaciółki, spacerują po twoim mieszkaniu w samym ręczniku, a ty paradujesz przed nimi w samych bokserkach?
- Wiem, jak to wygląda, ale to naprawdę tylko moja przyjaciółka. – próbował mnie przekonać. – Chciałem ci ją nawet przedstawić, ale uciekłaś. – powiedział.
- Jaka szkoda – udałam zawiedzioną.  – A dlaczego była u ciebie naga?
- Nie była naga, była w ręczniku – przypomniał mi – Wprowadziła się do mnie na kilka dni, bo zalało jej mieszkanie. Chciałem cię uprzedzić, ale nie odbierałaś telefonu. – mówił coraz szybciej. – Luśka – popatrzył mi prosto w oczy – Jesteś naprawdę dla mnie ważna. Nie jestem takim idiotom, żeby zrobić coś, przez co mógłbym cię stracić. – Nie wiedziałam co mam o tym myśleć. Nie wydawało mi się żeby kłamał. Zwykle, potrafiłam rozpoznać kiedy ktoś mi wciskał kit.
- I ja mam w to uwierzyć, bo..? – spytałam, unosząc brwi.
- Chcesz to do niej zadzwonię i  potwierdzi. A nawet możesz zapytać chłopaków, oni ją znają. – mówił coraz szybciej, zdesperowany. - Nie wiem co mam zrobić, żebyś mi uwierzyła. Jak tylko będzie taka możliwość poznam cię z nią. Luśka przysięgam, że to tylko przyjaciółka i nic między nami nie było, nie ma i nigdy nie będzie. – popatrzył na mnie błagalnym wzorkiem.
- Skoro znasz ją od dziecka, to skąd ona jest?
- Z Warszawy, ale od 2 lat pracuję w jednej z rzeszowskich firm. – odpowiedział, bez zająkania. Popatrzyłam uważnie na niego, próbując zauważyć coś, co przekonałoby mnie o tym, że kłamie. Nic takiego nie widziałam, a tym bardziej nie słyszałam. – Wierzysz mi? – spytał cicho. Nie odpowiedziałam od razu. Przez chwilę obserwowałam jadące samochody. Westchnęłam i znów spojrzałam na Zbyszka.
- Tak – odpowiedziałam – Ale chcę poznać tą dziewczynę. – powiedziałam stanowczo i lekko się uśmiechnęłam.
- Nie ma sprawy – powiedział i przytulił mnie mocno. Popatrzyłam na niego. Uśmiechał się szeroko, widać było, że jest przeszczęśliwy. – Nawet nie wiesz jak się cieszę – pocałował mnie tak, że zaprało mi dech w piersiach.

Wróciliśmy po godzinie. Impreza trwała w najlepsze. Lilka popatrzyła na nas i uśmiechnęła się z satysfakcją. Odwróciłam wzrok, czy ona naprawdę musi mieć zawsze rację? Pocałowałam Zibiego i podeszłam do Bartka. Nadal byłam lekko skrępowana wczorajszą sytuacją, ale musiałam to jak najszybciej zmienić.
- Cześć – przywitałam się, siadając obok niego.
- Widzę, że się pogodziliście – skinął głową w stronę Zbyszka, który teraz rozmawiał z Wojtkiem i Lilką.
- Tak, wyjaśnił mi wszystko– wzruszyłam z uśmiechem ramionami.
- Widzisz? – szturchnął mnie łokciem. – Wiedziałem, że się pogodzicie. Zbyszek nie jest facetem, który jest zdolny do zdrady.
- Mam nadzieję. – powiedziałam patrząc na mojego chłopaka.
- Mogę ją na chwilę porwać? – spytała Natka, nie czekając na odpowiedź. Pociągnęła mnie za rękę, po drodze łapiąc Lilkę i wyprowadziła na balkon.
- Stało się coś? – oparłam się o barierkę.
- Nie, po prostu chciałam się przewietrzyć i porozmawiać – wyjaśniła. – Opowiadaj co z Zibim. - zwróciła się do mnie. Powiedziałam im wszystko to, co powiedział mi Zbyszek.
- Wierzysz mu? – spytała Lilka.
- Wydaję mi się, że mówi prawdę. Chce poznać tą dziewczynę, jeśli to jego przyjaciółka to nie mam powodu do obaw. Ile razy Piotrek się u mnie kąpał? – odpowiedziałam.
- No, ale wiesz… Piotrek, jakby nie patrząc jest gejem – zauważyła.
- Powiedział wam? – spytałam zaskoczona. Skinęły jedynie głowami. – W każdym bądź razie, wtedy jeszcze myślałam, że jest hetero.
- A mi się wydaję, że dobrze zrobiłaś. – poparła mnie Natka – Zbyszek to naprawdę fajny facet i wątpię, że mógł zrobić coś takiego. Chcesz to spytam Piotrka o tą dziewczynę. – zaproponowała.
- Nie – odpowiedziałam szybko – Bez przesady.
- No jak chcesz – uśmiechnęła się – Wychodzi na to, że mamy trzech wspaniałych facetów.
- W tym jednego narzeczonego – przypomniałam – Wiecie już kiedy  ślub? – spytałam.
- Chcemy to zrobić jak najszybciej – powiedziała podekscytowana – Pomożecie mi wybrać suknie ślubną?
- Jasne. – odpowiedziała Lilka. – Musimy ci urządzić jakiś odjechany wieczór panieński.
- Nie musicie – powiedziała skromnie. Była  jeszcze gorszą aktorką ode mnie.
- Ok w sumie to ja nawet nie mam czasu – udałam, że mi ulżyło.
- Ja tak samo.. Mam codziennie próby w teatrze – dodała Lilka.
- Ej! – oburzyła się przyszła panna młoda. Wszystkie zaczęłyśmy się śmiać.
Wróciłyśmy do salonu, usiadłam obok Zbyszka i wtuliłam się w niego. Naprawdę byłam szczęśliwa. Około północy położyliśmy się spać. Spałam z dziewczynami na moim łóżku, chłopaki zajęli podłogę, a reszta rozłożyła się w innych pokojach. Wstałam pierwsza, już o 7. Cicho wygramoliłam się z łóżka i poszłam ogarnąć się do łazienki. Goście powoli zaczęli wstawać. Do wszystkich, tak naprawdę teraz dotarła powaga sytuacji. Już za kilka godzin Bartek miał dowiedzieć się co dalej. Zjedliśmy śniadanie, po czy z Bartkiem zaczęliśmy szykować się do wyjścia.
- Trzymamy kciuki – powiedział Igła, nie wiem czy odkąd go poznałam widziałam go, aż tak poważnego.
- Będzie dobrze. – poklepał go po plecach Pit. Stał z Natką najbliżej nas. Bartek nic nie mówił, widziałam po nim, że się bał. W samochodzie nie zamieniliśmy nawet słowa. Dojechaliśmy pod szpital, gdzie pomogłam mu wysiąść. Zrobiono mu wszystkie badania. Załatwiłam drobne formalności  i wróciłam do Bartka, czekającego pod gabinetem. Patrzył w jedno miejsce nic nie mówiąc. Złapałam go za rękę.
- Będzie dobrze – powiedziałam, próbując tym samym podnieść samą siebie na duchu.
- A jak nie? – spytał, drżącym głosem. Nie wiedziałam co odpowiedzieć. Na szczęście uratował mnie lekarz, który zawołał nas do gabinetu.
- Mamy wyniki – patrzył ciągle w trzymane przez siebie kartki z nieodgadnionym wyrazem twarzy.

wtorek, 19 marca 2013

Rozdział XXII


Wsiadłam szybko do samochodu. Oparłam głowę o siedzenie i wpatrywałam się w drzewo, znajdujące się przed samochodem. Dlaczego to zawsze mnie spotyka? Nie może mi przynajmniej raz wyjść z mężczyzną? Do oczu napłynęły mi łzy. W lusterku zobaczyłam Zibiego, który wybiegł z klatki, zakładając w biegu koszulkę. Nie zastanawiając się odpaliłam samochód i szybko wycofałam. Widziałam, że Zibi biegł jeszcze za mną. I co teraz? Po policzkach spłynęły mi łzy. Zatrzymałam się na poboczu. Otarłam łzy i zaczęłam się zastanawiać co teraz mam zrobić. Nie pojadę do Natki, nie chce im przeszkadzać. Postanowiłam jechać do rodziców. Muszę odpocząć od tego wszystkiego, a tam będę miała przynajmniej święty spokój. Wzięłam głęboki oddech i odpaliłam ponownie samochód. Po 2 godzinach dojechałam pod swój dom. Weszłam do domu, mama jak zwykle oglądała telewizję.
- Ala! – krzyknęłam mama, gdy zobaczyła mnie w przedpokoju.
- Cześć – przywitałam się, ściskając ją.
- Czemu nie zadzwoniłaś, że przyjedziesz? – spytała
- Nie planowałam tego, tak jakoś wyszło – starałam się mówić jak najnormalniej.
- Stało się coś? – popatrzyła na mnie.
- Nie, po prostu się stęskniłam. – powiedziałam, wymuszając uśmiech.
- Siadaj zrobię ci coś do jedzenia – Weszłam do salonu i usiadłam na kanapie.
- Tata w pracy? – zapytałam.
- Tak, a Klaudiusz u Dominika, pamiętasz go? Mieszka niedaleko.
- Pamiętam. – patrzyłam jak mama przynosi mi coraz większą ilość jedzenia. – Mamuś, nie zjem tyle – powiedziałam przerażona.
- Zjesz, zjesz – no tak, zapomniałam już, jak bardzo jest uparta. Usłyszałam dzwonek telefonu. Pewnie Zibi jeszcze nie odpuścił, przez całą drogę dzwonił do mnie, co 5 minut. Spojrzałam na wyświetlacz „Natka”, nie chciałam rozmawiać z nikim, więc wyłączyłam telefon.  Przez kolejne 2 godziny rozmawiałam z mamą i tatą, który przyszedł po godzinie. Dopiero, gdy zaczął się ich ulubiony program, mogłam wreszcie wymknąć się do swojego starego pokoju. Nigdzie nie czułam się tak dobrze jak tu. Wykąpałam się i przebrałam w piżamę. Leżałam w łóżku, patrząc na sufit.
- Luśka! – do pokoju wszedł mój młodszy brat. – Stało się coś? – spytał.
- Nie – odpowiedziałam szybko – wchodź. – Nie sądziłam, że to kiedyś powiem ale stęskniłam się za nim. Gdy byliśmy młodsi, dosłownie nienawidziliśmy się. Teraz, gdy ma już 18 lat, można powiedzieć, że jesteśmy najlepszymi przyjaciółmi.
- Długo zostajesz? – usiadł na krześle.
- Nie wiem  jeszcze. Co słychać? – też usiadłam. Przykryłam nogi kołdrą i oparłam się o ścianę.
- Szkoła, dom, szkoła dom. A właśnie, miałem do ciebie dzwonić, ale skoro jesteś to jeszcze lepiej. Olka ma za tydzień urodziny i nie mam pojęcia co jej kupić. – Nawet jemu układało się w miłości. Był z Olą od 3 lat i świata poza nią nie widział.
- Może coś z biżuterii? Łańcuszek albo bransoletkę? – zaproponowałam.
- Widziałem ładny łańcuszek, ale nie wiem, czy jej się spodoba. Pójdziesz ze mną jutro? – poprosił.
- Pewnie, a do tego możesz jej dokupić coś fajnego. Pamiętam, że jak ja miałam osiemnastkę, to modna była taka bielizna z cukierków. Na tym moglibyście oboje skorzystać – zaśmiałam się, widząc, że się czerwieni.
- Czekaj – przypomniał sobie coś. – Ty nie dostałaś takiej od Michała? – Michał, był moim ówczesnym chłopakiem – On też na tym skorzystał? – spytał ze złośliwym uśmiechem.
- A ty nie powinieneś już iść spać? – oburzyłam się ze śmiechem
- Idę, idę – ruszył w kierunku drzwi – Dobranoc.
- Dobranoc. – pożegnałam się.
Dlaczego wszystkim wychodzi w miłości tylko nie mi? Jest ze mną coś nie tak? Kim była ta dziewczyna i dlaczego była w samym ręczniku? Nie wiem, czy chciałam znać odpowiedź na te pytania.

Oczami Bartka..
Wierciłem się na łóżku, nie mogąc spać. Ciągle myślałem o tym co będzie jeśli w poniedziałek dowiem się, że już  nigdy nie zagram. Przecież to niemożliwe. Nienawidziłem wieczorów.. tego zadręczania się. Nagle usłyszałem telefon.
- Słucham? – odebrałem.
- Bartek? – usłyszałem głos zdenerwowanej Natki.
- Tak, co się stało? – usiadłem.
- Wróciła Luśka? – spytała szybko.
- Luśka? Przecież pojechała do Rzeszowa. Zadzwoń do Zibiego. – odetchnąłem z ulgą, już myślałem, że się coś stało.
- Była, ale pokłóciła się z nim i pojechała gdzieś. Dzwonił do nas, czy przypadkiem nie przyjechała tutaj. ale jej nie ma. – wyjaśniła, łamiącym się głosem.
- Próbowałaś się do niej dodzwonić? – spytałem.
- To chyba jasne.. Ale nie odbiera telefonu. Nie mam pojęcia, gdzie może być.
- O co się pokłócili?
- Nie wiem, to teraz nie jest ważne. Masz jakiś pomysł gdzie mogła pojechać? – spytała załamana.
- Może do Lilki? – tylko to przychodziło mi do głowy.
- Nie, dzwoniłam do niej. Sprawdzała nawet jej mieszkanie i nic.
- A może pojechała do rodziców? – Ja bym pewnie tak zrobił.
- Boże! – krzyknęła – Czemu ja na to nie wpadłam?! Dobra, zadzwonię do jej mamy. – powiedziała i się rozłączyła. Opadłem na poduszki. O co mogli się tak szybko pokłócić? I gdzie ona do cholery się podziewała? Nie panikuj, jest rozsądna, nie zrobi nic głupiego. Na pewno pojechała do rodziców, albo zatrzymała się, gdzieś w hotelu. Wybrałem do niej numer, poczta. Westchnąłem. Usłyszałem dźwięk smsa „ Wszystko w porządku. Znalazła się.”. Odetchnąłem z ulgą i wróciłem do poprzednich rozmyśleń. 
Obudziłem się przed 10, leżałem patrząc w sufit. Nie chciało mi się wstawać, nie miałem nawet po co. Jednak głód zwyciężył i pół godziny później zwlokłem się z łóżka. Kończyłem jeść śniadanie, gdy zadzwonił telefon.
- Cześć – usłyszałem cichy głos Aśki.
- O, cześć – odpowiedziałem. – Też chciałem do ciebie zadzwonić.
- Muszę ci coś powiedzieć. – przerwała mi. – Przepraszam, że przez telefon, ale nie jestem chyba tak odważna, żeby powiedzieć ci to prosto w oczy.
- Ale co? – spytałem zdezorientowany. Westchnęła.
- Bartek, to chyba nie ma sensu. Nasz związek, chyba oboje wiemy, że to już nie to samo co kiedyś. Uważam, że powinniśmy to zakończyć. – wyrzuciła to szybko z siebie.
- Też chciałem o tym porozmawiać. – powiedziałem zbity z tropu. – Myślę, że tak będzie najlepiej.
- Cieszę się, że myślimy tak samo. – słychać było ulgę w jej głosie. – Mam nadzieję, że znajdziesz kogoś z kim będziesz naprawdę szczęśliwy. – dodała.
- Tobie też tego życzę – nie kłamałem, zasługiwała na kogoś wyjątkowego.
- Wiem, że to zabrzmi banalnie, ale nie chce z tobą zrywać kontaktu. Myślisz, że możemy zostać przyjaciółmi? Chciałabym móc do ciebie kiedyś zadzwonić. – wyznała cicho.
- Jasne, w końcu znamy się tyle czasu. Nasze relację się nie zmienią, tylko dlatego, że przestaniemy być ze sobą – odpowiedziałem szybko.
- Super. To ja już kończę. Pa – pożegnała się i rozłączyła. Dziwnie się czułem. Wiedziałem, że to nastąpi, ale i tak było mi przykro. Wbiłem spojrzenie w lodówkę. A więc, to koniec? Nie mogłem jakoś w to uwierzyć.

Oczami Luśki…
- Mamo, naprawdę muszę już jechać - powiedziałam, patrząc jak pakuję mi kolejne porcje jedzenia.
- Już, już. Jeszcze tylko to. – usiadłam na krześle. Wiedziałam, że to jeszcze trochę potrwa.
- Dzięki, że poszłaś ze mną – do kuchni wszedł mój brat, patrząc na łańcuszek, który wybraliśmy.
- Nie ma sprawy. Już? – spytałam zniecierpliwiona.
- Tak. – odpowiedziała, wręczając mi wielką torbę jedzenia. Pożegnałam się z całą rodziną i wyszłam z mieszkania. Dzielnie wytrzymałam do piątku, ale dłużej nie zniosłabym pytań o to, dlaczego nie mam jeszcze męża. Mam dopiero 26 lat, przecież nie jestem jeszcze starą panną. Włożyłam wszystkie torby do bagażnika i ruszyłam w drogę. Czekało mnie 5 godzin jazdy. Zrobiłam sobie dwa postoję i o 18 byłam już w Bełchatowie. Podjechałam do marketu, modląc się, żeby i tym razem nie wpaść na Adama. Kupiłam duże pudełko moich ulubionych lodów i wyszłam ze sklepu. Wstąpiłam do Winiarskich po Czuczi i po 30 minutach byłam już w mieszkaniu.
- Luśka – krzyknął Bartek, gdy mnie zobaczył. – Gdzie byłaś? Natka do mnie dzwoniła! Martwiłem się o ciebie – wciąż krzyczał.
- Byłam u rodziców. – odpowiedziałam krótko. Wypakowałam do lodówki całe zapasy, które dostałam od mamy i bez słowa zamknęłam się w pokoju. Nie miałam ochoty na zwierzenia. Nawet nie wiedziałam co miałabym mu powiedzieć. Nie lubiłam mówić o swoich porażkach, nawet dziewczynom. Bartek zapukał, po czym uchylił lekko drzwi.
- Mogę wejść? – spytał niepewnie.  – Nie przychodzę z pustymi rękami – uśmiechnął się. Trzymał pod pachami dwie butelki piwa. Zaśmiałam się.
- Chodź. – zrobiłam mu miejsce na łóżku.
- Chcesz pogadać? – popatrzył na mnie, otwierając mi jedno.
- Nie. – wbiłam wzrok w ziemię.
- Ok, to pomilczmy. – wbił wzrok w to samo miejsce. Spojrzałam na niego wyglądał przekomicznie, uśmiechnęłam się odruchowo. Oparłam głowę o oparcie łóżka i zamknęłam oczy. Bartek zaczął pogwizdywać, starając się robić to rytmicznie.
- Denerwujesz mnie – powiedziałam, nie otwierając oczu.
- Wybacz. – przestał natychmiast. Otworzyłam jedno oko, czując na sobie jego spojrzenie. Wpatrywał się we mnie, nawet nie mrugając. Westchnęłam.
- Dobra, pogadajmy. – poddałam się.
- Powiesz mi co się stało? – spytał. Nie chciałam mu tego opowiadać, ale wiedziałam, że nie mam innego wyjścia.
- Chciałam zrobić Zibiemu niespodziankę – zaczęłam, czując się żałośnie – Na hali go nie było, więc Pit dał mi jego adres. Pojechałam do niego, a u niego była jakaś blondynka w samym ręczniku. – opowiedziałam w dużym skrócie.
- Kto to był? – widać było, że tego się nie spodziewał.
- A czy to ważne? – popatrzyłam na niego, a w oczach stanęły mi łzy. – Nawet jeszcze ze sobą dobrze nie byliśmy, a on już mnie zdradził – oparłam się znów o ścianę, zagryzając wargę.
- Skąd wiesz, że cię zdradził? Może to była jego siostra?
- Chyba by mi powiedział, że to jest jego siostra, nie? – popatrzyłam na niego jak na idiotę. – A nie, że mi to wytłumaczy.
- Nie wydaję mi się, żeby Zibi był w stanie zrobić coś takiego. – powiedział, patrząc przed siebie.
- A ja tak – odpowiedziałam – Ja już mam takie szczęście do facetów. – wyszłam do kuchni po kolejne butelki, wzięłam trochę na zapas.
- Może powinnaś mu dać szansę się wytłumaczyć? – próbował mnie przekonać.
- Po co? Żeby usłyszeć jakąś bajeczkę? Nie dziękuję. – odpowiedziałam stanowczo. – Nie chcę już o tym rozmawiać, Zbyszek to zamknięty rozdział. Dzwoniłeś do Aśki? – przypomniałam sobie.
- Zerwaliśmy. – poinformował mnie szybko.
- Ale jak? – kolejne piwo, dawało chyba już o sobie znać.
- Zadzwoniła do mnie dzisiaj i zerwała ze mną. – powiedział, otwierając kolejną butelkę.
- Oo.. stary.. – położyłam mu rękę na ramieniu. – Dziewczyna, zerwała z tobą przez telefon? Witaj wśród frajerów.. – zaśmiałam się. Popatrzył na mnie i też się zaczął śmiać.
- Przynajmniej nie jestem sam –Oparłam głowę o jego ramię. Rozmawialiśmy o głupotach przez kolejną godzinę.
- Co ze mną jest nie tak? – spytałam, chyba samą siebie.
- Z tobą? Moim zdaniem wszystko ok. Jeśli Zibi naprawdę cię zdradził to jest idiotą. Gdybym miał taką dziewczynę jak ty, nie spojrzałbym nawet na inną. – powiedział patrząc mi prosto w oczy. Boże jaki on jest kochany.  Powoli zaczął się do mnie przysuwać, nie cofnęłam głowy. Z niecierpliwością czekałam, aż zbliży się do mnie. Nagle zadzwonił telefon. Nastrój prysł. Bartek się wyprostował, a ja niezgrabnie zeszłam z łóżka i sięgnęłam do torebki, wyciągając komórkę.
- Słucham – powiedziałam, zasłaniając oczy, przed światłem, które zaświecił mój współlokator.
- Cześć, blondyna! Obudziłem cię? – zapytał.
- Nie, nie spałam jeszcze. Stało się coś?
- Nie, chciałem tylko zapytać, czy nie macie nic przeciwko, żebyśmy przyjechali do was jutro. Chcemy wesprzeć Bartka w poniedziałek. – powiedział.
- No co ty. Możecie przyjechać, nie ma problemu. – odpowiedziałam szybko.
- Tak? To super! Jeszcze będę dzwonił. – rozłączył się.  Spojrzałam nieśmiało na Bartka.
– Chłopaki jutro przyjadą. – powiedziałam cicho.
- Fajnie. – wstał speszony. – Pójdę już do siebie. Dobranoc – uśmiechnął się i wyszedł.
Opadłam na poduszki. Co to było? Nigdy, nigdy więcej nie dotknę alkoholu. To jest mój pacjent na miłość Boską! Zasłoniłam oczy dłońmi i nie wiem kiedy zasnęłam.

Obudziłam się i przez jakieś 10 minut leżałam, wpatrując się w sufit. Głowa mi pękała. Próbowałam odtworzyć co dokładnie się wczoraj stało. Pamiętałam, że rozmawiałam z Bartkiem o Zibim, Aście, poniedziałku i o wielu innych rzeczach, a potem.. ukryłam twarz w dłoniach. Co by było, gdyby Igła nie zadzwonił? Jak mam się teraz zachowywać? Może będę udawać, że po prostu nic nie pamiętam. Nie, to zły pomysł. Muszę mu to wyjaśnić. Wstałam szybko i pobiegłam do salonu. Siedział i oglądał coś w telewizji.
- O już wstałaś? – spytał, patrząc na mnie z uśmiechem. Może to on nie pamięta?
- Musimy pogadać. – powiedziałam szybko.
- O czym?
- O tej sytuacji, która miała miejsce przed telefonem Igły. – wypaliłam. – Chce się upewnić, że oboje wiemy, że to było spowodowane alkoholem i nie ma najmniejszego znaczenia.
- Luśka, jasne. Wiem ile oboje wypiliśmy. Nie ma o czym mówić – zaśmiał się. Odetchnęłam z ulgą.
- To dobrze. – z uśmiechem wyszłam do łazienki się ogarnąć.
O 17 ktoś zapukał do drzwi. Byłam przekonana, że to chłopaki z Rzeszowa.Otworzyłam drzwi i stanęłam jak wryta
- Cześć – powiedziała Lilka, obok której stał Wojtek.
- Cześć – odpowiedziałam szybko i wpuściłam ich do środka – Co wy tu robicie? – spytałam.
- Nie mówiła ci Natka? – spytała zdziwiona. – Dzwoniła do nas wczoraj i prosiła, a raczej kazała nam tutaj przyjechać. Nie wiesz po co? – Obie nie rozumiałyśmy co się dzieję. Zaprosiłam ich do salonu, gdzie przywitali się z Bartkiem. Po 30 minutach, usłyszałam kolejne pukanie do drzwi. Tym razem była to już ekipa z Rzeszowa z Natką na czele. Przyjechało ich dużo więcej, niż się spodziewałam. Po kolei wchodzili do salonu. Na końcu do mieszkania wszedł Zibi.
- Możemy porozmawiać? – spytał, gdy wszyscy byli już w salonie.
- Chyba nie mamy o czym. – odpowiedziałam, nie patrząc na niego.
- Proszę cię tylko, żebyś dała mi to wszystko wyjaśnić. To nie tak jak myślisz – powiedział szybko.
- Luśka, Zibi możecie tutaj na chwile przyjść. – zawołała Natka. Popatrzyłam jedynie na niego  i ruszyłam do salonu, ruszył zaraz za mną. Usiadłam na kanapie. Stała z Pitem na środku pokoju i uśmiechała się promiennie.
- Korzystając z okazji, że jesteście tu wszyscy, chcemy wam coś powiedzieć. – powiedziała podekscytowana.
- Jesteś w ciąży? – spytała przerażona Lilka.
- Nie – zaprzeczyła szybko. Wszyscy czekali w napięciu, na to co powie.
– Zaręczyliśmy się! – krzyknęła, pokazując wszystkim srebrny pierścionek.