środa, 19 czerwca 2013

Rozdział LIII



Wskoczyliśmy do zimnej wody. Od razu się zanurzyłam.
- Czemu ja cię posłuchałem? – krzyknął Bartek, trzęsąc się z zimna. Podpłynęłam do niego i go przytuliłam. – Lepiej – wymruczał mi do ucha.
- Domyś.. – nie dokończyłam bo wpił się w moje usta, przyciągając mnie tym samym jeszcze mocniej do siebie.
- Wracamy? – szepnęłam, gdy próbowaliśmy złapać oddech. Założyliśmy z powrotem ciuchy i przytuleni ruszyliśmy w stronę hotelu.

Obudziłam się wtulona w Bartka. Położyłam się na brzuchu i popatrzyłam na niego. Czy to możliwe, żeby kochać kogoś tak bardzo, że aż boli? Nie wyobrażałam sobie życia bez niego. Bez jego uśmiechu, czy nawet głupich żartów..
- O Boże – podskoczył przerażony.
- No dzięki – oburzyłam się, opadając na łóżko. – Ja tu się rozczulam nad tym, jak słodko wyglądasz kiedy śpisz, a ty się przestraszyłeś na mój widok.
- Nie spodziewałem się. Przyzwyczajony jestem do tego, że gdy się budzę, to albo cię nie ma już w łóżku, albo śpisz chrapiąc jak Belzebub.
- Spadaj – walnęłam go poduszką. – Ja wcale nie chrapie!  Cofam to, że słodko wyglądałeś. – wstałam oburzona i weszłam do łazienki. Ubrałam biały strój kąpielowy, a na to narzuciłam różową sukienkę bez ramiączek.
- Długo jeszcze? – usłyszałam za drzwiami – Muszę skorzystać z toalety.
- Cierp za to co powiedziałeś! – krzyknęłam.
- Oj przecież wiesz, że żartowałem! – jęknął. – Wcale nie chrapiesz, śpisz słodko jak aniołek..
- Nie można było tak od razu? – zaśmiałam się, wychodząc.


- Poszliście wczoraj od razu spać? – spytała Lilka z dziwnym uśmiechem, zwracając się do Natki. Siedzieliśmy w hotelowej restauracji i jedliśmy śniadanie.
- Taak – westchnęła – byliśmy tak zmęczeni, że od razu zasnęliśmy. A wy? – popatrzyła na mnie i Bartka.
- My tak samo – odpowiedzieliśmy równocześnie.
- Jakie plany na dziś? – Andrzej uśmiechnął się wesoło.
- Plaża? – zaproponowałam. – Chyba, że coś zwiedzimy..
- Nie! – odparli jednogłośnie.
- Zero ruchu, tylko leżenie plackiem na plaży – pokręciłam głową – Sportowcy..
- Kto jest sportowcem ten jest – przypomniała Natka. – Ja się chce opalić.
- Dobra.. Idziemy na plaże – poddałam się. Cały dzień leżenia na słońcu i nic nie robienia. Cudownie..

Już godzinę później okazało się, że moje obawy były bezpodstawne. Panowie nie dali nam leżeć bezczynnie i większość czasu spędziłyśmy z nimi w wodzie. Nie obyło się też bez grania w siatkówkę.
Ja, Natka i Bartek bez problemu wygraliśmy z pozostałymi.
- Luśka! – usłyszałam za sobą głos Lilki, która szła z Andrzejem i Bartkiem za nami. – Możesz powiedzieć coś swojemu chłopakowi? – spytała poirytowana. Słyszałam jak Bartek przedrzeźniał jej piski, które wydawała z siebie, uciekając przed piłką.
- Kochanie, daj jej spokój – uśmiechnęłam się. – Musimy wziąć pod uwagę, że jest artystką, musi dbać o siebie. A gdyby ta piłka ją zabiła? – zaśmiałam się i od razu zrobiłam unik przed butelką z wodą, którą we mnie rzuciła.
- Ciekawe jakbyście się zachowywali na scenie – powiedziała zdenerwowana.
- Oj nie unoś się – wyszczerzyłam się do niej. – Nie każdy musi być wysportowany.
- Gdzie my w ogóle idziemy? – spytała, już spokojniej.
- Do restauracji. Zjemy, przebierzemy się i zaczynamy wieczór panieński – odpowiedziałam podekscytowana.
- I kawalerski – dokończył za mnie Bartek, przybijając piątki z Andrzejem i Pitem.
Zajęliśmy miejsce w jednej z restauracji przy plaży. Nie dałam się namówić na skosztowanie owoców morza i standardowo zamówiłam sałatkę. Nie obyło się oczywiście od kąśliwych uwag na temat mojej wegetariańskiej diety. Na szczęście byłam przyzwyczajona do tego. Nie potrafiłabym się przemóc do tego, żeby zjeść coś, co kiedykolwiek żyło. Może to i głupie, ale każdy ma jakieś dziwactwa. Po skończeniu kolacji wróciliśmy do hotelu. Wzięłam szybko kąpiel i przebrałam się w małą czarną, czerwone szpilki i dodatki tego samego koloru. Ułożyłam włosy i zrobiłam mocniejszy makijaż. Musiałam nieskromnie przyznać, patrząc w lustro, że efekt był całkiem niezły.
- Chcesz tak iść? – spytał Bartek, gdy wyszłam z łazienki.
- A coś ze mną nie tak? – zmarszczyłam brwi, oglądając się ponownie w lustrze.
- Chcesz, żebym był zazdrosny cały wieczór? – podszedł do mnie i mnie przytulił. – Wyglądasz mega seksownie – wymruczał mi do ucha – A gdybyśmy tak urwali..
- Nie – przerwałam mu – Ja się dzisiaj bawię z dziewczynami. To ostatnia szalona noc Natki bez obrączki. Musimy to wykorzystać.  
- Ok, ok.. My też się zabawimy. – powiedział, otwierając mi drzwi. – Tylko uważaj na Hiszpanów.
- A ty na Hiszpanki.
- Ładniejszej od ciebie nie znajdę – złapaliśmy się za ręce i ruszyliśmy w kierunku holu, gdzie mieliśmy spotkać się z resztą.
- Nawet nie próbuj..
- No nareszcie gołąbki – Lilka wywróciła oczami. – Idziemy? – spytała zniecierpliwiona.
- Tak, tak.. – cmoknęłam Bartka w policzek i ruszyłam za dziewczynami.
- Miłej zabawy! – krzyknął za nami Wrona.
- Wam też!

- Żeby było jasne – zatrzymała się w pewnym momencie Lilka – Nie jestem już z Wojtkiem, więc pamiętajcie o tym, że jestem wolna i nie musicie mnie pilnować.
- Co? – spytałam zszokowana. – Jak to nie jesteś z Wojtkiem?
- Zerwaliśmy. Święta u rodziców pokazały, że nie pasujemy do siebie. Poza tym musielibyśmy się rozstać na rok.. To nie miało sensu..
- Wszystko ok? – złapałam ją za rękę, chcąc się upewnić.
- Tak – westchnęła, jakby spodziewała się tego, że za bardzo się przejmiemy. – Powtarzam.. To nie miało sensu i wcale mi nie jest przykro – zmarszczyła brwi. – Ale koniec o tym! Mamy wieczór panieński! Bawmy się! – krzyknęła i weszła do klubu. Popatrzyłam na Natkę, ale ta jedynie wzruszyła ramionami i weszła za Lilką. Usiadłyśmy przy barze i zamówiłyśmy pierwszego drinka.
- Dobra dziewczyny – zaczęłam. – To ostatni wieczór, kiedy Natka szaleje bez obrączki na palcu, więc mam propozycję.. – uśmiechnęłam się tajemniczo.
- A mianowicie? – Lilka uniosła brwi z zainteresowaniem.
- To co działo się w Hiszpanii zostaje w Hiszpanii – podniosłam kieliszek do góry.
- Zgoda! – krzyknęły obie.

Oczami Bartka…
- Szczęściarze – Wronka pokręcił głową, patrząc na dziewczyny, które wychodziły z hotelu. – Nie wiem jak wam się udało je zdobyć
- Ma się w sobie to coś. – wyszczerzyłem się.
- Taa..  na pewno – popatrzył na mnie, unosząc jedną brew. - Myślicie, że miałbym szanse u Lilki? – spytał, gdy szliśmy ulicą.
- O stary.. Za wysokie progi na twoje nogi – zaśmiał się Pit, kręcąc głową. – Poza tym ona ma chłopaka.
- Podobno zerwali.. On gdzieś wyjechał, nie?
- Do Rosji. – odpowiedziałem. – Luśka mi nic nie mówiła.. Mieli spróbować.
- Rozmawiałem z Lilką i mówiła, że to koniec. Polubiłem ją.. Ale ona chyba nie jest mną zainteresowana..
- Jesteśmy w Hiszpanii.. Plaża, morze.. pełno Hiszpanów dookoła, a ona ma zwrócić uwagę na ciebie?- popatrzyłem na niego  z po wątpieniem. – Poczekaj, aż wrócicie do Polski. – doradziłem mu. Wrona i Lilka? W sumie pasują do siebie. Szliśmy chodnikiem, mijając sklepowe witryny. Rozglądałem się, nie widząc nic szczególnego, aż do momentu gdy przechodziliśmy obok sklepu jubilerskiego. – Poczekajcie chwile. – wszedłem do środka. Na wystawie zauważyłem srebrny pierścionek zaręczynowy i od razu pomyślałem o Luśce. Na pewno by jej się spodobał.
- No nie mów, że chcesz się oświadczyć? – chyba nigdy nie widziałem, żeby Pit uśmiechał się tak szeroko.
- Nie planowałem tego, ale… - zamilkłem. Na co miałem czekać? Wiedziałem, że Luśka to ta jedyna. Ślub był tylko formalnością. Chciałem z nią być, założyć rodzinę..
- Myślisz, że jej się spodoba? – spytał Wrona, patrząc na mnie z równie szerokim uśmiechem.
- Jest idealny. Prosty, ale piękny.. Ona nie lubi ekstrawagancji.. Biorę – powiedziałam, bez dłuższego namysłu. Kupiłem pierścionek i zaniosłem go szybko do hotelu, chowając tak, żeby go nie znalazła.
- Czekajcie.. – Andrzej zatrzymał się przed klubem – Z racji tego, że to ostatnia impreza Pita, bez obrączki to mam propozycję.. To co stanie się w Hiszpanii, zostaje w Hiszpanii.. – wyszczerzył się czekając na naszą reakcję.
- Zgoda! – przytaknęliśmy oboje i weszliśmy do środka.

Oczami Luśki…
Obudził mnie silny ból głowy. Otworzyłam oczy i rozejrzałam się dookoła. Spałam na kolanach Natki w jakimś małym pomieszczeniu. Pełne było starych mebli i pudełek kartonowych.
- Natka? – szepnęłam. Nic. – Natka – powiedziałam głośniej.
- Hmm? – wymruczała, ale nie otworzyła oczu.
- Wstawaj! – Podniosła się gwałtownie.
- Gdzie my jesteśmy? – zaczęła się rozglądać.
- Wydaje mi się, że na jakimś zapleczu.. – usiadłam prosto i popatrzyłam na nią. – O mój Boże.. co ty masz na ręce?! – krzyknęłam. Na przedramieniu wytatuowanego miała umięśnionego, nagiego mężczyznę.
- Co to jest?! – wstała przerażona. Zrobiła to zdecydowanie za szybko, bo zachwiała się i opadła ponownie na obdartą kanapę.
- Mam lepsze pytanie.. – złapałam się za głowę – Gdzie jest Lilka?

________________________
Zaglądajcie tutaj częściej.. :) Wakacje, więc rozdziały będą częściej :)

sobota, 15 czerwca 2013

Rozdział LII



- Słucham – w końcu odebrałam. Odpowiedziała mi głucha cisza. Widocznie nie spodziewała się tego, że to ja odbiorę.
- Mogę rozmawiać z Bartkiem? – spytała chłodno. To w końcu ja, według niej byłam tą złą, która rozwaliła ich związek.
- Nie, jest zajęty – powiedziałam słodko. Niech nie myśli, że jestem zazdrosna. – Przekazać coś?
- Nie, zadzwonię później. – rzuciła oschle i się rozłączyła.
- Kto dzwonił? – spytał.
- Aśka. – odpowiedziałam, jakby w ogóle mnie to nie ruszyło, chociaż w środku, aż kipiałam ze złości.
- Co chciała? – popatrzył na mnie zdziwiony.
- Nie wiem.. Mówiła, że zadzwoni później.. – wzruszyłam ramionami. Otworzyłam gazetę i udałam, że czytam. Nie chciałam pokazać tego, że jestem zazdrosna. Po ponad 3 godzinach byliśmy już pod mieszkaniem w Bełchatowie. Musieliśmy wstąpić tu na chwilę w drodze do Warszawy, skąd o 21 mieliśmy wylot. W drzwiach wpadliśmy na Mata.
- No nareszcie widzę moich sąsiadów! – wyszczerzył się, witając z Bartkiem. – Gdzie byliście?
- Wracamy od rodziców.
- No domyślam się, że u rodziców sobie tak pojedliście. – zmierzył mnie wzrokiem – Komuś tu się przytyło. – uśmiechnął się do mnie zawadiacko.
- Widzimy – zatrzymałam wzrok na jego koszulce, która lekko odstawała.
- To są mięśnie. – oburzył się.
- Od kiedy tłuszcz to mięśnie? – uniosłam brwi.
- Zaczyna się. – Bartek pokręcił głową, śmiejąc się.
- Przesuń się.. Blokujesz przejście swoimi mięśniami. – warknęłam – Śpieszymy się.
- Dopiero przyjechaliście.. – powiedział, nie rozumiejąc.
- Lecimy do Hiszpanii na wieczór panieński i kawalerski – odpowiedział mu Bartek, gdy byłam już pod drzwiami mieszkania.
- Przytyłam? – spytałam z przejęciem, gdy do mnie dołączył.
- Nie, chudzinko.. Nie przytyłaś – zaśmiał się, całując mnie w czoło. Spakowaliśmy letnie ciuchy i ruszyliśmy w dalszą drogę. Spotkaliśmy się wszyscy na lotnisku.
- Dobra -  powiedziała Natka, podchodząc – Sprawdziłam godziny lotów i albo lecimy do Hiszpanii, albo do Niemiec.. – popatrzyła na nas podejrzliwie, czekając na odpowiedź. Cała nasza 3 miała grobowe miny.
- Zlitujcie się – westchnął Pit, który widocznie też nie mógł doczekać się tej wiadomości. Uśmiechnęłam się do Bartka i wyjęłam z torebki bilety dla nich.
- Hiszpania! – krzyknęła Natka, rzucając się na szyję, najpierw mi, a potem reszcie. – Wiedziałam – wyszczerzyła się.
- Sorry za spóźnienie.. – usłyszeliśmy za sobą. Gdy się odwróciłam zobaczyłam, że w naszym kierunku biegnie Andrzej Wrona. – Korki niesamowite, chyba wszyscy wracają do domu po świętach – usprawiedliwił się zdyszany. Popatrzyłam na Bartka, nie wiedząc o co chodzi.
- Zaprosiłem Andrzeja.. Skoro Wojtek nie jedzie, szkoda by było, żeby bilet się zmarnował. A skoro Natka ma dwie przyjaciółki, to pomyślałem, że Pit powinien też mieć dwóch przyjaciół – wyjaśnił.
- Nie powiedziałeś im wcześniej? – oburzył się. – Jeśli macie coś przeciwko…
- No chyba żartujesz.. Im więcej nas tym lepiej.. – uśmiechnęłam się przyjaźnie. – Tak w ogóle to Luśka jestem. – wyciągnęłam rękę, która szybko uścisnął.
- Andrzej – zwrócił się do mnie, a potem do Lilki.
- Stresuje się – powiedziałam podekscytowana.
- Czym? – wszyscy popatrzyli na mnie zdziwieni.
- Nie wiem.. Ja tak mam zawsze przed wycieczkami – odpowiedziałam z wielkim bananem na twarzy. Bartek, śmiejąc się przytulił mnie do siebie.
- My już jesteśmy przyzwyczajeni. – uśmiechnął się do mnie Wrona. – Nawet Bartek do lotu samolotem, nie? – zaśmiał się. Już go polubiłam. Widać było, że to mega pozytywny człowiek.
- Z każdym lotem jest coraz lepiej. – zgodził się z nim. W końcu nadszedł czas na odprawę.
- Będzie dobrze.. – złapałam za rękę Bartka, gdy siedzieliśmy już na pokładzie samolotu.
- Wiem. – siedział sztywno.
- Wiesz jak słodko wyglądasz, gdy się tak stresujesz? – uśmiechnęłam się.
- W takim momencie wolałbym usłyszeć, że wyglądam męsko, mimo tego, że się boje lecieć. – westchnął.
- Ja wychodzę z założenia, że prawdziwy mężczyzna nie boi się swoich wad i słabości.. – uniosłam brwi.
- Kocham Cię. – popatrzył na mnie czule.
- Ja ciebie też – cmoknęłam go w policzek. Czekaliśmy na start, trzymając się za ręce. Rozejrzałam się dookoła. Natka i Pit już szeptali coś do siebie jak zakochani nastolatkowie. Lilka i Andrzej, którzy usiedli razem, żywo dyskutowali na jakiś temat. Oparłam ponownie głowę o siedzenie i się uśmiechnęłam. Lepiej być nie mogło..

- Hola España! – krzyknęłam, wysiadając pod hotelem z taksówki. Zrobiłam to chyba zbyt głośno, bo osoby przechodzące obok, popatrzyły na mnie jak na wariatkę.
- Sorry.. She’s from Poland.. - 
usprawiedliwiła mnie Natka przed parą staruszków, którzy się zatrzymali. Zatkałam usta dłonią, a pozostali wybuchli śmiechem. Odebraliśmy klucze z recepcji do zarezerwowanych pokoi, wymieniając jeden na pokój z dwoma łóżkami.
- Wow. – powiedziałam, stojąc w progu. Dominowała biel. Na środku stało wielkie łóżko, na które Bartek od razu wskoczył. Wyszłam na balkon i dech mi zaparło. Widok na morze, był niesamowity. Stałam ja wryta z wielkim bananem na twarzy. Nagle poczułam wielkie ręce na swoich biodrach.
- Co powiesz na spacer? – szepnął mi do ucha.
- Teraz? – uśmiechnęłam się, nie odwracając. – Jest północ.
- Tym lepiej. – mruknął. – Ale idziemy sami.. – ten pomysł podobał mi się jeszcze bardziej. Skinęłam jedynie głową. Zanim się zorientowałam, stał już pod balkonem. – Skacz, złapię cię.
- Nie możemy wyjść drzwiami?
- Chcesz zabrać całą wesołą gromadkę? – uniósł brwi. Zagryzłam wargę.. To przecież parter. Przeszłam za barierkę i skoczyłam prosto w ramiona Bartka. – No cześć – wyszczerzył się, nadal trzymając mnie w objęciach. Zaśmialiśmy się oboje i szybko oddaliliśmy się od hotelu.

Oczami Natki…
Weszliśmy do pokoju i od razu padliśmy na łóżko. Oderwaliśmy się od siebie dopiero wtedy, gdy usłyszeliśmy śmiech Bartka. Tak charakterystycznego odgłosu nie dało się pomylić.
- Te ściany są, aż tak cienkie? – spytał przerażony Piotrek.
- To chyba dobiega z balkonu. – wstałam i wyszłam na powietrze. – Chodź, zobacz..  – zawołałam go szybko. Gdy przyszedł wskazałam palcem na Luśkę i Bartka, którzy skradali się szybko pod naszym oknem.
- Jak dzieci – pokręcił głową ze śmiechem.
- Ale w sumie.. Spacer, we dwoje po plaży, na dodatek w nocy.. – rzuciłam aluzję, mając nadzieję, że złapie.
- Chodź, moja romantyczko – przełożył nogi przez barierkę i wyskoczył.
- Nie możemy wyjść drzwiami? – spytałam, zdezorientowana.
- A chcesz spacerować po plaży w czwórkę? – uniósł brwi. Nie myśląc długo skoczyłam obok niego.
- Teraz cii – przyłożył palec do ust, gdy przechodziliśmy obok okna Lilki i Andrzeja. – Musimy być bardziej dyskretni, niż Bartek. – przyśpieszyliśmy, oddalając się od hotelu.

Oczami Lilki..
- Mam nadzieję, że nie masz nic przeciwko temu, że jesteś ze mną w pokoju.. – powiedział lekko speszony Andrzej, gdy weszliśmy.
- No co ty.. – pokręciłam głową z uśmiechem. – Musiałabym być sama i nawet nie miałabym się do kogo odezwać.
- A twojemu chłopakowi, nie będzie to przeszkadzać? – spytał, chcąc się upewnić.
- Nie mam już chłopaka. – wypaliłam szczerze. – Doszliśmy do wniosku, że to bezsensu. To w końcu cały rok.. Chyba tak naprawdę to nie był ten jedyny.. – uśmiechnęłam się smutno. – Widzisz.. mamy wspólny pokój i już znasz moje tajemnice – wyszczerzyłam się. – Dziewczyny jeszcze nie wiedzą.
- Czuję się zaszczycony – odpowiedział mi również bananem na twarzy. – Które wybierasz łóżko?
- To – wskazałam, to przy oknie i rzuciłam na nie walizkę. – Wow. – stanęłam jak wryta, patrząc przez okno. – Patrz.. – otworzyłam drzwi na balkon i wyszłam na świeże powietrze.
- No nieźle.. – pokręcił głową.
- Nieźle? – popatrzyłam na niego jak na idiotę – To jest.. cudowne. – nie mogłam się napatrzeć na błyszczący księżyc, który odbijał się w morzu..
- Nie o tym mówię..  – odpowiedział szybko. – Zobacz.. – wskazał palcem jakieś miejsce. Powędrowałam tam wzrokiem i się zaśmiałam. Pit i Natka oddalali się szybkim krokiem w stronę morza, rozglądając się, czy nikt ich przypadkiem nie widzi.
- No ładnie – pokręciłam głową..
- W sumie.. przeszedłbym się.. – powiedział cicho, drapiąc się po głowie.
- No to chodź. – rzuciłam radośnie i ruszyłam w stronę drzwi.  

Oczami Luśki…

- To nie będzie mój pierwszy raz – powiedziałam, chichocząc.
- Robiłaś już to kiedyś? – popatrzył na mnie zdziwiony.
- Jeszcze jak chodziłam do liceum.. – odpowiedziałam.
- No nie wierzę.. – pokręcił głową. –  Czemu nie mieszkaliśmy obok siebie?
- Też się zastanawiam. Chociaż, jak widziałam twoje zdjęcia z młodzieńczych lat.. – powiedziałam, krzywiąc się teatralnie.
- Cicho.. – zaśmiał się. – Nikt nie idzie? – rozejrzeliśmy się wokoło, ale nikogo nie zauważyliśmy. – Gotowa? – spytał, a ja tylko skinęłam głową.

______________________
Przepraszam, że nie ma zakładki, ale wczoraj wróciłam późno i nie przeczytałam jeszcze wszystkich blogów. Obiecuje, że będzie już z kolejnym. Fajne uczucie wejść po 3 dniach nieobecności i zobaczć 13 tyś wyświetleń :)
Mam nadzieje, że rozdział się podoba i jak zwykle proszę o komentarze :)

poniedziałek, 10 czerwca 2013

Rozdział LI



- Na początek chciałbym Cię przeprosić – powiedział, a ja na chwilę przystanęłam. – Co? Nie tego się spodziewałaś? – uśmiechnął się. Pokręciłam jedynie głową. – Przepraszam za moje wcześniejsze zachowanie. Po prostu przyzwyczaiłem się do Aśki.. Powinienem Cię najpierw poznać. Na razie wiem, że potrafisz mi odpowiedzieć, więc jest już dobrze. Lubię takie osoby. – dodał.
- No to co pan chce jeszcze wiedzieć? – spytałam z uśmiechem. Rozluźniłam się trochę. Byłam na dobrej drodze do tego, żeby mój przyszły teść mnie polubił…

Oczami Bartka..
- Gdzie tata? – spytałem, siedząc z mamą w salonie na kanapie. Widziałem, że chce sprowokować Luśkę, ale ta wybrnęła znakomicie. Mama wzruszyła jedynie ramionami. – Naprawdę nie wiem dlaczego nie potrafi się pogodzić z tym, że nie jestem już z Aśką..
- Lubi ją.. – odłożyła gazetę i popatrzyła na mnie. – Zobaczysz, że w końcu zrozumie, że to Luśka jest tą jedyną i z to z nią chcesz być.
- Słyszałaś go przy obiedzie? – zmarszczyłem brwi.
- Słyszałam i też byłam na niego o to zła. Ale Luśka to mądra dziewczyna i potrafi mu odpowiedzieć. – uśmiechnęła się.
- Lubisz ją? – spytałem.
- Bardzo. Nie dość, że piękna, to jeszcze inteligentna, wykształcona, miła.. Lepiej trafić nie mogłeś – złapała mnie za rękę – I zobaczysz, że tata w końcu to zrozumie..
- Mam nadzieję. Teraz mam zamiar trzymać ją od niego z daleka. I tak stresuje się pobytem tutaj.. Nie chce, żeby musiała wysłuchiwać jego docinków – westchnąłem. Nie spodziewałem się, że mój ojciec będzie się tak zachowywał. Nawet dobrze jej nie poznał, a już stwierdził, że Aśka jest lepsza. Po chwili do pokoju wszedł znudzony Kuba.
- Co tam młody? Gdzie masz Luśkę? Podobały jej się plakaty? – spytałem, gdy usiadł koło mnie.
- Jeszcze ich nie widziała..
- Jak to nie? A gdzie teraz jest?
- Tata chciał z nią porozmawiać i wyszli na dwór. – odpowiedział z grymasem. Wstałem szybko i ruszyłem w stronę drzwi, które w tym momencie się otworzyły.
- O Bartuś! – stanąłem naprzeciwko Luśki i taty. – Właśnie ucięliśmy sobie z Luśką krótką pogawędkę – powiedział cały czas się uśmiechając. – Przyznaje.. – uniósł ręce – Ta dziewczyna jest świetna.. Interesuje się siatkówką, piłką nożną i wiedziała kim jest Lennox Lewis! – krzyknął zachwycony. Spojrzałem na Luśkę, która próbowała się nie roześmiać. Ruszyliśmy w stronę salonu. Złapałem ją za rękę i odciągnąłem na bok.
- Skąd wiedziałaś kim jest ten człowiek? – zaśmiałem się.
- Internet w telefonie się przydaje – wyszczerzyła się. – Sprawdziłam szybko jak oglądał mój samochód. – nachyliłem się nad nią i ją pocałowałem. Po chwili złączyliśmy się już w namiętnym pocałunku..
- Fuj! – usłyszeliśmy. Oderwaliśmy się od siebie i spojrzeliśmy na Kubę, który stał koło nas i się krzywił. Luśka zaczęła się cicho śmiać, chowając się w moich ramionach. – Lusia, idziesz zobaczyć moje plakaty? – jęknął.
- Tak, tak. – odpowiedziała szybko. Złapała go za rękę i ruszyli w stronę pokoju młodego. Przez resztę dnia nie odstępował jej na krok. Najwyraźniej jej nie przeszkadzało bo żywo dyskutowała z nim o komiksach, super bohaterach i sportowcach. Kolacja wyglądała zupełnie inaczej, niż obiad. Luśka usiadła obok taty i rozmawiali o moim kolanie (O dziwo, nie naciskał już na opinie innego specjalisty). Po kolacji wspólnie obejrzeliśmy film, na którym razem z mamą się popłakała. Czekałem na nią, aż skończy czytać Kubie na dobranoc. Włączyłem laptopa i przeglądałem wiadomości, gdy nagle zobaczyłem jedną od Aśki.. „Mam kilka twoich rzeczy.. Przywieźć Ci, czy po nie przyjedziesz?”, przeczytałem. Jakie rzeczy, nie przypominałem sobie, żebym coś u niej zostawiał. Odpisałem szybko „Nie rób sobie problemu. Raczej nie są mi potrzebne, więc możesz je wyrzucić” .
- Co robisz? – spytała Luśka, wchodząc do pokoju już wykąpana.
- Czytam wiadomości.. Aśka napisała.. – powiedziałem, niby od tak.
- Co chciała? – próbowała udać, że mało ją to obchodzi.
- Oddać mi kilka rzeczy. Pytała, czy sam po nie pojadę, czy ma mi je przywieźć..
- Jaka ona uczynna – pokręciła głową. Uśmiechnąłem się, widząc jak bardzo jest zazdrosna.
- Powiedziałem, że sam po nie pojadę – skłamałem, obserwując jej reakcję. Gdyby mogła zabijać spojrzeniem już leżałbym martwy. – Żartowałem.. odpisałem, że może je wyrzucić. – wyjaśniłem szybko, bo widziałem, że ściąga brwi po czym zwykle wybuchała. Wywróciła jedynie oczami i położyła się obok mnie.
- Ale ślicznie wyglądasz, gdy jesteś zazdrosna – oparłem się na ręce i zacząłem bawić się jej włosami.
- Nie jestem zazdrosna – syknęła.
- Jasne.. – pokręciłem głową ze śmiechem. Nachyliłem się nad nią i delikatnie musnąłem ją ustami. Przyciągnęła mnie mocniej do siebie.
- Bartek.. Twoi rodzice śpią za ścianą – szepnęła po jakimś czasie, gdy zacząłem zdejmować jej koszulę nocną. – Twój tata dopiero co mnie polubił..
- Nie obudzą się. – chciała coś jeszcze powiedzieć, ale uciszyłem ją pocałunkiem.


Oczami Luśki..

- Luśka! – usłyszałam zniecierpliwiony głos Kuby. Otworzyłam jedno oko i zobaczyłam małego, pochylającego się nade mną. – Pobudka – wyszczerzył się. Upewniłam się, że cała przykryta jestem kołdrą i oparłam się na łokciach. – Czemu śpisz nago? – spytał, marszcząc brwi.
- Yyy.. gorąco mi było w nocy – od razu się obudziłam, słysząc to pytanie.
- W zimę? – kątem oka widziałam jak Bartek się uśmiecha, nadal jednak nie otwierał oczu.
- Yhym.. – skinęłam niepewnie głową, modląc się, żeby to mu wystarczyło.
- Nie wstydzisz się przed Bartkiem? – przekrzywił głowę, wyczekując na odpowiedź.
- Wiesz.. jak dwójka ludzi ze sobą jest, to już się nie wstydzi leżeć koło siebie nago..
- I wy tak tylko leżycie? – Skinęłam głową. – To nie chcecie mieć dzieci? – spytał zszokowany. Popatrzyłam na niego zbita z tropu.
- No wiesz.. Kiedyś pewnie będziemy mieć dzieci..
- No ale jak będziecie tak tylko leżeć to ich nigdy nie będzie mieć.. Wiesz skąd się biorą dzieci? – Bartek, który przysłuchiwał się całej rozmowie teraz wybuchł śmiechem.
- Dobra młody idź poczekaj w salonie.. Ubierzemy się i zaraz przyjdziemy. – powiedział cały czas się śmiejąc. Popatrzyłam na niego zdezorientowana, gdy zostaliśmy sami.
- Czy twój 9 letni brat chciał mi przed chwilą wytłumaczyć skąd biorą się dzieci? – spytałam, patrząc na drzwi, w których dopiero co zniknął.
- Inteligentny jest po bracie – wyszczerzył się.
- Szczególnie jeśli chodzi o te sprawy. – dałam mu kuksańca łokciem i zaczęłam się ubierać. Zeszliśmy jakieś pół godziny później. Po śniadaniu wybraliśmy się w trójkę na spacer. Urządziliśmy wielką bitwę na śnieżki, ulepiliśmy ogromnego bałwana i cali mokrzy wróciliśmy do domu na obiad. Ku mojemu zdziwieniu przy stole siedziało znacznie więcej osób. Jak się potem okazało zjechała się połowa rodziny, która chciała spotkać się z Bartkiem, a przy okazji zobaczyć jego nową dziewczynę. Gdy zostaliśmy ponownie w piątkę, przy kolędach graliśmy w scrabble i kalambury.
- Lusia – szepnął Kuba, gdy skończyłam mu czytać bajkę o krasnoludkach i świętym Mikołaju. – Ty już będziesz z Bartkiem na zawsze?
- Bardzo bym chciała. – uśmiechnęłam się, poprawiając mu kołdrę. – A czemu pytasz?
- Bo chce żebyś tu częściej przyjeżdżała..
- Obiecuję, że będę. A jak będziesz miał wolne w szkole to zawsze możesz przyjechać do Bełchatowa.
- Serio? – spytał, a w oczach pojawiły mu się iskierki.
- Pewnie, a teraz idź spać.. bo jutro muszę Cię obudzić bardzo wcześnie, żeby się z Tobą pożegnać. – pocałowałam go w czoło i poczekałam jeszcze chwilę, aż zaśnie. Gdy wstałam zobaczyłam Bartka opartego o framugę drzwi, gdy podeszłam przytulił mnie i pocałował. – Kocham Cię.
- Wiem – odpowiedziałam i zamknęłam za nami drzwi.

Rano, tak jak obiecałam obudziłam Kubę. Ze łzami w oczach przytulił mnie mocno.
- Przeczytaj jak najwięcej komiksów, żebyś miał mi o czym opowiadać, ok? – uśmiechnął się od razu i skinął z zapałem głową. Pożegnaliśmy się z pozostałymi domownikami i wyszliśmy z domu.
- Pokochali cię – powiedział Bartek, gdy wsiadaliśmy do samochodu. Uśmiechnęłam się jedynie. Zaraz potem usłyszałam dzwonek telefonu.
- Cześć! – krzyknęła mi do ucha Natka.
- No hej. – odpowiedziałam z dużo mniejszym entuzjazmem. – Jak święta?
- Super… Ale nie o tym chciałam rozmawiać.. Bo zaczęłam się pakować, ale nie wiem co mam zabrać..
- Przygotuj się na wszystko.
- Gdzie mi się to „wszystko” zmieści? Powiedz mi chociaż, czego mam nie brać.
- Przygotuj się na wszystko. – powtórzyłam.
- Kurde.. Myślałam, że z Tobą pójdzie mi łatwiej niż z Lilką.. – westchnęła zawiedziona.
- Będziesz miała niespodziankę.
- A Pit też ma się przygotować na wszystko?
- Tak, on też.
- Dobra.. – powiedziała zrezygnowana i się rozłączyła.
- Natka? – zaśmiał się Bartek.
- Tak.. Nie wie co spakować.. – wywróciłam oczami. Chociaż na jej miejscu miałabym pewnie ten sam problem.
- Wyobrażasz sobie to, co teraz musi przeżywać Pit z nią w domu? – spytał, wciąż się śmiejąc.
- Wolę chyba tego nie wiedzieć – uśmiechnęłam się. Rozbrzmiał dzwonek telefonu, tym razem Bartka.
- Odbierz – podał mi go, patrząc cały czas na jezdnie. Spojrzałam na wyświetlacz „Aśka”. –  Kto dzwoni? – spytał, nie rozumiejąc dlaczego gapie się na telefon zamiast odebrać. 


_______________________
Dość szybko zdążyłam napisać kolejny :) Następny prawdopodobnie dopiero koło niedzieli, bo 3 dni spędzę poza domem. :) Jak zwykle proszę o komentarze :) Mam nadzieję, że rozdział się podoba :)
A jak odczucia po dwóch meczach reprezentacji z Brazylią? |

Chciałabym podzielić się z Wami blogami, które czytam.. Mam już ich kilka wraz z nowym rozdziałem pojawi się zakładka z listą :) W komentarzach możecie podawać linki do swoich, chętnie przeczytam i opublikuję :)

niedziela, 9 czerwca 2013

Rozdział L



Następny dzień zaczął się niezbyt przyjemnie. Oboje wstaliśmy z bólem głowy, a już od rana mama zagoniła nas do pracy w kuchni. Cały dzień spędziłam robiąc z mamą potrawy na święta. Mój tata, mimo wszystko nie był łatwym człowiekiem, ale Bartkowi udało się wkupić w jego łaski. Mama zlitowała się nad nimi i pozwoliła im iść do garażu porozmawiać o samochodach i innych „męskich sprawach”. Gdy wrócili od razu  zauważyłam, że polubili się nawzajem. Skończyłyśmy dopiero koło 20. Opadłam na kanapę obok Bartka i taty, którzy oglądali wiadomości. Po chwili weszła mama z wielkim albumem rodzinnym. I wcisnęła się między nas.
- Serio? – westchnęłam.
- Ja z chęcią obejrzę – wyszczerzył się Bartek.  Usiadł prosto i z zainteresowaniem patrzył na album.
- Widzisz? – powiedziała z satysfakcją. – O tutaj miała kilka miesięcy.. – wskazała na zdjęcie, na którym leżałam naga w wanience. Żeby nie zapaść się pod ziemię wyszłam z salonu. Nie miałam jeszcze okazji porozmawiać z młodym, więc  ruszyłam w stronę jego pokoju. Nie byłam przyzwyczajona czekać, aż pozwoli mi wejść. Gdy tu mieszkałam miał 10 lat, ale teraz zapukałam.
- Proszę. – usłyszałam i otworzyłam drzwi.
- Co tam? - spytałam gdy weszłam. Siedział przy biurku i robił coś na laptopie. Usiadłam na łóżku.
- Spoko. – odpowiedział, odwracając się do mnie.
- Mama mówiła coś innego. – nie chciałam naciskać, ale skoro już tu jestem to mogę pomóc.
- Znasz ją – wywrócił oczami. – Dramatyzuje..
- Mam rozumieć, że wymyśliła sobie to, że nie wracasz do domu na noc, nie uprzedzając. Nie pijesz i nie palisz? W szkole podobno też za dobrze nie jest.
- Ty też się mnie będziesz czepiać? – warknął. – Mam 18 lat, jestem dorosły i mogę robić co mi się podoba. Zresztą, ty robiłaś to samo – dodał.
- Słucham? Nigdy nie spalam poza domem, bez uprzedzenia i nigdy nie miałam papierosa w ustach. A co najważniejsze, nie zawalałam szkoły. – popatrzyłam na niego poważnie.
- Raz zdarzyło mi się spać poza domem i spałem wtedy u Dominika po imprezie – zaczął się tłumaczyć. – Pale sporadycznie, od czasu do czasu, a w szkole nie jest źle. Mam po prostu gorszy okres. .
- Mam nadzieję. –uśmiechnęłam się. – Nie zrób nic głupiego..
- Luśka, przecież mnie znasz..
- Ok, ok.. Co tam u Olki? – chciałam zmienić temat.
- W porządku. – na wspomnienie o niej, od razu poprawił mu się humor. – Mama pokazuje Bartkowi album? – zaśmiał się. – Naprawdę podziwiam Cię, że go tu przywiozłaś..
- Z minuty, na minutę, żałuję tego coraz bardziej – westchnęłam i wstałam. – Idę się kąpać. – weszłam do łazienki i wzięłam szybki prysznic. Po 30 minutach, gdy siedziałam już w pokoju, wszedł Bartek. Zanim włączyliśmy film, musiałam wysłuchać jego wyśmiewania się ze mnie. Gdy skończył, przytuleni zaczęliśmy oglądać.

W Wigilie wstaliśmy dość wcześnie. Od rana można było usłyszeć kolędy i okropny fałsz Bartka, mój i mojego taty. Przed kolacją, mieliśmy trochę czasu, więc postanowiłam pokazać Bartkowi osiedle.
- A to jest moja podstawówka – wskazałam na wielki budynek, wyłaniający się zza choinek.
- To na tych schodach masz to zdjęcie w warkoczach bez dwóch przednich zębów? – spytał, powstrzymując się z całych sił, by nie wybuchnąć śmiechem.
- Zapomniałam, że nie mam tych zębów.. Dlatego się tak szeroko uśmiechnęłam. – spiorunowałam go wzrokiem, ale potem sama zaczęłam się śmiać. Pamiętałam to zdjęcie i ono naprawdę było komiczne. Po godzinnym spacerze wróciliśmy do domu. Wszyscy byli już ubrani elegancko, więc szybko się przebraliśmy i zasiedliśmy przy stole. Po łamaniu się opłatkiem, kolacji i rozpakowaniu prezentów, jak co roku wszyscy oglądaliśmy Kevina.
- Nie rozumiem, dlaczego mając 3 samochody do użytku do Kościoła musimy iść pieszo. – zaczął narzekać Bartek, gdy się ubieraliśmy.
- Bo tak chodzimy co roku – odparłam, zakładając kolejna parę skarpetek. – Ubierz coś jeszcze bo jest mróz – dodałam, nie patrząc na niego.
- No co ty.. – powiedział  z ironią. – A myślałem, że podkoszulek mi wystarczy..
- Zobaczysz, będzie fajnie – próbowałam go przekonać.
- Tak.. 4 km drogi pieszo przy temperaturze poniżej  -20 stopni.. Nigdy wcześniej się tak nie bawiłem.. – pokręcił głową.
- Jeśli chcesz to możesz jechać za nami samochodem. – wyszliśmy z mieszkania i ruszyliśmy w stronę bloku Natki. Z daleka zauważyliśmy, że już na nas czekają. – Mogę się założyć, że Pit nie narzeka.
- A czy on się jej kiedyś postawił?
- Bierz z niego przykład – wyszczerzyłam się, widząc jego minę. – Przecież cię nie zmuszam, tak?
- Idę, idę. – wywrócił oczami. – Cześć – przywitaliśmy się oboje z nimi.
- No nareszcie. – od razu zauważyłam, że Pit też nie jest zachwycony naszym pomysłem.
- Idziemy? – spytała radośnie Natka.
- Naprawdę chce ci się iść, aż tyle? – usłyszałam Bartka, idąc na przodzie.
- Zwariowałeś? Ale wiesz dobrze, że z nimi nie wygrasz.. Powiedziała, że jak chce to mogę jechać za wami samochodem..
- Mi Luśka tak samo. Zazdroszczę jedynie Wojtkowi, że ma parę metrów do Kościoła..
Uśmiechnęłam się jedynie pod nosem. Droga zajęła nam jakieś 30 minut. Przed wejściem spotkaliśmy się z Lilką i Wojtkiem. Po mszy, postaliśmy jeszcze trochę z nimi, ale było tak zimno, że jak najszybciej chcieliśmy być w domu.
- No i było tak źle? – spytałam, opadając koło niego na łóżko.
- Odpowiem Ci jak ponownie zacznę ruszać palcami u stóp.
Śmiejąc się wtuliłam się w jego ramiona i nie wiem nawet kiedy zasnęłam.

Z samego rana wyjechaliśmy do Wałbrzycha, wcześniej jednak przysięgając mamie, że będziemy ich częściej odwiedzać. Na szczęście wyjechaliśmy o wczesnej porze i w domu Bartka byliśmy o 13.
- Jesteśmy. – powiedział z uśmiechem, gdy stanęliśmy przed dwupiętrowym budynkiem.
- Najbardziej stresujące święta w całym moim życiu. – wzięłam głęboki oddech i wyszłam z auta. Podszedł do mnie i złapał mnie za rękę.
- Będzie dobrze. – uśmiechnął się zachęcająco – Przecież już Cię poznali..
- Jako Twoja rehabilitantkę, a nie dziewczynę.. – przypomniałam. Pociągnął mnie w stronę drzwi. Gdy weszliśmy od razu podbiegł do nas Kuba.
- Bartek! – krzyknął i wskoczył mu na ręce.
- No cześć młody.
- Cześć Lusia – uśmiechnął się do mnie.
- Cześć – odpowiedziałam z jeszcze większym uśmiechem. Lepszego przywitania wymarzyć sobie nie mogłam. Zaraz potem w drzwiach pojawiła się jego mama.
- Nareszcie! – powiedziała cała rozpromieniona, przytulając najpierw swojego syna, a potem mnie. – Wchodźcie, zaraz będzie obiad. – weszliśmy za nią do salonu. Bartek poszedł zanieść walizki do pokoju, zostawiając mnie samą z jego tatą i Kubą.
- Dzień dobry – przywitałam się. Nie mogłam się oprzeć wrażeniu, że nie jest w najlepszym humorze.
- Dzień dobry. – odpowiedział  z wymuszonym uśmiechem. Usiadłam koło Kuby na kanapie. – Rodzice musieli się ucieszyć, że spędziłaś z nimi Wigilię. Bartek pierwszy raz nie był z nami na kolacji. – powiedział siadając na fotelu i patrząc na mnie bez wyrazu. To przez to ma taki humor? Chodzi mu o to, że Bartek spędził wczorajszy wieczór u mnie?
- Bardzo się ucieszyli. Chociaż.. nie byli zadowoleni z tego, że Boże Narodzenie pierwszy raz spędzę poza domem. - odpowiedziałam, patrząc mu prosto w oczy. Teraz przynajmniej patrzył na mnie z zainteresowaniem.
- Chodźcie do stołu. – pani Kurek, weszła do salonu, niosąc talerze razem z Bartkiem.
- To ja pomogę – wstałam szybko i wyszłam do kuchni. Dłużej tego spojrzenia chyba nie dałabym rady wytrzymać. Gdy usiedliśmy przy stole, starałam się zająć miejsce jak najdalej od głowy rodziny.
- Bartuś co z kolanem? – spytała z przejęciem jego mama.
- Wszystko dobrze – odpowiedział z uśmiechem. – Zdaniem Luśki już w styczniu będę mógł zacząć trening.
- Może powinieneś skonsultować się też z innym rehabilitantem. Nie umniejszając Alicji, ale dobrze jest znać opinie kogoś równie doświadczonego. – zaproponował pan Kurek.
- To nie jest jedynie moje zdanie. Konsultowałam się również z lekarzem Bartka, który chyba najlepiej zna się na rzeczy i razem doszliśmy do takiego wniosku. – odpowiedziałam hardo.
- A jak Wam się układa? – jego mama chyba wyczula napięcie bo szybko próbowała zmienić temat.
- Bardzo dobrze. – Bartek uśmiechnął się do mnie.
- Rozmawiałem ostatnio z Asią – wspomniał, niby od tak, jego tata. Zakrztusiłam się sokiem. No tak, wszystko jasne.. To o nią tak naprawdę chodzi.. Już zapomniałam, że była jego ulubienicą. – Była załamana tym, że z nią zerwałeś.. – dodał z wyrzutem.
- Tato, to nie miało sensu. Nie układało nam się, poza tym ja jej już nie kochałem od dawna.. – zaczął się usprawiedliwiać.
- Ona była innego zdania. – przerwał mu.
- Ala pomożesz mi z deserem? – spytała jego mama. Wstałam szybko i prawie wybiegłam za nią z salonu.
- Cieszę się, że z Tobą jest – powiedziała, podając mi talerzyki z ciastem. – Nigdy nie lubiłam tej całej Aśki.. – wywróciła oczami.
- Pani mąż jest chyba innego zdania – skrzywiłam się.
- Oj, nie przejmuj się nim.. Aśka jest córką jego przyjaciela. Zaprzyjaźnili się, gdy poznaliśmy jej rodziców. To dlatego tak bardzo przeżywa ich rozstanie. – uśmiechnęła się. Gdy wróciliśmy zmienili już temat na siatkówkę. Po obiedzie, pomogłam zmywać naczynia.
- Luśka, chcesz zobaczyć moje plakaty? – spytał Kuba, który czekał w kuchni, aż skończymy.
- Pewnie – uśmiechnęłam się. W drodze do jego pokoju, natknęliśmy się na pana Kurka.
- Możemy porozmawiać? – spytał oficjalnym tonem.
- Ale Luśka idzie zobaczyć moje plakaty – jęknął Kuba.
 - Zaraz przyjdzie, dobra? – uśmiechnął się do niego. Mały jedynie skinął głową.
- Przejdziemy się? – otworzył mi drzwi, czekając aż przejdę. Wzięłam płaszcz i niepewnie wyszłam..

___________________________________________________________
Mamy 50 rozdział! :) Muszę przyznać, że sama się nie spodziewałam tego, że tyle będzie trwała moja przygoda z tym blogiem :) A co najlepsze nie mam najmniejszej ochoty jej kończyć :) Mam nadzieję, że jeszcze trochę chce Wam się czytać o losach Luśki i Bartka. Dziękuję za ponad 12 tyś. wyświetleń i wszystkie komentarze, które są dla mnie ogromną motywacją do dalszej pracy. :)