niedziela, 23 czerwca 2013

Rozdział LIV



- Co to jest?! – spytała ponownie ze łzami w oczach.
- Natka, współczuje.. serio – uniosłam jedną brew. – Chociaż w sumie niezły jest.. – powiedziałam, wzruszając ramionami. Posłała mi mordercze spojrzenie. – Nie ważne. Gdzie jest Lilka? Pamiętasz coś? – złapałam się za głowę.
- Pewnie jest w hotelu.. Wiesz, że ona jest najrozsądniejsza.. Pewnie poszła tam, gdy poczuła, że jest pijana. Nie tak jak my.. – westchnęła, patrząc załamana na tatuaż. – Boże.. jak ja pójdę do ślubu?! – spytała przerażona. – Do jakiego ślubu? Przecież jak Piotrek to zobaczy to ze mną zerwie.. – usiadła na kanapie, chowając twarz w dłonie.
- Uspokój się. Kupimy rękawiczki.. – wyciągnęłam telefon i wybrałam numer Bartka.
- Luśka?! – usłyszałam. – No nareszcie.. Gdzie wy jesteście? Próbujemy się do was dodzwonić od dwóch godzin..
- Spokojnie – przerwałam mu. Głowa bolała mnie na tyle, że ciężko było mi słuchać jego krzyków. – Niedługo wrócimy.. Jest tam koło ciebie gdzieś Andrzej?
- Jest. Siedzimy tutaj w trójkę i czekamy na was. – odpowiedział.
- W trójkę? – powtórzyłam. – Lilki tam nie ma?
- Nie. Jestem z Pitem i Andrzejem.
- Ok. Słuchaj.. będziemy za jakieś 2 godziny.. Jak chcecie to idźcie na plażę. Jak wrócimy to wszystko wam wyjaśnimy.. – powiedziałam szybko.
- Luśka co się dzieje.. Co z Lilką?
- Później – rzuciłam do telefonu i się rozłączyłam. Popatrzyłam na Natkę, która mierzyła wzrokiem swój tatuaż, chyba mając nadzieję, że dzięki temu zniknie.
- Zabije się – szepnęła, kręcąc głową.
- Wstawaj, musimy szukać Lillki.. O 20 mamy samolot – wzięłam torebkę i sprawdziłam, czy wszystko mam. Na szczęście nic nie zgubiłam.
- O wstały nasze gwiazdy – do pomieszczenia wszedł jakiś łysy, napakowany mężczyzna koło trzydziestki – Chodźcie kawa czeka.. – zaśmiał się i wyszedł. Natka patrzyła na mnie z jeszcze większym przerażeniem.
- Mój wieczór panieński może być bez alkoholu – szepnęłam.
- Ok.. – mruknęła. Wyszłam pierwsza. Tak jak myślałam.. spałyśmy na zapleczu. – Pamiętam ten klub – powiedziałam już głośniej, rozglądając się po pomieszczeniu.
- I ten klub na długo zapamięta ciebie – usłyszałam głos łysego, który stał za barem, czekając na nas z kawą.
- Dlaczego? – spytałam, bojąc się odpowiedzi. Usiadłyśmy naprzeciwko niego.
- Nic nie pamiętacie? Podoba się tatuaż? – zwrócił się do Natki – Byłaś z niego wczoraj bardzo dumna. A ty – popatrzył na mnie – byłaś gwiazdą imprezy. Mam zdjęcia, chcecie zobaczyć? – nie czekając na odpowiedź, włączył laptopa. Każde kolejne zdjęcie było coraz gorsze. Na jednym tańczyłam z dwoma striptizerami na barze, na kolejnym już z Natką i Lilką. – O Boże.. Słuchaj.. – urwałam, zastanawiając się jak się do niego zwrócić.
- Carlos – podpowiedział z uśmiechem.
- Więc słuchaj Carlos.. tutaj była jeszcze jedna dziewczyna, ta tutaj – wskazałam na zdjęcie. – Wiesz może gdzie ona się podziała?
- Lilka?! – zaśmiał się, wymawiając jej imię z dziwnym, choć uroczym akcentem. – To jest dopiero szalona dziewczyna! Zresztą sprawdź telefon.. – skinął głową na komórkę, która leżała na barze. Weszłam w galerię i zobaczyłam zdjęcia Lilki i jakiegoś mężczyzny na plaży, kolejne razem ze mną, następne z Natką.. Na każdym trzymała przy twarzy dłoń z jakimś pierścionkiem.. – O nie.. – pokręciłam głową i podałam telefon Natce, która zakryła usta dłonią.
- Wyszła za tego mężczyznę?! – spytała Carlosa.
- Może ja wam opowiem wszystko od początku.. – westchnął, rozbawiony. – Przyszłyście tutaj koło północy już nieźle wstawione…
- Miałam już to coś? – przerwała mu, wskazując na tatuaż.
- Miałaś i chwaliłaś się tym każdemu, kto przechodził obok ciebie. Usiadłyście przy barze i zamówiłyście pierwsze drinki. Nie powiem.. Powodzenie miałyście ogromne, cały czas kręcili się koło was mężczyźni.. – zamarłam.
- Powiedz, że do niczego nie doszło.. Ja mam chłopaka – zrobiło mi się gorąco z nerwów.
- Wiem dobrze, że masz chłopaka i wszyscy, którzy do ciebie podchodzili też się o tym dowiadywali.. Opowiedziałaś też parę ciekawych historii o waszym życiu intymnym.. – uśmiechnął się znacząco, a ja czułam, że się rumienie. – Mówiłaś, że go kochasz i że możesz tylko tańczyć.. Co widać na zdjęciach.
- Dobra – przerwałam – Co było dalej? Co z Lilką?
- Siedziała przy barze i żaliła się mężczyźnie ze zdjęcia, że młodsza o rok przyjaciółka wychodzi za mąż pierwsza. On wyszedł na chwilę, a później wrócił z pierścionkiem. Oświadczył się jej, ona się zgodziła i wyszliście wszyscy. Wróciłyście po jakiejś godzinie już bez niej i bawiłyście się dalej.. Natka zasnęła na scenie, więc zaproponowałem, że przeniosę ją na zaplecze. Powiedziałaś, że zostajesz z nią i położyłaś się obok niej na kanapie.
- Znasz tego mężczyznę? – spytałam przerażona. Lilka wyszła za mąż, za jakiegoś obcego faceta. Cudownie..
- To Diego, mieszka nie daleko.. Chcecie to podam Wam adres..  – wyciągnął długopis i kartkę.
- A Natka! – krzyknął za nami. Podszedł do niej i wręczył jej białą koszulkę, pełną czyichś podpisów. – Latałaś w niej wczoraj i zbierałaś podpisy mężczyzn z którymi tańczyłaś wczoraj.. – bez słowa wzięła koszulkę i wyszła z lokalu.
- A to dla ciebie.. – wręczył mi ogórka. Popatrzyłam na niego pytająco. – Wygrałaś konkurs.. Ktoś wam podsunął ten pomysł.. Musiałyście na niego jak najszybciej założyć zębami...
- Dzięki – przerwałam mu, czując, że robi mi się słabo.

Wyszłyśmy na zatłoczoną ulice przed klub. Carlos narysował nam mapkę jak dojść do mieszkania, tego całego Diego, więc ruszyłyśmy w tamtym kierunku. Naprawdę mieszkał niedaleko bo już po 10 minutach byłyśmy u celu. Zapukałyśmy niepewnie. Otworzył nam mężczyzna ze zdjęcia. Na nasz widok uśmiechnął się szeroko.
- Luśka.. Natka – krzyknął, przytulając nas. Popatrzyłam zdezorientowana na przyjaciółkę, która była tak wyczerpana, że nie zdradzała żadnych emocji.
- Już mnie nic nie zdziwi – pokręciła głową.
- Diego? – niepewnie zwróciłam się do niego. Skinął radośnie głową. – Wiesz może gdzie jest Lilka?
- Lilka? Wchodźcie – zaprosił nas do środka. – Śpi tutaj – weszłyśmy za nim do dużego pokoju. Spała na kanapie, przy oknie. Podeszłam do niej i lekko nią potrząsnęłam. Obudziła się gwałtownie i usiadła prosto.
- Co się dzieje? – spytała rozglądając się po pomieszczeniu. – Boże.. moja głowa.. – złapała się za nią. – Jak mnie znalazłyście?
- Facet z baru.. – mruknęłam. Teraz to nie to było tu najważniejsze. – Pamiętasz coś z wczoraj?
- Wszystko.. – przetarła oczy i wstała.
- Wiesz, że wyszłaś za maż? – popatrzyłam to na nią, to na Diego.
- Wiem. – powiedziała, zakładając buty.
- I tak spokojnie o tym mówisz?! – byłam wstrząśnięta. Czy ona nadal jest pijana?
- Luśka nie panikuj, to był ślub na niby.. Udzielał go nam jakiś przechodzień.. – wywróciła oczami – Spójrz lepiej na rękę Natki.. – próbowała powstrzymać śmiech.
- Dlaczego spałaś tutaj, a nie z nami? – spytała, chcąc zmienić temat na inny, niż ten dotyczący jej tatuażu.
- Byłam zmęczona.. A wy chciałyście się dalej bawić. Diego zaproponował, żebym przespała się u niego na kanapie. My przyszliśmy tu, a wy poszłyście dalej się bawić..
- Uff.. – westchnęłam z ulgą, że wszystko się wyjaśniło. Pożegnaliśmy się z Diego i złapałyśmy taksówkę.
- Co ja mam z tym zrobić? – Natka wyciągnęła rękę przed siebie.
- Spokojnie.. to henna. Zejdzie po 2 tygodniach – zaśmiała się Lilka.
- Po dwóch tygodniach?! Ja mam pojutrze ślub! – krzyknęła zdenerwowana.
- Kupisz długie rękawiczki to nie będzie widać – zaproponowałam. Leżałam na jej ramieniu wykończona.
- A chłopaki wiedzą?
- Dzwoniłam do Bartka i powiedziałam, że wytłumaczę mu wszystko jak wrócę.
Resztę drogi przebyłyśmy w ciszy, co jakiś czas śmiejąc się ze zdjęć, które Carlos nam wydrukował. Mieliśmy się za godzinę spotkać wszyscy w hotelowej restauracji. Przebrałyśmy się szybko i zeszłyśmy na dół, gdzie już na nas czekali.
- No nareszcie! – zaczął Pit, gdy usiadłyśmy – Zimno Ci? – popatrzył na jej bluzkę z długim rękawem. Wymieniłam spojrzenia z Lilką, która też powstrzymywała śmiech.
- Pokaż mu i tak zauważy – powiedziałam, przytulając się do Bartka.
- Kochanie, tylko się nie denerwuj.. Zejdzie za 2 tygodnie.. – wzięła głęboki oddech i podciągnęła rękaw. Andrzej i Bartek wybuchli głośnym śmiechem, a Pit patrzył na jej rękę z niedowierzaniem. – Nie wiem co powiedzieć..
- Miałem pytać co się działo, ale teraz to się boję.. – powiedział Bartek, wciąż się śmiejąc. – A ty co sobie wytatuowałaś? – spojrzał na mnie.
- Ja byłam grzeczna, nie robiłam tatuażu, nie wyszłam za mąż..
- Ale za to opowiedziałaś kilka ciekawych historii.. – przerwała mi Lilka, uśmiechając się złośliwie. – Naprawdę zrobiliście to na..
- Przestań! – weszłam jej szybko w słowo, czując, że się rumienie. – Ale to nie ja wyszłam za obcego mężczyznę..
- Co? – wszyscy trzej popatrzyli na nią zszokowani.  
- Na niby… - wyjaśniła szybko.
- No nieźle – Andrzej pokręcił głową – Na następną imprezę idziemy razem – zaśmiał się. – A gdzie spałyście?
- Ja z Luśką na zapleczu jakiegoś klubu, a Lilka u męża – wszyscy wybuchli śmiechem. – A wy co robiliście?
- U nas nudy.. Napiliśmy się piwa, potańczyliśmy i wróciliśmy do hotelu.. – odpowiedział, wzruszając ramionami. Zamawialiśmy jedzenie, gdy do naszego stolika podszedł jakiś mężczyzna i przyjrzał się chłopakom.
- To wy! – krzyknął i zaczął się z nimi witać – A myślałem, że już się nie spotkamy! Musimy to koniecznie powtórzyć! Co robicie dzisiaj? – spytał.
- Wracamy do Polski – odpowiedział Pit, drapiąc się po głowie. Wydawało mi się, czy cała trójka była zawstydzona?
- No nie żartujcie – załamał ręce. – No trudno.. Mam zdjęcia z wczoraj – wyciągnął telefon w kierunku Bartka. Spojrzałam na wyświetlacz.
- Nudy? – wzięłam od niego komórkę i razem z dziewczynami zaczęłyśmy oglądać. Nieznajomy, chyba w końcu zrozumiał co się dzieje, bo złapał się za głowę i cicho ich przeprosił. - Piwo, taniec i do hotelu, tak? – uniosłam brwi, patrząc na każdego z nich po kolei.
- Przegapiliście, gdzieś striptizerki.. – dodała Natka. Usłyszałam dźwięk smsa.  Sięgnęłam do torebki.
- A to co? – Bartek wyciągnął z torebki wczorajsze zdjęcia. Lilka zakryła usta dłonią, a Natka zjechała na krzesełku prawie pod stół – No ładnie – powiedział, kręcąc głową i podając zdjęcia chłopakom. – Wciąż chcecie rozmawiać o striptizerkach?
- Nie.. – odpowiedziałyśmy jednocześnie. Otworzyłam smsa od nieznajomego numeru „Możemy się spotkać? Chciałabym porozmawiać. Aśka.” , przeczytałam.


________________________________
Mam do Was pytanie.. Czy bylibyście zainteresowani czytaniem mojego kolejnego bloga? Już co prawda go założyłam i dodałam prolog.. Pierwszy rozdział dodam po zakończeniu tego opowiadania.
Jeśli ktoś byłby chętny.. http://niespelnione-marzenie.blogspot.com/
Tam również mile widziane komentarze :)
Może będę pisała 2 opowiadania równocześnie? Co o tym wszystkim sądzicie?

środa, 19 czerwca 2013

Rozdział LIII



Wskoczyliśmy do zimnej wody. Od razu się zanurzyłam.
- Czemu ja cię posłuchałem? – krzyknął Bartek, trzęsąc się z zimna. Podpłynęłam do niego i go przytuliłam. – Lepiej – wymruczał mi do ucha.
- Domyś.. – nie dokończyłam bo wpił się w moje usta, przyciągając mnie tym samym jeszcze mocniej do siebie.
- Wracamy? – szepnęłam, gdy próbowaliśmy złapać oddech. Założyliśmy z powrotem ciuchy i przytuleni ruszyliśmy w stronę hotelu.

Obudziłam się wtulona w Bartka. Położyłam się na brzuchu i popatrzyłam na niego. Czy to możliwe, żeby kochać kogoś tak bardzo, że aż boli? Nie wyobrażałam sobie życia bez niego. Bez jego uśmiechu, czy nawet głupich żartów..
- O Boże – podskoczył przerażony.
- No dzięki – oburzyłam się, opadając na łóżko. – Ja tu się rozczulam nad tym, jak słodko wyglądasz kiedy śpisz, a ty się przestraszyłeś na mój widok.
- Nie spodziewałem się. Przyzwyczajony jestem do tego, że gdy się budzę, to albo cię nie ma już w łóżku, albo śpisz chrapiąc jak Belzebub.
- Spadaj – walnęłam go poduszką. – Ja wcale nie chrapie!  Cofam to, że słodko wyglądałeś. – wstałam oburzona i weszłam do łazienki. Ubrałam biały strój kąpielowy, a na to narzuciłam różową sukienkę bez ramiączek.
- Długo jeszcze? – usłyszałam za drzwiami – Muszę skorzystać z toalety.
- Cierp za to co powiedziałeś! – krzyknęłam.
- Oj przecież wiesz, że żartowałem! – jęknął. – Wcale nie chrapiesz, śpisz słodko jak aniołek..
- Nie można było tak od razu? – zaśmiałam się, wychodząc.


- Poszliście wczoraj od razu spać? – spytała Lilka z dziwnym uśmiechem, zwracając się do Natki. Siedzieliśmy w hotelowej restauracji i jedliśmy śniadanie.
- Taak – westchnęła – byliśmy tak zmęczeni, że od razu zasnęliśmy. A wy? – popatrzyła na mnie i Bartka.
- My tak samo – odpowiedzieliśmy równocześnie.
- Jakie plany na dziś? – Andrzej uśmiechnął się wesoło.
- Plaża? – zaproponowałam. – Chyba, że coś zwiedzimy..
- Nie! – odparli jednogłośnie.
- Zero ruchu, tylko leżenie plackiem na plaży – pokręciłam głową – Sportowcy..
- Kto jest sportowcem ten jest – przypomniała Natka. – Ja się chce opalić.
- Dobra.. Idziemy na plaże – poddałam się. Cały dzień leżenia na słońcu i nic nie robienia. Cudownie..

Już godzinę później okazało się, że moje obawy były bezpodstawne. Panowie nie dali nam leżeć bezczynnie i większość czasu spędziłyśmy z nimi w wodzie. Nie obyło się też bez grania w siatkówkę.
Ja, Natka i Bartek bez problemu wygraliśmy z pozostałymi.
- Luśka! – usłyszałam za sobą głos Lilki, która szła z Andrzejem i Bartkiem za nami. – Możesz powiedzieć coś swojemu chłopakowi? – spytała poirytowana. Słyszałam jak Bartek przedrzeźniał jej piski, które wydawała z siebie, uciekając przed piłką.
- Kochanie, daj jej spokój – uśmiechnęłam się. – Musimy wziąć pod uwagę, że jest artystką, musi dbać o siebie. A gdyby ta piłka ją zabiła? – zaśmiałam się i od razu zrobiłam unik przed butelką z wodą, którą we mnie rzuciła.
- Ciekawe jakbyście się zachowywali na scenie – powiedziała zdenerwowana.
- Oj nie unoś się – wyszczerzyłam się do niej. – Nie każdy musi być wysportowany.
- Gdzie my w ogóle idziemy? – spytała, już spokojniej.
- Do restauracji. Zjemy, przebierzemy się i zaczynamy wieczór panieński – odpowiedziałam podekscytowana.
- I kawalerski – dokończył za mnie Bartek, przybijając piątki z Andrzejem i Pitem.
Zajęliśmy miejsce w jednej z restauracji przy plaży. Nie dałam się namówić na skosztowanie owoców morza i standardowo zamówiłam sałatkę. Nie obyło się oczywiście od kąśliwych uwag na temat mojej wegetariańskiej diety. Na szczęście byłam przyzwyczajona do tego. Nie potrafiłabym się przemóc do tego, żeby zjeść coś, co kiedykolwiek żyło. Może to i głupie, ale każdy ma jakieś dziwactwa. Po skończeniu kolacji wróciliśmy do hotelu. Wzięłam szybko kąpiel i przebrałam się w małą czarną, czerwone szpilki i dodatki tego samego koloru. Ułożyłam włosy i zrobiłam mocniejszy makijaż. Musiałam nieskromnie przyznać, patrząc w lustro, że efekt był całkiem niezły.
- Chcesz tak iść? – spytał Bartek, gdy wyszłam z łazienki.
- A coś ze mną nie tak? – zmarszczyłam brwi, oglądając się ponownie w lustrze.
- Chcesz, żebym był zazdrosny cały wieczór? – podszedł do mnie i mnie przytulił. – Wyglądasz mega seksownie – wymruczał mi do ucha – A gdybyśmy tak urwali..
- Nie – przerwałam mu – Ja się dzisiaj bawię z dziewczynami. To ostatnia szalona noc Natki bez obrączki. Musimy to wykorzystać.  
- Ok, ok.. My też się zabawimy. – powiedział, otwierając mi drzwi. – Tylko uważaj na Hiszpanów.
- A ty na Hiszpanki.
- Ładniejszej od ciebie nie znajdę – złapaliśmy się za ręce i ruszyliśmy w kierunku holu, gdzie mieliśmy spotkać się z resztą.
- Nawet nie próbuj..
- No nareszcie gołąbki – Lilka wywróciła oczami. – Idziemy? – spytała zniecierpliwiona.
- Tak, tak.. – cmoknęłam Bartka w policzek i ruszyłam za dziewczynami.
- Miłej zabawy! – krzyknął za nami Wrona.
- Wam też!

- Żeby było jasne – zatrzymała się w pewnym momencie Lilka – Nie jestem już z Wojtkiem, więc pamiętajcie o tym, że jestem wolna i nie musicie mnie pilnować.
- Co? – spytałam zszokowana. – Jak to nie jesteś z Wojtkiem?
- Zerwaliśmy. Święta u rodziców pokazały, że nie pasujemy do siebie. Poza tym musielibyśmy się rozstać na rok.. To nie miało sensu..
- Wszystko ok? – złapałam ją za rękę, chcąc się upewnić.
- Tak – westchnęła, jakby spodziewała się tego, że za bardzo się przejmiemy. – Powtarzam.. To nie miało sensu i wcale mi nie jest przykro – zmarszczyła brwi. – Ale koniec o tym! Mamy wieczór panieński! Bawmy się! – krzyknęła i weszła do klubu. Popatrzyłam na Natkę, ale ta jedynie wzruszyła ramionami i weszła za Lilką. Usiadłyśmy przy barze i zamówiłyśmy pierwszego drinka.
- Dobra dziewczyny – zaczęłam. – To ostatni wieczór, kiedy Natka szaleje bez obrączki na palcu, więc mam propozycję.. – uśmiechnęłam się tajemniczo.
- A mianowicie? – Lilka uniosła brwi z zainteresowaniem.
- To co działo się w Hiszpanii zostaje w Hiszpanii – podniosłam kieliszek do góry.
- Zgoda! – krzyknęły obie.

Oczami Bartka…
- Szczęściarze – Wronka pokręcił głową, patrząc na dziewczyny, które wychodziły z hotelu. – Nie wiem jak wam się udało je zdobyć
- Ma się w sobie to coś. – wyszczerzyłem się.
- Taa..  na pewno – popatrzył na mnie, unosząc jedną brew. - Myślicie, że miałbym szanse u Lilki? – spytał, gdy szliśmy ulicą.
- O stary.. Za wysokie progi na twoje nogi – zaśmiał się Pit, kręcąc głową. – Poza tym ona ma chłopaka.
- Podobno zerwali.. On gdzieś wyjechał, nie?
- Do Rosji. – odpowiedziałem. – Luśka mi nic nie mówiła.. Mieli spróbować.
- Rozmawiałem z Lilką i mówiła, że to koniec. Polubiłem ją.. Ale ona chyba nie jest mną zainteresowana..
- Jesteśmy w Hiszpanii.. Plaża, morze.. pełno Hiszpanów dookoła, a ona ma zwrócić uwagę na ciebie?- popatrzyłem na niego  z po wątpieniem. – Poczekaj, aż wrócicie do Polski. – doradziłem mu. Wrona i Lilka? W sumie pasują do siebie. Szliśmy chodnikiem, mijając sklepowe witryny. Rozglądałem się, nie widząc nic szczególnego, aż do momentu gdy przechodziliśmy obok sklepu jubilerskiego. – Poczekajcie chwile. – wszedłem do środka. Na wystawie zauważyłem srebrny pierścionek zaręczynowy i od razu pomyślałem o Luśce. Na pewno by jej się spodobał.
- No nie mów, że chcesz się oświadczyć? – chyba nigdy nie widziałem, żeby Pit uśmiechał się tak szeroko.
- Nie planowałem tego, ale… - zamilkłem. Na co miałem czekać? Wiedziałem, że Luśka to ta jedyna. Ślub był tylko formalnością. Chciałem z nią być, założyć rodzinę..
- Myślisz, że jej się spodoba? – spytał Wrona, patrząc na mnie z równie szerokim uśmiechem.
- Jest idealny. Prosty, ale piękny.. Ona nie lubi ekstrawagancji.. Biorę – powiedziałam, bez dłuższego namysłu. Kupiłem pierścionek i zaniosłem go szybko do hotelu, chowając tak, żeby go nie znalazła.
- Czekajcie.. – Andrzej zatrzymał się przed klubem – Z racji tego, że to ostatnia impreza Pita, bez obrączki to mam propozycję.. To co stanie się w Hiszpanii, zostaje w Hiszpanii.. – wyszczerzył się czekając na naszą reakcję.
- Zgoda! – przytaknęliśmy oboje i weszliśmy do środka.

Oczami Luśki…
Obudził mnie silny ból głowy. Otworzyłam oczy i rozejrzałam się dookoła. Spałam na kolanach Natki w jakimś małym pomieszczeniu. Pełne było starych mebli i pudełek kartonowych.
- Natka? – szepnęłam. Nic. – Natka – powiedziałam głośniej.
- Hmm? – wymruczała, ale nie otworzyła oczu.
- Wstawaj! – Podniosła się gwałtownie.
- Gdzie my jesteśmy? – zaczęła się rozglądać.
- Wydaje mi się, że na jakimś zapleczu.. – usiadłam prosto i popatrzyłam na nią. – O mój Boże.. co ty masz na ręce?! – krzyknęłam. Na przedramieniu wytatuowanego miała umięśnionego, nagiego mężczyznę.
- Co to jest?! – wstała przerażona. Zrobiła to zdecydowanie za szybko, bo zachwiała się i opadła ponownie na obdartą kanapę.
- Mam lepsze pytanie.. – złapałam się za głowę – Gdzie jest Lilka?

________________________
Zaglądajcie tutaj częściej.. :) Wakacje, więc rozdziały będą częściej :)

sobota, 15 czerwca 2013

Rozdział LII



- Słucham – w końcu odebrałam. Odpowiedziała mi głucha cisza. Widocznie nie spodziewała się tego, że to ja odbiorę.
- Mogę rozmawiać z Bartkiem? – spytała chłodno. To w końcu ja, według niej byłam tą złą, która rozwaliła ich związek.
- Nie, jest zajęty – powiedziałam słodko. Niech nie myśli, że jestem zazdrosna. – Przekazać coś?
- Nie, zadzwonię później. – rzuciła oschle i się rozłączyła.
- Kto dzwonił? – spytał.
- Aśka. – odpowiedziałam, jakby w ogóle mnie to nie ruszyło, chociaż w środku, aż kipiałam ze złości.
- Co chciała? – popatrzył na mnie zdziwiony.
- Nie wiem.. Mówiła, że zadzwoni później.. – wzruszyłam ramionami. Otworzyłam gazetę i udałam, że czytam. Nie chciałam pokazać tego, że jestem zazdrosna. Po ponad 3 godzinach byliśmy już pod mieszkaniem w Bełchatowie. Musieliśmy wstąpić tu na chwilę w drodze do Warszawy, skąd o 21 mieliśmy wylot. W drzwiach wpadliśmy na Mata.
- No nareszcie widzę moich sąsiadów! – wyszczerzył się, witając z Bartkiem. – Gdzie byliście?
- Wracamy od rodziców.
- No domyślam się, że u rodziców sobie tak pojedliście. – zmierzył mnie wzrokiem – Komuś tu się przytyło. – uśmiechnął się do mnie zawadiacko.
- Widzimy – zatrzymałam wzrok na jego koszulce, która lekko odstawała.
- To są mięśnie. – oburzył się.
- Od kiedy tłuszcz to mięśnie? – uniosłam brwi.
- Zaczyna się. – Bartek pokręcił głową, śmiejąc się.
- Przesuń się.. Blokujesz przejście swoimi mięśniami. – warknęłam – Śpieszymy się.
- Dopiero przyjechaliście.. – powiedział, nie rozumiejąc.
- Lecimy do Hiszpanii na wieczór panieński i kawalerski – odpowiedział mu Bartek, gdy byłam już pod drzwiami mieszkania.
- Przytyłam? – spytałam z przejęciem, gdy do mnie dołączył.
- Nie, chudzinko.. Nie przytyłaś – zaśmiał się, całując mnie w czoło. Spakowaliśmy letnie ciuchy i ruszyliśmy w dalszą drogę. Spotkaliśmy się wszyscy na lotnisku.
- Dobra -  powiedziała Natka, podchodząc – Sprawdziłam godziny lotów i albo lecimy do Hiszpanii, albo do Niemiec.. – popatrzyła na nas podejrzliwie, czekając na odpowiedź. Cała nasza 3 miała grobowe miny.
- Zlitujcie się – westchnął Pit, który widocznie też nie mógł doczekać się tej wiadomości. Uśmiechnęłam się do Bartka i wyjęłam z torebki bilety dla nich.
- Hiszpania! – krzyknęła Natka, rzucając się na szyję, najpierw mi, a potem reszcie. – Wiedziałam – wyszczerzyła się.
- Sorry za spóźnienie.. – usłyszeliśmy za sobą. Gdy się odwróciłam zobaczyłam, że w naszym kierunku biegnie Andrzej Wrona. – Korki niesamowite, chyba wszyscy wracają do domu po świętach – usprawiedliwił się zdyszany. Popatrzyłam na Bartka, nie wiedząc o co chodzi.
- Zaprosiłem Andrzeja.. Skoro Wojtek nie jedzie, szkoda by było, żeby bilet się zmarnował. A skoro Natka ma dwie przyjaciółki, to pomyślałem, że Pit powinien też mieć dwóch przyjaciół – wyjaśnił.
- Nie powiedziałeś im wcześniej? – oburzył się. – Jeśli macie coś przeciwko…
- No chyba żartujesz.. Im więcej nas tym lepiej.. – uśmiechnęłam się przyjaźnie. – Tak w ogóle to Luśka jestem. – wyciągnęłam rękę, która szybko uścisnął.
- Andrzej – zwrócił się do mnie, a potem do Lilki.
- Stresuje się – powiedziałam podekscytowana.
- Czym? – wszyscy popatrzyli na mnie zdziwieni.
- Nie wiem.. Ja tak mam zawsze przed wycieczkami – odpowiedziałam z wielkim bananem na twarzy. Bartek, śmiejąc się przytulił mnie do siebie.
- My już jesteśmy przyzwyczajeni. – uśmiechnął się do mnie Wrona. – Nawet Bartek do lotu samolotem, nie? – zaśmiał się. Już go polubiłam. Widać było, że to mega pozytywny człowiek.
- Z każdym lotem jest coraz lepiej. – zgodził się z nim. W końcu nadszedł czas na odprawę.
- Będzie dobrze.. – złapałam za rękę Bartka, gdy siedzieliśmy już na pokładzie samolotu.
- Wiem. – siedział sztywno.
- Wiesz jak słodko wyglądasz, gdy się tak stresujesz? – uśmiechnęłam się.
- W takim momencie wolałbym usłyszeć, że wyglądam męsko, mimo tego, że się boje lecieć. – westchnął.
- Ja wychodzę z założenia, że prawdziwy mężczyzna nie boi się swoich wad i słabości.. – uniosłam brwi.
- Kocham Cię. – popatrzył na mnie czule.
- Ja ciebie też – cmoknęłam go w policzek. Czekaliśmy na start, trzymając się za ręce. Rozejrzałam się dookoła. Natka i Pit już szeptali coś do siebie jak zakochani nastolatkowie. Lilka i Andrzej, którzy usiedli razem, żywo dyskutowali na jakiś temat. Oparłam ponownie głowę o siedzenie i się uśmiechnęłam. Lepiej być nie mogło..

- Hola España! – krzyknęłam, wysiadając pod hotelem z taksówki. Zrobiłam to chyba zbyt głośno, bo osoby przechodzące obok, popatrzyły na mnie jak na wariatkę.
- Sorry.. She’s from Poland.. - 
usprawiedliwiła mnie Natka przed parą staruszków, którzy się zatrzymali. Zatkałam usta dłonią, a pozostali wybuchli śmiechem. Odebraliśmy klucze z recepcji do zarezerwowanych pokoi, wymieniając jeden na pokój z dwoma łóżkami.
- Wow. – powiedziałam, stojąc w progu. Dominowała biel. Na środku stało wielkie łóżko, na które Bartek od razu wskoczył. Wyszłam na balkon i dech mi zaparło. Widok na morze, był niesamowity. Stałam ja wryta z wielkim bananem na twarzy. Nagle poczułam wielkie ręce na swoich biodrach.
- Co powiesz na spacer? – szepnął mi do ucha.
- Teraz? – uśmiechnęłam się, nie odwracając. – Jest północ.
- Tym lepiej. – mruknął. – Ale idziemy sami.. – ten pomysł podobał mi się jeszcze bardziej. Skinęłam jedynie głową. Zanim się zorientowałam, stał już pod balkonem. – Skacz, złapię cię.
- Nie możemy wyjść drzwiami?
- Chcesz zabrać całą wesołą gromadkę? – uniósł brwi. Zagryzłam wargę.. To przecież parter. Przeszłam za barierkę i skoczyłam prosto w ramiona Bartka. – No cześć – wyszczerzył się, nadal trzymając mnie w objęciach. Zaśmialiśmy się oboje i szybko oddaliliśmy się od hotelu.

Oczami Natki…
Weszliśmy do pokoju i od razu padliśmy na łóżko. Oderwaliśmy się od siebie dopiero wtedy, gdy usłyszeliśmy śmiech Bartka. Tak charakterystycznego odgłosu nie dało się pomylić.
- Te ściany są, aż tak cienkie? – spytał przerażony Piotrek.
- To chyba dobiega z balkonu. – wstałam i wyszłam na powietrze. – Chodź, zobacz..  – zawołałam go szybko. Gdy przyszedł wskazałam palcem na Luśkę i Bartka, którzy skradali się szybko pod naszym oknem.
- Jak dzieci – pokręcił głową ze śmiechem.
- Ale w sumie.. Spacer, we dwoje po plaży, na dodatek w nocy.. – rzuciłam aluzję, mając nadzieję, że złapie.
- Chodź, moja romantyczko – przełożył nogi przez barierkę i wyskoczył.
- Nie możemy wyjść drzwiami? – spytałam, zdezorientowana.
- A chcesz spacerować po plaży w czwórkę? – uniósł brwi. Nie myśląc długo skoczyłam obok niego.
- Teraz cii – przyłożył palec do ust, gdy przechodziliśmy obok okna Lilki i Andrzeja. – Musimy być bardziej dyskretni, niż Bartek. – przyśpieszyliśmy, oddalając się od hotelu.

Oczami Lilki..
- Mam nadzieję, że nie masz nic przeciwko temu, że jesteś ze mną w pokoju.. – powiedział lekko speszony Andrzej, gdy weszliśmy.
- No co ty.. – pokręciłam głową z uśmiechem. – Musiałabym być sama i nawet nie miałabym się do kogo odezwać.
- A twojemu chłopakowi, nie będzie to przeszkadzać? – spytał, chcąc się upewnić.
- Nie mam już chłopaka. – wypaliłam szczerze. – Doszliśmy do wniosku, że to bezsensu. To w końcu cały rok.. Chyba tak naprawdę to nie był ten jedyny.. – uśmiechnęłam się smutno. – Widzisz.. mamy wspólny pokój i już znasz moje tajemnice – wyszczerzyłam się. – Dziewczyny jeszcze nie wiedzą.
- Czuję się zaszczycony – odpowiedział mi również bananem na twarzy. – Które wybierasz łóżko?
- To – wskazałam, to przy oknie i rzuciłam na nie walizkę. – Wow. – stanęłam jak wryta, patrząc przez okno. – Patrz.. – otworzyłam drzwi na balkon i wyszłam na świeże powietrze.
- No nieźle.. – pokręcił głową.
- Nieźle? – popatrzyłam na niego jak na idiotę – To jest.. cudowne. – nie mogłam się napatrzeć na błyszczący księżyc, który odbijał się w morzu..
- Nie o tym mówię..  – odpowiedział szybko. – Zobacz.. – wskazał palcem jakieś miejsce. Powędrowałam tam wzrokiem i się zaśmiałam. Pit i Natka oddalali się szybkim krokiem w stronę morza, rozglądając się, czy nikt ich przypadkiem nie widzi.
- No ładnie – pokręciłam głową..
- W sumie.. przeszedłbym się.. – powiedział cicho, drapiąc się po głowie.
- No to chodź. – rzuciłam radośnie i ruszyłam w stronę drzwi.  

Oczami Luśki…

- To nie będzie mój pierwszy raz – powiedziałam, chichocząc.
- Robiłaś już to kiedyś? – popatrzył na mnie zdziwiony.
- Jeszcze jak chodziłam do liceum.. – odpowiedziałam.
- No nie wierzę.. – pokręcił głową. –  Czemu nie mieszkaliśmy obok siebie?
- Też się zastanawiam. Chociaż, jak widziałam twoje zdjęcia z młodzieńczych lat.. – powiedziałam, krzywiąc się teatralnie.
- Cicho.. – zaśmiał się. – Nikt nie idzie? – rozejrzeliśmy się wokoło, ale nikogo nie zauważyliśmy. – Gotowa? – spytał, a ja tylko skinęłam głową.

______________________
Przepraszam, że nie ma zakładki, ale wczoraj wróciłam późno i nie przeczytałam jeszcze wszystkich blogów. Obiecuje, że będzie już z kolejnym. Fajne uczucie wejść po 3 dniach nieobecności i zobaczć 13 tyś wyświetleń :)
Mam nadzieje, że rozdział się podoba i jak zwykle proszę o komentarze :)

poniedziałek, 10 czerwca 2013

Rozdział LI



- Na początek chciałbym Cię przeprosić – powiedział, a ja na chwilę przystanęłam. – Co? Nie tego się spodziewałaś? – uśmiechnął się. Pokręciłam jedynie głową. – Przepraszam za moje wcześniejsze zachowanie. Po prostu przyzwyczaiłem się do Aśki.. Powinienem Cię najpierw poznać. Na razie wiem, że potrafisz mi odpowiedzieć, więc jest już dobrze. Lubię takie osoby. – dodał.
- No to co pan chce jeszcze wiedzieć? – spytałam z uśmiechem. Rozluźniłam się trochę. Byłam na dobrej drodze do tego, żeby mój przyszły teść mnie polubił…

Oczami Bartka..
- Gdzie tata? – spytałem, siedząc z mamą w salonie na kanapie. Widziałem, że chce sprowokować Luśkę, ale ta wybrnęła znakomicie. Mama wzruszyła jedynie ramionami. – Naprawdę nie wiem dlaczego nie potrafi się pogodzić z tym, że nie jestem już z Aśką..
- Lubi ją.. – odłożyła gazetę i popatrzyła na mnie. – Zobaczysz, że w końcu zrozumie, że to Luśka jest tą jedyną i z to z nią chcesz być.
- Słyszałaś go przy obiedzie? – zmarszczyłem brwi.
- Słyszałam i też byłam na niego o to zła. Ale Luśka to mądra dziewczyna i potrafi mu odpowiedzieć. – uśmiechnęła się.
- Lubisz ją? – spytałem.
- Bardzo. Nie dość, że piękna, to jeszcze inteligentna, wykształcona, miła.. Lepiej trafić nie mogłeś – złapała mnie za rękę – I zobaczysz, że tata w końcu to zrozumie..
- Mam nadzieję. Teraz mam zamiar trzymać ją od niego z daleka. I tak stresuje się pobytem tutaj.. Nie chce, żeby musiała wysłuchiwać jego docinków – westchnąłem. Nie spodziewałem się, że mój ojciec będzie się tak zachowywał. Nawet dobrze jej nie poznał, a już stwierdził, że Aśka jest lepsza. Po chwili do pokoju wszedł znudzony Kuba.
- Co tam młody? Gdzie masz Luśkę? Podobały jej się plakaty? – spytałem, gdy usiadł koło mnie.
- Jeszcze ich nie widziała..
- Jak to nie? A gdzie teraz jest?
- Tata chciał z nią porozmawiać i wyszli na dwór. – odpowiedział z grymasem. Wstałem szybko i ruszyłem w stronę drzwi, które w tym momencie się otworzyły.
- O Bartuś! – stanąłem naprzeciwko Luśki i taty. – Właśnie ucięliśmy sobie z Luśką krótką pogawędkę – powiedział cały czas się uśmiechając. – Przyznaje.. – uniósł ręce – Ta dziewczyna jest świetna.. Interesuje się siatkówką, piłką nożną i wiedziała kim jest Lennox Lewis! – krzyknął zachwycony. Spojrzałem na Luśkę, która próbowała się nie roześmiać. Ruszyliśmy w stronę salonu. Złapałem ją za rękę i odciągnąłem na bok.
- Skąd wiedziałaś kim jest ten człowiek? – zaśmiałem się.
- Internet w telefonie się przydaje – wyszczerzyła się. – Sprawdziłam szybko jak oglądał mój samochód. – nachyliłem się nad nią i ją pocałowałem. Po chwili złączyliśmy się już w namiętnym pocałunku..
- Fuj! – usłyszeliśmy. Oderwaliśmy się od siebie i spojrzeliśmy na Kubę, który stał koło nas i się krzywił. Luśka zaczęła się cicho śmiać, chowając się w moich ramionach. – Lusia, idziesz zobaczyć moje plakaty? – jęknął.
- Tak, tak. – odpowiedziała szybko. Złapała go za rękę i ruszyli w stronę pokoju młodego. Przez resztę dnia nie odstępował jej na krok. Najwyraźniej jej nie przeszkadzało bo żywo dyskutowała z nim o komiksach, super bohaterach i sportowcach. Kolacja wyglądała zupełnie inaczej, niż obiad. Luśka usiadła obok taty i rozmawiali o moim kolanie (O dziwo, nie naciskał już na opinie innego specjalisty). Po kolacji wspólnie obejrzeliśmy film, na którym razem z mamą się popłakała. Czekałem na nią, aż skończy czytać Kubie na dobranoc. Włączyłem laptopa i przeglądałem wiadomości, gdy nagle zobaczyłem jedną od Aśki.. „Mam kilka twoich rzeczy.. Przywieźć Ci, czy po nie przyjedziesz?”, przeczytałem. Jakie rzeczy, nie przypominałem sobie, żebym coś u niej zostawiał. Odpisałem szybko „Nie rób sobie problemu. Raczej nie są mi potrzebne, więc możesz je wyrzucić” .
- Co robisz? – spytała Luśka, wchodząc do pokoju już wykąpana.
- Czytam wiadomości.. Aśka napisała.. – powiedziałem, niby od tak.
- Co chciała? – próbowała udać, że mało ją to obchodzi.
- Oddać mi kilka rzeczy. Pytała, czy sam po nie pojadę, czy ma mi je przywieźć..
- Jaka ona uczynna – pokręciła głową. Uśmiechnąłem się, widząc jak bardzo jest zazdrosna.
- Powiedziałem, że sam po nie pojadę – skłamałem, obserwując jej reakcję. Gdyby mogła zabijać spojrzeniem już leżałbym martwy. – Żartowałem.. odpisałem, że może je wyrzucić. – wyjaśniłem szybko, bo widziałem, że ściąga brwi po czym zwykle wybuchała. Wywróciła jedynie oczami i położyła się obok mnie.
- Ale ślicznie wyglądasz, gdy jesteś zazdrosna – oparłem się na ręce i zacząłem bawić się jej włosami.
- Nie jestem zazdrosna – syknęła.
- Jasne.. – pokręciłem głową ze śmiechem. Nachyliłem się nad nią i delikatnie musnąłem ją ustami. Przyciągnęła mnie mocniej do siebie.
- Bartek.. Twoi rodzice śpią za ścianą – szepnęła po jakimś czasie, gdy zacząłem zdejmować jej koszulę nocną. – Twój tata dopiero co mnie polubił..
- Nie obudzą się. – chciała coś jeszcze powiedzieć, ale uciszyłem ją pocałunkiem.


Oczami Luśki..

- Luśka! – usłyszałam zniecierpliwiony głos Kuby. Otworzyłam jedno oko i zobaczyłam małego, pochylającego się nade mną. – Pobudka – wyszczerzył się. Upewniłam się, że cała przykryta jestem kołdrą i oparłam się na łokciach. – Czemu śpisz nago? – spytał, marszcząc brwi.
- Yyy.. gorąco mi było w nocy – od razu się obudziłam, słysząc to pytanie.
- W zimę? – kątem oka widziałam jak Bartek się uśmiecha, nadal jednak nie otwierał oczu.
- Yhym.. – skinęłam niepewnie głową, modląc się, żeby to mu wystarczyło.
- Nie wstydzisz się przed Bartkiem? – przekrzywił głowę, wyczekując na odpowiedź.
- Wiesz.. jak dwójka ludzi ze sobą jest, to już się nie wstydzi leżeć koło siebie nago..
- I wy tak tylko leżycie? – Skinęłam głową. – To nie chcecie mieć dzieci? – spytał zszokowany. Popatrzyłam na niego zbita z tropu.
- No wiesz.. Kiedyś pewnie będziemy mieć dzieci..
- No ale jak będziecie tak tylko leżeć to ich nigdy nie będzie mieć.. Wiesz skąd się biorą dzieci? – Bartek, który przysłuchiwał się całej rozmowie teraz wybuchł śmiechem.
- Dobra młody idź poczekaj w salonie.. Ubierzemy się i zaraz przyjdziemy. – powiedział cały czas się śmiejąc. Popatrzyłam na niego zdezorientowana, gdy zostaliśmy sami.
- Czy twój 9 letni brat chciał mi przed chwilą wytłumaczyć skąd biorą się dzieci? – spytałam, patrząc na drzwi, w których dopiero co zniknął.
- Inteligentny jest po bracie – wyszczerzył się.
- Szczególnie jeśli chodzi o te sprawy. – dałam mu kuksańca łokciem i zaczęłam się ubierać. Zeszliśmy jakieś pół godziny później. Po śniadaniu wybraliśmy się w trójkę na spacer. Urządziliśmy wielką bitwę na śnieżki, ulepiliśmy ogromnego bałwana i cali mokrzy wróciliśmy do domu na obiad. Ku mojemu zdziwieniu przy stole siedziało znacznie więcej osób. Jak się potem okazało zjechała się połowa rodziny, która chciała spotkać się z Bartkiem, a przy okazji zobaczyć jego nową dziewczynę. Gdy zostaliśmy ponownie w piątkę, przy kolędach graliśmy w scrabble i kalambury.
- Lusia – szepnął Kuba, gdy skończyłam mu czytać bajkę o krasnoludkach i świętym Mikołaju. – Ty już będziesz z Bartkiem na zawsze?
- Bardzo bym chciała. – uśmiechnęłam się, poprawiając mu kołdrę. – A czemu pytasz?
- Bo chce żebyś tu częściej przyjeżdżała..
- Obiecuję, że będę. A jak będziesz miał wolne w szkole to zawsze możesz przyjechać do Bełchatowa.
- Serio? – spytał, a w oczach pojawiły mu się iskierki.
- Pewnie, a teraz idź spać.. bo jutro muszę Cię obudzić bardzo wcześnie, żeby się z Tobą pożegnać. – pocałowałam go w czoło i poczekałam jeszcze chwilę, aż zaśnie. Gdy wstałam zobaczyłam Bartka opartego o framugę drzwi, gdy podeszłam przytulił mnie i pocałował. – Kocham Cię.
- Wiem – odpowiedziałam i zamknęłam za nami drzwi.

Rano, tak jak obiecałam obudziłam Kubę. Ze łzami w oczach przytulił mnie mocno.
- Przeczytaj jak najwięcej komiksów, żebyś miał mi o czym opowiadać, ok? – uśmiechnął się od razu i skinął z zapałem głową. Pożegnaliśmy się z pozostałymi domownikami i wyszliśmy z domu.
- Pokochali cię – powiedział Bartek, gdy wsiadaliśmy do samochodu. Uśmiechnęłam się jedynie. Zaraz potem usłyszałam dzwonek telefonu.
- Cześć! – krzyknęła mi do ucha Natka.
- No hej. – odpowiedziałam z dużo mniejszym entuzjazmem. – Jak święta?
- Super… Ale nie o tym chciałam rozmawiać.. Bo zaczęłam się pakować, ale nie wiem co mam zabrać..
- Przygotuj się na wszystko.
- Gdzie mi się to „wszystko” zmieści? Powiedz mi chociaż, czego mam nie brać.
- Przygotuj się na wszystko. – powtórzyłam.
- Kurde.. Myślałam, że z Tobą pójdzie mi łatwiej niż z Lilką.. – westchnęła zawiedziona.
- Będziesz miała niespodziankę.
- A Pit też ma się przygotować na wszystko?
- Tak, on też.
- Dobra.. – powiedziała zrezygnowana i się rozłączyła.
- Natka? – zaśmiał się Bartek.
- Tak.. Nie wie co spakować.. – wywróciłam oczami. Chociaż na jej miejscu miałabym pewnie ten sam problem.
- Wyobrażasz sobie to, co teraz musi przeżywać Pit z nią w domu? – spytał, wciąż się śmiejąc.
- Wolę chyba tego nie wiedzieć – uśmiechnęłam się. Rozbrzmiał dzwonek telefonu, tym razem Bartka.
- Odbierz – podał mi go, patrząc cały czas na jezdnie. Spojrzałam na wyświetlacz „Aśka”. –  Kto dzwoni? – spytał, nie rozumiejąc dlaczego gapie się na telefon zamiast odebrać. 


_______________________
Dość szybko zdążyłam napisać kolejny :) Następny prawdopodobnie dopiero koło niedzieli, bo 3 dni spędzę poza domem. :) Jak zwykle proszę o komentarze :) Mam nadzieję, że rozdział się podoba :)
A jak odczucia po dwóch meczach reprezentacji z Brazylią? |

Chciałabym podzielić się z Wami blogami, które czytam.. Mam już ich kilka wraz z nowym rozdziałem pojawi się zakładka z listą :) W komentarzach możecie podawać linki do swoich, chętnie przeczytam i opublikuję :)