niedziela, 10 lutego 2013

Rozdział X



Wyszliśmy z hali, byłam tak wkurzona na Bartka, że nawet się nie odzywałam.
- Luśka wiem, że jesteś zła. To było nie rozsądne z mojej strony, powinienem był ci powiedzieć od razu, że boli.
- Tak, powinieneś i to nie ze względu na mnie, tylko na samego siebie - powiedziałam zdenerwowana.-  Myślałam, że chcesz jak najszybciej wrócić na boisko, ale widocznie się pomyliłam.
- Chcę! Właśnie dlatego nic nie mówiłem, chciałem jak najszybciej skończyć rehabilitację i wrócić do treningów. - próbował się usprawiedliwić.
- Jak niby chciałeś to zrobić z bolącym kolanem? - krzyknęłam.
- Luśka, ludzie patrzą. - upomniała mnie cicho Natka, bojąc się, że jej też się oberwie.
- Nie wiem - powiedział, chyba dopiero teraz dotarło do niego co zrobił. W milczeniu wsiedliśmy do samochodu.
- Może podrzucę cię do galerii? Musisz sobie  kupić kilka ciuchów, a ja wątpię, że znajdę dzisiaj czas na zakupy. - zaproponowałam Natce.
- Nie ma sprawy. - Podwiozłam ją pod centrum handlowe i pojechałam z Bartkiem do jego lekarza. Nie musieliśmy długo czekać, od razu zrobiono mu wszystkie badania.
- Nadal jesteś na mnie zła? - spytał, gdy czekaliśmy na wyniki. Nie odpowiedziałam nic, nie miałam ochoty z nim rozmawiać. Czy on nie zdawał sobie sprawy z tego jak ciężko ma uszkodzone kolano? Jak można być tak nieodpowiedzialnym? - Luśka, przepraszam. - powiedział z miną szczeniaka.
- Proszę wejść - zawołał nas lekarz.
- I co z jego kolanem? - spytałam.
- Cóż, zdjęliśmy mu za szybko gips, okazuję się, że jego kolano jest w gorszym stanie, niż się tego spodziewaliśmy.
- Przecież zrobiliście mu badania, po zdjęciu usztywnienia. - powiedziałam, nie rozumiejąc. - Nie widzieliście, że jest na to za wcześnie? - spytałam, oskarżycielskim tonem.
- Myśleliśmy, że rehabilitacja pomoże - powiedział, lekko zawstydzony.
- Ale nie pomogła! - krzyknęłam.
- Spokojnie. - Bartek, złapał mnie za rękę.
- I co teraz? - spytałam już spokojniej.
- Założymy mu znów gips, na dwa tygodnie.
- A co będzie, jeśli zdejmiecie mi go, a  nie będzie lepiej? - zapytał Bartek
- Nie chcemy spekulować, na razie usztywnimy nogę i zobaczymy co dalej. - odpowiedział, wymijająco doktor. Ja  wiedziałam, co będzie dalej, jednak nie chciałam dopuszczać, do siebie takiej myśli.

- To moja wina. - wyrzucił z siebie, gdy wracaliśmy do domu.
- Niby czemu?
- Gdybym powiedział wcześniej.. może byłoby inaczej, może dało by się coś zrobić.
- Nie byłoby inaczej, to nie twoja wina. Teraz po prostu rehabilitacja, będzie trwać dłużej.
- Słuchaj, jeśli chcesz zrezygnować to nie ma sprawy. 
- Nie wygłupiaj się, nie zostawię Cię teraz. - powiedziałam. Czułam na sobie jego wzrok, ale uparcie patrzyłam przed siebie. W oczach pojawiły mi się łzy, zagryzłam wargi, marząc o tym, żeby jak najszybciej być w domu. Po drodze odebraliśmy Natkę, obładowaną torbami.
- No i co powiedział lekarz? - spytała z przejęciem.
- Na razie usztywnili mi nogę na dwa tygodnie. Jak mi zdejmą to zobaczymy co dalej - odpowiedział jej Bartek.
- Ale wszystko będzie dobrze?
- Nie wiem. Luśka - zwrócił się do mnie. - A co jeśli zdejmą mi gips i nie będzie lepiej? - tego pytania bałam się najbardziej. Nie spodziewałam się, że tak szybko padnie.
- Nie wiem, może włożą ci znów w gips. - po raz pierwszy go okłamałam i czułam się z tym strasznie. Kątem oka, zauważyłam, że Natka na mnie podejrzliwie patrzy. Nikt nic więcej nie powiedział. W milczeniu wracaliśmy do domu. Gdy dotarliśmy, od razu weszłam do łazienki. Nie wytrzymałam i zaczęłam płakać. To nie może się tak skończyć. On jest świetnym siatkarzem, to nie byłoby fair. Złapałam się za głowę, co się ze mną dzieje? Czemu, aż tak mi zależy? Usłyszałam pukanie do drzwi.
- Długo jeszcze? Musze do toalety. - powiedziała Natka.
- Już, już - odpowiedziałam, ocierając łzy. Wyszłam, starając się nie pokazywać jej swojej twarzy. Nie udało się, spojrzała na mnie pytający wzrokiem.
- Później - szepnęłam, bo Bartek właśnie szedł do kuchni. Wzięłam głęboki oddech i poszłam za nim. - Chcesz coś do jedzenia? - zapytałam, siląc się na jak najbardziej normalny ton.
- Płakałaś? 
- Nie, coś mi wpadło do oka i wyjmowałam. - kolejne kłamstwo. - No to co, chcesz coś do jedzenia?
- Jakbyś mogła zrobić mi jajecznice to byłoby super. - powiedział z uśmiechem.
- Nie ma sprawy. - odpowiedziałam i zabrałam się za smażenie. - Trzeba zadzwonić do Winiara, że nie przyjdziemy. Od tej pory leżysz z nogą w górze, a wstajesz tylko do łazienki rozumiesz? - spytałam, tonem nie przyjmującym sprzeciwu.
- Tak jest - odpowiedział, śmiejąc się. - Szkoda, że nie możemy iść do niego, zapowiadał się fajny wieczór.
- Twoje kolano jest ważniejsze.
- Wiem, wiem.. Ej - krzyknął - A jakbyśmy ich zaprosili tutaj? Nie musiałbym wstawać, a spotkalibyśmy się wszyscy - spytał, podekscytowany.
- No w sumie czemu nie.. Zadzwonię do Winiara i pogadam z nim, no chyba, że ty chcesz zadzwonić - powiedziałam.
- Nie, nie spoko ty zadzwoń.
- Co tak ładnie pachnie? - spytała Natka, wchodząc do kuchni.
- Luśka robi jajecznice.
- O dla mnie też? - spytała z nadzieją.
- Starczy dla wszystkich. - odpowiedziałam, nakładając jedzenie na talerze. Rozmawialiśmy o pracy Natki, to znaczy oni rozmawiali, ja byłam myślami, zupełnie gdzie indziej. Po kolacji,  wzięłam długi prysznic i siedząc już wygodnie w łóżku zadzwoniłam do Winiara.
- No cześć blondyna - usłyszałam. Cały Winiar.
- Cześć. - przywitałam się.
- Oj, coś się stało. - powiedział, podejrzliwym tonem.
- Nie będzie nas na tym grillu.
- Co? Czemu? To ma coś wspólnego z tym, że tak szybko wyszliście dzisiaj z treningu?
- Tak, pojechaliśmy do lekarza, bo Bartek dopiero wtedy przyznał mi się do tego, że boli go kolano podczas ćwiczeń.
- No co za głąb - przerwał mi.
- No i okazało się, że miał za szybko zdjęty gips i że z kolanem jest gorzej, niż myśleli na początku. Usztywnili mu znowu nogę, na dwa tygodnie. Nie chcę, żeby się nie potrzebnie nadwyrężał.
- Rozumiem, pewnie. - odpowiedział ze smutkiem.
- Ale mamy pewien pomysł - powiedziałam. - Może wpadlibyście do nas? Zrobiłabym z Natką coś do jedzenia, posiedzielibyśmy, pogadali. Co ty na to? - spytałam.
- Mi pasuję, dam znać chłopakom, ale oni też się na pewno zgodzą.
- To co jutro o 19 u nas?
- Ok - dodał wyraźnie ucieszony, że jednak impreza się odbędzie.
- No to do zobaczenia. - pożegnałam się i rozłączyłam. Opadłam na poduszki, gdy nagle Natka zapukała i uchyliła drzwi do pokoju.
- Możemy pogadać?
- Pewnie, wchodź. - No to już po spaniu.
- Powiesz mi co się stało? Dlaczego płakałaś w łazience? Z Bartkiem coś nie tak? - zapytała.
- Natka, nic nie wiadomo jeszcze. Zdejmą mu gips, to wtedy zobaczymy, czy wszystko ok. - powiedziałam wymijająco.
- Wiem dobrze, kiedy kłamiesz. A na pewno nie odpowiedziałaś szczerze Bartkowi w samochodzie. Wiesz, co będzie jeśli po zdjęciu gipsu z jego kolanem nie będzie lepiej? - spytała żądając odpowiedzi. Skinęłam jedynie głową. - Powiesz mi? - Łzy znów pojawiły mi się w oczach.
- Natka, jeśli gips nie pomoże, to Bartek już nigdy nie wróci na boisko..

Rozdział IX

- Zostawił mnie. - powiedziała Natka, nadal stojąc na klatce schodowej.
- Filip? - zapytałam z niedowierzaniem. - Boże, wchodź. - zaprosiłam ją do domu. Przytuliła się do mnie, jeszcze bardziej płacząc. Bartek bezgłośnie pokazał, że będzie w salonie. Weszłyśmy do mojego pokoju. - Co się stało? - spytałam, nie bardzo wiedząc co się dzieję.
- On.. on.. zostawił mnie - mówiła nie wyraźnie.
- Pokłóciliście się? 
- Nie.. Pamiętasz jego byłą dziewczynę? - zapytała
- No ta niska, ruda.. - próbowałam przypomnieć sobie jej imię.
- Taak, oni zerwali, przed tym jak wyjechała do Londynu - powiedziała, pociągając nosem. - Potem, zaczął się ze mną spotykać, mówił, że do tamtej już nic nie czuje.. - przerwała, a ja czekałam, aż się uspokoi. - I ona.. ona wróciłam tydzień temu do Polski, spotkali się i.. - nie mogła nic więcej powiedzieć.
- Rzucił Cię dla niej? - spytałam, nie mogąc w to uwierzyć. Natka skinęła głową - Boże...
- Luśka, co ja mam robić? Ja go kocham.. - powiedziała.
- Natka, jeśli cię  zostawił dla tej dziewczyny, to naprawdę nie był ciebie wart, ona ci do pięt nie dorasta - mówiłam szczerze. Jak Filip mógł zostawić ją dla niskiej, rudej, piegowatej dziewczyny z krzywymi nogami? Byłam na niego tak wściekła, że gdyby był w pobliżu to nie ręczyłabym za siebie - Jesteś młoda, piękna znajdziesz sobie kogoś, kto na ciebie zasługuje. Tego kwiatu jest pół światu. - powiedziałam, uśmiechając się.
- Może to moja wina? Gdybym się bardziej starała, może by został ze mną - no tak, typowe zachowanie porzuconej dziewczyny, czyli obwinianie niepotrzebnie samej siebie.
- Przestań, byliście idealną parą. To chyba lepiej, że stało się to teraz, niż za 10 lat, kiedy bylibyście małżeństwem. Znajdziesz sobie kogoś z kim będziesz szczęśliwa. A o nim musisz zapomnieć.  Widocznie, tak musiało być. - powiedziałam. Natka się trochę uspokoiła.
- Luśka.. ja planowałam z nim przyszłość, chciałam mieć dzieci. Uwierzyłam, że nic już do tej Kaśki nie czuję. A dzisiaj przychodzi do mnie i mówi, że spotkał się z nią i że chyba nadal coś do niej czuję! Wiesz jak się poczułam? - znowu zaczęła płakać.
- Wyobrażam to sobie. Pamiętasz jak mnie Wojtek zdradził? Czułam się podobnie, ale w końcu zdałam sobie z tego sprawę, że widocznie tak miało być i że zasługuję na kogoś lepszego. Ty też musisz to zrozumieć.
- Staram się Luśka, naprawdę, ale to boli! - powiedziała, płacząc.
- Wiem, że potrzeba czasu. Wiesz co.. zostań u mnie na parę dni. Jutro pójdziemy do klubu, może poznamy kogoś fajnego. - zaproponowałam
- Nie mam ochoty na zabawę. Chce leżeć sama w łóżku i płakać.
- Natka wiesz, że to jest najgorsze rozwiązanie. Musisz o tym jak najszybciej zapomnieć.
- Wiem, ale naprawdę nie mam ochoty ruszać się nigdzie z domu. - powiedziała stanowczo
- Dobra, to zostaniesz tu w piątek sama bo my idziemy na grilla do Winiara - czekałam na jej reakcje.
- Będzie grill u Winiara? - spytała już innym głosem.
- No mamy zaproszenie i pomyślałam, że też byś chciała wpaść, ale skoro wolisz zostać w łóżku to nie będę cię ciągnąć na siłę - powiedziałam obojętnie.
- Wiesz, może jednak pójdę - powiedziała, ocierając łzy.
- No to super. A co z Lilką, gdzie ona w ogóle jest? - spytałam. Dziwne, że nie przyjechały razem.
- Pojechała w góry z Sebą i jego kolegami. Też miałam jechać, ale nie mogłam się wyrwać z pracy.
- Aa.. Ej a może coś obejrzymy, jak za starych dobrych czasów? Piwko i komedia? - zaproponowałam z uśmiechem.
- Czemu nie.. - zgodziła się z wymuszonym uśmiechem. Poszłam do kuchni, wzięłam z lodówki 2 piwa i zrobiłam popcorn. Zaczęliśmy oglądać Kac Vegas. Natka w połowie filmu zasnęła. Nie chciałam jej budzić, więc wyłączyłam film i przykryłam ją kocem. Wyszłam z pokoju, owinięta drugim. Bartek siedział w salonie na kanapie i oglądał mecz piłki nożnej.
- Co z nią? - spytał, wyraźnie zainteresowany.
- Zasnęła. Nie będziesz miał nic przeciwko, jeśli zostanie tutaj przez kilka dni? - zapytałam. - Wiem, że sobie poradzi, w końcu jest psychologiem, ale Lilki nie ma w Warszawie, nie chce zostawiać jej samej. - dodałam
- Nie ma sprawy - odpowiedział, bez namysłu - Może zostać tu ile tylko chce.
- Dzięki - uśmiechnęłam się. - Smakował kurczak? - zapytałam
- I to bardzo, brakowało mi tego.
- No to się cieszę. Mogę posiedzieć z tobą? Nie chce mi się jeszcze spać.
- Pewnie, siadaj - zrobił mi miejsce. Usiadłam koło niego i przykryłam go kocem.
- Co się tak właściwie stało? - zapytał - Oczywiście, jeśli nie chcesz to nie mów.
- Chłopak ją rzucił. - powiedziałam i znów ciśnienie mi się podniosło. - Nadal nie mogę w to uwierzyć, jak dla mnie byli idealną parą.
- No to czemu ją zostawił?
- Jego była dziewczyna, tydzień temu wróciła do Polski, spotkali się i .. no wiesz, uczucie wróciło. - powiedziałam.
- No to wyobrażam sobie co ona teraz musi czuć. - powiedział, widać było, że jego też coś gnębi.
- Stało się coś? - zapytałam.
- Nie wiem co się dzieję z Aśką... Wydaje mi się, że już jej na mnie nie zależy. Nie ma dla mnie czasu nawet przez telefon. Ważniejsze są dla niej imprezy. W ogóle nie interesuję się co u mnie. Nie wiem co mam robić.. - wyrzucił to z siebie.
- Może porozmawiaj z nią? Powiedz jej co czujesz, jak to wszystko odbierasz. - doradziałam mu.
- Tak zrobię, tylko kiedy? Ja nie mogę jechać do niej bo nie przerwę rehabilitacji, a ona w ten weekend nie może. - powiedział załamany
- No to jak nie w ten, to w następny. Powiedz, żeby przyjechała bo chcesz z nia porozmawiać, powinna zrozumieć. A w piątek pójdziemy do Winiara i się trochę rozerwiesz - uśmiechnęłam się. - Myślisz, że będzie miał coś przeciwko temu, żebyśmy wzięli ze sobą Natkę? - zapytałam
- Winiar? No co ty. Dla niego im więcej ludzi tym lepiej. - odpowiedział.
- No to super. Dobra, idę spać. - powiedziałam, zmęczona.
- Dobranoc.
Poszłam się kąpać, jedyne o czym teraz marzyłam to gorąca kąpiel.

Następnego dnia obudził mnie telefon.
- Słucham - powiedziałam, zaspanym głosem.
- No cześć Luśka, obudziłem cie? - usłyszałam wesołego Winiara.
- Tak - powiedziałam oburzona
- Wybacz, nie chciałem.
- Serio? - popatrzyłam na zegarek - No to co jest tak ważnego, że dzwonisz do mnie o 6 rano?
- W sumie to nic - zaśmiał się - chciałem się tylko upewnić, że wpadniecie jutro na tego grilla.
- A właśnie - przypomniałam sobie - Słuchaj, bo przyjechała do mnie przyjaciółka i zostanie na kilka dni, miałbyś coś przeciwko, żeby też przyszła? - spytałam
- No co ty - powiedział natychmiast - Im więcej ludzi tym lepiej - uśmiechnęłam się do siebie, przypominając sobie, że to samo wczoraj mówił Bartek. - Mam do was prośbę, wiem, że powinienem porozmawiać o tym raczej z Bartkiem, ale jak już gadamy.. - wytłumaczył się - Chodzi o to, że zaprosiłem też chłopaków z reprezentacji. I tak, chcieli przyjechać, odwiedzić Bartka, więc pomyślałem, że to idealna okazja.
- To świetnie! - sprawił, że rozbudziłam się całkowicie.
- No właśnie, tylko, że u mnie w domu nie zmieszczą się wszyscy i mam prośbę, czy kilku nie mogło by przenocować u Was.
- A ilu konkretnie miałoby tu spać? - spytałam
- Trzech, może czterech. Dacie radę ich jakoś upchnąć? - spytał z nadzieją.
- Pomieścimy się, spokojnie - odpowiedziałam - Ale muszę porozmawiać jeszcze z Bartkiem w końcu to jego mieszkanie.
- Ok, ok. A może wpadniecie dzisiaj na trening? Weź koleżankę, chętnie ją poznam. - zaproponował.
- Dobra, spytam ich i jak coś to wpadniemy - powiedziałam. - Winiar, skąd ty masz w ogóle mój numer? - spytałam. Nie przypominałam sobie, żebym mu go podawała.
- Z internetu. Masz go podanego w razie nagłych przypadków - powiedział, śmiejąc się. - Stwierdziłem, że o 6 rano mogę go wykorzystać.
- Bardzo śmieszne, przez ciebie będę teraz niewyspana. Wielkie dzięki - powiedziałam, też się śmiejąc.
- Zawsze do usług, muszę kończyć Oli mnie woła, żebym mu zrobił śniadanie. Do zobaczenie na treningu. - pożegnał się i rozłączył. Próbowałam zasnąć, ale bez skutku więc o 7 wstałam i poszłam się ogarnąć. Był ładny, ciepły poranek, więc zdecydowałam się na krótkie, jeansowe szorty, białą bokserkę i różowo-białe trampki. Zrobiłam śniadanie i czekałam, aż moi współlokatorzy się obudzą. Pierwsza wstała Natka, weszła z podpuchniętymi oczami do kuchni.
- Cześć - powiedziała zaspana.
- Wyglądasz okropnie.
- Dziękuję, już zapomniałam jak miło potrafisz witać się ludźmi - odpowiedziała z ironią.- O Boże, rzeczywiście - krzyknęła przerażona, gdy zobaczyła swoje odbicie w mikrofalówce.
- Jak się czujesz? - zapytałam.
- Lepiej. Muszę zająć się czymś innym, żeby o tym nie myśleć. Co robimy dzisiaj?
- Co powiesz na oglądanie treningu Skry? Potem możemy iść na zakupy - powiedziałam z uśmiechem, wiedząc, że jej się to spodoba.
- Wiesz, że jesteś najlepszą przyjaciółką na świecie? - spytała, podekscytowana.
- Wiem, wiem, a teraz idź się kąpać, bo nie mogę na ciebie patrzeć. - uśmiechnęłam się do niej przyjaźnie, a ona pokazała mi język.
- Dzień dobry - Bartek wszedł do kuchni z uśmiechem na twarzy, gdy Natka puściła wodę pod prysznicem.
- No cześć - przywitałam się - Siadaj. Zrobię ci herbatę, jak chcesz to weź sobie kanapki, zrobiłam dla wszystkich.
- Ok, wyspałaś się?
- Nie - powiedziałam oburzona - Winiar obudził mnie o 6.
- Winiar? Co chciał? - spytał zaskoczony. Opowiedziałam mu wszystko. Tak jak myślałam na wszystko się zgodził. Po 20 minutach, Natka wyszła z łazienki, owinięta samym ręcznikiem i stanęła w drzwiach kuchni.
- O Boże - pisnęła, widząc Bartka i uciekła do pokoju, na co ja wybuchłam śmiechem. - Przepraszam, myślałam, że jeszcze śpisz - krzyknęła.
- Nie martw się, Luśkę widziałem w bieliźnie. - od razu przestałam się śmiać. Bartek spojrzał na mnie z satysfakcją.
- Weź sobie coś ode mnie - zawołałam. Po 5 minutach weszła do kuchni zarumieniona. - Zrobiłam ci kanapki i herbatę.
- My się jeszcze nie poznaliśmy, Bartek jestem - uśmiechnął się do niej, na co ona jeszcze bardziej poczerwieniała. - Miło cie poznać.
- Natka. - odpowiedziała szybko. - Nie masz nic przeciwko temu, żebym tu została do niedzieli? - spytała skrępowana.
- Nie no co ty, możesz zostać ile będziesz chciała.
- No a jutro będziemy mieć kolejnych gości - powiedziałam do niej. - Chłopaki z reprezentacji tu przenocują.
- Pomieścimy się?
- Jakoś damy radę. Dobra, jedz szybko i wychodzimy.
Bartek poszedł się ogarnąć i po godzinie, dojechaliśmy pod halę.
- Cześć - krzyknął Plina, który zauważył nas pierwszy. Wszyscy zgromadzili się wokół nas.
- To jest Natka. - przedstawiłam ją. 
- Cześć - powiedziała, uśmiechając się szeroko. Chłopaki, przywitali się z nią i wrócili do treningu. Zajęliśmy miejsca na trybunach i oglądaliśmy. Bartek, patrzył ze smutkiem na boisko. Widać było, że chciałby móc wejść i pograć z nimi.
- Nie martw się, już wkrótce ty też będziesz trenował. - powiedziałam do niego cicho.
- Luśka.. Muszę ci coś powiedzieć.. - powiedział, zawstydzony.
- Co takiego?
- No bo.. jak ćwiczymy, to ja ci mówię, że nie boli, a to boli i to coraz bardziej.. - powiedział, nie patrząc mi w oczy.
- Że co? - spytałam zszokowana. - Bartek, nie powinno cię już boleć, przy zginaniu! Coś musi być nie tak! Zbieraj się, jedziemy do lekarza..

sobota, 9 lutego 2013

Rozdział VIII


Obudziłam się z potwornym bólem głowy. Nigdy więcej, nie spojrzę na alkohol. Podniosłam się i od razu tego pożałowałam. Nie dość, że zakręciło mi się w głowie, to jeszcze dostałam mdłości. Leżałam, tak przez 15 minut i próbowałam przypomnieć sobie jak dotarłam wczoraj do domu.
- O już wstałaś? - Bartek wszedł do pokoju ze śniadaniem na tacy.
- Głowa mi pęka, mów ciszej. - poprosiłam. - O nie! Weź to, jest mi tak nie dobrze, że nie przełknę nic. - nie chciałam nawet patrzeć na tosty. Wzięłam tylko sok i wypiłam go za jednym razem. - Bartek jak ja wróciłam do domu? Nic nie pamiętam.
- Może to i lepiej..
- Jak to? - zrobiło mi się jeszcze słabiej, bo znałam swoje możliwości po alkoholu
- No wiesz, byłaś bardzo.. - przerwał, zastanawiając się nad odpowiednim określeniem. -  odważna... Składałaś mi dwuznaczne propozycję - powiedział, poważnym głosem.
- Co? - zapytałam, przerażona. - Bartek, przepraszam ja .. - nie wytrzymał i uśmiechnął się w taki sposób, że od razu zorientowałam się, że żartuje - Wiesz co, bardzo śmieszne - rzuciłam w niego poduszką.
- To, za nasze pierwsze ćwiczenia, po zdjęciu gipsu - pokazał mi język - Nie, tak naprawdę, zachowywałaś się bardzo grzecznie. Nie masz się czym przejmować.  Miałem Ci mówić i mi wyleciało z głowy, moi rodzice dzisiaj przyjadą mnie odwiedzić - popatrzył na zegarek - no, powinni tu być za jakąś godzinę.
- CO? - krzyknęłam i zerwałam się na równe nogi. Zakręciło mi się w głowie i usiadłam.
- Spokojnie, możesz sobie leżeć, rodzice są bardzo.. wyrozumiali - powiedział z uśmiechem.
- Wezmę zimny prysznic, to zrobi mi się lepiej - zbierałam się do wstania. 
- Dobra - powiedział wychodząc - A i ładna, ta twoja czarna, koronkowa bielizna - dodał ze złośliwym uśmiechem, po czym zamknął drzwi.
- Co?! Widziałeś moją bieliznę?! - krzyczałam, wybiegając za nim.
- Sama mi ją pokazałaś - uniósł ręce do góry z miną niewiniątka.
- O Boże.. nigdy więcej.. - powiedziałam, wchodząc do łazienki.

Godzinę później rodzice Bartka zapukali do drzwi. Odświeżona, ubrana w kremową spódnice, biała bluzkę na ramiączkach i różowy sweterek, siedziałam w salonie na kanapie. Bartek przywitał się z cała rodziną i zaprosił ich dalej. Gdy weszli do pokoju, szybko wstałam.
- Mamo, tato to jest właśnie Lu.. Alicja, moja rehabilitantka. – przedstawił mnie. – A to moi rodzice.
- Alicja, miło mi państwa poznać – powiedziałam z uśmiechem.
- Nam również, Bartek mówił nam same dobre rzeczy o tobie– powiedział pan Kurek, uprzejmym głosem - Podobno w tobie jedyna nadzieja, żeby wrócił szybko na boisko.
- Ja mu tylko pomagam, to od niego zależy, jak intensywnie będzie ćwiczył, ale muszę go pochwalić, bo robi ogromne postępy. – powiedziałam patrząc na Bartka, który lekko się zaczerwienił.
- No to bardzo się cieszę.
- A mnie nie przedstawisz? – zapytał oburzony chłopiec. Poznałam go od razu. To właśnie z nim Bartek występował w reklamie.
- A tak, najważniejsza osoba w naszej rodzinie. Kuba, mój młodszy brat.
- Cześć. – powiedział, uśmiechając się tak szeroko, że pokazał wszystkie zęby.
- Cześć, jestem Luśka – podałam mu rękę, którą uścisnął. - Napiją się państwo czegoś? Kawy? Herbaty? - zapytałam
- Nie, nie rób sobie kłopotu.
- Ale to naprawdę żaden kłopot. - uśmiechnęłam się
- No to dwie kawy. - odpowiedziała mama Bartka.
- Mogę iść z tobą? - zapytał Kuba
- Pewnie.
- No to opowiadaj Bartuś co tam u Ciebie? – Widać było, ze stęskniła się za synem. Patrzyła na niego z uwielbieniem. Bartek, zaczął opowiadać jej co się u niego działo, odkąd przyjechał do Belchatowa, a ja wyszłam z jego bratem do kuchni.
- Chcesz coś do picia? - zapytałam z uśmiechem.
- Pepsi - odpowiedział
- Proszę - podałam mu szklankę - A ty nie powinieneś być teraz w szkole? Do której klasy chodzisz?
- Do 4 klasy podstawówki, a dzisiaj nie byłem w szkole bo chciałem przyjechać, zobaczyć Bartka - odpowiedział z zapałem  - Będziesz żoną Bartka? - zapytał poważnie.
- Jestem tylko jego rehabilitantką. - odpowiedziałam zaskoczona tym pytaniem.
- Kim? - spytał, nie rozumiejąc.
- Rehabilitantką. Ćwiczę z nim, żeby jego kolano było zdrowe i mógł wrócić do treningów. - wyjaśniłam
- Aaa, czyli nie będziesz jego żoną? - spytał, jakby chciał się upewnić.
- Nie planuję tego - powiedziałam, śmiejąc się.
- To zostaniesz moją? - spytał z nadzieją w głosie.
- Oczywiście, jak tylko dorośniesz to zostanę twoją żoną - powiedziałam, patrząc na to, jak mu się oczy świecą.
- Ale super! - krzyknął Kuba, po czym wybiegł z kuchni do pokoju - Będę miał żonę! - oznajmił.
- No to gratuluję stary - powiedział Bartek z uśmiechem - A kto jest tą szczęściarą? - zapytał
- Ja. - odpowiedziałam, wchodząc do pokoju z tacą.
- Woow, no to jednak współczuje bracie - powiedział udając załamanego. - Spokoju to ty mieć nie będziesz - dodał, zerkając na mnie znacząco.
- No wiesz - trąciłam go łokciem. - Ja współczuję za to Twojej przyszłej żonie. - powiedziałam z uśmiechem - Biedaczka.. na męczy się sprzątając po tobie co 5 minut. - pokazałam mu język.
- A i Kubuś musisz się nauczyć gotować. Inaczej będziesz zmuszony jeść sałatki, bo Luśka nie umie gotować, a na dodatek jest wegetarianką.
- Ja przynajmniej nie chrapię jak Belzebub - spojrzał na mnie zaskoczony - Tak, chrapiesz i to tak, że przy zamkniętych drzwiach w pokoju Cię słyszę. - dodałam.
- A i nawet nie próbuj się z nią sprzeczać. - przypomniał sobie. - Jest tak uparta, że i tak nie odpuści.
- To ja się jeszcze zastanowię, co z tym ślubem - powiedział Kuba, wahając się.
- No ładnie, zniechęciłeś mi męża - znów trąciłam go łokciem. Spojrzałam na rodziców Bartka. Zrobiło mi się głupio, kompletnie zapomniałam o ich obecności. Jego mama siedziała i patrzyła na nas w dziwny sposób, ale z uśmiechem, a tata wydawał się być pochłonięty meczem piłki nożnej, który leciał w telewizorze.
- Bartuś, ale sam musisz przyznać, że Ala ma rację. Jesteś okropnym bałaganiarzem - powiedziała z uśmiechem pani Kurek.
- Widzisz, nie tylko ja tak uważam. W godzinę potrafi zrobić sajgon w mieszkaniu. - potwierdziłam.
- Oj tak, pamiętam to z czasów, gdy jeszcze mieszkał z nami - już miałam, odpowiadać, gdy usłyszałam mój telefon. Dzwonił trener Nawrocki.
- Oj przepraszam, muszę odebrać - powiedziałam i wyszłam z pokoju.
- Witam mam nadzieję, że nie przeszkadzam. - usłyszałam.
- Nie, nie. O co chodzi? - spytałam.
- Chciałbym się spotkać i porozmawiać o kolanie Bartka.
- Nie ma sprawy, kiedy?
- Da pani radę teraz wpaść na halę? Mamy trening, ale zaraz kończymy. - zaproponował.
- Będę za pół godziny - chciałam zostawić Bartka z rodzicami, niech się sobą nacieszą. - Przykro mi, ale będę musiała wyjść. Właśnie dzwonił trener, chce się ze mną spotkać w sprawie kolana Bartka. - wyjaśniłam. - Miło było państwa poznać i ciebie mój były, przyszły mężu. - uśmiechnęłam się do Kuby.
- Nam również, było miło. Szkoda, że już musisz iść, mam nadzieję, że to nie nasze ostatnie spotkanie. - powiedziała mama Bartka
- Też mam taką nadzieję. Do widzenia. - pożegnałam się i wyszłam. Dojechałam po 20 minutach na halę. Chłopaki właśnie skończyli trening i szli do szatni.
- Guys! She is physiotherapist Bartka, right? - spytał Alek, gdy mnie zobaczył.
- Yes - odpowiedział mu Winiar - Cześć Luśka - przywitał się ze mną - Chodź poznasz resztę zespołu.
- Znam imiona i nazwiska wszystkich, a nawet wzrost i zasięg większości, więc wystarczy, że ja się przedstawię. - powiedziałam z uśmiechem.
- Oo czyżby nasza psychofanka? - spytał Karol.
- Była psychofanka - zaśmiałam się. - Dziwie się, że mnie nie pamiętacie. Po każdym meczu czaiłam się pod waszym autokarem.
- Czekaj, to nie ty weszłaś do autokaru, a potem pobiłaś ochroniarza, który cie stamtąd wyniósł? - spytał Mariusz.
- Nie - odpowiedziałam, śmiejąc się - Nie, aż taką zagorzałą fanką nie byłam. Ja tylko grzecznie stałam pod waszym autokarem, modląc się o zdjęcie z którym kolwiek z was. - wyznałam szczerze.
- No to z kim masz? - zapytał Winiar
- Hmm.. z tego co pamiętam to mam z Michałem, - popatrzyłam na Bąka, głupi było mi mówić do niego "Bąku" - Wytze, Alkiem, Konstantinem, Pawłem - też nie odważyłam się powiedzieć "Zatim" - i chyba tyle. Potem odpuściłam sobie zdjęcia i autografy.
- Ze mną nie masz? - spytał zszokowany.
- Nie! uciekłeś mi po meczu o Super Puchar.. a już byłam tak blisko - zaśmiałam się.
- To chodź, teraz sobie zrobimy, masz aparat? - spytał. Podałam mu telefon, wciąż się śmiejąc.
- Bąku, rób - objął mnie w pasie. - A właśnie, robimy w piątek u mnie grilla. I musicie wpaść. Kuraś da radę z tym kolanem? - spytał
- Tak, z kolanem już lepiej - powiedziałam - Powiem Bartkowi, ja jestem za. - dodałam.
- O pani Alicja - odwróciłam, się na hale wszedł trener. - Cieszę się, że pani przyszła. Zapraszam do mojego biura.
Pożegnałam się z chłopakami i poszłam za trenerem.

Oczami Bartka..
- Bardzo fajna dziewczyna, ta Ala - powiedziała mama, po tym jak Luśka wyszła.
- I ładna - dodał młody.
- A co słychać u Asi? - w końcu odezwał się mój tata. No tak, Aśka była jego ulubienicom, od razu ją polubił, w przeciwieństwie do mamy. Nadal wydaje mi się, że ona za nią nie przepada.
- Nie rozmawialiśmy długo. Wczoraj zadzwoniłem do niej, ale nie miała czasu rozmawiać - powiedziałem prawdę, na co mama się skrzywiła. - A co tam u was? - zapytałem, chcąc zmienić temat.
- Wszystko po staremu. - odpowiedziała mama. - Kubie lepiej idzie w szkole z matematyką, ale z biologią ma teraz problem.
- O, jeśli czegoś nie rozumiesz, to zadzwoń do Luśki - zaproponowałem - ona wie o wszystkim, co związane jest z biologią.
- Właśnie, taka młoda a już taką opinię sobie wyrobiła.. - widać było, że mama jest nią zachwycona.
- Naprawdę jest bardzo dobrą rehabilitantką, widać na ćwiczeniach, że zna się na rzeczy.- odpowiedziałem.
- Będziemy się zbierać chyba, nie? - zapytał tata.
- Tak, tak już późno, mieliśmy wpaść tylko na godzinkę. - zgodziła się.
- Ja chyba jednak chcę się ożenić z Lusią - powiedział Kuba, gdy wychodzili.
- Przekaże jej. - uśmiechnąłem się.
Gdy wyszli wróciłem do pokoju. Wybrałem numer do Aśki, miała się odezwać, ale szczerze wątpiłem w to, że pamięta.
- Słucham - usłyszałem w telefonie.
- No cześć, miałaś zadzwonić. - powiedziałem cicho.
- Zapomniałam, tyle się wczoraj działo.. Było tyle ludzi! Bawiliśmy się do rana - mowiła podekscytowana.
- To świetnie, wpadniesz w weekend? - zapytałem z nadzieją.
- Bartuś, przepraszam ale nie dam rady. Jest impreza, na której będą dosłownie wszyscy moi znajomi, no żal mi przegapić tego. Będziesz się gniewać jak nie przyjadę? - no tak, impreza ważniejsza ode mnie.
- Nie, nie spoko. 
- A jak tam Ci się układa z tą twoją współlokatorką? Mam nadzieję, że do niczego nie doszło - powiedziała, oskarżycielskim tonem.
- Rozmawialiśmy już o tym, nie musisz się o to martwić. Luśka, to jedynie moja rehabilitantka. - odpowiedziałem, lekko zdenerwowany.
- Mam nadzieję, muszę zacząć się szykować, bo idę do klubu ze znajomymi. Pa - szybko się pożegnała i rozłączyła. Zacząłem sie zastanawiać, czy ten cały związek ma sens. Luśka wróciła do domu po godzinie.
- Jestem - krzyknęła z przedpokoju.
- Ok.
- Przyjdź do kuchni pokażę ci co dla ciebie mam. - wszedłem do kuchni i zobaczyłem, że wyjmuję z reklamówki pieczonego kurczaka. - Żebyś już na mnie nie narzekał. - dodała z uśmiechem.
- Luśka - zacząłem się się śmiać. - Dziękuję.
- Osobiście nie wiem, jak możesz to jeść - popatrzyła ze wstrętem na stół. - A zapomniałabym, mamy zaproszenie na piątkowego grilla u Winiara. - powiedziała, wchodząc do łazienki
- O super! - ucieszyłem się - fajnie będzie gdzieś wyjść w końcu. - powiedziałem, zabierając się za kurczaka, gdy nagle ktoś zadzwonił do drzwi.
- Otwórz - krzyknęła z łazienki. Przed drzwiami stała ładna, szczupła brunetka z brązowymi, zapłakanymi oczami.
- Cześć, jest może Luśka? - powiedziała, łamiącym się głosem.
- Tak, tak.. Luśka, ktoś do ciebie. - krzyknąłem
- Natka? Co się stało? Co ty tutaj robisz? - spytała, wychodząc z łazienki.

____
Na prywatne prośby, starałam się żeby był długi :)

piątek, 8 lutego 2013

Rozdział VII

- Co ty tutaj robisz? – spytałam zaskoczona.
- To ja was zostawię. – powiedział Bartek i zamknął się w swoim pokoju.
- Wiem, że jest już późno, ale dopiero teraz zebrałem się na odwagę. Wsiadłem w samochód i przyjechałem. – widać było, że się denerwuję – Możemy pogadać? – zapytał.
- Ok, wejdź – weszliśmy do mojego pokoju, siadłam na łóżku, a on stał nade mną ze spuszczoną głową. – Słucham. 
- Chciałem cię przeprosić.. Wiem, że zachowałem się jak idiota, nie powinienem się tak unosić. – powiedział jednym tchem.
- Masz rację, nie powinieneś. Piotrek słuchaj.. – westchnęłam – Kocham Cię, ale jedynie jako przyjaciela. Nie mogę tego zmienić, przykro mi. Potrafisz to zaakceptować? – spytałam, patrząc na to jak cierpi.
- A mam inne wyjście? Chciałbym, żeby było jak dawniej ale.. – coś wyraźnie nie chciało mu przejść przez gardło – Luśka.. nie wyobrażam sobie tego.. nie potrafię udawać, że nic do Ciebie nie czuje. – powiedział ze smutkiem w głosie – Sama wiesz, że nigdy już nie będzie tak samo.
- Wiem. – powiedziałam, ze łzami w oczach.
- Nie kontaktujmy się ze sobą, przez jakiś czas. – wyrzucił to z siebie, łamiącym się głosem.
- Piotrek.. Nie chcę cię stracić – powiedziałam i szybko otarłam łzy.
- Wiem ja Ciebie też – przytulił mnie – Zrozum, że tak będzie lepiej. Nie urywamy kontaktu, na zawsze. Po prostu, musze się odkochać, znaleźć sobie kogoś innego. – próbował przekonać sam siebie.
- Rozumiem – powiedziałam, patrząc mu w oczy – mam nadzieję, że znajdziesz kogoś wyjątkowego. – szczerze mu tego życzyłam.
- Ja też. – uśmiechnął się smutno. – Będę się zbierał, 2 godziny jazdy przede mną. No to do zobaczenia – powiedział i pocałował mnie w policzek.
- Do zobaczenia – patrzyłam jak wychodzi. W tym momencie przestałam wierzyć w to, że przyjaźń między kobietą a mężczyzną jest możliwa. W drzwiach stanął Bartek, nie wiedząc, czy wejść, czy nie.
- Co się stało? Co to był za chłopak? – spytał, gdy zobaczył jak ocieram łzy.
- Straciłam przyjaciela.. – powiedziałam i rozpłakałam się znowu.
- Luśka, wszystko będzie dobrze, zobaczysz, jeszcze się pogodzicie – siadł na łóżku i przytulił mnie. – pokłóciliście się? – spytał z przejęciem
- Nie, po prostu powiedziałam mu, że nie odwzajemniam jego uczuć –przytulił mnie jeszcze mocniej - Dopóki sobie tego nie poukłada i nie znajdzie kogoś, nie będziemy utrzymywać kontaktu.
- Widzisz? Kiedyś znów będziecie się przyjaźnić, musisz poczekać. A teraz idź spać, jutro wielki dzień – uśmiechnął się i wyszedł.
Bartek miał rację, to nie koniec. Musimy po prostu zrobić sobie przerwę, w końcu się przecież odkocha i znajdzie kogoś, kto na niego zasługuję. Tak, urwanie kontaktu to najlepsze z możliwych rozwiązań.. Przynajmniej, będzie mniej cierpiał. Poszłam się kąpać, a gdy próbowałam zasnąć, cały czas przekonywałam się, że tak będzie lepiej.

Śniło mi się, że Piotrek poznał dziewczynę, byli ze sobą bardzo szczęśliwi, a my znów zaczęliśmy się przyjaźnić. Wszystko, było tak jak dawniej. Obudziłam się w bardzo dobrym nastroju. Hmm.. w co się dzisiaj ubrać? Zawsze miałam ten sam problem. Założyłam białą, luźną sukienkę do połowy uda i  ciemno różową marynarkę. Bartek jeszcze spał, więc zrobiłam nam jajecznicę i poszłam go obudzić. Zapukałam, cisza… uchyliłam lekko drzwi i zobaczyłam, że śpi w najlepsze.
- Pobudka – powiedziałam. Nic.
- WSTAWAJ – krzyknęłam. Reakcja była natychmiastowa. Bartek zerwał się przestraszony.
- Co jest? – zapytał zaspanym głosem.
- Masz 5 min, żeby się ogarnąć. Czekam w kuchni ze śniadaniem, jesz i wychodzimy, zrozumiano? – spytałam.
- Tak, tak – odpowiedział i padł na poduszki.
- 5 minut! – krzyknęłam zamykając drzwi. Oczywiście wstał dużo później, przez co spóźniliśmy się na umówione spotkanie.
Wizyta u lekarza, przebiegła bez większych niespodzianek. Doktor, zdjął Bartkowi gips z nogi i zalecił rehabilitację. Po drodze, kupiliśmy sobie obiad na wynos.
- Gotowy? – zapytałam. Mieliśmy zacząć właśnie ćwiczenia.
- Będzie bolało? – zapytał, lekko przerażony.
- Czyżby wielki Bartek Kurek, jeden z najlepszych siatkarzy w Polsce się bał? – zapytałam z drwiącym uśmiechem.
- Nie boję się. Po prostu, chciałbym wiedzieć co mnie czeka – powiedział, nie patrząc mi w oczy.
- Może lekko zaboleć, nie ruszałeś nogą od dłuższego czasu. Zaczniemy od powolnego rozciągania mięśni.
- Ok, oddaje się w twoje ręce. – powiedział.
- Dobra, teraz spróbujemy lekko zgiąć kolano, dobra? – zapytałam, po 15 minutach.
- Ok – powiedział przerażony.
- Wiesz – udałam, że nad czymś myślę – Może dać ci coś do buzi, żebyś zagryzł? – spytałam.
- C-co? – zająkał się.
- Żartuję, jeśli zacznie cię boleć to powiedz.
- Bardzo śmieszne – powiedział, oddychając już normalnie.
Kolejny tydzień minął nam szybko, większość dnia zajmowała rehabilitacja. To niesamowite, jak szybko zdążyliśmy się ze sobą zżyć. Z każdym dniem, dowiadywaliśmy się coraz więcej o sobie. W czwartek, jak co wieczór oglądałam z Bartkiem film, gdy nagle zadzwonił telefon.
- Cześć - usłyszałam, męski głos.
- Cześć - powiedziałam nie pewnie.
- Nie wiem czy mnie pamiętasz, Adam z tej strony. Poznaliśmy się przed kościołem.
- Ojej, pamiętam.. Przepraszam, że nie zadzwoniłam, ale miałam dużo spraw na głowie i po prostu zapomniałam.. - aj, głupio wyszło.
- Wybaczę, jeśli zjesz ze mną jutro kolację.
- Hmm..  czemu nie.- zgodziłam się, wydawał się być interesujący.
- Ok, wpadnę po Ciebie o 19, może być? - zapytał, wyraźnie szczęśliwy
- Pewnie, ulica Leśna 12/5.
- Ok, do jutra - pożegnał się.
- Będziemy mieć gości? - spytał Bartek.
- Nie, umówiłam się z kimś.- odpowiedziałam, jak gdyby nigdy nic.
- Z trenerem, czy z lekarzem? - zapytał, wciąż nie odrywając wzroku od telewizora.
- Właściwie to z chłopakiem, którego poznałam, pod kościołem. - Bartek wreszcie spojrzał na mnie.
- Z chłopakiem? Kiedy? Nic nie mówiłaś. - zapytał zdziwiony.
- A jakoś wyleciało mi z głowy. - odpowiedziałam, próbując znów skupić się na filmie. Widziałam, że próbuje coś powiedzieć, ale uciszyłam go ręką.

Następnego dnia, zaczęliśmy wcześniej ćwiczenia, żeby jak najwcześniej skończyć. Stanęłam przed szafą, nie wiedziałam w co się ubrać, bo tak naprawdę nie wiedziałam, gdzie mamy iść.  Wybrałam różową sukienkę z falbankami, do tego dobrałam czarne szpilki i czarną torebkę. Pokręciłam włosy i zrobiłam lekki makijaż. Stanęłam przed Bartkiem, który skakał pilotem po kanałach.
- I jak? - czekałam, podekscytowana na jego ocenę.
- Wyglądasz.. wow - powiedział, widać było, że brakuję mu słów - Ten gość padnie z wrażenia. - powiedział z uśmiechem. W tym samym momencie, usłyszeliśmy dzwonek do drzwi. Otworzyłam i zobaczyłam Adama z bukietem herbacianych róż.
- Wow - powiedział, gdy otworzyłam drzwi - Wyglądasz przepięknie. To dla ciebie - wręczył mi bukiet.
- Dziękuję, moje ulubione - odpowiedziałam z uśmiechem. - Wejdź, wstawię kwiaty do wazonu i możemy iść. - poszłam, zostawić bukiet. Bartek, właśnie witał się z gościem.
- Idziemy? - spytałam.
- Tak. - uśmiechął się i przepuścił w drzwiach.
Po 15 minutach podjechaliśmy pod klub.
- Myślałam, że jedziemy na kolację. - powiedziałam zdziwiona
- Pomyślałem, że lepiej będzie spotkać się przy drinku. Chyba, że masz coś przeciwko to możemy jechać coś zjeść. - dodał szybko.
- Nie, nie, to nawet lepiej.
Weszliśmy do środka, muzyka nie była zbyt głośna, można było porozmawiać. Usiedliśmy przy barze i zamówiliśmy drinka.
- A więc oboje zajmujemy się rehabilitacją. Jak Ci się podobały studia? - zapytał.
- Wiesz, nie narzekam, wspominam miło ten okres. Miałam czas na naukę i na zabawę. A tobie? - zapytałam.
I tak zaczęła się godzinna rozmowa o studiach, pracy i wszystkim co związane z rehabilitacją. Pomimo tego, że wielokrotnie próbowałam zmienić temat, Adam był nieugięty i ciągle drążył ten sam temat. Myślałam o wydłubaniu sobie oka widelcem, ale uznałam, że alkohol będzie mniej bolesny.

Oczami Bartka...

Luśki nie ma już 3 godziny, pewnie świetnie się bawi. Ten Adam, na prawdę wydaje się być fajnym gościem. Nie wiem dlaczego tak mnie to zaskoczyło, że się z kimś umówiła, jest piękna, pewnie nie ma z tym problemu. Na dodatek, jest wspaniałą osobą, odkąd wprowadziła się tutaj, nie nudziłem się, ani razu. Gościu ma naprawdę szczęście, widać było, że jej się podoba. Od dwóch dni nie rozmawiałem z Asią, więc wybrałem jej numer i zadzwoniłem.
- Cześć - usłyszałem w telefonie.
- Cześć kochanie, co słychać? - spytałem.
- A nic, zaraz wpadają znajomi do mnie a co u Ciebie? - zapytała, z pośpiechem.
- Wiesz, z kolanem jest..
- Skarbie muszę kończyć, właśnie przyszli. Odezwę się jutro - szybko się pożegnała i rozłączyła. Cóż, to są wady związku na odległość. W sumie sam jestem sobie winien. Nie chciałem jej ograniczać. Jest studentką, ma prawo się wybawić, ale z każdym dniem czuję, że coraz bardziej się od siebie oddalamy.. Nagle usłyszałem, że drzwi się otwierają.
- No to pa. - powiedziała Luśka, jakby w euforii. Pewnie randka się udała. Wyszedłem na przedpokój i zobaczyłem ją z butami w ręku podpierającą się o ścianę.
- Bartuś - pisnęła, kiedy mnie zobaczyła. Była kompletnie zalana.
- Luuusia - zaśmiałem się.
- Bartuś, chce mi się jeść. - powiedziała i wybuchła śmiechem. - Mieliśmy iść do restauracji, a poszliśmy do klubu - mówiła i wciąż się śmiała - a ja byłam taka głodna!
- Chodź do kuchni, zrobię ci coś - przepuściłem ją w drzwiach, asekurując. Ledwo stała na nogach. - A więc na co masz ochotę? - zapytałem.
- Hmm.. - siedziała na krześle z nogami pod brodą. Zacisnęła usta i mocno myślała, nad tym co by tu zjeść. Wyglądała jak mała, słodka dziewczynka, która zastanawia się jaki smak lodów ma wybrać. - Jajecznice ! - wyrzuciła radośnie z siebie.
- Ok, jajecznica zaraz będzie. Opowiadaj jak się udała randka. - spytałem, nie wiem dlaczego, aż tak bardzo mnie to interesowało.
- Nie przypominaj - schowała twarz w ręce - Uwielbiam swoją pracę, ale słuchać o niej 3 godziny? Nie dziękuję - i znów wybuchła śmiechem. Śmiała się dopóki nie dostała czkawki - Upss.. - zasłoniła sobie usta dłonią - Czkawka. - powiedziała z uśmiechem.
- Masz, napij się to ci przejdzie - podałem jej kubek z wodą. Wypiła jednym ciurkiem.
- Uwaga, uwaga.. Przeszła – powiedziała, śmiejąc się.
- Musiałaś sporo wypić – popatrzyłem na nią z uśmiechem.
- Troszeczkę. – odpowiedziała – ale mogłam zrobić to – czknęła – lub wydłubać sobie – czknęła – oko widelcem, a nie chciałbyś – czknęła – chyba mieć jednookiej rehabilitantki – czknęła – DAJ MI WODY! – krzyknęła, zdenerwowana chyba tym, że coś ma czelność przerywać jej słowotok.
- Masz, wodę i jajecznice – położyłem, przed nią talerz i szklankę – Jedź i idziemy spać. - Zjadła wszystko, a czkawka jej już całkowicie przeszła.
- No to idę. – próbowała wstać, ale zaraz znów padła na krzesło. Chciałem jej pomóc, ale pokazała, że nie trzeba – Nie, ja sama – za drugim razem poszło jej znacznie lepiej. Wyszła na przedpokój i zdjęła sukienkę, zostając w czarnej, koronkowej bieliźnie. – Idę pod prysznic – powiedziała, otwierając drzwi do łazienki
- Poradzisz sobie? – spytałem, próbując nie patrzeć na nią.
- Muszę. Tam cię nie wpuszczę – powiedziała z figlarnym uśmiechem. Jak to możliwe, że taka dziewczyna jest sama? Wyszła po 15 minutach. Odprowadziłem ją do pokoju.
- Posiedzisz jeszcze ze mną? – spytała. Wyglądała przesłodko, przykryta kołdrą niemal po sam nos.
- Pewnie. – zgodziłem się i usiadłem koło niej na łóżku
- Przepraszam – westchnęła – To ja się miałam tobą zajmować. Jestem twoją rehabilitantką. – zrobiła minę w podkówkę
- Przestań – odpowiedziałem natychmiast. – Przyzwyczaiłem się, że mieszkanie z tobą, to wieczne niespodzianki. - spojrzałem na zegarek - Już późno, idź spać. Dobranoc – nachyliłem się i pocałowałem ją w czoło. Wciąż pochylony, patrzyłem jej prosto w oczy. Co się ze mną dzieje? Co z Aśką? pomyślałem i od razu się wyprostowałem. – No to dobranoc.
- Bartek.. – usłyszałem, gdy miałem już wychodzić.
- Tak? – spytałem.
- Lubię Cię – westchnęła i zamknęła oczy.
- Ja Ciebie też. – nawet bardzo, dodałem w myślach.

wtorek, 5 lutego 2013

Rozdział VI



- No to opowiedz mi coś o sobie - rozsiedliśmy się wygodnie na kanapie, jedząc pizzę.
- A co chcesz wiedzieć? - zapytałam, zawsze miałam trudności z mówieniem o sobie.
- Najlepiej wszystko. – odpowiedział z uśmiechem.
- Ok, umówmy się tak.. Zadajemy sobie na zmianę pytania, tak będzie chyba sprawiedliwie. - zaproponowałam
- Dobra, ja zaczynam. Dlaczego rehabilitacja? - zapytał, widać było, że naprawdę go to interesuję.
- Hmm.. wiesz, że w sumie sama nie wiem. Chciałam robić coś co sprawiało by mi radość, przebywać z ludźmi. Uwielbiam patrzeć, jak moi pacjenci się cieszą, gdy robią postępy. Nie zamieniłabym tego na nic innego. - mówiłam z pasją w głosie. Bartek przyglądał mi się uważnie - Dlaczego siatkówka?
- Zacząłem w wieku 10 lat, bo rodzice grali. Zacząłem coraz intensywniej ćwiczyć, aż w końcu uświadomiłem sobie, że to jest to, co chce robić w życiu. Nie żałuję, tego wyboru i czasu, który poświęciłem na treningi - mówił z taką samą pasją jak ja przed chwilą - Masz kogoś?
- Nie, kilka miesięcy temu rozstałam się z moim chłopakiem z którym byłam dwa lata. Zdradził mnie. - nadal trudno było mi o tym mówić. - Był wtedy pijany, ale dla mnie zdrada to zdrada, tego nigdy nie wybaczę. A jak poznaliście się z Asią? - zapytałam, nie wiem czemu chciałam znać też jego relację.
-To było na meczu, wiesz.. mnóstwo fanek proszących o autograf, a za nimi ona.. Stała i nie zwracała na mnie najmniejszej uwagi. Od razu ją zauważyłem, nawet jak podszedłem do niej, to nie wydawała się zainteresowana. Zafascynowało mnie to jakoś, nie żebym uważał się za kogoś niezwykłego.. Po prostu, ta sytuacja dla mnie była inna. – powiedział, zamyślony. Patrzyłam na niego jeszcze przez chwilę, a potem odruchowo ziewnęłam. – Aż tak Cię zanudzam?
- Nie, nie – odpowiedziałam szybko – Po prostu, tyle się dzisiaj działo.. jestem padnięta. – powiedziałam szczerze.
- Faktycznie, już po północy.. No to zmykaj spać, dobranoc – powiedział wesoło.
- Dobranoc – odpowiedziałam i poszłam wziąć prysznic. Wystarczyło, że dotknęłam głową poduszki i już spałam jak zabita.

Obudziłam się o 9, poleżałam jeszcze 15 min i wstałam się ogarnąć. Związałam włosy w kucyk, zrobiłam lekki makijaż i poszłam do kuchni zrobić sobie śniadanie.
- Dzień dobry. – powiedział Bartek, wchodząc do kuchni, gdy kończyłam już jeść. Był w samych bokserkach.. z wrażenia zakrztusiłam się kawałkiem chleba – nie przeszkadza Ci to? – wskazał na swoją nagą klatkę piersiową.
- Nie, no co ty – czemu miałoby mi przeszkadzać to, że jeden z najprzystojniejszych siatkarzy stoi przede mną w samych bokserkach?
- Co jadłaś dobrego? – spytał z ciekawością.
- Nic nadzwyczajnego, kanapki z serem. Chcesz to ci zrobię.
- Nie, nie, poradzę sobie. – podszedł o kulach do lodówki.
- Siadaj – powiedziałam tonem, nie przyjmującym sprzeciwu.
- Jesteś nie oceniona – popatrzył na mnie z zachwytem.
Zrobiłam mu kanapki i poszłam się przebrać. Nie planowałam nigdzie wychodzić, więc założyłam szare legginsy i białą bokserkę. Zrobiłam z Bartkiem, kilka prostych ćwiczeń, co przez jego gadulstwo zajęło nam 2 godziny.
- Oglądamy coś? – spytał
- Ok– zgodziłam się. – ale ja wybieram. Bartek miał bardzo pokaźną kolekcję filmów DVD, zajęło mi pół godziny samo wybranie. Postawiłam w ciemno na komedię, którą Bartek uważał za świetną. Zrobiliśmy lekki obiad i zasiedliśmy przed telewizorem. Film był naprawdę genialny, uśmialiśmy się do łez.
- Świetny – podsumowałam, wyłączając DVD i włączając MTV. Nagle usłyszałam, że w pokoju dzwoni mój telefon.
- Cześć! – usłyszałam pogodny głos Natki
- O hej, przepraszam wiem, że miałam wczoraj zadzwonić, ale tyle się działo, że wyleciało mi to z głowy. – usprawiedliwiłam się
- Domyślam się, opowiadaj – powiedziała zaciekawiona.
Opowiedziałam jej wszystko, najdokładniej jak potrafiłam, wiedziałam, że komu jak komu, ale jej ogólniki nie wystarczą. Ktoś zadzwonił do drzwi. Wyszłam na przedpokój i zobaczyłam większość chłopaków ze Skry witających się z Bartkiem.
- Musze kończyć, zadzwonię później. – rzuciłam.
- Czekaj, Piotrek… - nie usłyszałam dalej, bo się rozłączyłam.
- O poznajcie moją rehabilitantkę – pokazał na mnie – To jest Luśka, a to Winiar, Szampon, Karol, Zator, Aleks i Cupko – wymieniał po kolei, jakby to było potrzebne. Przecież ja ich wszystkich znałam.- Cześć – powiedziałam, szczerząc się ja głupia. Przywitałam się z każdym osobno. Bartek zaprosił ich do salonu.
- To ja nie będę Wam przeszkadzać – powiedziałam – pójdę do kina.
- Nie przeszkadzasz – powiedział Winiar – chodź siadaj z nami.
- Nie, naprawdę. Dawno się nie widzieliście, pogadajcie sobie – powiedziałam z uśmiechem – Miło było Was poznać. – powiedziałam i ruszyłam w stronę wyjścia.
- Niezła, ta twoja rehabilitantka – usłyszałam Karola lub Zatiego, zanim zamknęłam za sobą drzwi.
Nie chciało mi się oglądać kolejnego filmu, więc postanowiłam wybrać się na zakupy. Chodziłam po sklepach 3 godziny po czym wróciłam obładowana torbami do domu. Gdy weszłam, chłopaki właśnie wychodzili.
- O cześć – ucieszyli się na mój widok.
- Następnym razem nam nie uciekniesz – zagroził mi Winiar
- Musimy się lepiej poznać, skoro masz mieszkać z Kurasiem – dodał Mariusz z uśmiechem.
- Nie ma sprawy, pogadamy następnym razem, też Was chętnie poznam – obiecałam. Wyszli, a ja poszłam rozpakowywać torby. Po nie całych trzech minutach, ktoś zapukał do drzwi. Usłyszałam jak Bartek otwiera.
- Zapomnieliście.. o cześć – powiedział, widocznie nie spodziewał się tego kogoś za drzwiami.
- Eee, cześć.. Jest może Luśka? – usłyszałam znajomy głos i zamarłam. Stałam nieruchomo przez jakieś pół minuty, po czym wyszłam na przedpokój.
- Cześć – powiedział Piotrek, gdy mnie zobaczył..