niedziela, 17 lutego 2013

Rozdział XIII



Zadowolona z siebie poszłam do szatni. Wygrać w kosza z dwumetrowym facetem to dopiero sukces. Wzięłam prysznic i wyszłam przed halę. Zibi stał przy samochodzie, czekając na mnie.
- Co ty tam robiłaś?  - spytał, zniecierpliwiony. - Pół godziny już tutaj stoję.
- Musiałam się wykąpać. - odpowiedziałam, otwierając samochód.
- Kobiety - powiedział cicho.
- Jedna z tych kobiet, właśnie wygrała z tobą w kosza. – powiedziałam, nie mogąc powstrzymać uśmiechu.
- Dałem Ci wygrać – wyszczerzył się.
- Oczywiście - zaśmiałam się.
- Gdzie jedziemy?
- No nie wiem, za dużo restauracji to ja tutaj nie znam. A co powiesz na klub? - spytałam, przypominając sobie ten, w którym byłam z Adamem.
- Super. – uśmiechnął się. Po 20 minutach dojechaliśmy pod klub. Było dość tłoczno, w końcu dzisiaj sobota. Znaleźliśmy stolik w koncie.
- No to co jemy? - spytał Zibi.
- Tak właściwie, to nie wiem czy tutaj można coś zjeść . - odpowiedziałam szczerze.
- Pójdę zapytać – powiedział, kręcąc głową z uśmiechem. Chwilę później przyniósł kartę.
- No nie.. - oburzyłam się. - A jak byłam tu ostatnio to umierałam z głodu - i z nudów, dodałam w myślach. Zibi zaczął się śmiać.
- No to na co masz ochotę?
- Zjadłabym lody – odpowiedziałam, patrząc na zdjęcie wielkiego deseru.
- Ok, a na kolację może zamówimy pizzę z szynką i pieczarkami? – zaproponował.
- Jestem wegetarianką. – odpowiedziałam, szukając innej.
- Mogłem się domyślić – powiedział z uśmiechem. Popatrzyłam na niego pytająco – Chudziutka jesteś – odpowiedział, śmiejąc się.
- Bo jestem wysoka! -  oburzyłam się. – A nie dlatego, że nie jem mięsa. – dodałam.
- Jasne, jasne. – wciąż się śmiał - No to może piątkę? – spytał z nadzieją. Popatrzyłam na składniki.
- Nie lubię papryki.
- Ok.. Wydaję mi się, że najlepiej będzie jak sama coś wybierzesz. – powiedział rozbawiony.
- Może być czwórka.
- Ok, a co do picia?
- Sok pomarańczowy – powiedziałam, patrząc na lodówkę z napojami. Zibi poszedł zamówić , po czym wrócił z sokami.
- Wiesz co – zaczął – muszę przyznać, że mnie zaskoczyłaś. – popatrzył na mnie z zainteresowaniem.
- Czym? – założyłam nogę na nogę i usiadłam wygodnie, opierając się.
- Tym, że ze mną wygrałaś. Naprawdę jesteś dobra. – powiedział z podziwem. – Nie myślałaś o tym, żeby grać zawodowo?
- Nie – zaśmiałam się. – Tak naprawdę nie lubię kosza.  Grałam trochę, ale tylko dlatego, że mieliśmy przystojnego trenera –  uśmiechnęłam się na wspomnienie o nim. - Za dużo biegania, przepychania się, a z łokcia dostałam już tyle razy, że wystarczy mi do końca życia. – skończyłam z uśmiechem.
- A co z siatkówką? – spytał. Widać było, że go to interesuje.
- Z nią już lepiej. Grałam w szkole, byłam nawet kapitanem kadry szkolnej. – pochwaliłam się.
- Na jakiej pozycji grałaś?
- Przyjmująca, chociaż wolałam być libero, żebym nie musiała zagrywać, bo to mi kompletnie nie wychodziło. Na początku większość moich piłek lądowała na siatce, jeśli w ogóle do niej dolatywała. – zaśmiałam się. – Dopiero jak zostałam kapitanem to zaczęłam chodzić na siłownie, ćwiczyłam i poprawiłam zagrywkę, chociaż bez jakichś rewelacji.
- No a nie wiązałaś z nią przyszłości?
- Nie, nigdy nie myślałam, żeby zostać siatkarką. To było jedynie moje hobby, nic więcej. Chociaż, miałam propozycję, żeby grać zawodowo w klubie.
- Kibicujesz którejś z drużyn?
- No pewnie – odpowiedziałam bez zastanowienia.
- Której? – spytał. - Spoko, nie obrażę się jeśli to nie będzie Resovia – dodał, widząc moje zakłopotanie.
- Skrze – odpowiedziałam szybko – ale gdy gra z wami to nie jestem za nią w 100 %, tylko w.. 99. – powiedziałam i się zaśmiałam. – Ale mam koszulkę z twoim nazwiskiem, na której mi się podpisałeś. – dodałam.
- Serio? – zapytał z niedowierzaniem. – Kiedy Ci się podpisałem?
- Łoo.. To było kilka lat temu,  na meczu w Kielcach. Wiesz jaka chodziłam szczęśliwa, że podszedłeś specjalnie do mnie? Chociaż wiedziałam, że to jedynie ze względu na koszulkę. – dodałam z uśmiechem, widząc jak Zbyszek się czerwieni.
- Na pewno nie podszedłem tylko ze względu na koszulkę.  – popatrzył mi prosto w oczy, na co teraz ja się zaczerwieniłam. – Jeszcze powiedz, że w niej śpisz.
- Kilka razy mi się zdarzyło. – zaczerwieniłam się jeszcze bardziej.
- Wow, moja prawdziwa fanka. – odpowiedział, kończąc ostatni kawałek pizzy, którą przyniesiono nam w między czasie. – Masz jeszcze tą koszulkę? – spytał zawstydzony.
- Takich skarbów się nie wyrzuca. – powiedziałam.
- Podać coś jeszcze? – spytała kelnerka, która podeszła zabrać talerze.
- Ja poproszę te lody. – pokazałam jej zdjęcie, które zobaczyłam wcześniej.
- Dwa razy. – powiedział Zibi.
- Czemu przeszedłeś do Rzeszowa?
- Potrzebowałem zmiany. Chciałem spróbować, gdzieś indziej z innym trenerem,  innymi zawodnikami. Nie lubię rutyny. Dlaczego nie umawiasz się ze sportowcami? – spytał, patrząc mi w oczy.
- Złe wspomnienia.  Miałam kilku, którzy okazali się umięśnionymi idiotami. Po czwartym, postanowiłam, że nigdy więcej.
- Widzę, że muszę ci udowodnić, że nie każdy sportowiec jest mięśniakiem bez mózgu – powiedział z uśmiechem.
- Ale ja nie mówię, że każdy jest bez mózgu, po prostu ja trafiam tylko na takich. – z opóźnieniem zdałam sobie sprawę z tego co właśnie powiedziałam – Boże, to znaczy nie bierz tego do siebie. Chodzi mi o to, że każdy, którego do tej pory spotkałam. Siatkarze są normalni. – zaczęłam się już jąkać.
- Dobrze wiedzieć. – odpowiedział, śmiejąc się. Ukryłam twarz w dłoniach i też zaczęłam się śmiać.
- Słyszałam, że studiujesz. – próbowałam zmienić temat. 
- Marketing sportowy. Staram się, ale ciężko pogodzić treningi i studia. – spoważniał.
- Nie masz problemu z dojazdem do Wrocławia? – spytałam.
- Nie, zajęcia mam idealnie rozłożone, więc nie ma z tym większego problemu. – odpowiedział. Popatrzyłam na zegarek, dochodziła 18.
- Wiesz co, chyba powinniśmy się już zbierać, późno się robi.
- Ok. – Zapłacił i wyszliśmy.
- Kupiłaś ten samochód ze względu na wygląd, prawda? – spytał, gdy jechaliśmy już do domu.
- Nie – skłamałam. Zibi zaczął się śmiać i wytykać wszystkie wady mojego auta. – Dobra, załapałam. Mój samochód ma wiele wad, ale jest ładny. Rozumiem. – powiedziałam, tracąc cierpliwość.
- Tu się akurat zgodzę, wygląd ma. – uśmiechnął się, widząc moje zdenerwowanie. – Ładnie wyglądasz, gdy się złościsz. – powiedział patrząc na mnie. Nie wytrzymałam i się uśmiechnęłam, z czego on niewątpliwie był zadowolony.

- Gdzie wy byliście? – spytał Bartek, gdy weszliśmy do salonu. Było w nim pełno ludzi. Cupko, Alek i Winiar siedzieli, przy laptopie oglądając jakieś zdjęcia. Igła z Marcinem, Grześkiem, Ruciakiem i Zatorem oglądali z zainteresowaniem jakiś film. Obok Bartka, siedział Mariusz, który grał na telefonie w jakąś grę.
- Mówiłam, że idziemy pograć w kosza. Potem jeszcze poszliśmy zjeść kolację, którą wygrałam. – musiałam się pochwalić. – A gdzie Natka i Pit? – spytałam, rozglądając się po pokoju.
- Nie wrócili jeszcze, wyszli jakieś trzy godziny temu do kina. – odpowiedział mi Winiar. – Stary, serio Luśka z tobą wygrała? – zwrócił się do Zibiego.
- Chciałem być dżentelmenem i dałem jej wygrać. – powiedział. Wszyscy popatrzyli na niego z niedowierzaniem. – Dobra, jest niesamowicie dobra w kosza. – przyznał się.
- No proszę, proszę. – od
ezwał się Igła.
- Musimy koniecznie kiedyś zagrać razem, ze mną nie pójdzie ci tak łatwo – powiedział Winiar.
- No żebyś się nie zdziwił – zaśmiał się Zibi. Dołączyłam do chłopaków i oglądałam z nimi zdjęcia z ostatniego meczu. Cały czas jednak obserwowałam zachowanie Bartka, który nie był w najlepszym humorze. Może się domyśla? Jejku to już jutro. Po godzinie do salonu weszła Natka, a za nią Pit. Widać było, że wypad do kina jej się podobał, była cała rozpromieniona.
- Cześć – powiedziała, wchodząc.
- Cześć – odpowiedziałam, patrząc na nią znacząco, na co ona jeszcze bardziej się uśmiechnęła. – Jak film? – spytałam.
- Świetny – odpowiedział Pit, siadając koła Mariusza – Najlepsza komedia na jakiej byłem. Musicie koniecznie zobaczyć.
- A czemu was tak długo nie było? – spytał Igła. – Nudno było bez was. Zibi i Luśka, też nie dawno wrócili.
- Po filmie poszliśmy coś zjeść,  a potem na spacer – odpowiedziała, podekscytowana Natka.
Wieczór spędziliśmy podobnie jak poprzednio. Muszę przyznać, że siatkarze są moim wyjątkiem co do sportowców, a Zibi też nie jest taki jak myślałam. Dobra, może był trochę zbyt pewny siebie, ale w jakiś tam sposób mi się to nawet podobało. Przez to był dla mnie stu procentowym mężczyzną, który twardo stąpa po ziemi. Ale choćby nawet, to na związek nie ma szans. Nie jestem zwolenniczką związków na odległość. Nie muszę daleko szukać przykładów, wystarczy spojrzeć na Bartka i tą całą Aśkę.
Chłopaki wyszli po północy. Poszłam pod prysznic, marzyłam o gorącej kąpieli.
- No to kto śpi w pokoju dziewczyn? – spytał Igła.
- Ja – odpowiedzieli jednocześnie Zibi i Pit.
- Rzucamy monetą. – zaproponował Zbyszek. Musiałam powstrzymywać się od śmiechu, bo zrobił dokładnie to samo co ze mną, ale nikt inny się nie zorientował.
- Przykro mi stary – powiedział do Pita.
Poszłam po szklankę wody i siadłam na łóżku. Natka siedziała jeszcze z Piotrkiem w kuchni, więc planowałam zadzwonić do Lilki. Do pokoju wszedł Zibi, bez koszulki. Na jego widok zakrztusiłam się wodą.
- Będziesz spał bez koszulki? – spytałam, starając się zabrzmieć jak najnormalniej.
- Przeszkadza ci to? – uśmiechnął się i położył na podłodze.
- Nie, skąd. – odpowiedziałam szybko i padłam na poduszkę.
- Igła miał rację, ta podłoga jest strasznie nie wygodna. Nie obraziłbym się, gdybyś zaproponowała mi, żebym spał tam z wami, mnie tak łatwo nie zrzucisz. – wyszczerzył się.
- Zapomnij – odpowiedziałam natychmiast. – Wytrzymasz, na podłodze. Igła mógł, bo ma dzieci i żonę, a ty z tego co mi wiadomo nie masz.
- Eh – westchnął – Dobra jakoś dam radę. Słuchaj.. – zaczął niepewnie. – Wiem, że nie umawiasz się ze sportowcami, ale może spotkalibyśmy się kiedyś. Wypili kawę, czy poszli do kina. Jako znajomi, bo dzisiaj się naprawdę dobrze bawiłem. – powiedział – Oczywiście jeśli chcesz. – dodał szybko.
- W sumie czemu nie. – odpowiedziałam. Naprawdę go polubiłam.
- Odezwę się jak będę we Wrocławiu. – słychać było, że mu ulżyło.
- Ok. Jestem padnięta. Dobranoc – powiedziałam.
- Dobranoc. – odpowiedział.
Gdy wstałam, chłopaki byli już gotowi do drogi. Zdążyłam się jedynie z nimi pożegnać i dać swój numer Zibiemu. Największy problem z rozstaniem mieli Pit i Natka, ale słyszałam jak umawiają się w Warszawie. Dwie godziny później ona, też musiała jechać więc odwiozłam ją na dworzec.
- Było świetnie, dziękuję za wszystko – powiedziała przytulając mnie.
- Nie ma za co – odpowiedziałam. – Będę tęsknić.
- Ja bardziej, ale nie bój się jeszcze cię odwiedzę – uśmiechnęła się. – I powiedz Bartkowi.
- Wiem, jak tylko dojadę to mu powiem. – powiedziałam. Poczekałam z nią na autobus i wróciłam do domu najwolniej jak się dało.
- Jestem – krzyknęłam z przedpokoju.
- Ok. – odpowiedział. Wzięłam głęboki oddech i weszłam do salonu. Siedział na kanapie i oglądał film.
- Możemy pogadać? – zapytałam, trzęsąc się ze strachu.


____
Mam ciężki tydzień, więc rozdziały będę dodawała niestety w większych odstępach czasu. Wybaczcie :)

piątek, 15 lutego 2013

Rozdział XII

- Oj.. - oderwaliśmy od siebie wzrok. - Przeszkadzamy? - spytała Natka, stojąc w drzwiach balkonowych. Za nią stał Pit. Już wcześniej zauważyłam, że cały wieczór spędzają blisko siebie, często rozmawiając.
- Nie - skłamałam. Natka i to jej wyczucie czasu. - Chodźcie.
- Woow, ale tam duszno - powiedział Pit, zaciągając się świeżym powietrzem. - A tak w ogóle to świetna impreza.
- Cieszę się. - odpowiedziałam z uśmiechem.
- Co robimy jutro? - zapytał, opierając się o barierkę.
- Ja i Luśka mamy już plany - Zibi popatrzył na mnie znacząco.
- A co będziecie robić? - spytał, zainteresowany.
- Tajemnica - odpowiedział.
- No weź, powiedź.
- Idziemy pograć w kosza - odpowiedziałam, czując, że Piotrek nie odpuści.
- O nie, ja mam wolne od sportu. A może wyskoczymy jutro do kina? - zwrócił się do Natki, która stała z zamkniętymi oczami, przy barierce.
- Nie ma sprawy, słyszałam, że leci jakaś fajna komedia - odpowiedziała, nie otwierając oczu.
- Oo, widzę, że tu się młodzież bawi - na balkon wparował Igła.
- Właśnie, młodzież.. Więc co ty tutaj robisz? - spytał Pit, śmiejąc się.
- E, e, bez takich mi tu - Krzysiek  walnął go lekko w brzuch.
- Dobra, zimno się robi, wracam do środka - powiedziałam i weszłam do pokoju. Chłopaki stali w grupkach, śmiejąc się i rozmawiając.
- Wszystko ok? - podeszłam do Bartka, który rozmawiał z Winiarem i Mariuszem.
- Tak, tak - odpowiedział, patrząc na mnie z uśmiechem.
- No to Panie i Panowie - Igła wszedł do pokoju. Skąd w tym człowieku tyle energii? - Nadszedł czas na karaoke! - krzyknął, ucieszony jak małe dziecko.
- Nie ma sprawy, tylko może śpiewajmy  w grupach? -zaproponowałam. - Nie wiem, czy wytrzymam solówkę Natki - wszyscy wybuchli śmiechem.
- Ej! - oburzyła się. - Jaka świnia!
- Dobra, to kto idzie na pierwszy ogień? - spytał Igła, udając prowadzącego show. Nie było jednak chętnych - Ok, widzę las rąk w górze, poczekajcie muszę kogoś wybrać. Ej, no nie możecie wszyscy śpiewać! Nie wyrywajcie się tak! - zaczęliśmy się śmiać - Dobra.. Winiar, Luśka, Mariusz, Zati i no niech będzie Pit skoro się tak wyrywa.. - wskazał palcem na Piotrka, który chował się za Zibim i Natką. - Dobra, jesteście pierwszą grupą, więc pozwalam Wam wybrać utwór. -  Zaczęliśmy śpiewać "Ona tańczy dla mnie", wyszło nam całkiem nieźle. W dużym stopniu była to zasługa Michała. Następną grupą byli Natka, Zibi, Grzesiek, Cupko, Alek i Bartek. Serbowie, mieli lekki problem, ale przez to było jeszcze zabawniej. Pozostali zaśpiewali " Kocham Cię jak Irlandię". Moja grupa, zdecydowanie wypadła najlepiej. Po karaoke, włączyliśmy cicho muzykę i wróciliśmy do rozmów. Siadłam na kanapie z Natką, Mariuszem, Pitem, Grześkiem i Igłą.
- Kiedy wracasz do Warszawy? - spytał Mariusz.
- W niedzielę. Nie spodziewałam się, że zostanę tutaj tak długo - odpowiedziała Natka.
- Musisz koniecznie jeszcze kiedyś przyjechać, powinniśmy częściej robić takie imprezy.
- Na następną zapraszam do Rzeszowa - zaproponował Igła.
- Blondyna - usłyszałam Winiara i odwróciłam się - zatańczysz ze mną? - spytał, stojąc przy laptopie i wybierając odpowiednią piosenkę.
- Z tobą zawsze - uśmiechnęłam się. Włączył "Co ty tutaj robisz" i zaczęliśmy tańczyć.
- No, no - powiedział z uznaniem - Nieźle sobie radzisz.
- Proszę cię, mam dwie lewe nogi - zaczęłam się śmiać.
- Nie jest tak źle. - pocieszył mnie.
- Odbijamy - zawołał Igła, podchodząc do nas, gdy piosenka się skończyła. O dziwo z nim tańczyło mi się znacznie lepiej. Może dlatego, że jego umiejętności nie różniły się tak bardzo od moich.  Piosenka zmieniła się na "Chcę tu zostać". Natka i Pit wstali i przytuleni, zaczęli wolno się kołysać. Stałam i patrzyłam na nich. Naprawdę ładnie ze sobą wyglądali.
- Zatańczysz ze mną? - usłyszałam za sobą, odwróciłam się i zobaczyłam uśmiechniętego Zibiego.
- Pewnie. - zgodziłam się. Objął mnie w tali i przyciągnął do siebie. Widziałam, że Bartek na nas patrzy. Wszystko do mnie wróciło. Przypomniałam sobie o wizycie u lekarza, o jego kolanie i o tym, że już w niedziele będę musiałam mu o tym  powiedzieć. Nie myśl o tym! Rozkazałam sama sobie. Będę miała całe dwa tygodnie na zamartwianie się.
- Dziękuję - powiedział Zibi i pocałował mnie w rękę, cały czas patrząc mi w oczy. Uśmiechnęłam się i usiadłam koło Bartka.
- Jak się bawisz? - spytałam.
- Prawie, tak dobrze jak ty. - odpowiedział. Wydawało mi się, że był lekko przygnębiony.
- Wszystko ok?
- Tak, tak - powiedział z uśmiechem.
- Może obejrzymy coś? - spytał głośno Pit. Wszyscy się zgodzili. Pomimo moich protestów, wybrali horror. Usiadłam na podłodze i oparłam się o nogi Zibiego. Nie obyło się bez moich krzyków, ale tylko na początku, bo potem trzymałam twarz w poduszce. Skończyliśmy oglądać około 3 nad ranem. Próbowaliśmy przekonać chłopaków, żeby przenocowali u nas, ale nie dali się namówić. Wzięłam szybki prysznic i położyłam się do łóżka, próbując zasnąć.
- Dziewczyny - szepnął Igła, który spał w naszym pokoju, na podłodze. - Śpicie?
- Nie - odpowiedziałam.
- Bo tu jest strasznie nie wygodnie.
- Masz przecież kołdrę i koc pod sobą - przypomniałam.
- Ale i tak jest twardo.
- To co chcesz się zamienić? - spytała Natka.
- Nie, ale mogę iść tam do was?
- A Twoja żona nie będzie miała nic przeciwko? - zapytałam, śmiejąc się.
- Zrozumie, że to w trosce o mój kręgosłup.
- Dobra, chodź. - zrobiłyśmy mu miejsce, a on wszedł pod kołdrę.
- Dziękuję - szepnął. Było mi strasznie gorąco. Nie dość, że spałam w środku to jeszcze przykryta, prawie po sam czubek nosa. Próbowałam jakoś wyjąć nogi spod kołdry.
- Masz zamiar się całą noc tak wiercić? - spytał Igła, który musiał podtrzymywać się ręką, żeby nie spaść.
- Czekaj, bo mi gorąco - szepnęłam, szybko - Już, dobranoc.

Obudziłam się pierwsza. Natka spała koło mnie, a Krzysiek, ku mojemu zdziwieniu, spał na podłodze. Ubrałam się w jeansowe spodnie i czarną bluzkę na ramiączkach. Miałam dużo czasu, więc pokręciłam włosy i zrobiłam pełny makijaż. Gdy wyszłam z łazienki, nikt jeszcze nie wstał. Zaczęłam myśleć o tym co zrobić do jedzenia, dla tylu osób.
- Dawno wstałaś? - spytała Natka, wchodząc do kuchni.
- Jakąś godzinę temu - odpowiedziałam.
- O Boże, co tak ładnie pachnie? - spytał Pit z przedpokoju. Natka zrobiła przerażoną minę.
- Jak wyglądam? - szepnęła.
- Tak, jakbyś dopiero wstała - chciałam być szczera.
- Cześć - przywitał się wchodząc.
- Muszę iść do łazienki - Natka wyleciała jak z procy, starając się nie pokazywać Piotrkowi twarzy.
- Co jej się stało? - spytał, nie wiedząc co się dzieje.
- A nie wiem. - powstrzymałam się od śmiechu. Za jakieś 10 minut, do kuchni wszedł Zibi z Grześkiem.
- Błagam o kawę. - powiedział ZB9.
- Chwilka. - odpowiedziałam, nie wiedząc już w co mam ręce włożyć.
- O Igła, jak tam wyspałeś się? - zapytał Pit, gdy Krzysiek usiadł koło niego.
- Powiedzmy, że nie bardzo. - powiedział zaspany.
- Dlaczego przeniosłeś się na podłogę? - spytałam.
- Co? Spałeś z nimi w łóżku? - Zibi i Pit popatrzyli, po sobie.
- Tak, ale wyspałem się bardziej na podłodze. - odparł oburzony. Popatrzyłam na niego pytająco.- Luśka, wierciłaś się tak, że trzy razy spadłem z łóżka, za czwartym pomyślałem, że lepiej mi będzie już na podłodze. A na dodatek, całą noc mruczałaś " Zostaw mnie", czy coś takiego..
- Boże, przepraszam. - zrobiło mi się głupio. - pewnie mi się śniło coś z tego horroru.
- Nieważne - powiedział, uśmiechając się na widok kawy - Ale dzisiaj nie śpię z wami w pokoju.
Wszyscy zaczęli się śmiać. Poszliśmy zjeść śniadanie razem z Bartkiem w salonie. Po śniadaniu, próbowałam dodzwonić się do Lilki, ale jej komórka nie odpowiadała. Pewnie dobrze się bawi. 
Zaczęliśmy oglądać powtórkę meczu Resovii i Zaksy, komentując, co drugą akcję. Wzięłyśmy się z Natką, za obiad. Jak zwykle, ona zajęła się gotowaniem, a ja wszystkim innym.
- No to co? My zmywamy? - spytał Zibi, gdy, wszyscy skończyli jeść. Tylko jemu ten pomysł się chyba spodobał.
- Nie, no ja pozmywam, nie ma sprawy - odpowiedziałam z uśmiechem.
- To ci pomogę - zaproponował.
- Ok, jeśli tylko chcesz - uśmiechnęłam się. Pozbieraliśmy brudne talerze i poszliśmy do kuchni - Ja będę myła, a ty wycieraj.
- Ok, nadal chcesz pograć ze mną w kosza? - spytał nieśmiało.
- Pewnie, możemy iść i to nawet zaraz. - odpowiedziałam. - Miło będzie wygrać z dwumetrowym facetem. - dodałam i uśmiechnęłam się.
-  O, widzę, że ktoś tutaj jest bardzo pewny siebie. - powiedział, patrząc na mnie intensywnie.
- Znam swoje możliwości.
- Zobaczymy. - zaśmiał się. Dokończyliśmy zmywanie w milczeniu.
- Ej, my wyjdziemy na trochę, ok? - spytałam, wszystkich obecnych w salonie.
- Gdzie idziecie? - spytał Bartek
- Yyy... pograć w kosza. - powiedziałam, zakłopotana.
- Aa, ok, ok. - odpowiedział z uśmiechem. Spakowałam trampki, spodenki i białą bokserkę, po czym wyszliśmy z domu.
- Jedziemy moim. - powiedział, kierując się w stronę swojego samochodu.
- Czemu? - spytałam. - Możemy jechać moim.
- Ale mój jest większy - odpowiedział z uśmiechem. Widać, że był dumny ze swojego Audi Q7.
- Do mojego też się zmieścisz.. - nie ustępowałam.
- Co to za różnica, którym pojedziemy? - spytał.
- No właśnie żadna, więc możemy jechać moim. - odpowiedziałam, stanowczo
- Nie ustąpisz? - spytał, niecierpliwiąc się.
- A ty? - spytałam.
- Ehh, dobra rzucamy monetą. Reszka wygrałem, orzeł przegrałaś.
- Bardzo zabawne. - zabrałam mu monetę. - Orzeł wygrałam, reszka przegrałam. - powiedziałam i rzuciłam monetą. Wypadł orzeł, spojrzałam na Zibiego z lekkim uśmiechem, próbując się nie roześmiać.
- Dobra. - odpowiedział zrezygnowany. - Ale mogę chociaż ja prowadzić to twoje coś? - popatrzył na mojego Fiata 500L.
- O nie, to moje coś - powiedziałam, akcentując ostatnie słowo - prowadzę tylko ja.
- Strasznie uparta jesteś - powiedział, wsiadając do samochodu. - Hmm.. wiesz - kątem oka zauważyłam, że na mnie patrzy. - Zawsze, przy rzucaniu monetą, wkręcam tak ludzi i tylko ty się zorientowałaś. - powiedział z podziwem. Nic nie odpowiedziałam, tylko się uśmiechnęłam. Dojechaliśmy pod halę. Poszłam do szatni się przebrać i po 10 minutach, wyszłam na boisko, gdzie czekał już Zibi.
- No to co rozgrzewamy się? - spytałam. Nie lubiłam tego, ale wiedziałam jakie to ważne.
- Ok.
Nasza rozgrzewka trwała 15 minut, przy czym rozmawialiśmy o wczorajszej imprezie.
- No to co gotowa, żeby przegrać? - spytał, patrząc na mnie z rozbawieniem.
- Gotowa, ale na to, żeby zobaczyć twoją reakcję, gdy przegrasz z dziewczyną. - odpowiedziałam uśmiechając się złośliwie. - O co gramy?
- O.. Widzę, że chcesz rywalizować na serio. - popatrzył na mnie - Hmm.. Dobra, jeśli wygram ty płacisz za kolację, a jeśli przegrasz to wtedy ja zapłacę.
- Mówiłam Ci, że nie pójdę z tobą na kolację. - przypomniałam mu.
- Ale to nie będzie randka, obiecuje. - położył rękę na sercu -  I tak musimy zjeść kolację, więc co to za różnica, czy w domu, czy w restauracji.
- Ale to nie jest randka! - powiedziałam stanowczo.
- Ok - uśmiechnął się. - To co, gramy do 20?
- Nie ma sprawy. - zaczęliśmy grać. Rzucaliśmy do kosza prawie na zmianę. Widać było, że już kiedyś grał w koszykówkę, ale zawzięłam się i szłam z nim równo.
- Ups, chyba ktoś tu stawia jedzenie. - powiedziałam, przy stanie 18:16 dla mnie.
- Jeszcze wszystko jest możliwe. - odpowiedział nadal pewny siebie. Skupiłam się i przygotowywałam do dwutaktu, jednak gdy ruszyłam Zibi podbiegł i przewrócił mnie na ziemie, tak, że wylądowałam na nim.
- Ej to jest nie fair - krzyknęłam
- Ja tylko próbuję zaoszczędzić - wyszczerzył się.
- This is my life, my game and it's played by my rules - popatrzyłam, na jego tatuaż - Niezłe.
- A ty jakie masz motto? - spytał.
- Moje motto to startować i wygrywać - powiedziałam patrząc mu w oczy, po czym szybko wstałam i wrzuciłam piłkę do kosza. - I jak widać realizuję je perfekcyjnie. - dodałam z uśmiechem. Stanęłam z piłką, przy biodrze i obserwowałam jak Zbyszek podnosi się z boiska.
- Wiesz jak seksownie wyglądasz w tej pozycji? - spytał patrząc na mnie. Rzuciłam w niego piłką z całej siły.
- Idź się wykąp, cuchniesz. - odpowiedziałam złośliwie. - Spotkamy się w samochodzie.

___
Bardzo proszę o komentarze, nawet te negatywne. Chce po prostu wiedzieć, czy ktoś to czyta :)

wtorek, 12 lutego 2013

Rozdział XI

- Kiedy masz zamiar mu o tym powiedzieć? - zaskoczyła mnie tym pytaniem. To chyba oczywiste, że mu nie powiem.
- Natka, to nic pewnego. A może się mylę? - spytałam, próbując oszukać samą siebie.
- A jeśli się nie mylisz? Wydaje mi się, że powinien wiedzieć jak to się może skończyć.
- Mam powiedzieć, jednemu z najlepszych siatkarzy w Polsce, dla ktorego siatkówka jest wszystkim, że jeśli gips nie pomoże, to już nigdy nie wróci na boisko? - spytałam, zrozpaczona. Natka spojrzała na mnie ze współczuciem.
- Musisz to zrobić.
- Nie, nie muszę i tego nie zrobię. To nic nie zmieni. A po co ma się denerwować i to może nie potrzebnie?
- Luśka, na litość Boską. Wiem, że ty wolałabyś nie wiedzieć  o takiej rzeczy, ale zrozum, że niektórzy chcą się przygotować. - Natka traciła cierpliwość.
- Właśnie, niektórzy - wytknęłam jej.
- Luśka - powiedziała zdenerwowana. - Znam się lepiej na ludzkiej psychice. 90 % osób chce wiedzieć, o czymś co może zmienić ich życie!
- A skąd wiesz, że Bartek nie jest w tych 10 %? - spytałam.
- Bo w tych 10% są takie dziwaki jak ty. - odpowiedziała - A on wygląda na normalnego.
- Nie powiem mu i już. Nie przekonasz mnie, jakimiś głupimi statystykami. - powiedziałam uparcie.
- Słuchaj, to może być dla niego szok, jak za dwa tygodnie dowie się, że nie będzie mógł więcej grać! - prawie krzyczała.
- Ciszej! - powiedziałam, bojąc się, że Bartek usłyszy. - A jak ja mu powiem to nie przeżyję szoku?
- Na pewno mniejszy, bo będzie miał wciąż nadzieję, że kolano będzie w lepszym stanie. Przygotuję się psychicznie, na wszystkie możliwości.
- A ty chciałabyś wiedzieć wcześniej, że Filip zostawi Cię dla byłej? - wypaliłam, ale od razu tego pożałowałam. Boże.. ale jestem głupia! - Natka, przepraszam ja..
- Chciałabym. - powiedziała, cicho. - Chciałabym, chociaż coś podejrzewać, wydaje mi się, że lepiej bym to zniosła.
- Ja się po prostu boję tego, jak on zareaguję.. - mówiłam ze spuszczoną głową, bawiąc się kołdrą. - Tyle razy opowiadał mi jak ważna dla niego jest siatkówka. A teraz co? Mam mu powiedzieć, że może już nigdy więcej w nią nie zagrać? - powiedziałam, ze łzami w oczach.
- Wiem, że to będzie trudne, ale uwierz, że tak będzie lepiej. - powiedziała, przytulając mnie.
- Powiem mu, ale w niedziele. - zdecydowałam. - Niech się nacieszy weekendem z chłopakami. Zostaniemy sami i powiem mu wszystko. - powiedziałam, wycierając łzy.
- Dobra, a teraz idź spać. Jutro musimy wcześnie wstać. Pójdziemy na zakupy i zrobimy coś do jedzenia na wieczór. - uśmiechnęła się, po czym wstała i wyszła.
Próbowałam zasnąć, ale nie mogłam. Ciągle myślałam o tym co powinnam zrobić. Z jednej strony Natka miała rację, może Bartek na prawdę wolałby się przygotować na tą wiadomość. To na pewno będzie dla niego szok. Ale z drugiej strony, mam patrzeć jak zamartwia się przez dwa tygodnie, może nawet nie potrzebnie? Właśnie, może. On się załamię.. Boże, proszę niech z jego kolanem będzie wszystko dobrze. Błagam.

Nie pamiętam, kiedy zasnęłam i co mi się śniło. Obudziła mnie Natka, stojąc nade mną w pełni gotowa do wyjścia.
- Wstawaj - powiedziała, rozkazującym tonem.
- 5 minut - odwróciłam się do niej plecami.
- Żadne 5 minut - ściągnęła ze mnie kołdrę. - Wstawaj! Mamy tyle rzeczy do zrobienia, że nie wiem jak się z tym wszystkim wyrobimy do 19! - Z trudem podniosłam się i poszłam do łazienki. Ubrałam się w jeansowe rybaczki i białą bluzkę z krótkim rękawkiem. Zrobiłam lekki makijaż i związałam włosy w kucyk. Weszłam do kuchni, gdzie Natka robiła śniadanie dla mnie i Bartka.
- Masz tutaj kanapki i herbatę. - położyła przede mną jedzenie i poszła zanieść Bartkowi. Zjadłam szybko i już pół godziny później, byłyśmy w supermarkecie. Kupiłyśmy wszystko co było nam potrzebne i wracałyśmy do samochodu, gdy nagle ktoś złapał mnie za rękę.
- Luśka, cześć! - odwróciłam się i zobaczyłam uśmiechniętego Adama. O nie..
- O Adam, cześć.. - wysiliłam się na uśmiech. - To jest Natka, moja przyjaciółka, a to Adam mój.. znajomy - przedstawiłam ich sobie.
- Miło mi - powiedział szybko -  Dzwoniłem, kila razy, ale nie odbierałaś. Stało się coś? - zapytał zaniepokojony.
- Nie, po prostu.. - myśl, Luśka, myśl... - Jestem z Bartkiem. - wypaliłam. Natka zakrztusiła się piciem, które właśnie piła. - Wiem, że powinnam Ci o tym powiedzieć, ale jakoś głupio mi było..
- O - powiedział, zawiedziony. - No cóż, spodziewałem się, że tak to się może skończyć.. Widziałem jak na Ciebie patrzył, gdy wychodziłaś ze mną. - powiedział i lekko się uśmiechnął.- W każdym bądź razie, mam nadzieję, że nadal utrzymamy kontakt, naprawdę Cię polubiłem. Może kiedyś wyskoczymy gdzieś w trójkę, co ty na to? - spytał z ożywieniem.
- Ee.. pewnie, odezwę się - powiedziałam, szybko. - Wiesz co, musimy lecieć.. Miło było cię spotkać i przepraszam, że nie odbierałam.
- Nie ma sprawy. Do zobaczenia. - pożegnał się i wszedł do sklepu.
- Kto to był? - spytała Natka, zaciekawiona, w drodze do samochodu.
- Aa.. nikt ważny - powiedziałam, obojętnie.
- Niezły - Wow, ogląda się już za innymi? Czemu ja nie poszłam na psychologie?

Wróciłyśmy do domu i od razu wzięłyśmy się do pracy. Z racji tego, że gotowanie nie było moją mocną stroną, zajęłam się sałatkami i całą resztą, która nie wymagała umiejętności kulinarnych. Dobrze, że Natka przyjechała, odwaliła za mnie całą, brudną robotę, czyli gotowanie, smażenie i pieczenie. Bartek siedział, grzecznie w pokoju, na zmianę oglądając telewizję i czytając książkę. Skończyłyśmy przed 18, byłam cała brudna więc wykąpałam się i przebrałam. Jak zwykle miałam problem z tym w co się ubrać. Zdecydowałam się na długą, brązową tunikę i czarne rajstopy.
- Ładnie wyglądasz - powiedziała Natka, gdy weszłam do pokoju.
- Dziękuję, ty też - odpowiedziałam z uśmiechem. Miała na sobie czarną, krótką sukienkę na ramiączkach, a włosy wyprostowane
- Tak, tak, obie wyglądacie pięknie, ale możecie mi pomóc? - spytał Bartek, próbując dosięgnąć szklankę z sokiem.
- Już - powiedziałam, podając mu ją.
- Tak właściwie, to ilu ich będzie? Starczy jedzenia? - Natka zaczęła się martwić.
- Nie wiem, Winiar w sumie nie mówił ilu ich ma przyjść. - teraz ja też się nad tym zastanawiałam.
Usłyszeliśmy dzwonek do drzwi, wzięłam głęboki oddech i poszłam otworzyć. Na klatce schodowej, stała duża grupka uśmiechniętych siatkarzy. Na sam ten widok. od razu się uśmiechnęłam.
- Jesteśmy - powiedział uradowany Winiar.
- Widzę - odpowiedziałam - wchodźcie, zapraszam. - zaprosiłam ich do środka i czekałam, aż wejdą. Weszli po kolei: Winiar, Zibi, Igła, Pit, Kosok, Możdżonek, Zagumny, Wlazły, Kłos, Zatorski, Ruciak, Cupko, Alek i na końcu Woicki. Zamknęłam drzwi, zastanawiając się gdzie się wszyscy pomieszczą i co będziemy jeść. Chłopaki weszli od razu do salonu.
- Kuraś - krzyknął Igła. Zaraz po nim, wszyscy zaczęli się witać z Bartkiem.
- No to może ja Wam przedstawię - zwrócił się do nich Winiar. - To jest Luśka - wskazał na mnie. - Rehabilitantka Bartka, a to jej przyjaciółka, Natka. - dodał.
- No stary, powiem ci, że najgorzej to tu nie masz. - powiedział z uśmiechem Zibi. - Nie miałbym nic przeciwko, leczeniu kontuzji w takim towarzystwie. - dodał. Podszedł do nas i przedstawił się osobiście.
Impreza zaczęła się rozkręcać. Ci, którzy nie znaleźli miejsca na kanapie lub krzesłach, po prostu siedzieli na podłodze, nikomu to nie przeszkadzało. Zamówiliśmy kilkanaście pudełek pizzy, bo chłopaki pochłaniali wszystko w ekspresowym tempie. Nie obyło się bez alkoholu, ale na szczęście w odpowiedniej ilości. Przekonałam się, że siatkarze to naprawdę normalni faceci z którymi można pogadać o wszystkim. Najwięcej do powiedzenia, miał oczywiście Igła. Temu człowiekowi, buzia się nie zamykała. Polubiłam ich wszystkich już po 10 minutach rozmowy. Gdy impreza rozkręciła się na dobre zaczęliśmy wszyscy, oczywiście oprócz Bartka, tańczyć do piosenki "Ona tańczy dla mnie", potem "Gangam Style", ale kaczuszki, to już przesada. Tańczyłam i płakałam ze śmiechu, gdy Cupko i Alek uczyli się kroków, wyglądając przy tym jak dwa, wielkie, niezdarne kurczaki. W pewnym momencie, wyszłam na balkon przewietrzyć się. Stałam, oparta o barierkę i patrzyłam na Bełchatów. Usłyszałam, że ktoś wchodzi, odwróciłam się i zobaczyłam Zibiego.
- Przeszkadzam? - spytał, skrępowany.
- Nie, no co ty - odpowiedziałam z uśmiechem.
- Dobrze się bawisz?
- To ja powinnam Cię o to spytać, w końcu ty jesteś gościem, ale chyba wszyscy się dobrze bawią. - powiedziałam.
- Taa, impreza jest świetna. Fajnie tak, odpocząć choć przez chwilę od treningów i wyluzować się na maksa. - Też oparł się o barierkę i patrzył przed siebie.
- Domyślam się. Wiesz, naprawdę was podziwiam, za tą wytrwałość, ja bym chyba nie dała rady. - powiedziałam szczerze.
- Daj spokój, praca jak każda inna. - odpowiedział obojętnie. - Podziwiać można na przykład Ciebie.. pomagasz ludziom, dajmy na to, takiemu Bartkowi. - skinął głową w kierunku drzwi.
- Daj spokój, praca jak każda inna. - powtórzyłam jego słowa. Popatrzył na mnie z uśmiechem.
- Jak Ci się mieszka w Bełchatowie?
- Hmm.. wiesz, że nie czuję jakiejś ogromnej różnicy? Może dlatego, że nie wiele wychodzę z domu, a teraz jeszcze przyjechała Natka. Brakuję mi przyjaciół, pracy i całego tego warszawskiego życia, ale nie jest źle. A Tobie jak jest w Rzeszowie?
- Mam dokładnie tak jak ty - uśmiechnął się. - Nie mam zbyt dużo czasu, żeby zwiedzać, czy po prostu wychodzić na miasto. Większość dnia zajmują mi treningi, a po nich jestem tak padnięty, że marzę tylko o tym, żeby być w mieszkaniu. A twój chłopak nie ma nic przeciwko, że mieszkasz tutaj z Bartkiem? - spytał
- Nie mam chłopaka..
- Nie możliwe - powiedział, patrząc na mnie z ciekawością
- A jednak. - odpowiedziałam krótko. Zibi się uśmiechnął.
- Uprawiasz coś? - spytał.
- Wiesz.. jest parę rzeczy, które uprawiam. - odpowiedziałam, śmiejąc się.
- O sporcie mówię - tez się zaczął śmiać.
- Teraz już nie.. W szkole grałam w siatkę i kosza.
- Oo, może jutro wyskoczymy na sale i pogramy w kosza, co ty na to? - spytał z ożywieniem.
- W sumie, możemy, ale uprzedzam, dawno nie grałam. 
- Dam Ci fory - uśmiechnął się zawadiacko - A potem możemy skoczyć coś zjeść.
- Nie umawiam się ze sportowcami - powiedziałam. A może by tak ostatni raz?
- Czyli.. mam rozumieć, że muszę mieć kontuzję, żeby umówić się z tobą w restauracji?
- Wydaje mi się, że to najprostsze rozwiązanie - powiedziałam z uśmiechem.
- Ale ja nie lubię prostych rozwiązań... - powiedział, patrząc mi w oczy.

niedziela, 10 lutego 2013

Rozdział X



Wyszliśmy z hali, byłam tak wkurzona na Bartka, że nawet się nie odzywałam.
- Luśka wiem, że jesteś zła. To było nie rozsądne z mojej strony, powinienem był ci powiedzieć od razu, że boli.
- Tak, powinieneś i to nie ze względu na mnie, tylko na samego siebie - powiedziałam zdenerwowana.-  Myślałam, że chcesz jak najszybciej wrócić na boisko, ale widocznie się pomyliłam.
- Chcę! Właśnie dlatego nic nie mówiłem, chciałem jak najszybciej skończyć rehabilitację i wrócić do treningów. - próbował się usprawiedliwić.
- Jak niby chciałeś to zrobić z bolącym kolanem? - krzyknęłam.
- Luśka, ludzie patrzą. - upomniała mnie cicho Natka, bojąc się, że jej też się oberwie.
- Nie wiem - powiedział, chyba dopiero teraz dotarło do niego co zrobił. W milczeniu wsiedliśmy do samochodu.
- Może podrzucę cię do galerii? Musisz sobie  kupić kilka ciuchów, a ja wątpię, że znajdę dzisiaj czas na zakupy. - zaproponowałam Natce.
- Nie ma sprawy. - Podwiozłam ją pod centrum handlowe i pojechałam z Bartkiem do jego lekarza. Nie musieliśmy długo czekać, od razu zrobiono mu wszystkie badania.
- Nadal jesteś na mnie zła? - spytał, gdy czekaliśmy na wyniki. Nie odpowiedziałam nic, nie miałam ochoty z nim rozmawiać. Czy on nie zdawał sobie sprawy z tego jak ciężko ma uszkodzone kolano? Jak można być tak nieodpowiedzialnym? - Luśka, przepraszam. - powiedział z miną szczeniaka.
- Proszę wejść - zawołał nas lekarz.
- I co z jego kolanem? - spytałam.
- Cóż, zdjęliśmy mu za szybko gips, okazuję się, że jego kolano jest w gorszym stanie, niż się tego spodziewaliśmy.
- Przecież zrobiliście mu badania, po zdjęciu usztywnienia. - powiedziałam, nie rozumiejąc. - Nie widzieliście, że jest na to za wcześnie? - spytałam, oskarżycielskim tonem.
- Myśleliśmy, że rehabilitacja pomoże - powiedział, lekko zawstydzony.
- Ale nie pomogła! - krzyknęłam.
- Spokojnie. - Bartek, złapał mnie za rękę.
- I co teraz? - spytałam już spokojniej.
- Założymy mu znów gips, na dwa tygodnie.
- A co będzie, jeśli zdejmiecie mi go, a  nie będzie lepiej? - zapytał Bartek
- Nie chcemy spekulować, na razie usztywnimy nogę i zobaczymy co dalej. - odpowiedział, wymijająco doktor. Ja  wiedziałam, co będzie dalej, jednak nie chciałam dopuszczać, do siebie takiej myśli.

- To moja wina. - wyrzucił z siebie, gdy wracaliśmy do domu.
- Niby czemu?
- Gdybym powiedział wcześniej.. może byłoby inaczej, może dało by się coś zrobić.
- Nie byłoby inaczej, to nie twoja wina. Teraz po prostu rehabilitacja, będzie trwać dłużej.
- Słuchaj, jeśli chcesz zrezygnować to nie ma sprawy. 
- Nie wygłupiaj się, nie zostawię Cię teraz. - powiedziałam. Czułam na sobie jego wzrok, ale uparcie patrzyłam przed siebie. W oczach pojawiły mi się łzy, zagryzłam wargi, marząc o tym, żeby jak najszybciej być w domu. Po drodze odebraliśmy Natkę, obładowaną torbami.
- No i co powiedział lekarz? - spytała z przejęciem.
- Na razie usztywnili mi nogę na dwa tygodnie. Jak mi zdejmą to zobaczymy co dalej - odpowiedział jej Bartek.
- Ale wszystko będzie dobrze?
- Nie wiem. Luśka - zwrócił się do mnie. - A co jeśli zdejmą mi gips i nie będzie lepiej? - tego pytania bałam się najbardziej. Nie spodziewałam się, że tak szybko padnie.
- Nie wiem, może włożą ci znów w gips. - po raz pierwszy go okłamałam i czułam się z tym strasznie. Kątem oka, zauważyłam, że Natka na mnie podejrzliwie patrzy. Nikt nic więcej nie powiedział. W milczeniu wracaliśmy do domu. Gdy dotarliśmy, od razu weszłam do łazienki. Nie wytrzymałam i zaczęłam płakać. To nie może się tak skończyć. On jest świetnym siatkarzem, to nie byłoby fair. Złapałam się za głowę, co się ze mną dzieje? Czemu, aż tak mi zależy? Usłyszałam pukanie do drzwi.
- Długo jeszcze? Musze do toalety. - powiedziała Natka.
- Już, już - odpowiedziałam, ocierając łzy. Wyszłam, starając się nie pokazywać jej swojej twarzy. Nie udało się, spojrzała na mnie pytający wzrokiem.
- Później - szepnęłam, bo Bartek właśnie szedł do kuchni. Wzięłam głęboki oddech i poszłam za nim. - Chcesz coś do jedzenia? - zapytałam, siląc się na jak najbardziej normalny ton.
- Płakałaś? 
- Nie, coś mi wpadło do oka i wyjmowałam. - kolejne kłamstwo. - No to co, chcesz coś do jedzenia?
- Jakbyś mogła zrobić mi jajecznice to byłoby super. - powiedział z uśmiechem.
- Nie ma sprawy. - odpowiedziałam i zabrałam się za smażenie. - Trzeba zadzwonić do Winiara, że nie przyjdziemy. Od tej pory leżysz z nogą w górze, a wstajesz tylko do łazienki rozumiesz? - spytałam, tonem nie przyjmującym sprzeciwu.
- Tak jest - odpowiedział, śmiejąc się. - Szkoda, że nie możemy iść do niego, zapowiadał się fajny wieczór.
- Twoje kolano jest ważniejsze.
- Wiem, wiem.. Ej - krzyknął - A jakbyśmy ich zaprosili tutaj? Nie musiałbym wstawać, a spotkalibyśmy się wszyscy - spytał, podekscytowany.
- No w sumie czemu nie.. Zadzwonię do Winiara i pogadam z nim, no chyba, że ty chcesz zadzwonić - powiedziałam.
- Nie, nie spoko ty zadzwoń.
- Co tak ładnie pachnie? - spytała Natka, wchodząc do kuchni.
- Luśka robi jajecznice.
- O dla mnie też? - spytała z nadzieją.
- Starczy dla wszystkich. - odpowiedziałam, nakładając jedzenie na talerze. Rozmawialiśmy o pracy Natki, to znaczy oni rozmawiali, ja byłam myślami, zupełnie gdzie indziej. Po kolacji,  wzięłam długi prysznic i siedząc już wygodnie w łóżku zadzwoniłam do Winiara.
- No cześć blondyna - usłyszałam. Cały Winiar.
- Cześć. - przywitałam się.
- Oj, coś się stało. - powiedział, podejrzliwym tonem.
- Nie będzie nas na tym grillu.
- Co? Czemu? To ma coś wspólnego z tym, że tak szybko wyszliście dzisiaj z treningu?
- Tak, pojechaliśmy do lekarza, bo Bartek dopiero wtedy przyznał mi się do tego, że boli go kolano podczas ćwiczeń.
- No co za głąb - przerwał mi.
- No i okazało się, że miał za szybko zdjęty gips i że z kolanem jest gorzej, niż myśleli na początku. Usztywnili mu znowu nogę, na dwa tygodnie. Nie chcę, żeby się nie potrzebnie nadwyrężał.
- Rozumiem, pewnie. - odpowiedział ze smutkiem.
- Ale mamy pewien pomysł - powiedziałam. - Może wpadlibyście do nas? Zrobiłabym z Natką coś do jedzenia, posiedzielibyśmy, pogadali. Co ty na to? - spytałam.
- Mi pasuję, dam znać chłopakom, ale oni też się na pewno zgodzą.
- To co jutro o 19 u nas?
- Ok - dodał wyraźnie ucieszony, że jednak impreza się odbędzie.
- No to do zobaczenia. - pożegnałam się i rozłączyłam. Opadłam na poduszki, gdy nagle Natka zapukała i uchyliła drzwi do pokoju.
- Możemy pogadać?
- Pewnie, wchodź. - No to już po spaniu.
- Powiesz mi co się stało? Dlaczego płakałaś w łazience? Z Bartkiem coś nie tak? - zapytała.
- Natka, nic nie wiadomo jeszcze. Zdejmą mu gips, to wtedy zobaczymy, czy wszystko ok. - powiedziałam wymijająco.
- Wiem dobrze, kiedy kłamiesz. A na pewno nie odpowiedziałaś szczerze Bartkowi w samochodzie. Wiesz, co będzie jeśli po zdjęciu gipsu z jego kolanem nie będzie lepiej? - spytała żądając odpowiedzi. Skinęłam jedynie głową. - Powiesz mi? - Łzy znów pojawiły mi się w oczach.
- Natka, jeśli gips nie pomoże, to Bartek już nigdy nie wróci na boisko..

Rozdział IX

- Zostawił mnie. - powiedziała Natka, nadal stojąc na klatce schodowej.
- Filip? - zapytałam z niedowierzaniem. - Boże, wchodź. - zaprosiłam ją do domu. Przytuliła się do mnie, jeszcze bardziej płacząc. Bartek bezgłośnie pokazał, że będzie w salonie. Weszłyśmy do mojego pokoju. - Co się stało? - spytałam, nie bardzo wiedząc co się dzieję.
- On.. on.. zostawił mnie - mówiła nie wyraźnie.
- Pokłóciliście się? 
- Nie.. Pamiętasz jego byłą dziewczynę? - zapytała
- No ta niska, ruda.. - próbowałam przypomnieć sobie jej imię.
- Taak, oni zerwali, przed tym jak wyjechała do Londynu - powiedziała, pociągając nosem. - Potem, zaczął się ze mną spotykać, mówił, że do tamtej już nic nie czuje.. - przerwała, a ja czekałam, aż się uspokoi. - I ona.. ona wróciłam tydzień temu do Polski, spotkali się i.. - nie mogła nic więcej powiedzieć.
- Rzucił Cię dla niej? - spytałam, nie mogąc w to uwierzyć. Natka skinęła głową - Boże...
- Luśka, co ja mam robić? Ja go kocham.. - powiedziała.
- Natka, jeśli cię  zostawił dla tej dziewczyny, to naprawdę nie był ciebie wart, ona ci do pięt nie dorasta - mówiłam szczerze. Jak Filip mógł zostawić ją dla niskiej, rudej, piegowatej dziewczyny z krzywymi nogami? Byłam na niego tak wściekła, że gdyby był w pobliżu to nie ręczyłabym za siebie - Jesteś młoda, piękna znajdziesz sobie kogoś, kto na ciebie zasługuje. Tego kwiatu jest pół światu. - powiedziałam, uśmiechając się.
- Może to moja wina? Gdybym się bardziej starała, może by został ze mną - no tak, typowe zachowanie porzuconej dziewczyny, czyli obwinianie niepotrzebnie samej siebie.
- Przestań, byliście idealną parą. To chyba lepiej, że stało się to teraz, niż za 10 lat, kiedy bylibyście małżeństwem. Znajdziesz sobie kogoś z kim będziesz szczęśliwa. A o nim musisz zapomnieć.  Widocznie, tak musiało być. - powiedziałam. Natka się trochę uspokoiła.
- Luśka.. ja planowałam z nim przyszłość, chciałam mieć dzieci. Uwierzyłam, że nic już do tej Kaśki nie czuję. A dzisiaj przychodzi do mnie i mówi, że spotkał się z nią i że chyba nadal coś do niej czuję! Wiesz jak się poczułam? - znowu zaczęła płakać.
- Wyobrażam to sobie. Pamiętasz jak mnie Wojtek zdradził? Czułam się podobnie, ale w końcu zdałam sobie z tego sprawę, że widocznie tak miało być i że zasługuję na kogoś lepszego. Ty też musisz to zrozumieć.
- Staram się Luśka, naprawdę, ale to boli! - powiedziała, płacząc.
- Wiem, że potrzeba czasu. Wiesz co.. zostań u mnie na parę dni. Jutro pójdziemy do klubu, może poznamy kogoś fajnego. - zaproponowałam
- Nie mam ochoty na zabawę. Chce leżeć sama w łóżku i płakać.
- Natka wiesz, że to jest najgorsze rozwiązanie. Musisz o tym jak najszybciej zapomnieć.
- Wiem, ale naprawdę nie mam ochoty ruszać się nigdzie z domu. - powiedziała stanowczo
- Dobra, to zostaniesz tu w piątek sama bo my idziemy na grilla do Winiara - czekałam na jej reakcje.
- Będzie grill u Winiara? - spytała już innym głosem.
- No mamy zaproszenie i pomyślałam, że też byś chciała wpaść, ale skoro wolisz zostać w łóżku to nie będę cię ciągnąć na siłę - powiedziałam obojętnie.
- Wiesz, może jednak pójdę - powiedziała, ocierając łzy.
- No to super. A co z Lilką, gdzie ona w ogóle jest? - spytałam. Dziwne, że nie przyjechały razem.
- Pojechała w góry z Sebą i jego kolegami. Też miałam jechać, ale nie mogłam się wyrwać z pracy.
- Aa.. Ej a może coś obejrzymy, jak za starych dobrych czasów? Piwko i komedia? - zaproponowałam z uśmiechem.
- Czemu nie.. - zgodziła się z wymuszonym uśmiechem. Poszłam do kuchni, wzięłam z lodówki 2 piwa i zrobiłam popcorn. Zaczęliśmy oglądać Kac Vegas. Natka w połowie filmu zasnęła. Nie chciałam jej budzić, więc wyłączyłam film i przykryłam ją kocem. Wyszłam z pokoju, owinięta drugim. Bartek siedział w salonie na kanapie i oglądał mecz piłki nożnej.
- Co z nią? - spytał, wyraźnie zainteresowany.
- Zasnęła. Nie będziesz miał nic przeciwko, jeśli zostanie tutaj przez kilka dni? - zapytałam. - Wiem, że sobie poradzi, w końcu jest psychologiem, ale Lilki nie ma w Warszawie, nie chce zostawiać jej samej. - dodałam
- Nie ma sprawy - odpowiedział, bez namysłu - Może zostać tu ile tylko chce.
- Dzięki - uśmiechnęłam się. - Smakował kurczak? - zapytałam
- I to bardzo, brakowało mi tego.
- No to się cieszę. Mogę posiedzieć z tobą? Nie chce mi się jeszcze spać.
- Pewnie, siadaj - zrobił mi miejsce. Usiadłam koło niego i przykryłam go kocem.
- Co się tak właściwie stało? - zapytał - Oczywiście, jeśli nie chcesz to nie mów.
- Chłopak ją rzucił. - powiedziałam i znów ciśnienie mi się podniosło. - Nadal nie mogę w to uwierzyć, jak dla mnie byli idealną parą.
- No to czemu ją zostawił?
- Jego była dziewczyna, tydzień temu wróciła do Polski, spotkali się i .. no wiesz, uczucie wróciło. - powiedziałam.
- No to wyobrażam sobie co ona teraz musi czuć. - powiedział, widać było, że jego też coś gnębi.
- Stało się coś? - zapytałam.
- Nie wiem co się dzieję z Aśką... Wydaje mi się, że już jej na mnie nie zależy. Nie ma dla mnie czasu nawet przez telefon. Ważniejsze są dla niej imprezy. W ogóle nie interesuję się co u mnie. Nie wiem co mam robić.. - wyrzucił to z siebie.
- Może porozmawiaj z nią? Powiedz jej co czujesz, jak to wszystko odbierasz. - doradziałam mu.
- Tak zrobię, tylko kiedy? Ja nie mogę jechać do niej bo nie przerwę rehabilitacji, a ona w ten weekend nie może. - powiedział załamany
- No to jak nie w ten, to w następny. Powiedz, żeby przyjechała bo chcesz z nia porozmawiać, powinna zrozumieć. A w piątek pójdziemy do Winiara i się trochę rozerwiesz - uśmiechnęłam się. - Myślisz, że będzie miał coś przeciwko temu, żebyśmy wzięli ze sobą Natkę? - zapytałam
- Winiar? No co ty. Dla niego im więcej ludzi tym lepiej. - odpowiedział.
- No to super. Dobra, idę spać. - powiedziałam, zmęczona.
- Dobranoc.
Poszłam się kąpać, jedyne o czym teraz marzyłam to gorąca kąpiel.

Następnego dnia obudził mnie telefon.
- Słucham - powiedziałam, zaspanym głosem.
- No cześć Luśka, obudziłem cie? - usłyszałam wesołego Winiara.
- Tak - powiedziałam oburzona
- Wybacz, nie chciałem.
- Serio? - popatrzyłam na zegarek - No to co jest tak ważnego, że dzwonisz do mnie o 6 rano?
- W sumie to nic - zaśmiał się - chciałem się tylko upewnić, że wpadniecie jutro na tego grilla.
- A właśnie - przypomniałam sobie - Słuchaj, bo przyjechała do mnie przyjaciółka i zostanie na kilka dni, miałbyś coś przeciwko, żeby też przyszła? - spytałam
- No co ty - powiedział natychmiast - Im więcej ludzi tym lepiej - uśmiechnęłam się do siebie, przypominając sobie, że to samo wczoraj mówił Bartek. - Mam do was prośbę, wiem, że powinienem porozmawiać o tym raczej z Bartkiem, ale jak już gadamy.. - wytłumaczył się - Chodzi o to, że zaprosiłem też chłopaków z reprezentacji. I tak, chcieli przyjechać, odwiedzić Bartka, więc pomyślałem, że to idealna okazja.
- To świetnie! - sprawił, że rozbudziłam się całkowicie.
- No właśnie, tylko, że u mnie w domu nie zmieszczą się wszyscy i mam prośbę, czy kilku nie mogło by przenocować u Was.
- A ilu konkretnie miałoby tu spać? - spytałam
- Trzech, może czterech. Dacie radę ich jakoś upchnąć? - spytał z nadzieją.
- Pomieścimy się, spokojnie - odpowiedziałam - Ale muszę porozmawiać jeszcze z Bartkiem w końcu to jego mieszkanie.
- Ok, ok. A może wpadniecie dzisiaj na trening? Weź koleżankę, chętnie ją poznam. - zaproponował.
- Dobra, spytam ich i jak coś to wpadniemy - powiedziałam. - Winiar, skąd ty masz w ogóle mój numer? - spytałam. Nie przypominałam sobie, żebym mu go podawała.
- Z internetu. Masz go podanego w razie nagłych przypadków - powiedział, śmiejąc się. - Stwierdziłem, że o 6 rano mogę go wykorzystać.
- Bardzo śmieszne, przez ciebie będę teraz niewyspana. Wielkie dzięki - powiedziałam, też się śmiejąc.
- Zawsze do usług, muszę kończyć Oli mnie woła, żebym mu zrobił śniadanie. Do zobaczenie na treningu. - pożegnał się i rozłączył. Próbowałam zasnąć, ale bez skutku więc o 7 wstałam i poszłam się ogarnąć. Był ładny, ciepły poranek, więc zdecydowałam się na krótkie, jeansowe szorty, białą bokserkę i różowo-białe trampki. Zrobiłam śniadanie i czekałam, aż moi współlokatorzy się obudzą. Pierwsza wstała Natka, weszła z podpuchniętymi oczami do kuchni.
- Cześć - powiedziała zaspana.
- Wyglądasz okropnie.
- Dziękuję, już zapomniałam jak miło potrafisz witać się ludźmi - odpowiedziała z ironią.- O Boże, rzeczywiście - krzyknęła przerażona, gdy zobaczyła swoje odbicie w mikrofalówce.
- Jak się czujesz? - zapytałam.
- Lepiej. Muszę zająć się czymś innym, żeby o tym nie myśleć. Co robimy dzisiaj?
- Co powiesz na oglądanie treningu Skry? Potem możemy iść na zakupy - powiedziałam z uśmiechem, wiedząc, że jej się to spodoba.
- Wiesz, że jesteś najlepszą przyjaciółką na świecie? - spytała, podekscytowana.
- Wiem, wiem, a teraz idź się kąpać, bo nie mogę na ciebie patrzeć. - uśmiechnęłam się do niej przyjaźnie, a ona pokazała mi język.
- Dzień dobry - Bartek wszedł do kuchni z uśmiechem na twarzy, gdy Natka puściła wodę pod prysznicem.
- No cześć - przywitałam się - Siadaj. Zrobię ci herbatę, jak chcesz to weź sobie kanapki, zrobiłam dla wszystkich.
- Ok, wyspałaś się?
- Nie - powiedziałam oburzona - Winiar obudził mnie o 6.
- Winiar? Co chciał? - spytał zaskoczony. Opowiedziałam mu wszystko. Tak jak myślałam na wszystko się zgodził. Po 20 minutach, Natka wyszła z łazienki, owinięta samym ręcznikiem i stanęła w drzwiach kuchni.
- O Boże - pisnęła, widząc Bartka i uciekła do pokoju, na co ja wybuchłam śmiechem. - Przepraszam, myślałam, że jeszcze śpisz - krzyknęła.
- Nie martw się, Luśkę widziałem w bieliźnie. - od razu przestałam się śmiać. Bartek spojrzał na mnie z satysfakcją.
- Weź sobie coś ode mnie - zawołałam. Po 5 minutach weszła do kuchni zarumieniona. - Zrobiłam ci kanapki i herbatę.
- My się jeszcze nie poznaliśmy, Bartek jestem - uśmiechnął się do niej, na co ona jeszcze bardziej poczerwieniała. - Miło cie poznać.
- Natka. - odpowiedziała szybko. - Nie masz nic przeciwko temu, żebym tu została do niedzieli? - spytała skrępowana.
- Nie no co ty, możesz zostać ile będziesz chciała.
- No a jutro będziemy mieć kolejnych gości - powiedziałam do niej. - Chłopaki z reprezentacji tu przenocują.
- Pomieścimy się?
- Jakoś damy radę. Dobra, jedz szybko i wychodzimy.
Bartek poszedł się ogarnąć i po godzinie, dojechaliśmy pod halę.
- Cześć - krzyknął Plina, który zauważył nas pierwszy. Wszyscy zgromadzili się wokół nas.
- To jest Natka. - przedstawiłam ją. 
- Cześć - powiedziała, uśmiechając się szeroko. Chłopaki, przywitali się z nią i wrócili do treningu. Zajęliśmy miejsca na trybunach i oglądaliśmy. Bartek, patrzył ze smutkiem na boisko. Widać było, że chciałby móc wejść i pograć z nimi.
- Nie martw się, już wkrótce ty też będziesz trenował. - powiedziałam do niego cicho.
- Luśka.. Muszę ci coś powiedzieć.. - powiedział, zawstydzony.
- Co takiego?
- No bo.. jak ćwiczymy, to ja ci mówię, że nie boli, a to boli i to coraz bardziej.. - powiedział, nie patrząc mi w oczy.
- Że co? - spytałam zszokowana. - Bartek, nie powinno cię już boleć, przy zginaniu! Coś musi być nie tak! Zbieraj się, jedziemy do lekarza..